Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Autentyczność rodem z TikToka i Netflixa to fikcja. Wiara nie jest przeszkodą dla prawdziwie autentycznego życia

Autentyczność rodem z TikToka i Netflixa to fikcja. Wiara nie jest przeszkodą dla prawdziwie autentycznego życia Mateus Campos Felipe/unsplash.com

Współcześni ludzie, zwłaszcza młodzi, budują swą tożsamość w oparciu o treści sprzedawane im przez media. Influencerzy, celebryci czy bohaterowie seriali stanowią ważne punkty odniesienia na drodze odkrywania własnego „ja”. Religijność zaś odbierana jest jako przeszkoda do autentycznego bycia sobą. Nakazy, normy, rytuały – to wszystko budzi niechęć współczesnego człowieka nastawionego na oryginalność, spontaniczność i autentyczność. Jednak dobrze rozumiana i zdrowo przeżywana religijność nie stanowi przeszkody dla prawdziwego bycia sobą.

„Chcemy być sobą”

Ideał autentyczności jest jednym z największych pragnień współczesnego człowieka, a przede wszystkim ludzi młodych, którzy dopiero stają przed zadaniem odkrycia swojej tożsamości.

Zgodnie z tym ideałem, każdy z nas powinien przeżyć życie na swój własny sposób, zamiast naśladować kogoś innego. Jeśli nie będziemy wierni samym sobie, to zmarnujemy własne życie. Zatem nie możemy podporządkowywać się żadnym zasadom ani żadnym wzorcom postępowania. Ostatecznie liczy się tylko nasza własna oryginalność, czyli to, co sami stworzymy lub odkryjemy.

Inną stroną autentyczności ma być zjawisko „emotywizmu”. To postawa polegająca na bezpośrednim wyrażaniu swych emocji i uczynieniu z nich głównego motywu swoich działań. Emotywizm możemy zaobserwować we współczesnej polityce. Skandowanie wulgaryzmów na demonstracjach pod przewodnictwem Marty Lempart czy obrażanie prezesa TVP przez tysiące młodych ludzi na koncertach Maty przedstawiane są jako zrywanie z hipokryzją. Ma to być najszczersza z możliwych forma wyrazu własnych poglądów.

Zdaniem kanadyjskiego filozofa, Charlesa Taylora, przytoczone powyżej rozumienie tego ideału jest fałszywe. Nie może być mowy o prawdziwej autentyczności bez spełnienia następujących warunków.

Autentyczność jest poszukiwaniem swej prawdziwej natury, a nie wystrzału „dopaminy”.

Pierwszym warunkiem jest konieczność odnalezienia sensu, którym będziemy kierować się, dokonując życiowych wyborów. Podobnie, jak do zmierzenia własnego wzrostu potrzebujemy miary wyrażonej w ściśle określonych jednostkach długości, tak samo potrzebujemy odkryć w świecie obiektywne wartości, by móc w ich świetle odnaleźć samych siebie. Potrzebujemy wartości istniejących niezależnie od naszych pragnień – tylko wtedy możemy się dowiedzieć, kim jesteśmy naprawdę. Człowiek nie jest niczym niezdeterminowany – możliwość nieograniczonego kształtowania siebie to szkodliwy mit.

Charles Taylor, odwołując się do Jeana Jacquesa Rousseau, pisze, że w dobrze rozumianym ideale autentyczności chodzi o odkrycie swej własnej, indywidualnej i niepowtarzalnej natury. Obiektywne wartości pozwalają poznać, kim tak naprawdę w głębi jesteśmy. Zasady moralne są zapisane we wnętrzu człowieka. Jak jednak słusznie zauważył Rousseau, ich odkrycie jest mocno utrudnione przez to, że często zatrzymujemy się na powierzchni naszych emocji, uczuć i zachcianek. Te zaś są zmienne i bywają ze sobą sprzeczne, powodując wewnętrzny konflikt. Jeżeli dziś chcę być influencerem, jutro piłkarzem, a pojutrze raperem, to ciężko tu mówić o jakiejkolwiek stałości. Bycie sobą jest czymś znacznie głębszym niż zmieniające się pragnienia.

By więc odkryć, kim naprawdę jesteśmy, trzeba podjąć wysiłek cierpliwego wsłuchiwania się w siebie. Jest to o wiele trudniejsze, niż kierowanie się aktualnie przeżywanymi emocjami czy dostarczanie sobie, tak łatwo dziś dostępnych, kolejnych dawek „dopaminy”, aby choć przez chwile poczuć błogostan. Obiektywne wartości są na tej drodze niezbędnym drogowskazem. Bez nich łatwo zagubić się w tym, co powierzchowne i chwilowe.

Autentyczność można osiągnąć tylko w relacji

Drugim warunkiem prawdziwej autentyczności jest potrzeba więzi z innymi ludźmi. Żeby poznać siebie, nie możemy zamknąć się w samotności we własnym pokoju. Dopiero w relacji z drugim człowiekiem odkrywamy, kim tak naprawdę jesteśmy. I tylko głębokie więzi z innymi ludźmi są tym, co jest w stanie dać nam szczęście.

W tym kontekście Taylor zauważa, że jednym z przejawów wypaczenia ideału autentyczności jest skrajny indywidualizm. To, co się liczy, to „mój własny dobrostan”, „moje własne szczęście” i „mój własny interes”. Kategoria „dobra wspólnego” i refleksja nad tym, jak to, co robię, wpływa na innych, jest tu praktycznie nieobecna.

Przejawia się to m.in. w dość powszechnym przekonaniu, że za udzielanie pomocy potrzebującym odpowiedzialne jest przede wszystkim państwo. Gdy spotykamy na ulicy człowieka chorego czy bezdomnego, mijamy go z przekonaniem, że pomóc mu powinien przeznaczony do tego urząd. Przekonanie o tym, że to aparat państwowy jest odpowiedzialny za pomoc potrzebującym, ma usprawiedliwiać nasz brak działania. Liczą się tylko nasze „cztery ściany” i nasz własny komfort. Dążenie do autentyczności zamienia się na dążenie do wygody.

Wiara jest decyzją, która nadaje sens

Żyjąc w świecie, w którym myślenie chrześcijańskie przestało być powszechne, w którym język religijny przestał być czymś zrozumiałym (o czym pisał w swym słynnym tekście Marcin Kędzierski), na pozór trudno jest w ogóle pomyśleć, że religia mogłaby nam pomóc w szukaniu autentycznego sposobu życia.

Przede wszystkim, warto postawić sobie pytanie – czym tak właściwie jest wiara? Otóż wiara to nadanie sensu całej rzeczywistości. Człowiek potrzebuje punktów odniesienia, bez których nie wiedziałby, jakie decyzje ma podjąć, czym powinien się w życiu zajmować, co naprawdę ma wartość. Kardynał Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, pisał, że z bagna niepewności i niezdolności do życia nikt sam siebie nie wyciągnie. Sensu, czyli podstawy, na której opiera się nasze życie, nie można sobie stworzyć, bo byłoby to jak próba wyciągnięcia się samemu z bagna za włosy. Sens życia można tylko przyjąć, ponieważ jest on czymś niezależnym od naszej woli, tak samo, jak niezależne od niej są prawa przyrody. Dla chrześcijan wiara jest decyzją, polegającą na przyjęciu hierarchii aksjologicznej, którą swoim świadectwem jasno wyznaczył Jezus Chrystus. Realizacja tych wartości we własnym życiu pozwala człowiekowi na osiągnięcie szczęścia.

Wiara otwiera nas na innych ludzi, gdyż jej największym przykazaniem jest przykazanie miłości. Miłość do Boga wyraża się nie tylko przez modlitwę, ale także przez to, w jaki sposób odnosimy się do drugiego człowieka. Wiara wymaga od nas, abyśmy nie traktowali nikogo przedmiotowo, w sposób instrumentalny. To znaczy, że zawsze powinno nam zależeć na dobru danej osoby, a nie na tym, jak wykorzystać ją do realizacji naszych interesów. Karykaturą wiary byłoby zamknięcie się w odosobnieniu motywowane lękiem bądź niechęcią do ludzi. Okazując miłość innym, budując z nimi silne więzi, mamy szansę najpełniej zrealizować się jako osoba. Przykazanie miłości Boga i bliźniego są od siebie nierozdzielne.

Okazuje się zatem, że religia spełnia oba warunki, umożliwiające autentyczność – nadaje sens życiu, dzięki czemu pozwala zorientować się, co jest naprawdę ważne, pozwala nam odkryć swą własną naturę oraz otwiera nas na relacje z innymi ludźmi, przełamując nasz własny egoizm.

Jednak może być przecież tak, że mimo tego istnieją inne przeszkody, których dotychczas nie wzięliśmy pod uwagę, a które sprawiają, że jednoczesne bycie osobą wierzącą i bycie sobą musi się wykluczać. Bowiem przykazania, normy i rytuały, które są nieodłączną częścią religii są dziś postrzegane jako absolutne przeciwieństwo spontaniczności i oryginalności. Dlatego teraz zastanówmy się, czy rzeczywiście są one czymś, co niszczy naszą autentyczność.

Powierzchowna religijność wypacza ideał autentyczności

Zacznijmy od uświadomienia sobie faktu, że konieczność przestrzegania przykazań nie jest wcale najważniejszym elementem chrześcijaństwa, bowiem pierwszą zasadą kerygmatu, czyli najbardziej podstawową prawdą wiary, nie jest nauka o grzechu, ale sformułowanie: „Bóg Cię kocha”.

Jasnym powinno być zatem, że prawo moralne nie istnieje po to, aby karać i kontrolować. Jego celem jest ułatwienie człowiekowi odróżniania prawdziwego dobra od tego, co tylko pozornie wydaje się dobrym, a w rzeczywistości nie przyniesie nam szczęścia, lecz wyrządzi krzywdę.

Z pewnością, nie można powiedzieć, że prawdziwie jest sobą człowiek wypełniający przykazania, ale kierujący się przy tym wyłącznie czystym formalizmem. Nie może być w takim wypadku mowy o autentycznym czynieniu dobra. Jest to jedynie podporządkowanie się zasadom, ze względu na oczekiwane korzyści lub ze względu na lęk przed wyróżnianiem się z tłumu. Życie zgodnie z zasadami moralnymi nie ogranicza naszej autentyczności tylko wtedy, gdy wypływa ono z naszej nieprzymuszonej woli i pragnienia realizacji sensu tych zasad, którym jest miłość. Zarazem należy pamiętać, że skoro jako ludzie posiadamy wolną wolę, to właśnie ona, w oparciu o nasze rozeznanie sytuacji, ma decydujący głos w dokonywaniu wyborów moralnych. Żaden człowiek nie może być nigdy zmuszany do działania wbrew własnemu sumieniu.

Oprócz tego warto zauważyć, że etyka jest czynnością twórczą, odkrywczą oraz niepowtarzalną, jak powiadał ksiądz profesor Józef Tischner. Nie polega ona wyłącznie na tym, żeby sformułować jakieś nakazy i zakazy. To nie wystarczy, ponieważ za każdym razem, kiedy musimy postąpić zgodnie z daną normą, istnieje wiele sposobów jej realizacji. I tak na przykład będąc w związku, normą jest okazywanie drugiej osobie miłości. Ale sam ten nakaz nie wystarczy – musimy jeszcze umieć go w konkretny sposób zrealizować. Tylko i wyłącznie od nas zależy, w jaki sposób okażemy swoją miłość dziewczynie lub chłopakowi.

Innym zarzutem skierowanym przeciw religii na tle problemu bycia autentycznym jest konieczność spełniania określonych praktyk. To prawda, że rytuały są ważnym elementem religii, jednakże uczestnictwo w rytuałach to naturalna potrzeba człowieka, która dotyczy zarówno osób wierzących, jak i niewierzących. Po prostu jesteśmy tak skonstruowani, że nie jesteśmy w stanie żyć bez rytuału – niezależnie od tego czy jest to rytuał religijny czy świecki (o czym pisał na naszych łamach Cezary Boryszewski). Jesteśmy istotami społecznymi, a rytuał ma silną moc wspólnototwórczą – jest to działanie grupy ludzi, którzy mają wspólną wizję rzeczywistości w zasadniczych kwestiach.

Ponadto, nie można zapominać o tym, że istotą katolickich rytuałów nie jest pozbawienie człowieka indywidualności, lecz regularne nawiązywanie kontaktu z Bogiem. Jeśli człowiek zbuduje z Nim silną więź, wówczas spełnianie określonych praktyk religijnych nie będzie dla niego czymś narzuconym z zewnątrz, ale możliwością realizacji jego wewnętrznego pragnienia. W przeciwnym wypadku uczestnictwo w rytuałach rzeczywiście może stanowić ograniczenie naszej autentyczności, pozostając tylko pustą, zewnętrzną formą religijności.

Wiara umożliwia prawdziwy „postęp”

Przed ludźmi pragnącymi pozostać autentycznymi staje także obawa, że religia wymusi na ich życiu konieczność powrotu do przeszłości, konieczność „cofania się do średniowiecza”. Jest to jednak obawa nie mająca odbicia w rzeczywistości. Wiara wcale nie jest patrzeniem wstecz ani kopiowaniem wzorców z przeszłości, ponieważ jej treść jest zawsze aktualna. Chociaż język, którym przekazuje się chrześcijańskie nauczanie, być może jest często niezrozumiały i brzmiący archaicznie, nie zmienia to faktu, że warto próbować go zrozumieć, a jego treść twórczo odnieść do własnego życia.

Wiara każe nam patrzeć w przyszłość. Każe nam myśleć o tym, jaki świat zostawimy dla następnych pokoleń, stąd na przykład ważnym jej elementem jest troska o środowisko. Wiara przypomina nam, że nasze teraźniejsze działania będą mieć swoje konsekwencje w przyszłości, nawet jeśli teraz ich nie dostrzegamy. Na przykład to, że obecnie ktoś czuje się spełniony oglądając filmy pornograficzne, nie oznacza przecież, iż nie wynikną z tego w przyszłości problemy. Trudności w relacjach z płcią przeciwną, przedmiotowe traktowanie kobiet, uzależnienie od tego typu treści – oto potencjalne konsekwencje. Wiara więc wzywa do odpowiedzialności – to, co robimy, ma realny wpływ na nas, innych ludzi i świat.

Autentyczność rodem z TikToka to kopiowanie modnych wzorców

Viktor Frankl, austriacki psychiatra żydowskiego pochodzenia, w czasie wojny będący więźniem obozów koncentracyjnych, pisał, że każdy człowiek musi odkryć swoje wyjątkowe powołanie lub misję, której celem jest wykonanie konkretnego zadania. Jeśli bowiem nie mamy świadomości celu, dla którego warto byłoby żyć, jeśli nie wiemy, co jest sensem naszego życia, to wtedy ogarnia nas poczucie pustki egzystencjalnej. Człowiek znajdujący się w takim stanie, sam nie wie, w jaki sposób chciałby postąpić, dlatego albo postępuje tak jak inni, albo robi wyłącznie to, czego inni od niego oczekują.

Doskonale widać to, kiedy przyglądniemy się bliżej niektórym nastoletnim ludziom, którzy, poszukując własnego sposobu życia, tak naprawdę kopiują wzory zaczerpnięte z popkultury. W sporej części słuchają oni tej samej muzyki, oglądają te same seriale na Netflixie i te same nagrania z TikToka, a następnie powielają zaobserwowane w tych mediach sposoby postępowania.

Podobnie jest z członkami różnego rodzaju subkultur. Są oni często przekonani o tym, że podążają zupełnie własną, indywidualną ścieżką życia, nie zauważając, iż w rzeczywistości rezygnują z bycia sobą na rzecz przynależności do grupy, ze strony której pragną akceptacji. Dzieje się tak, ponieważ jeśli nie wiemy, co jest sensem życia, nie jesteśmy w stanie być prawdziwie autentycznymi, a zamiast tego wyłącznie naśladujemy zachowania większości ludzi.

Odwołując się do Etyki autentyczności Charlesa Taylora wspomniałem, że łatwiej jest korzystać z różnych form powierzchownych przyjemności zamiast podjąć trud poszukiwania sensu. Jest to najłatwiejszy sposób na zagłuszenie uczucia pustki egzystencjalnej. Słynne hasła reklamowe w stylu: „Bądź sobą, wybierz Pepsi” czy “Snickers – głodny nie jesteś sobą” stanowią doskonały przejaw owego zjawiska.

Jeśli nie wiemy, co jest sensem naszego życia, nasze poszukiwanie autentyczności sprowadzone zostaje jedynie do samego aktu wyboru tego, na co w danej chwili mamy ochotę – niezależnie od tego, czy dana rzecz ma jakąkolwiek realną wartość. Ostatecznie wartość zyskuje sama możliwość wyboru, stwarzająca wrażenie nieograniczonej wolności, lecz nie mogąca zapewnić nam szczęścia, gdyż ciągle jesteśmy zmuszeni szukać kolejnych przyjemności. Wolność, dzięki której możemy wybierać to, co rozpoznajemy jako dobre, zostaje w ten sposób wypaczona.

Nie ma sprzeczności między byciem autentycznym a byciem osobą wierzącą. Religia, nadając sens naszemu życiu, sprawia, że jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie „kim jesteśmy?” w sposób, który nie będzie trywialny, ponieważ wiara chroni nas przed popadnięciem w stan pustki egzystencjalnej. Oczywiście, może się zdarzyć tak, że czyjaś wiara ograniczy się jedynie do pustego formalizmu i zewnętrznych praktyk, przez co dana osoba przestanie być sobą, a zamiast tego stanie się zwyczajnym naśladowcą. Jednakże, zgodnie z tym, co starałem się pokazać w tym tekście, gdy właściwie zrozumie się, czym jest wiara, nie grozi nam w żaden sposób utrata autentyczności.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.