Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Platformerski TK jak PiS-owska KRS. Czas na ponadpartyjność na serio!

Platformerski TK jak PiS-owska KRS. Czas na ponadpartyjność na serio! screen z 7. posiedzenia Sejmu - dzień pierwszy. 6 marca 2024 r. źródło: https://www.youtube.com/watch?v=xREEg-Ocphw

Rządząca koalicja rękoma Adama Bodnara pokazała wreszcie pakiet naprawczy ws. Trybunału Konstytucyjnego. Wśród nich jest również propozycja zmiany ustawy zasadniczej. To cieszy, bo na jej podstawie można zacząć poważną dyskusję o tym, jak mógłby wyglądać ustrojowy reset w zakresie sądu konstytucyjnego. Zgodnie z intencjami zainicjowanego przez Klub Jagielloński apel24.pl teraz swoje propozycje zmian ustawy zasadniczej dotyczące TK powinny przedstawić pozostałe środowiska polityczne. Szkoda tylko, że rządowa propozycja zagwarantowania „ponadpartyjności” nowemu TK przypomina… dorobek PiS.

Za co pochwalić „pakiet Bodnara”?

Na „pakiet naprawczy” ministra Bodnara składają się: przyjęta już przez Sejm uchwała, propozycja zmiany ustawy o Trybunale Konstytucyjnym będąca projektem społecznym opracowanym już jakiś czas temu przez ekspertów zgromadzonych wokół Fundacji Batorego oraz projekt ustawy o zmianie konstytucji.

Uchwała – jak wszystkie dotychczasowe „uchwałowe” akty kreacji rzeczywistości polityczno-prawnej przez rządzących – budzi bardzo poważne wątpliwości. Dobrze jednak, że jej inicjatorzy zrezygnowali z pomysłów zawarcia w niej stanowisk najbardziej radykalnych.

Przypomnijmy, że jeszcze niedawno spekulowano w mediach o treści uchwały, którą najbardziej anty-PiS-owscy prawnicy i zawodowi „obrońcy praworządności” uznawali za jawnie gwałcące konstytucję. Żyjemy wszak w czasach, w których każdy przejaw samoograniczenia rządzących czy którejkolwiek ze stron konfliktu należy publicznie doceniać.

Projekt ustawy z kolei zasługuje na poważną, ekspercką debatę o szczegółach. Nawet podchodząc z dystansem do środowisk, od których projekt ten pochodzi – rządzących trzeba pochwalić za skorzystanie z eksperckiego i niezależnego od nich formalnie obywatelskiego urobku.

Należy jednak pilnować, by prace nad ustawą nie toczyły się równie pośpiesznie, co liczne PiS-owskie inicjatywy zmiany prawa dotyczące TK. Ani też nie trwały równie krótko, jak formalne, sejmowe prace nad wspomnianą uchwałą „otwierającą” pakiet Bodnara.

Chleba z tej mąki nie będzie

Kluczowe jest jednak, że obie te składowe „pakietu naprawczego” mają dziś bardzo ograniczone znaczenie. Ustawa w życie najpewniej nie wejdzie, bo nie sposób oczekiwać pod nią podpisu prezydenta Dudy bez zawarcia szerszego kompromisu.

Uchwała zaś dla jednych stanie się polityczną podkładką do trudnych do uzasadnienia prawnie działań. Dla drugich – będzie jedynie absurdalną próbą legitymizacji gwałtu na konstytucyjnym porządku i sankcjonowaniem ustrojowej anarchii.

Jak długo bowiem nie zostanie przerwany konflikt ustrojowo-konstytucyjny wokół składu i roli TK, tak długo z mąki w postaci „pakietu Bodnara” nie będzie chleba, czyli uzdrowienia sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego.

Dlatego kluczowy jest trzeci element pakietu, tj. projekt zmiany konstytucji. Niestety, niewiele dziś wskazuje, by konstytucyjna propozycja Ministerstwa Sprawiedliwości mogła zostać zaaprobowana przez pozostałe obozy polityczne i prezydenta.

Sam fakt jednak, że została sformułowana, powinien być pierwszym krokiem do dalszych, poważnych rozmów o „resecie ustrojowym” dotyczącym Trybunału Konstytucyjnego. Zgodnie z intencjami zainicjowanego przez Klub Jagielloński apel24.pl teraz swoje propozycje zmian ustawy zasadniczej dot. TK powinny przedstawić pozostałe środowiska polityczne.

Ograniczona zmiana

I tu dochodzimy do meritum. Projekt zmiany ustawy zasadniczej w wersji rządowej rozczarowuje nie tyle merytorycznie, co zakresowo. Sprowadza się do dwóch propozycji nowelizacji, które w umiarkowanym stopniu dotyczą sedna trwającego od 9 lat sporu ustrojowego.

Propozycja zmiany art. 193 Konstytucji RP w praktyce „konstytucjonalizuje” sporną kwestię rozproszonej kontroli konstytucyjności przez sądy powszechne. To, w oczach proponujących, ma zabezpieczać przed przyszłym „wrogim przejęciem” sądu konstytucyjnego. Z kolei proponowana nowelizacja art. 194 wprowadza czteroletnią karencję dla byłych polityków przed możliwością bycia wybranym do TK oraz rozstrzyga, że kadencja prezesa i wiceprezesa TK trwa trzy lata.

Tyle zmian z konstytucji. Pozostałe rozwiązania, w tym zakończenie trwającej kadencji i tryb wyboru pierwszego składu TK po „resecie” – to już nie nowelizacja ustawy zasadniczej, ale swoiste przepisy wprowadzające i przejściowe towarzyszące powyższym, drugorzędnym zmianom.

Większość kwalifikowana, ale nie tak całkiem serio

W tychże przepisach mamy kluczowe rozwiązania. Po pierwsze, wygaszenie obecnego składu TK. Po drugie, zróżnicowanie długości kadencji pierwszego „nowego składu”. 5 sędziów ma być wybranych zaledwie na 3 lata, 5 – na 6 lat, a tylko 5 – na 9 lat. To zrozumiała koncepcja, która ma w przyszłości utrudnić przejmowanie większości w sądzie jednej ekipie.

Po trzecie i najważniejsze – projekt przewiduje, że ów „pierwszy skład” zostanie wybrany większością kwalifikowaną 3/5 głosów. Problem w tym, że ustawa o zmianie konstytucji… nie wprowadza tego rozwiązania do konstytucji.

Ustanawia je tylko jednorazowo. Co gorsza zaś – przewiduje, że jak 3/5 w Sejmie uzbierać się nie uda, to sędziowie zostaną wybrani większością bezwzględną. Kwestia rozwiązania jednorazowego rozczarowuje, bo pokazuje, że politycy wciąż boją się na poważnie ograniczyć samowolę zwykłej sejmowej większości na szczeblu konstytucyjnym.

Co prawda, taką większość przewiduje też wspomniana już ustawa ekspertów zebranych przez Fundację im. Batorego – ale to tylko ustawa, którą można będzie w przyszłości zmienić zwykłą większością. Wtedy, gdy w kolejnej rundzie zabraknie 3/5 w niższej izbie.

Kwalifikowane większości mają zaś sens dopiero wtedy, gdy faktycznie wymuszają ponadpartyjny konsens. Taką rolę spełniłaby dopiero propozycja zmiany konstytucji. Dokładnie z tego samego powodu trudno potraktować poważnie rozwiązanie, zgodnie z którym po porażce w poszukiwaniu większości 3/5 Sejm dokonuje wyboru większością bezwzględną.

To w oczywisty sposób zniechęca do poważnego potraktowania tej regulacji w „pierwszym kroku”. To regulacja bardziej deklaratoryjna, niż realnie wpływająca na polityczną praxis. Mówiąc mocniej – PR, a nie potrzebna, ustrojowa korekta.

Ponadpartyjność „po PiS-owsku”

Słuszność obu wątpliwości udowodnić możemy doświadczeniami ostatnich lat. Sposób wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich regulowany jest konstytucyjnie i wymaga porozumienia Sejmu i Senatu.

Za rządów PiS przy opozycyjnej większości w Senacie nie dało się tego obejść, więc po kilku rundach kompromitującego klinczu zwaśnione izby i polityczne plemiona poczuły się zmuszone do kompromisu. Ostatecznie rzecznikiem został prof. Marcin Wiącek. Ze względu na sposób wyboru trudno go uznać za nominata zarówno „dawnych”, jak i „dzisiejszych” rządzących. Czyli jest dokładnie tak, jak być powinno.

Z kolei „ustawową” większość kwalifikowaną mieliśmy w regulacjach Prawa i Sprawiedliwości dot. wyboru przez Sejm sędziów-członków Krajowej Rady Sądownictwa. Dokładnie w tej formule, którą dziś proponuje minister Bodnar – jeżeli 3/5 nie będzie, to schodzimy do większości bezwzględnej.

I co? I wydarzyło się dokładnie to, co wydarzyć się musiało. W pierwszej kadencji sejmowego wyboru znacznej większości KRS zadbano jeszcze o pozory ponadpartyjności. W 2022 roku nikt już się w to nie bawił. Po prostu od razu uznano, że wybór zostanie wykonany bezwzględną większością w „drugim kroku”. Trudno więc nie odnieść wrażenia, że tak samo będzie z wyborem sędziów TK.

***

Podsumowując: powszechnie akceptowane rozwiązanie w postaci większości kwalifikowanej do wyboru sędziów zostało potraktowane przez rządzących po macoszemu, a „ponadpartyjność” – raczej deklaratoryjnie, niż na serio. Mówiąc zaś bardziej obrazowo rządzący zaproponowali ponadpartyjność w wersji dobrze nam znanej z ostatnich lat: „ponadpartyjność po PiS-owsku”.

Formuła ta sprawdzi się pewnie i w nowym, uśmiechniętym wydaniu. Tylko szkoda Polski, szkoda Trybunału Konstytucyjnego i szkoda kolejnej niewykorzystanej szansy na ustrojową nową jakość. Jak widać czas na ponadpartyjność potraktowaną na serio jeszcze nie nadszedł. Oby samo pojawienie się projektu rozpoczęło wreszcie poważną dyskusję wszystkich stron nad resetem ustrojowym i nas do tego momentu przybliżyło.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.