Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Instagirls, ateiści, żydzi i katolicy. Żyjemy w rytmie religijnych (lub parareligijnych) rytuałów

Instagirls, ateiści, żydzi i katolicy. Żyjemy w rytmie religijnych (lub parareligijnych) rytuałów Autorka ilustracji: Magdalena Karpińska

W epoce kultu „bycia sobą” i spontaniczności z góry ustalone i sformalizowane ceremonie mogą jawić się jako sztuczne i zniewalające. Także dla niektórych katolików i przedstawicieli innych denominacji chrześcijańskich koncept rytuału może wydać się czymś sprzecznym ze słowami Jezusa o poszukiwaniu „czcicieli w Duchu i Prawdzie”. Czym więc jest katolicki rytuał i dlaczego wierzącemu jest on potrzebny?

Czym jest rytuał?

Zanim o rytuale katolickim, na początku warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest rytuał jako taki i omówić kilka jego przykładów. Punktem odniesienia będzie definicja rytuału zaproponowana przez Roya Rappaporta, XX-wiecznego amerykańskiego antropologa (polecam tekst Tomasza Dekerta na temat teorii Rappaporta w kontekście posoborowej reformy liturgicznej). W ujęciu tego badacza religii rytuał to wykonanie mniej lub bardziej niezmiennych, sformalizowanych czynów i wypowiedzi zakodowanych bynajmniej nie przez wykonujących. Rytuał jest względnie niezmienną formą dziedziczoną z pokolenia na pokolenie.

Najogólniej rzecz biorąc, w rytuale możemy wyróżnić dwa główne rodzaje komunikatów – kanoniczny i autoreferencyjny. Ten pierwszy wyraża to, co w rytuale najbardziej istotne i względnie niezmienne. Komunikat autoreferencyjny zaś ukazuje subiektywność i indywidualność uczestników rytuału. Wyraża ich aktualny stan. Te na pierwszy rzut oka nieco enigmatyczne definicje najłatwiej będzie zrozumieć na przykładach.

Rytuały w codzienności

Przykładem rytuału jest zwyczajny rodzinny obiad. Elementami kanonicznymi mogą być chociażby dzień spożycia posiłku (np. niedziela), stała godzina, odniesienia do wartości istotnych dla członków rodziny (znak krzyża i modlitwa przed posiłkiem w przypadku osób religijnych). Komunikatami autoreferencyjnym takiego rytuału są fakt obecności bądź nieobecności poszczególnych członków rodziny (co może wskazywać chociażby na konflikty obecne w łamach tejże wspólnoty) lub tematy poruszane przy rodzinnym stole (wskazują na jakość relacji rodzinnych). Taki rytuał jest celebracją rodziny, wartości wyznawanych przez jej członków i sprawdzeniem stanu ich relacji.

Rytuałem jest też na przykład ślubowanie szkolne. Forma złożenia ślubowania i ustalona treść słów, które należy wypowiedzieć, by zostać przyjętym w poczet uczniów, pełnią tu dwie funkcje: przekaz (łac. traditio) wartości istotnych dla danej społeczności szkolnej oraz łączność z pokoleniami minionymi, osobami, które uczyły się w danej szkole/na uczelni w przeszłości. Ten drugi aspekt jest zapewniany przez względną niezmienność formy ślubowania i uwidacznia się szczególnie w przypadku względnie starych szkół/uczelni.

Rytuał w dwóch wyżej wymienionych przypadkach jest względnie niezmienną formą przekazującą określone wartości. Łączy także celebrujących dany rytuał z poprzednimi pokoleniami. Pozwala na związanie wspólnoty opartej na określonym rozumieniu rzeczywistości. Rytuał jest pewną tradycją przekazaną przez przodków.

Rytuał w religii

Rytuały są szczególnie istotne dla religii. Zarówno religie animistyczne, pogańskie, judaizm, jak i chrześcijaństwo mają swoje charakterystyczne rytuały wyrażające charakter i treść danego wierzenia.

Jednym z typów rytuałów obecnych w religiach są te ofiarnicze. Według Rene Girarda, gdy wspólnotę dotykały jakieś nieszczęścia (np. epidemia czy kryzys urodzaju), powodowały one frustrację i agresję. Trzeba było znaleźć kogoś, na kogo można zrzucić odpowiedzialność i winę za całe zło doznane przez społeczność. Tak właśnie działa mechanizm kozła ofiarnego. Wyżycie się na kimś konkretnym ratowało wspólnotę przed pogrążeniem się w konflikcie w związku z doznanym cierpieniem.

Część rytuałów była związana z kultem natury bądź kosmosu. Dla przykładu Ludwik Feuerbach, niemiecki filozof, doszukiwał się źródła takiej religijności w silnej zależności człowieka od natury – od jej łaski lub niełaski. Z natury pochodziło pożywienie człowieka, a nieprzewidywalne zjawiska przyrodnicze mogły odebrać życie. Stąd ludzie bojący się śmierci potrzebowali zaklinać często niesprzyjające siły natury. Kult natury i kosmosu był wyrazem poczucia zależności człowieka od wszechświata. W wymienionych przykładach rytuał ratował wspólnotę przed pogrążeniem się w konflikcie oraz pozwalał ukoić lęk przed nieprzewidywalnością świata przyrody, od którego człowiek w swym życiu był zależny.

Interesującą funkcję rytuału ukazuje ryt żydowskiej paschy. Uczta paschalna była wspomnieniem historycznego wydarzenia uwolnienia z niewoli egipskiej. Pascha nie była jednak zwykłym wspomnieniem. Celebrowana w określonym rytuale miała umożliwić uczestnikom realne przeżycie wyzwolenia. Cały ryt paschy, poszczególne gesty i słowa służyły temu celowi.

Rytuał żydowski w sposób skuteczny kodował treści istotne dla tożsamości narodowej oraz umożliwiał wszystkim pokoleniom Izraela realne uczestnictwo w wydarzeniach historycznych. Rytuał jest żywą pamięcią, która czyni realnie obecnym i ponadczasowym to, co historycznie jednorazowe. Poprzez znaki, symbole i gesty pobożny żyd naprawdę przechodzi z niewoli do wolności – pascha staje się realnym „tu i teraz” w życiu poszczególnego uczestnika rytu.

Rytuał chrześcijański – Boska Liturgia

Najważniejszym rytuałem katolickim jest msza święta. Warto sobie uświadomić jeden szczególny dla wierzeń katolickich fakt. Tym, który w katolicyzmie sprawuje liturgię, jest sam Chrystus. Wiąże się to z wiarą w fakt obecności Boga we wspólnocie wierzących, którzy są Mistycznym Ciałem Chrystusa. Przez rytuał chrztu chrześcijanin zjednoczył się z Jezusem. Wszystkie gesty i znaki obecne w katolickim rytuale mszy świętej są tak naprawdę modlitwą Chrystusa do Ojca i jego ofiarą, w którą ochrzczeni wierni są włączeni. Chrystus niejako „wypożycza” sobie przewodniczącego rytuału (tj. kapłana). To nie człowiek tak naprawdę składa ofiarę Bogu. Ofiarę składa Chrystus – oddaje samego siebie, a wraz ze sobą przekazuje Bogu Ojcu tych, którzy przynależą do jego Mistycznego Ciała.

Z tego punktu widzenia zrozumiała staje się funkcja pedagogiczna liturgii katolickiej. W znakach, słowach i gestach składających się na rytuał mszy świętej „zakodowany” jest sam Chrystus – jego życie i działanie. Wierzący, wchodząc w ryt, uczy się życia Chrystusa. Uczy się właściwego stosunku do Boga Ojca i bliźnich. Liturgia jest więc szkołą życia. Jest także szkołą wiary, gdyż w poszczególnych gestach i wspomnieniach liturgicznych zapisane są prawdy objawione człowiekowi przez Chrystusa. Liturgia przekazuje wiernym objawienie, tj. Boga, która wypowiada samego siebie człowiekowi.

Wobec różnych zarzutów o hermetyczność języka katolickiego rytuału uważam, że problemem nie jest fakt, że liturgia jest trudna do zrozumienia. Problem obcości języka liturgii rozwiązywałaby katecheza, która wprowadzałaby wiernych w tajemnice liturgii i sakramentów – w tradycji Kościoła nazywana jest ona katechezą mistagogiczną. Brak powszechnego dostępu do niej znacznie utrudnia rozkochanie się w głębi i pięknie rytuału katolickiego.

Liturgia uobecnia wydarzenia męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, a więc tajemnic zbawczych z punktu widzenia wierzącego katolika. Jest to funkcja analogiczna do tej, jaką pełniła żydowska pascha. Rytuał to pamięć uwieczniająca to, co historycznie jednorazowe, i dzięki temu czyniącą mękę, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa jako realne „tu i teraz”. Wierni katolicy sami przechodzą ze śmierci do życia. Tę tajemnicę pięknie oddaje malarstwo europejskie, gdzie Jezus i Matka Boża są ukazywani jako przedstawiciele epoki i kultury, w której żyli malarze. Jest to wyraz pięknej prawdy o ponadczasowości dzieła Chrystusa.

Liturgia katolicka objawia fakt radykalnej miłości Boga do człowieka, który oddaje się wierzącemu jako pokarm. Wyraża się to w wierze w realną obecność Chrystusa pod postaciami chleba i wina oraz rytuale Komunii Świętej, podczas której wierni karmią się Bogoczłowiekiem. Rytuał katolicki pełni także wyraźną funkcję autoreferencyjną. Obecność na liturgii bądź absencja, zaangażowanie w wykonywanie gestów lub znudzenie i niedbałość, przystąpienie do komunii świętej albo nie – to wszystko jest komunikatem, który wyraża stan uczestniczącego w rytuale.

Duch sprzeczny z kultem?

Czy katolickie rytuały i tworzenie specjalnych miejsc kultu nie są sprzeczne ze słowami Jezusa o poszukiwaniu „czcicieli w Duchu i Prawdzie”? Czy nie mają racji zwolennicy współczesnych, areligijnych form duchowości, którzy przeciwstawiają wewnętrzne i autentyczne doświadczenie zewnętrznym i sztucznym rytuałom religijnym? Uważam, że nie. Sam Chrystus mówi, „by czynić to na [jego] pamiątkę” (Łk 22,19). I do dziś owa pamiątka jest sprawowana jako rytuał przez większą część denominacji chrześcijaństwa. Oczywiście zachodzą między tymi rytuałami pewne zasadnicze różnice, ale zgoda co do tego, że Chrystus pozostawił nam rytuał i nakaz jego celebracji, jest co do zasady niepodważalny w większości tradycji chrześcijańskich.

„Bóg jest duchem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie” (J 4,24). Duch, o którym mówi Jezus, to Duch przez duże „D”. Chodzi o Ducha Świętego, a więc Boga – tego, który nas przekracza. Tak więc to nie świadomość jakiegokolwiek człowieka nadaje ważność rytom, ale wewnętrznie zakodowana treść w nich obecna i ożywiana przez Ducha Świętego. Liturgia ujawnia fakt, że Bóg jest kimś innym niż my, kimś, kto nas transcenduje, a którego myśli nie są myślami naszymi, parafrazując tekst z Księgi Izajasza (Iż 55, 8-9).

Liturgia jest przejściem od naszej subiektywności (naszego ja) do obiektywnej prawdy zakodowanej w rytuałach (tj. Chrystusa), a następnie powrotem do siebie, by w świetle Chrystusa odkryć siebie na nowo. Liturgię jak coś zewnętrznego może postrzegać ten, kto nie kroczy drogą upodobniania się do Chrystusa i nie odkrywa go jako tego, „kto objawił człowieka samemu człowiekowi”, cytując św. Jana Pawła II. Ostatecznie liturgia ma prowadzić do tego, by to, co subiektywne, stało się czymś, co obiektywne. Jak czytamy w Piśmie Św., „teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20).

Za koniecznością rytuału przemawia również duchowo-cielesna struktura człowieka. Św. Tomasz z Akwinu definiował człowieka jako jedność duszy i ciała. Sama dusza nie jest w pełni człowiekiem, podobnie jak i samo ciało. Niekoniecznie należy rozumieć tu duszę w jej konfesyjnych konotacjach – może ona oznaczać naszą świadomość, działalność intelektualną czy pragnienia – a więc tą cześć naszej istoty, którą można określić jako niematerialną. Z kolei ciało jest tym, co związane z naszymi pięcioma zmysłami, jego materialną budową, skórą, kośćmi, aparatem ruchowym itp.

Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak dusza bez ciała nie może działać. Człowiek nie jest w stanie oddawać czci Bogu tylko i wyłącznie na sposób spirytualistyczny lub czysto kontemplatywny. Wyobraźmy sobie męża, który kocha swoją żonę w myślach, a nie wyraża tego w czynach. Czy ktoś powiedziałby, że jego miłość jest prawdziwa? Potrzebujemy więc jako ludzie, by to, co wewnętrzne, wyrazić na zewnątrz, tj. poprzez ciało. W innym wypadku popadamy w dualizm i jakiś rodzaj dezintegracji.

Rytuał w epoce postchrześcijańskiej

W czasach postępującej sekularyzacji rytuał wcale nie zaniknął. Choć szczególnie zinstytucjonalizowana religijność zdaje się dziś co do zasady odrzucana, to potrzeba określenia celu swojego życia i posiadania jakichś punktów odniesienia nie zniknęła.

Przykładem tego może być popularność psychoterapeutów i podejmowania terapii. Dla jasności – nie zamierzam twierdzić, że terapia jest czymś złym, moja opinia na ten temat jest wręcz przeciwna. Spostrzegam jednak, że psychoterapia w niektórych wypadkach stanowi substytut rozwoju duchowego ukierunkowanego na zbawienie w Bogu. Praca z terapeutą ma prowadzić do uwolnienia od wewnętrznych konfliktów, ćwiczenia asertywności, by osiągać coraz większą wewnętrzną i zewnętrzną autonomię. Zbawieniem jest niezależność, rozwój i wolność od emocjonalnego cierpienia. Rola psychoterapeuty jest analogiczna do roli kierownika duchowego.

Kierownik był pomocą w rozeznawaniu woli Bożej i wewnętrznych natchnień. Psychoterapeuta zaś pomaga rozeznać źródło cierpienia i znaleźć drogę do przezwyciężenia bólu. Choć rozwój duchowy i psychologiczny nie muszą sobie nawzajem przeszkadzać (a mogą sobie wręcz bardzo pomagać), to zdarza się, że osoby porzucające cel transcendujący doczesność upatrują zbawienia w osiągnięciu emocjonalnej homeostazy, a drogą do tego jest m.in. psychoterapia.

Kiedyś znajomy opowiedział mi o pewnej pokusie związanej z psychoterapią. Pokusa ta miała polegać na uczynieniu sobie z terapii ciepłego i bezpiecznego gniazdka. W jego przypadku cotygodniowe sesje stały się rytuałem ukierunkowanym na emocjonalne katharsis. W pewnym momencie zorientował się, że praca terapeutyczna, zamiast pomagać mierzyć się z trudnościami życiowymi, stała się sposobem na ucieczkę od nich.

Sekularnym rytuałem są też manifestacje/parady o charakterze społecznym i politycznym. Parady równości można potraktować analogicznie jak procesje Bożego Ciała. Są one celebracją wiary w to, że akceptacja coraz szerszej gamy zachowań, które w klasycznej moralności uznawane były za złe, przyniesie społeczeństwu upragniony pokój. Inni i odrzuceni wychodzą na ulicę jako ci, którzy przeżywszy piekło wykluczenia, ogłaszają, że tylko bezwarunkowa akceptacja i wolność od osądu moralnego mogą przynieść upragniony pokój. Natomiast w procesji Bożego Ciała to Chrystus wychodzi na ulicę szukać zaginionych owiec i ukazywać się jako jedyny Zbawiciel ludzkości, który może zaspokoić wszelki głód ludzkiego serca i obdarzyć prawdziwym pokojem.

Podobne wątki były poruszane na naszych łamach podczas manifestacji BLM (w sposób kompleksowy omówili te zjawiska Michał ŁuczewskiJan Maciejewski). Rytuały chrztów w miejscu morderstwa Georga Floyda nawiązują wprost do chrześcijańskiego chrztu jako uczestnictwa w zbawczej śmierci Chrystusa. Jednakże Mesjaszem już nie jest Jezus z Nazaretu, a zbawieniem nie jest życie wieczne w Bogu. Mesjaszem jest George Floyd bądź rasa czarna jako taka, zbawieniem zaś zaprowadzenie równości bez względu na rasę, płeć czy orientację seksualną. Tym zaś, co powinno zostać ostatecznie pogrzebane, jest rasizm i nierówności społeczne.

Kult spontaniczności i autentyczności

Rytuały ponowoczesności wyróżniają się jednak zdecydowanie mniejszym stopniem formalizacji i są ukierunkowane bardziej na emocjonalne katharsis osób w nich uczestniczących. Transcendentna rzeczywistość nie jest tu istotna. Niechęć do tego, co sformalizowane, może być przykładem wypaczenia ideału autentyczności, który opisywał kanadyjski filozof – Charles Taylor.

Pierwotnie autentyczność oznaczała odkrycie swej własnej natury. By to zrobić, należało się przedrzeć przez gąszcz swych nieuporządkowanych pragnień i słabości uniemożliwiających dotarcie do rdzenia swej osobowości. Obecnie zaś przez autentyczność i „bycie sobą” rozumie się przede wszystkim działanie pod wpływem aktualnie przeżywanych emocji lub tego, co „mnie się wydaje” i „mnie się chce”. Jest to więc w istocie dość powierzchowna wersja tego skądinąd słusznego ideału. Jest to kult emotywizmu i subiektywności.

Rytuały nie znikają. Są naturalną potrzebą człowieka jako zwierzęcia społecznego i istoty religijnej. Są też najzwyczajniej w świecie człowiekowi potrzebne jako coś duchowego w ciele. Widać to nawet w rytualnym traktowaniu spontaniczności. Mówienie o sobie, o swoich myślach, o tym, co się czuje, gdy przyjmuje się rangę obowiązku i najwyższej prawdy. Staje się to rytuałem – apoteozą swej subiektywności. Zewnętrzna forma nie jest tu mile widziana, gdyż „zabija spontaniczność”. Ta, kojarzona dziś stereotypowo z mentalnością rodem z profili instagirls, jest odwróceniem logiki wpisanej w liturgię.

W katolickiej liturgii człowiek ma wyciszać siebie w zderzeniu z tym, co obiektywne, przeżywać uobecniającą się obiektywność. Koncesjonowana spontaniczność czasów, w których żyjemy, polega zaś na czymś odwrotnym – na manifestacji prawdziwego „ja”, na wyniesieniu własnej subiektywności do poziomu tego, co obiektywne. Największym ideałem w życiu jest swoiście rozumiane „bycie sobą” – ideał autentyczności w swej zdegenerowanej postaci.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.