Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Kohut: Ameryka dalej się czuje wielkim światowym mocarstwem i dalej będzie próbować realizować tę mocarstwowość

Kohut: Ameryka dalej się czuje wielkim światowym mocarstwem i dalej będzie próbować realizować tę mocarstwowość https://unsplash.com/photos/6xafY_AE1LM

„Wojna z terroryzmem w pewnym sensie się udała. Od 11 września przez 20 lat nie było zamachów na podobną skalę. Choć mieliśmy w tym czasie informacje o udaremnionych zamachach i doniesienia o tym, że służby specjalne radziły sobie z kolejnymi spiskami, to mimo wysiłków takich podmiotów, jak Państwo Islamskie, na amerykańskiej ziemi nie doszło do powtórki z zamachów na podobną skalę, co ataki World Trade Center. To jest niewątpliwy sukces. Jednak żadne mocarstwo, nawet takie jak USA, nie jest w stanie bez końca we wszystkich miejscach na globie podtrzymywać bezpieczeństwo i niwelować zagrożenie ze strony terrorystów. Afganistan jest tego dobrym przykładem” – mówił Andrzej Kohut, ekspert CAKJ ds. międzynarodowych, w rozmowie z Rafałem Ziemkiewiczem o kondycji Stanów Zjednoczonych.

„Amerykanie za czasów George’a Busha wyobrażali sobie, że jeśli w Afganistanie wywróci się dotychczas istniejący porządek, ustanowi się nowy ład na podobieństwo ładu amerykańskiego, czyli jakiś rodzaj demokracji z jakiegoś rodzaju wolnym rynkiem, to ten mechanizm już raz wprawiony w ruch będzie gwarantował, że to państwo będzie stabilne i będzie funkcjonowało jak inne liberalne demokracje na świecie. Tak się nie stało. Okazało się, że tego rodzaju struktura, jeśli jest sztuczna i powstała z intencji państwa, które podbiło dany kraj, nie jest w stanie utrzymać się bez tego patrona. Stanom Zjednoczonym udało się, co prawda, zaprowadzić taki liberalny ład 70 lat wcześniej w Niemczech lub Japonii, ale te kraje miały tradycje własnej silnej państwowości. Tych tradycji w państwach bliskowschodnich nie było. Ponadto państwa pokonane w wyniku II wojny światowej przyjęły do świadomości tę porażkę i bardzo chciały jak najszybciej dołączyć do świata zachodniego. W Niemczech nie było żadnej siły politycznej, która kontestowałaby nowy porządek. Inaczej było w Afganistanie” – ocenia Kohut.

„Ameryka dalej się czuje wielkim światowym mocarstwem i dalej będzie próbować realizować tę mocarstwowość. Zmienił się natomiast moment w historii. W 2001 r. Stany Zjednoczone były bezsprzecznie jedynym supermocarstwem na świecie i jedynym państwem, które na tak dużą skalę mogło oddziaływać na świecie. 20 lat później Amerykanie muszą się liczyć z rosnącą potęgą Chin, a także z Rosją, która zmieniła swoje oblicze. Wobec tego jeśli Amerykanie dalej chcą realizować swoją mocarstwowość, muszą przede wszystkim uporządkować sprawy w domu, co oznacza, że muszą ograniczyć pewne wydatki zewnętrzne. Będą także musieli skupić zasoby, które posiadają, na tych problemach, które dziś uważają za istotne. Wśród tych problemów – o czym mówią przedstawiciele amerykańskiej administracji – na plan pierwszy wysuwają się Chiny. W tym aspekcie administracja Joe Bidena nie różni się specjalnie od administracji Donalda Trumpa” – uważa ekspert.

„W ciągu ostatnich dekad koniec Stanów Zjednoczonych jako mocarstwa ogłaszano wielokrotnie. Taką dekadą, która wydaje się najbardziej zbliżona do czasów obecnych, są lata 70. Szok naftowy po wojnie Izraela z państwami arabskim, kryzys gospodarczy w USA, stagflacja, Nixon ustępuje po aferze Watergate, nieudana wojna w Wietnamie, słaba prezydentura Cartera, bardzo wysoka przestępczość w amerykańskich miastach, niewiara w zwycięstwo w zimnej wojnie – te fakty sugerowały w latach 70. wielu komentatorom, że amerykańskie mocarstwo ewidentnie się kończy. Tymczasem później przyszedł prezydent Reagan i szalone lata 90., i Ameryka znowu stała się najpotężniejszym krajem na globie. Wydawało się wtedy, że historia się skończyła. Wracam do tego, ponieważ sądzę, że Ameryka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. To jest państwo tak skonstruowane, że zdolne jest do naprawiania swoich błędów, jakiekolwiek by one nie były. Tej umiejętności często brakuje państwom zarządzanym autorytarnie i odgórnie. To jest ta słabość, która może zaszkodzić dziś Chinom” – mówi Kohut.