Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Polska nie będzie miała nic do powiedzenia. Nadchodzi nowy koncert mocarstw? [VIDEO]

Żyjemy w coraz mniej stabilnym świecie. Słabnie pozycja Stanów Zjednoczonych, rośnie potęga chińska oraz ambicje regionalne Rosji i Turcji. Wielu mówi, że żyjemy w czasach przełomu. Jak wybrnąć z tego niebezpiecznego zakrętu historii? Czy taką propozycją może być koncert mocarstw? Na te pytania w najnowszym odcinku video próbuje odpowiedzieć Andrzej Kohut

„Dzisiejsza struktura relacji międzynarodowych jest niewydolna – Rada Bezpieczeństwa ONZ często jest sparaliżowana wetem stałych członków, nie oddaje aktualnego układu sił na świecie, a przywódcy którzy trafiają na globalne forum ONZ nie szukają porozumienia z innymi a po prostu starają się wyartykułować własną politykę. Tymczasem, w nadchodzących czasach takie forum może okazać się niewystarczające do tego, by zachować pokój na świecie. Richard Haass i Charles Kupchan szukali w historii recepty na przyszłość – sięgnęli po wydarzenia z XIX wieku i europejski koncert mocarstw”– powiedział szef działu Polska na mapie.

„W związku z tym, zdaniem autorów, najwyższy czas by największe mocarstwa USA, Chiny, ale też Japonia, Unia Europejska i Indie, porozumiały się właśnie po to, by wypracować kompromis w najważniejszych sprawach. Według nich powinna powstać siedziba koncertu mocarstw, po to by również inne państwa regionu, akceptujące hegemonię tych państw, mogłyby wysyłać swoich delegatów. Mocarstwa mogłyby zatem, wzorem europejskiego koncertu mocarstw, współpracować ze sobą i zachować status quo”– stwierdził Kohut.

Co jednak jest z tym pomysłem nie tak i dlaczego nie jest receptą idealną? Andrzej Kohut proponuje 5 zastrzeżeń.

Problem pierwszy: ta idea mocno ignoruje czynnik społeczny. Dziś, w 2021 roku, jesteśmy już po erupcji populizmu, które wyrosło na tym, że jakaś część obywateli poszczególnych państw przestała czuć się reprezentowana, przestała czuć swój wpływ na władzę, a nawet że ważna część decyzji zapada poza demokratycznym procesem w ich państwie, a np w Brukseli. Nie trudno sobie zatem wyborazić, jakie teorie spiskowe czy protesty wybuchłyby gdyby idea koncertu mocarstw została wcielona w życie.

Problem drugi: w założeniu tej koncepcji leży przekonanie, że państwa-mocarstwa będą chciały utrzymać status quo. Nie być tego pewni, szczególnie mając na uwadze, że w dokumentach strategicznych USA od kilkunastu lat czytamy, że Rosja i Chiny to państwa rewizjonistyczne, które chcą zmienić obecny układ sił. Dlaczego one nagle miałyby zmienić zdanie  i dać przewagę państwom zachodnim?

Problem trzeci: stary koncert mocarstw powstawał po epoce wojen napoleońskich i jego celem było nie tylko uniknięcie przyszłych konfliktów, ale też próba utworzenia nowego ładu geopolitycznego. Jak wyobrażamy sobie dzisiaj tego rodzaju podział bez ogólnoświatowego konfliktu? A jeżeli nowy koncert mocarstw nie zakłada tego rodzaju podziału granic, to pytanie, jak stabilne będą jego podstawy– jeśli pozostawimy „w zamrożeniu” te konflikty, które już istnieją?

Problem czwarty: w przeciwieństwie do układu po wojnach napoleońskich, pomiędzy wymionami stronami nowego koncertu mocarstw, nie byłoby wspólnoty wartości, które spajały by współpracę między państwami.

Problem piąty: koncert mocarstw, mimo że dał Europie cztery dekady spokoju, nie rozwiązał jej problemów. Tuż po załamaniu koncertu mocarstw nastąpiła fala druzgocących wojen: wojna krymska, wojna Austrii z Francją, w końcu I i II wojna światowa. Skoro mamy sięgać do historii w poszukiwaniu recepty, to czy warto sięgać po taką, która nie rozwiązała problemu?

„Koncert mocarstw powinien nie tylko budzić wątpliwości, ale z perspektywy Polski powinien on również budzić niepokój. Gdyby do takiej sytuacji doszło, Polska miałaby bardzo ograniczone pole manewru”– podsumowuje Andrzej Kohut.