Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Podatek od reklam, czyli cyniczne cwaniactwo obozu władzy

Podatek od reklam, czyli cyniczne cwaniactwo obozu władzy Fragment programu "Jedziemy" emitowanego przez TVP Info. Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=NUEqq5S0ye0

Nie chodzi o budowanie łatwego symetryzmu. Inicjatorem całego zamieszania jest oczywiście obóz „dobrej zmiany”, a krytyka nowego pomysłu na ingerencję w rynek medialny jest uzasadniona. Nie zmienia to jednak faktu, że należy wyjść poza dwie dominujące narracje. Ani nie grozi nam dziś likwidacja pluralizmu medialnego i wolności słowa, ani składka reklamowa nie będzie narzędziem walki z cyfrowymi gigantami. Rzeczywistość jest bardziej szara, a ze strony rządu bardziej cyniczna i wątpliwa moralnie.

Ani likwidacja pluralizmu, ani walka z cyfrowymi gigantami

„Gdybym to ja miał podjąć decyzję, czy powinniśmy mieć rząd bez gazet, czy gazety bez rządu, nie wahałbym się ani chwili i wybrałbym to drugie” – takim cytatem z Thomasa Jeffersona kończy się apel, jaki możemy przeczytać w kilkudziesięciu mediach, które dołączyły do protestu przeciwko wprowadzeniu tzw. składki reklamowej. W ostatnim zdaniu tegoż apelu jego sygnatariusze piszą bez ogródek: „Wolność słowa umiera w ciszy”.

Problem z tak sformułowaną narracją polega na tym, że wydaje się ona nieadekwatna do rzeczywistości. Wybierając bardzo mocny moralny patos, protestujące redakcje zrównały dodatkową opłatę z perspektywą likwidacji pluralizmu medialnego w Polsce. Obłożenie podmiotów zarabiających na reklamach – nie tylko o media przecież wbrew pozorom chodzi w ustawie – nowym podatkiem nie jest równoważne z chęcią doprowadzenia mediów ideowo konkurencyjnych wobec władzy do upadku, czy też późniejszego przejęcia ich za bezcen. Szczególnie, że przecież składką zostaną także obłożone podmioty prywatne obecnej władzy przychylne. Co nie zmienia faktu, że wprowadzenie tej opłaty – liczonej dodatkowo od przychodu, nie zysku – mniejsze podmioty może doprowadzić do bankructwa, a większym graczom zmniejszy zarobki, co samo w sobie jest już wątpliwe i dyskusyjne.

Jeśli nie chodzi o kolejną propozycję „repolonizacji” naszego rynku medialnego, to o co chodzi? Na konferencji prasowej zapowiadającej wprowadzenie nowej opłaty, premier Morawiecki stwierdził, że stanowi ona „odpowiedź na nowy cyfrowy świat”. Rząd forsuje więc narrację, w której składka reklamowa to nowa wersja podatku cyfrowego, który miałby (jak najbardziej słusznie) umożliwić skuteczne opodatkowanie cyfrowych gigantów takich jak Google czy Amazon.

Szkopuł tkwi jednak w tym, że składka w pierwszej kolejności wcale nie uderzy po kieszeni Facebooka czy Google’a, lecz właśnie podmioty medialne. Zgodnie z szacunkami Przemysława Pająka, naczelnego serwisu Spider’s Web, internetowe molochy zapłacą tylko ok. 100 mln zł. Resztę do budżetu dorzucą podmioty działające nad Wisłą. Rząd pręży więc muskuły wobec największych łobuzów w klasie, ale finalnie zabierze drobniaki tym bardziej chuderlawym.

Gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o… mobilizację „swoich”

W praktyce Zjednoczonej Prawicy chodzi o upieczenie aż trzech pieczeni na jednym ogniu. Po pierwsze, gdyby projekt miał szansę na sukces, PiS uderzyłby symbolicznie (co jest najważniejsze) i finansowo (co daje dodatkową satysfakcję) w nielubiane przez siebie, zwykle politycznie krytyczne i „czepialskie” media.

Po drugie, podejmie próbę cynicznej mobilizacji własnego elektoratu (co już się dzieje – zachęcam do zerknięcia na paski TVP INFO) w duchu „zagraniczne media nie chcą płacić podatków na publiczną służbę zdrowia!”. Z tej perspektywy konstrukcja składki, z której 50% środków ma trafiać do NFZ, to przemyślana zagrywka polityczna i małostkowy szantaż moralny.

Po trzecie wreszcie, projekt ustawy zakłada stworzenie Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów, który ma być zasilany 35 procentami wpływów ze składki reklamowej. Przy szacunkach rocznych wpływów z nowej opłaty na poziomie 800 mln zł, daje nam to 240 mln zł rocznie na programy grantowe w takich obszarach jak „budowa platform dystrybucji informacji oraz analiz treści pojawiających się w mediach, w szczególności cyfrowych”, „promowanie polskiego dorobku kulturowego, dziedzictwa narodowego i sportu” czy wreszcie „wspieranie zwiększania udziału polskich treści w obszarze mediów”. Takie rozwiązanie nasuwa oczywiste skojarzenia z wizją prawdopodobnego transferu środków z TVN-u czy Polsatu na przykład  do pewnego nowego serwisu społecznościowego, w którym dominują fałszywe konta papieża-Polaka i innych, podobnie udanych, inicjatyw medialnych obozu prawicowego.

***

„Wolne media są kamieniem węgielnym demokracji. Stany Zjednoczone będą zawsze bronić niezależności mediów” – tak brzmi treść twitta Bixa Aliu, aktualnie pełniącego obowiązki szefa amerykańskiej misji dyplomatycznej w Polsce. Biorąc pod uwagę przeszłe doświadczenia obozu rządzącego we wdrażaniu różnorakich rozwiązań uderzających mniej lub bardziej w media z zagranicznym kapitałem, np. amerykańskim, należy być ostrożnym wobec realnego wejścia w życie projektu składki reklamowej. Być może obecność tego tematu w debacie publicznej to po prostu kolejna odsłona klasycznej strategii Jarosława Kaczyńskiej w duchu „uderzyć prętem po klatce”. A za kilka dni po całej sprawie nie będzie już śladu.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki 1% podatku przekazanemu nam przez Darczyńców Klubu Jagiellońskiego. Dziękujemy! Dołącz do nich, wpisując nasz numer KRS przy rozliczeniu podatku: 0000128315.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.