Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Powstanie rozczarowanego pokolenia millenialsów

Powstanie rozczarowanego pokolenia millenialsów Grzegorz Żukowski/flickr.com

Pokoleniu millenialsów obiecano wiele. Wszystko, co mieli zrobić, to wykazać się ciężką pracą, a dzięki niej świat stanie przed nimi otworem. Tymczasem młodzi żyją w coraz bardziej niesprawiedliwym świecie, który składa się z niestabilności na rynku pracy, za drogich mieszkań i doraźnej gratyfikacji oferowanej przez media społecznościowe. Efektem tego są samotność, depresja i poczucie, że w dzieciństwie nie powiedziano im całej prawdy o życiu. 

Kiedy obserwowałem demonstracje setek tysięcy wściekłych młodych ludzi po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, nurtowało mnie pytanie, czy prawo do legalnego usuwania ciąży jest dla mojego pokolenia aż tak ważne, że jego przedstawiciele gotowi są ryzykować zdrowie i życie, swoje i bliskich, by wychodzić na ulicę w szczycie pandemii. Czy może jednak decyzja Trybunału była tylko iskra rozpalającą desperację tlącą się w sercach młodych ludzi zmagających się z często przytłaczającymi wyzwaniami dorosłego życia XXI wieku? Dziś przekonany jestem, że aborcja to tylko pretekst, by wykrzyczeć, co leży na sercu młodemu pokoleniu, które znajduje się w trudnej sytuacji życiowej. Młodzi są wściekli i mają ku temu powody.

A miało być tak pięknie…

Simon Sinek w słynnym wystąpieniu podczas Inside Quest Show zauważył, że millenialsi – pokolenie urodzone między 1981 a 1996 rokiem – zostali wychowani według dzisiaj skompromitowanych metod. Rodzice powtarzali nam, że jeśli tylko będą chcieli, mogą osiągnąć wszystko – wystarczy pracować nad sobą, a na pewno świat to doceni.

Tymczasem rzeczywistość okazała się dla tego pokolenia brutalna – kryzys finansowy z 2008 roku uczynił rynek pracy rynkiem pracodawcy akurat w momencie, gdy większość millenialsów skończyła studia lub dopiero co zdobywała pierwsze prace. Nagle okazało się, że rodzice się mylili – życie nie jest wcale sprawiedliwe. Nawet jeśli będą ciężko pracować, może się im nie udać zrealizować zamierzonych celów zawodowych.

Z tym rozczarowaniem mogliby sobie jednak poradzić znacznie lepiej, gdyby życia nie zdominowały media społecznościowe. Wraz z nadejściem Facebooka, Tindera i Instagrama relacje społeczne wyraźnie się zmieniły, czego największymi ofiarami stali się młodzi ludzie.

Dziś wszystko, czego nam do szczęścia potrzeba, możemy uzyskać w błyskawiczny sposób, nie wychodząc z domu – zakupy, pracę, jedzenie, rozrywkę, a nawet seks. Tylko dwóch rzeczy nie można nabyć w ekspresowym tempie – doświadczenia zawodowego i relacji międzyludzkich.

Zdominowanie życia młodych ludzi przez instrumenty natychmiastowej gratyfikacji spowodowało, że cierpliwość stała się towarem skrajnie deficytowym lub wręcz niedocenianym przez młodych. W konsekwencji po kilku miesiącach pracy zatrudnieni millenialsi składają wypowiedzenie, są rozczarowani, że nie udało im się wywrzeć oczekiwanego wpływu na rzeczywistość, zaś wszystkie relacje z rówieśnikami są powierzchowne, skoncentrowane na dobrej zabawie na mieście, a nie na dyskutowaniu o trudnych życiowych problemach i wspólnym ich rozwiązywaniu. To dzięki tym ostatnim buduje się więzi międzyludzkie.

Samotność to taka straszna trwoga

Efektem tych wszystkich zjawisk jest opłakany stan psychicznego i fizycznego zdrowia młodych ludzi. Według badania YouGov w USA 30 proc. millenialsów często lub zawsze odczuwa samotność. To znacznie większy odsetek niż w pokoleniu ich rodziców, zwanym X (20 proc.), oraz w pokoleniu baby boomers, a więc generacji ich dziadków (15 proc.).

25 proc. millenialsów twierdzi, że nie ma żadnych znajomych, 22 proc. mówi o braku kolegów, 27 proc. brakuje bliskich znajomych, a 30 proc. najbliższych przyjaciół. Samotność sama w sobie jest szkodliwa dla zdrowia – według badań psycholog Julianne Holt-Lunstad z Brigham Young University poczucie samotności zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci o 26 proc., a także prowadzi do częstszych stanów zapalnych organizmu, zwiększających ryzyko wystąpienia raka czy chorób serca.

Samotność może także prowadzić do depresji. Według doktora Jeana Twenge’a (badanie z 2006 roku) ryzyko zachorowania na depresję wśród millenialsów jest siedmiokrotnie wyższe niż w czasach, gdy na studia uczęszczali ich dziadkowie. Depresja zaś bywa przyczyną prób samobójczych. Polska w 2016 roku znajdowała się na 5. miejscu w Unii Europejskiej pod względem samobójstw młodych ludzi w wieku 15-29 lat – 14 osób na 100 000 mieszkańców odbierało sobie życie. Psychologowie twierdzą, że te tragiczne zdarzenia to skutek wspomnianego wcześniej bezstresowego wychowania i tak zwany kryzys wieku młodzieńczego.

Kryzys wieku młodzieńczego to moment, w którym młodzi ludzie faktycznie uniezależniają się od rodziców – kończą studia, wyprowadzają się z rodzinnego domu, zaczynają swoją pierwszą stałą pracę bądź niedawno ją rozpoczęli. W tym momencie często pojawia się pytanie: „co dalej?”, na które tak wielu moich rówieśników nie umie, a wręcz boi się, odpowiedzieć. To moment, w którym zgodnie z ideą „możesz osiągnąć wszystko, jeśli tylko chcesz” powinniśmy dokonywać pierwszych znaczących kroków w stronę realizacji wyśnionego celu. Problem polega na tym, że tego celu nie ma, bo nie zdążyliśmy go ustalić w toku dotychczasowej edukacji. W konsekwencji mając 20-kilka lat trwamy w zagubieniu i samotności w dorosłym, wcale nie takim pięknym i sprawiedliwym świecie.

Beneficjentem takich zagubionych życiowo, ale relatywnie dobrze wykształconych, młodych ludzi są największe światowe korporacje. Największe firmy dobrze płacą, dostarczają w ten sposób pieniądze na wystawne weekendowe życie i wakacje nawet kilka razy do roku, jednak nie wymagają zaangażowania intelektualnego, które mogłoby pomóc młodym ludziom realizować tak często podnoszony postulat zmieniania świata na lepsze. Młodzi ludzie w korporacjach zazwyczaj, według własnych deklaracji, żyją dla weekendów, często wręcz otwarcie deklarują niechęć do dorastania.

Nienawiść jest prosta

Niemiej jednak romantyczna potrzeba zmieniania świata na lepsze w sercach młodych ludzi pozostaje. Jak ją zatem realizują? Poprzez tak zwane antyplemiona. Samotność w życiu osobistym i zagubienie w życiu zawodowym powodują, że młodzi ludzie nie mają możliwości ukształtowania głębszych, bliższych relacji z innymi w oparciu o swoje zainteresowania. Znajdują więc substytut w postaci internetowej społeczności swoich rówieśników, jednoczącej się wokół wspólnego wroga, którym najczęściej są konserwatywni politycy.

Taka sytuacja to woda na młyn firm technologicznych, których algorytmy bezbłędnie przekładają polajkowane profile w zestaw informacji potwierdzających wygłaszane w swoich postach i komentarzach tezy.

Minęły już czasy, w których polityczni oponenci odnosili się do siebie z szacunkiem i współpracowali, gdy tylko było to możliwe, bo nikt nie kwestionował tego, że choć różnią się poglądami, to wspólnym mianownikiem jest miłość do ojczyzny i dobro obywateli. Weszliśmy w mroczne lata, w których każda osoba o innych poglądach, nie tylko polityk, ale także jego wyborca, to wróg, który chce zniszczyć kraj, zabrać wolność i utrudnić życie.

Nie jestem w stanie zliczyć postów znajomych deklarujących przed kolejnymi wyborami, że „jeżeli ktoś popiera PiS, niech wyrzuci mnie ze swoich znajomych, zanim sam/a to zrobię”. Mam nawet koleżankę deklarującą, że nie wyobraża sobie, by jej dzieci popierały w przyszłości prawicę. Podobnie sytuacja wygląda w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych czy we Francji. Ten brak chęci dyskusji nie wynika z braku umiejętności dialogu (choć tutaj też jest nie najlepiej), ale właśnie z przekonania, że po prostu popieranie innej niż dominująca wśród rówieśników partii jest w najlepszym przypadku wyrazem głupoty, a w najgorszym przejawem braku serca i bycia złym człowiekiem. To w naturalny sposób dyskwalifikuje takiego nonkonformistę z prawa do bycia chociażby znajomym na Facebooku.

Ten z nami, ten przeciw nam

Wszystkie problemy – samotność, depresja, zagubienie w dorosłym życiu, polityczny substytut społeczności – dały o sobie boleśnie znać podczas pandemii i lockdownu, kiedy wyjście na imprezę i wytworzenie wokół siebie społecznego szumu stało się niemożliwe. Millenialsi zostali wówczas sami ze sobą i ze swoimi problemami. W tym miejscu warto także podkreślić trudne społeczno-ekonomiczne położenie młodych ludzi.

Jeszcze nigdy różnica między przeciętnym wynagrodzeniem a ceną mieszkania nie była tak ogromna – nielicznych młodych w Polsce stać na to, by kupić mieszkanie, więc robi to, nawet na kredyt, tylko garstka. Dlaczego branie mieszkań na kredyt nie jest bardziej powszechne? A no dlatego, że istotny odsetek młodych ludzi pracuje w oparciu o umowy cywilnoprawne lub, w najlepszym przypadku, na umowę o pracę na czas określony, a z taką formą zatrudnienia wzięcie kredytu jest nie tylko trudne, ale i ryzykowne.

Kryzys gospodarczy w 2008 roku silnie uderzył w młodych ludzi na rynku pracy na całym świecie, ominął jednak Polskę. Tego samego nie można niestety powiedzieć o kryzysie gospodarczym, który pozostawi po sobie pandemia COVID-19. Oznacza on wyższe bezrobocie wśród młodych, niższe zarobki, więcej desperacji i niepewności.

Splot tych wszystkich wydarzeń to podatny grunt pod protesty, które obserwujemy na ulicach polskich miast. Iskrą zapalną było prawo do aborcji, które w kontekście części wymienionych wcześniej czynników niepewności dotykających młodych ludzi jest ostatnią deską ratunku przed niechcianą, dożywotnią odpowiedzialnością, ale także wynikiem frustracji młodych, negatywnego stosunku do świata, który ich rozczarował, który nie okazał się ani taki, jak rodzice obiecywali, ani taki, jaki można zobaczyć na starannie wyretuszowanych zdjęciach na Instagramie.

Palestyńczycy zachodnich demokracji

Ian Bremmer, prawdopodobnie najważniejszy współczesny analityk polityki międzynarodowej, otwiera swoją najnowszą książkę – Us vs. Them. The Failure of Globalism – historią Palestyńczyków rzucających kamieniami na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Strefie Gazy. „Dlaczego Palestyńczycy rzucają kamieniami? Aby przyciągnąć uwagę? Aby poprawić swoje życie? Aby uczynić postęp w kierunku utworzenia państwa palestyńskiego? Rzucają kamieniami, ponieważ chcą, aby inni widzieli, że mają dość, że nie można ich zignorować i że mogą wszystko zepsuć. Głosowanie im nie pomaga. Ludzi za granicą to nie obchodzi. Nie widzą żadnych szans, by innymi sposobami doprowadzić do zmiany. Nie pozostaje nic innego, jak rzucać kamieniami”.

Młodzi ludzie na Zachodzie w obliczu starzejącego się społeczeństwa ich krajów i rządzących pochodzących z pokolenia ich dziadków coraz bardziej czują się takimi zdesperowanymi, ignorowanymi Palestyńczykami demokracji. Ostatnie 10 lat pokazało nam, do czego doprowadzić może poczucie politycznego wykluczenia i ekonomicznego ignorowania ludzi w średnim wieku w amerykańskim Pasie Rdzy i zapomnianej angielskiej północy – do 4 lat rządów Donalda Trumpa i szokującego brexitu.

Dziś młodzi krzyczą, walczą o podobną, swoją rewolucję. Mają jednak ze zwolennikami populistycznej rewolucji 2016 roku wspólną cechę – brak cierpliwości. Ani kadencja Trumpa, ani brexit nie przyniosły poprawy jakości życia – światowa gospodarka jest skomplikowana i wymaga globalnych działań, zmiany społeczne trwają dekady, a transformacja modelu demokracji na bardziej inkluzywny wymaga szerokiego konsensusu i dawno zapomnianej umiejętności kompromisu. Hasło marszu kobiet: „Wypierdalać”, podobnie jak „Lock her up”, „Built that wall” czy „Take back control” rezonują wśród zwolenników, jednak nie idą w dobrym kierunku.

Portal klubjagiellonski.pl istnieje dzięki wsparciu Darczyńców indywidualnych i Partnerów. Niniejszy tekst opublikowany został w ramach działu „Architektura społeczna”, którego rozwój wspiera Orange Polska.

Tym dziełem dzielimy się otwarcie. Utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony oraz przedrukowanie niniejszej informacji.