Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Czy koronawirus jest dobry dla środowiska?

Czy koronawirus jest dobry dla środowiska? Tomasz Baranowski / flickr.com

Wraz z wprowadzeniem pierwszych restrykcji ulice europejskich miast opustoszały. W państwach wprowadzono wszelkie środki ostrożności, zakazy przemieszczania się, a wszystkie obiekty kulturalne zostały zamknięte. Na całym świecie odwołano loty, a ci, który mieli taki przywilej, zostali w domach i pracowali zdalnie. Cała gospodarka globalna została zamrożona, a dotychczasowy pęd konsumowania i produkcji musiał wyhamować. Choć pierwszorzędnym skutkiem tej polityki jest potężna recesja, która nas dotknie, to istnieje jeszcze skutek poboczny. Zanieczyszczenie powietrza i emisja gazów cieplarnianych diametralnie spadły z chwilą rozpoczęcia walki z pandemią COVID-19. Czy możemy mieć jednak nadzieję, że nie jest to tylko zmiana krótkotrwała?

Lockdown znaczy czyste powietrze

Ze zmniejszeniem ruchu samochodowego i transportu lotniczego w parze idzie spadek emisji dwutlenku węgla na całym świecie. Jeśli spowolnienie będzie się utrzymywać, szacuje się, że będziemy świadkami największego spadku emisji w historii, bo aż o 5,5% w porównaniu z 2019 r. Sam transport odpowiada za ponad 30% całkowitej emisji CO2 w UE, a ruch samochodowy i lotnictwo odpowiednio za 72% i 11% emisji gazów cieplarnianych w tym sektorze. Ale skutki lockdownu dopiero zaczynają się pojawiać.

W Chinach, największym na świecie emitencie CO2 i jednocześnie pierwszym państwie wprowadzającym restrykcje, szacuje się, że emisje w marcu były o około 25% niższe niż zwykle. Od chwili wybuchu pandemii satelita Copernicus Sentinel-5P odnotowała spadek zanieczyszczenia powietrza, zwłaszcza stężenia dwutlenku azotu w całej Europie. Zjawisko najlepiej można zaobserwować w północnej części Włoch. Podobna sytuacja ma miejsce w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. W Indiach widoczne są Himalaje z odległości 200 kilometrów, które przez dziesięciolecia były przysłonięte przez zanieczyszczenie powietrza. Media obiegły również zdjęcia krystalicznie czystych weneckich kanałów, dotychczas tłumnie odwiedzanych przez turystów. W czasach przed pandemią były wysoce zanieczyszczone.

Nie ma jednak powodów do dumy. Działalność gospodarcza utknęła w martwym punkcie, a giełdy spadły wraz ze spadającą emisją dwutlenku węgla. Jest to dokładnie odwrotność dążenia do zdekarbonizowanej, zrównoważonej gospodarki, o której wciąż mówi się tak wiele przy okazji kolejnych szczytów klimatycznych. Globalna pandemia nie powinna być postrzegana jako sposób na zmianę środowiska, które pod lockdownem łapie oddech. Ale na jak długo?

Poprawa środowiska? Tylko krótkotrwała

Można mieć poważne wątpliwości, czy długo będziemy mogli cieszyć się niską emisją CO2. Historia pokazuje, że wraz z kryzysami w parze idzie tymczasowa poprawa jakości powietrza. Według raportu opracowanego przez Carbon Brief z Wielkiej Brytanii kryzys finansowy z lat 2007-2009 również spowodował spadek emisji dwutlenku węgla o 1,4%, ale z chwilą, kiedy gospodarka ożyła, emisje wzrosły z powrotem w tempie szybszym niż przed kryzysem, osiągając w 2010 r. rekordowy do tamtej pory wzrost o 5,8%.

Bardzo prawdopodobne jest zatem, że kiedy pandemia ustąpi, emisje CO2 i zanieczyszczeń cofną się do stanu sprzed kryzysu. Trzeba liczyć się z tym, że obecna poprawa stanu środowiska, której jesteśmy świadkami, związana jest jedynie z załamaniem gospodarczym, co w żadnym razie nie zmniejsza wyzwań klimatycznych.

Działania na rzecz klimatu są nawet utrudnione. W dobie pandemii maleje siła ruchów klimatycznych, bo protesty i strajki klimatyczne nie mogą się odbywać na ulicach. Jednak walka z koronawirusem nie oznacza, że działacze klimatyczni zapomnieli o środowisku. Greta Thunberg zaapelowała o aktywizm online. „Myjcie ręce, ale nie umywajcie rąk od odpowiedzialności za klimat” – głosili organizatorzy polskiego Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. O ile protesty wirtualne są ciekawym zjawiskiem, to jednak nie wywierają takiej presji na rządy, jak uliczne zgrupowania przed pandemią. W świecie toczącym realną walkę z koronawirusem siłą rzeczy protesty klimatyczne muszą czynić ustępstwa.

Pandemia nie sprawi, że problemy klimatyczne staną się mniej uciążliwe. Zostają jedynie odsunięte w czasie. Rozmowy klimatyczne w Glasgow miały naprawić nadszarpnięty wizerunek poprzedniego szczytu, a już zostały przeniesione z listopada na 2021 r. Oczekiwania wobec tego szczytu były ogromne, ponieważ jego tematyką miały być te kwestie, wokół których nie udało się osiągnąć kompromisu w Madrycie, jak na przykład zasady handlu emisjami. Przełożenie COP26 komplikuje rozmowy polityczne, które jeszcze przed pandemią i tak stanowiły wyzwanie.

Gospodarka czy klimat

Trzeba liczyć się również z tym, że w wielu krajach temat zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska zostanie zepchnięty na drugi plan, bo priorytetem będzie paląca potrzeba ratowania gospodarki. W świetle tych tendencji niezbędne jest uaktualnienie strategii klimatycznych, w tym Europejskiego Zielonego Ładu. Zaproponowany przez Komisję Europejską program zakłada stworzenie pierwszego klimatycznie neutralnego kontynentu do 2050 r.

Rozprzestrzenianie się COVID-19 spowodowało historyczny kryzys gospodarczy. Choć jego skutków jeszcze nie znamy, to już teraz zdecydowanie należy traktować go jako wyzwanie dla krajów Unii Europejskiej, szczególnie w perspektywie zmian klimatycznych. Co istotne, państwa członkowskie UE zdecydowały się przeciwdziałać problemom gospodarczym, nie rezygnując równocześnie ze starań na rzecz realizacji Europejskiego Zielonego Ładu. Na dowód tego podpisano apel 17 europejskich ministrów klimatu. We wspólnym oświadczeniu skierowanym do Komisji Europejskiej zadeklarowano, że nie można poddać się pokusie krótkoterminowych rozwiązań w odpowiedzi na obecny kryzys.

Unia powinna działać wspólnie, traktując przy tym Zielony Ład jako mapę umożliwiającą dokonywanie właściwych wyborów w odpowiedzi na kryzys gospodarczy. Dzięki temu będzie możliwa jednoczesna walka ze skutkami ekonomicznymi pandemii oraz dalsze przekształcanie Europy w zrównoważoną i neutralną dla klimatu gospodarkę.

O ile apel ma znaczenie przede wszystkim symboliczne, o tyle jest odzwierciedleniem nastrojów wewnątrz Unii. Transformacja klimatyczna jest potrzebna, a zrezygnowanie z niej byłoby tylko odwlekaniem jej w czasie. Oś debaty stanowi przede wszystkim kosztowność Zielonego Ładu, ale w obliczu obecnego kryzysu sytuacja paradoksalnie wydawać się może prostsza. Państwa członkowskie muszą przejść transformację klimatyczną, a dziś stoją przed decyzją, czy wydać dużo i ratować gospodarkę, czy wydać więcej i przy okazji zmienić gospodarkę na niskoemisyjną. Nie należy zapominać, że zmiany środowiskowe powodują poważne obciążenia dla gospodarek, są liczone w setkach miliardów euro rocznie.

Przykładowo straty w Polsce spowodowane suszą w 2019 r. szacuje się na blisko 1,9 mld. Nadchodząca susza, mimo że jeszcze się nie rozpoczęła, już została okrzyknięta najdotkliwszą od 50 lat, więc spodziewajmy się jeszcze większych strat finansowych. Warto zatem zająć się inwestycjami, które bezpośrednio wpływają na bezpieczeństwo poszczególnych państw w zależności od potrzeb. Kwestie środowiskowe dotyczą nie tylko zachowania bioróżnorodności czy zrównoważonych systemów żywieniowych. Są sprzężone z dobrobytem obywateli i samego państwa, nie wspominając nawet o zagrożeniach politycznych.

W wypadku Polski wystarczy powiedzieć o składowaniu odpadów, najsłabszej w całej Unii retencji wody (na poziomie 6%) lub walce ze smogiem. Wywołane za sprawą klimatu zobowiązania finansowe dotyczą również walki z konsekwencjami zmian klimatycznych. Musimy być świadomi, że obciążenia systemu zdrowia, do jakich należy obecny kryzys, mogą w przyszłości występować częściej z powodu nowych chorób czy wysokiego zanieczyszczenia powietrza. Przed Europą stoją wydatki, a ratowanie się chwilowymi środkami pomnoży tylko obciążenia gospodarcze.

Siła nawyków

Kryzys pandemiczny i środowiskowy mają ze sobą wiele wspólnego. Podobnie jak zmiany klimatu, także pandemia opiera się na współpracy naukowców, polityków i społeczności. Podobnie jak zmiana klimatu, również pandemia wymaga konkretnych decyzji politycznych i nowego podejścia do rzeczywistości przez obywatela. A to ostatnie udało się szybko i skutecznie wprowadzić. Zamknięci w domach i odizolowani od życia publicznego zmieniliśmy nasz tryb życia, pokazując, że da się funkcjonować, wyrzekając się przy tym wygód, jeśli tego wymaga sytuacja. Nawyki wyniesione z czasów pandemii okażą się nieocenione w następnym kryzysie. Te najbardziej znaczące dotyczą mobilności.

Gdy w Unii Europejskiej sam transport odpowiada za jedną czwartą emisji gazów cieplarnianych, blisko 70% z nich dotyczy tylko transportu samochodowego. W świecie, gdzie praca przeniosła się do sieci, drastycznie zmniejszyły się potrzeby podróży. Badania wykazują, że część nawyków przybranych podczas kwarantanny może być praktykowana nawet po kryzysie. Przykładem jest badanie dotyczące nawyków związanych właśnie z transportem. W 2018 r. Uniwersytet Nauk Stosowanych w Zurychu wykazał, że ludzie, którym nakazano poruszać się rowerem zamiast autem, dużo częściej wybierali rower także później, nawet gdy już mieli dostęp do samochodu. Podobna sytuacja może zdarzyć się teraz, kiedy wiemy, że większość pracy lub spotkań możne odbywać się bez zbędnych kosztów paliwa i czasu. Podróże służbowe mogą się zmniejszyć, ponieważ kierownictwo zdaje sobie sprawę, że wideokonferencje często osiągają podobny efekt. Handel międzynarodowy może zostać w jakiejś części zredukowany, bo już pojawiają się głosy, że państwa są zależne od globalnego łańcucha dostaw i powinny zdecydować się na produkcję własnych towarów.

Zmiana może nastąpić również w konsumpcji. Kupujemy znacznie mniej, bo jak pokazują dane GUS, sprzedaż detaliczna w marcu 2020 r. spadła o 9%. Najwyższy spadek sprzedaży (aż o 49,6%) odnotowany został w grupie: tekstylia, odzież, obuwie. Mniejsza aktywność sprzedaży w tej grupie w dłuższej perspektywie oznacza dużą ulgę dla środowiska. Przemysł fast fashion produkuje 10% emisji wszystkich gazów cieplarnianych i jest drugim największym konsumentem wody na świecie. Według raportu Konsumenci a gospodarka obiegu zamkniętego nawet 38% Polaków deklaruje, że kupuje więcej, niż potrzebuje, i kieruje się sklepowymi promocjami. Być może pandemia pokazała nam dobitniej, że warto się pohamować z wydawaniem pieniędzy na nową odzież, zwłaszcza jeśli kupujemy coś ze względu na zachciankę, a nie istotną potrzebę.

To, co wcześniej wydawało się mało realne, dziś staje się codziennością. Nawyki z okresu pandemii przypadkowo okazały się dobre dla klimatu. Nie tak częste podróżowanie i polaryzacja pracy zdalnej, jeśli się utrzymają, to na pewno przysłużą się środowisku.

Tym, co najważniejsze, jest zmiana perspektywy na długoterminową. Reakcja na pandemię musiała być natychmiastowa, dlatego że liczba zakażonych rosła z tygodnia na tydzień. W wypadku katastrofy klimatycznej proces jest dużo trudniejszy do zarejestrowania. Choć prawdą jest, że co roku obserwujemy postępowanie pewnych zjawisk, jednak są to procesy na tyle powolne, że mniej zdumiewające. W tym kontekście niezbędna jest wysoka świadomość klimatyczna i wspólnotowa. Kryzys pandemiczny pokazał nam, że co do tego ostatniego możemy mieć cichą nadzieję.

Akcje społeczności

Wraz z wybuchem pandemii wiele społeczności podjęło kroki w celu wzajemnej ochrony przed kryzysem zdrowotnym. Najbardziej obciążony sektor służby zdrowia spotkał się w Polsce ze wsparciem całego społeczeństwa. W większości przypadków pomoc nie była tylko medialnym wsparciem, ale realnymi działaniami, takimi jak otwieranie zbiórek, organizowanie koncertów charytatywnych i przekazywanie zebranych w ten sposób milionowych sum na rzecz szpitali lub zakup środków ochronnych. Powstały całe stowarzyszenia, które ad hoc zajmują się walką z kryzysem zdrowotnym – szyją maseczki albo dostarczają żywność dla personelu medycznego. Szybkość i zakres reakcji potwierdziły skuteczność i siłę społeczeństwa, jeśli jest wystarczająco zmobilizowane i widzi sens współpracy.

Akcje społeczności podczas obecnego kryzysu dają nadzieję, że działania można również podjąć w sprawach innych kryzysów, jeśli zagrożenie zostanie potraktowane jako pilne. W reakcji na obecny kryzys obudził się kapitał społeczny, głównie za sprawą tego, że społeczeństwo widzi, że o wiele spraw musi zadbać samodzielnie, bo działania polityków nie są wystarczające. Może okazać się to nową jakością w walce ze wspólnymi problemami. Część działań społecznych skupionych wokół kryzysu zdrowotnego, szczególnie te wspierające finansowo szpitale, można bezpośrednio przełożyć na kryzys klimatyczny. Nie bez znaczenia będzie mobilizacja społeczna niosąca pomoc ochronie zdrowia. Już dziś istnieją przesłanki, że warto wzmocnić opiekę medyczną, gdyż okaże się, że jej kondycja będzie miała kluczowe znaczenie dla leczenia nowych chorób, wywołanych globalnym ociepleniem.

Koronawirus to katastrofa, ale rzuca nowe światło na kryzys klimatyczny. Pandemia może nas nauczyć myślenia systemowego, że w obliczu kryzysu działania pojedynczych jednostek są zbyt słabe, a siła tworzy się w grupie. Obecny kryzys pokazuje nam, że można działać wspólnie. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się więc przekucie doświadczenia wyniesionego z obecnego kryzysu na ten nadchodzący.

Oprócz decyzji politycznych niezbędna jest wspólna i zmobilizowana praca na rzecz klimatu. COVID-19 przynosi przede wszystkim globalne straty w przestrzeni życia, usług zdrowotnych i miejsc pracy. Jednak oprócz tego pandemia wyzwoliła także siłę społeczności i pokazała, do czego ludzie są zdolni, gdy wzajemnie się o sobie troszczą. I to lekcja, która może być nieoceniona w radzeniu sobie ze zmianami klimatu.

Globalna pandemia wirusa rozwija się w oszałamiającym tempie, dziesiątkując życie i źródła utrzymania. Obecny kryzys pokazał śmiertelne konsekwencje ignorowania ostrzeżeń ekspertów, opóźnień politycznych i poświęcenia zdrowia ludzkiego. Nie ma wątpliwości, że nie w taki sposób należy podejść do obniżania emisji. Podobnie jak pandemię należy również kontrolować zmiany klimatu poprzez zdecydowane działania podjęte na długo przed odczuwaniem najgorszych skutków, nawet z bezpośrednim uszczerbkiem dla własnych interesów gospodarczych.

Zmiany klimatyczne i pandemia to dwa zupełnie różne wyzwania, ale oba są problemami globalnymi, które nie zatrzymują się na granicach państw. Co za tym idzie, żadne działania nie będą efektywne, jeśli zabraknie woli współpracy wśród światowych liderów, korporacji i naukowców działających międzynarodowo. Pozostaje żywić nadzieję, że koronawirus wystarczająco ujawnił więzi łączące nas globalnie i skutki opieszałego działania.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.