Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Alexander Tyra  23 grudnia 2019

Czy Niemców czeka polityczna rewolucja?

Alexander Tyra  23 grudnia 2019
przeczytanie zajmie 10 min

Chadecy są podgryzani ze wszystkich stron. SPD wybrało nowe kierownictwo, które dąży do renegocjacji wielkiej koalicji i podważa fundamenty niemieckiej polityki na czele z doktryną fiskalną. Zieloni, Lewica i AfD rosną w siłę. Już niebawem polityka niemiecka może ulec radykalnym zmianom, co będzie rezonować w całej Europie. Polska musi być na to gotowa.

Obserwatorzy ostatniego zjazdu partyjnego CDU w Lipsku mogli być zaskoczeni informacją, że niemiecka chadecja zmieniła polityczną tożsamość i powołała do życia nowe ugrupowanie – Unię Demokratyczną. Stało się to za sprawą aktywistów Greenpeace’u, którzy na znak protestu zerwali pierwszą literę skrótu z nazwy partii. Chcieli zamanifestować w ten sposób odejście ugrupowania Angeli Merkel od chrześcijańskich wartości, czyli w ich optyce od postulatów ekologicznej lewicy. Dla polskiego czytelnika brzmi to absurdalnie. Jeśli CDU odeszła od fundamentów chrześcijańskich, to przecież nie dlatego, że nagle stała się mniej eko. A do tego jeszcze ten Greenpeace wytykający odejście o chadeckich wartości… To jednak nie żart. Co więcej, całe zamieszanie jest symbolem obecnej sytuacji politycznej w Niemczech. Rządzi chaos, który może zwiastować fundamentalne zmiany.

Jednak już teraz kilka spostrzeżeń wydaje się oczywistych. Po pierwsze, CDU i SPD znajdują się w największym kryzysie od lat. I to zarówno jeśli chodzi o tożsamość, jak i poparcie wyborców. Zagrożenie jest niebagatelne, ponieważ stawką jest utrzymanie wielkiej koalicji oraz rozpisanie nowych wyborów na wiosnę przyszłego roku. Oba scenariusze stają się coraz bardziej prawdopodobne.

Koalicja dwóch najważniejszych partii, CDU/CSU oraz SPD, stała się w ostatnich latach synonimem stagnacji i braku decyzyjności, a także przeważnie reaktywnej polityki mającej na celu zachowanie europejskiego status quo. Przez dłuższy czas liczni komentatorzy trochę nad wyrost wróżyli jej koniec. Jednak wizja rozpadu raczej nie napawa optymizmem większości wyborców. Twarzą aktualnej epoki jest Angela Merkel, która kształtuje losy kraju nieprzerwanie od 15 lat. Merkel to symbol dobrobytu i, mimo kryzysu migracyjnego, politycznej stabilności. Dotychczas społeczeństwo, a także politycy i komentatorzy nie byli w stanie odpowiedzieć na pytanie, co stanie się z Niemcami po erze „wiecznej pani kanclerz”.

Wyniki wyborów landowych – prognoza zmian w federacji

Ostatnie wyniki wyborów regionalnych i ich konsekwencje mogą zwiastować nowe czasy. Niemiecki system polityczny charakteryzuje się tym, że właściwie co chwilę mamy do czynienia z jakimiś wyborami. Tradycją jest, że wyniki uzyskiwane w poszczególnych landach stanowią najbardziej wiarygodne sondaże – często przekładają się na nastroje ogólnokrajowe oraz przewidują rozkład polityczny w Bundestagu, a także wskazują na potencjalnego kanclerza. W 2020 r., z wyjątkiem wyborów regionalnych w Hamburgu, Bawarii oraz w Nadrenii-Północnej Westfalii, nie zostaną zorganizowane żadne znaczące głosowania. Decydujący będzie natomiast rok 2021, w którym bezpośrednio przed wyborami ogólnokrajowymi czeka nas kilka decydujących starć w najciekawszych regionach państwa.

Najnowszym dowodem na to, że dotychczasowe status quo pęka, są wyniki wyborów regionalnych w Turyngii, które miały miejsce w październiku tego roku. Odbyły się przed obecnymi zjazdami partyjnymi najważniejszych graczy i zasadniczo wpływają na dyskusję o przyszłość wielkiej koalicji. Cechą charakterystyczną tego wschodnioniemieckiego landu była długoletnia dominacja Lewicy (die Linke), która rządziła tam w koalicji z SPD i Zielonymi. Dzięki wyborom Lewica nie tylko utrzymała swój stan posiadania, lecz nawet zyskała jeszcze kilka punktów procentowych. Jednak straty wyborcze jej dwóch sojuszników sprawiły, że dalsze trwanie koalicji stało się niemożliwe. Lokalny wynik Zielonych okazał się bowiem pewnym rozczarowaniem na tle ostatnich sukcesów tej partii w polityce ogólnokrajowej. Prawdziwym przegranym byli socjaldemokraci, a CDU również musiała pogodzić się z niesatysfakcjonującym rezultatem. W zasadzie można by zaryzykować stwierdzenie, że rządząca na płaszczyźnie federalnej wielka koalicja została w całości odrzucona przez wyborców.

Wybory w Turyngii wstrząsnęły całą sceną polityczną głównie dlatego, że po raz pierwszy od niemal 30 lat CDU utraciła hegemonię w regionie. Ponad połowa głosów trafiła do partii, które sytuowały się bardziej na lewo lub bardziej na prawo względem głównego nurtu polityki niemieckiej. Jest to szczególnie widoczne w wypadku AfD, która zdeklasowała CDU i stała się drugą siłą w Turyngii.

Wybory do Landtagu są często wykorzystywane jako wyznacznik trendów na politycznej mapie Niemiec. Sukces wyborczy w regionie natychmiast prowadzi do dyskusji na temat tego, czy zwycięski program polityczny miałaby szanse także na szczeblu federalnym, czy też powodzenie w regionie wynika wyłącznie ze specyfiki danego landu. To samo ma miejsce w odniesieniu do testowania rożnych konfiguracji koalicyjnych, które nie były do tej pory sprawdzane w praktyce na obszarze ogólnokrajowym.

Dobrym przykładem tego, w jaki sposób postawy lokalne rezonują na całe Niemcy, jest postawa CDU w Turyngii. Wyniki wyborów zmusiły bowiem partię Merkel do szukania partnera koalicyjnego. Oznaczało to w praktyce, że tamtejsi chadecy muszą odpowiedzieć na pytanie, jaki jest ich stosunek do nacjonalistycznej AfD: czy decydują się na kordon sanitarny i stanowczo się odgradzają, czy jednak są gotowi na dialog oraz ponowne zbliżenie do prawicowego elektoratu. Gdy po przegranych wyborach 17 członków turyńskiej CDU zażądało otwartych rozmów z AfD, ten ruch był szeroko i emocjonalnie komentowany w mediach, doprowadzając wkrótce do ostrej reakcji kierownictwa CDU. Sekretarz generalny landu, Raymond Walk, skrytykował swoich kolegów z partii, a sekretarz generalny na poziomie federalnym, Paul Ziemiak, kategorycznie wykluczył wszelkie dyskusje z AfD, którą porównał do NPD, czyli skrajnie prawicowej partii neonazistów.

Zażądanie rozmów z turyńską AfD było szczególnie szokujące dla obserwatorów sceny politycznej oraz pozostałych chadeków, ponieważ spośród wszystkich komórek to właśnie tamtejsza Alternative für Deutschland jest uważana za szczególnie radykalną. Pod wpływem swojego przewodniczącego, Björna Höcke, lokalny odłam AfD wybrał najbardziej prawicową retorykę w całej partii. Nawiasem mówiąc, Höcke jest szczególnie interesującą postacią dzisiejszej polityki niemieckiej. To właśnie on w znacznym stopniu jest odpowiedzialny za radykalizację ideologiczną swojej formacji. Dzięki zwycięstwu, które odniósł nad bardziej umiarkowanymi kandydatami wewnątrz ugrupowania, był w stanie zmienić oblicze ideowe partii. Jak widać, został za to nagrodzony przez swoich wyborców. Niemniej jednak na poziomie ogólnokrajowym AfD pozostaje tożsamościowo rozdarta między radykalną antysystemowością a samookreśleniem w kategoriach partii „mieszczańskiej”, co w gruncie rzeczy sprowadza się do ostentacyjnego negowania własnego ekstremizmu i udawania normalnej opcji politycznej. Aktualnie wszystkie inne partie odmawiają jej tego statusu, bojkotując Alternatywę niemalże na wszystkich płaszczyznach.

Radykałowie wychodzą z cienia

Nie mniej emocji wywołała debata na temat współpracy w Turyngii CDU ze zwycięską Lewicą. Ostatecznie nie doszło do żadnych poważniejszych rozmów, a oba ugrupowania ograniczyły się wyłącznie do wzajemnego sondowania własnych nastrojów i zamiarów. Jednak jakiekolwiek gesty otwarcia się CDU na współpracę z Lewicą już są uznawane za precedens. To, że chociaż tylko sondażowe rozmowy miały miejsce, było wynikiem wysokiego poparcia mieszkańców Turyngii dla możliwości sformowania takiej koalicji. Według sondażu Forsa przeprowadzonego na początku listopada 79% uprawnionych do głosowania w Niemczech popiera taki sojusz, natomiast w Turyngii aprobatę koalicji CDU z Lewicą wyraziło nawet 91%. Ponieważ CDU tradycyjnie potępia Lewicę jako następczynię SED, starej komunistycznej partii NRD, współpraca została ostatecznie wykluczona. W zaistniałej sytuacji jedynymi partnerami koalicyjnymi dla chadeków są już tylko SPD, Zieloni lub liberałowie z FDP.

Chociaż Die Linke już z powodu samej nazwy znajduje się na krawędzi sceny politycznej, to przez wielu wyborców w Turyngii jest postrzegana jako opcja centrowa. Ma to duże znaczenie dla możliwości koalicyjnych Lewicy. Ankieta przeprowadzona w dniu wyborów przez agencję Dimapa wykazała, że prawie połowa respondentów podziela ten pogląd, co sugeruje, że ich głos nie był oznaką protestu wobec innych opcji politycznych, lecz wyrazem autentycznego poparcia. Ponadto Lewicy przypisuje się kompetencje w zarządzaniu gospodarką. Cechę tę przez lata uzurpowały sobie partie z głównego nurtu. Pośrednim dowodem na to, że Die Linke posiada kompetentne kadry w zakresie ekonomii, jest wizerunek Bodo Ramelowa, szefa Lewicy w Turyngii. W opinii wielu wyborców innych partii Ramelow postrzegany jest jako dobry premier landu.

Lewica ma swoje miejsce w krajobrazie partyjnym, ale pozostaje partią wschodnich Niemiec, co ma swoje odzwierciedlenie w wynikach wyborów. Bowiem tylko na obszarze byłej NRD jest w stanie przekroczyć próg 10%. Przykład Turyngii uświadomił wielu jej członkom, że partia bardziej zyskuje na uczestnictwie w rządzeniu niż na nieustannej opozycji. Jej dotychczasowa reputacja jako partii protestu została przechwycona przez AfD, a wielu byłych wyborców uciekło do prawicowych radykałów. Mimo to elektorat Lewicy i AfD wciąż łączą cechy wspólne, a są nimi nominalna antysystemowość, doświadczenie ciągłej kontestacji przez główny nurt oraz postulaty w zakresie polityki zagranicznej, takie jak krytyka NATO, nawołania do współpracy z Rosją, a także krytyka skutków globalizacji.

Taki stan rzeczy ma wpływ na rosnącą gotowość Lewicy do współpracy ze znienawidzoną do tej pory socjaldemokracją (co było niegdyś zupełnie niemożliwe) oraz z partią Zielonych. Oba ugrupowania mają bowiem znacznie mniej obaw przed kontaktem z Lewicą niż CDU oraz FDP mają z AfD. Tak zwana opcja czerwono-czerwono-zielona jest od wielu lat rozważana i praktykowana w Turyngii. Jednak bardzo trudno stwierdzić, czy taka koalicja byłaby do zaakceptowania na poziomie federalnym, ponieważ badania opinii nie dają tutaj jasnej odpowiedzi.

Na razie współpraca SPD i Zielonych z wyklętą według chadeków Lewicą jest rutynowo krytykowana przez partię Merkel. Jeśli jednak tendencja spadkowa CDU i SPD ulegnie utrwaleniu, współpraca tych trzech lewicowych stron pod przewodnictwem Zielonych może stać się rzeczywistością.

Zakładnicy politycznego centrum

Wśród politycznego zaplecza SPD od kilku lat wybrzmiewa żądanie ponownego zwrotu partii w lewą stronę oraz silniejsze akcentowanie ideologii. Ma to na celu przeciwdziałanie postępującej erozji poparcia wśród wyborców. Od dłuższego czasu bowiem kierownictwo SPD było niezdecydowane lub niechętne opuszczeniu centrum i zajęciu bardziej wyrazistego ideowo stanowiska. Odkąd Gerhard Schröder otworzył SPD na współpracę z wielkim biznesem i uczynił z niej niemalże partię neoliberalną, duża część jej tradycyjnych wyborców odpłynęła do innych partii albo zniechęciła się do głosowania. W analogicznej sytuacji znajduje się CDU. Jej nominalny konserwatyzm zderza się z realnym strachem przed opuszczeniem wygodnego centrum. Powody takiego stanu rzeczy są paralelne: kierownictwo chadeków dąży do wyraźnego oddzielenia swojego wizerunku od ideologicznie bardziej wyrazistego rywala.

Na tym jednak analogia się wyczerpuje. Lewica jest uważana przez wyborców za mniej antysystemową i zarazem za społecznie bardziej akceptowalną niż AfD. Tak więc SPD przy przesunięciu w lewo zaryzykowałaby utratę głosów centrum na rzecz Zielonych. Z drugiej strony CDU staje się zakładnikiem swojej niewyrazistości politycznej – każdy ukłon w stronę bardziej konserwatywnego wyborcy momentalnie staje się obiektem krytyki ze strony rosnącego w siłę prawicowego i antysystemowego elektoratu.

CDU to partia starców, która bezskutecznie próbuje dotrzeć do młodszych wyborców – taki wniosek można wysnuć ze sposobu, w jaki chadecy są opisywani w niemieckich mediach.  Paradoksalnie nawet 39-letni minister zdrowia, Jens Spahn, mimo swojego otwartego homoseksualizmu znany jest z konserwatywnych poglądów, które nie czynią go popularnym politykiem wśród młodych wyborców. Działalność takich organizacji jak Friday for Future zdaje się zwiastować poważne zmiany na niemieckiej scenie politycznej. Ich źródłem może być bunt młodych.

Kolejnym problemem chadeków jest kryzys przywództwa. Następczyni Merkel i jedna z głównych zwolenniczek wielkiej koalicji, Annegret Kramp-Karrenbauer, od niemalże samego początku swojego urzędowania jest krytykowana za brak kompetencji politycznych swojej poprzedniczki. Jednak większość z tych opinii to tak naprawdę poszukiwanie kozła ofiarnego. Kramp-Karrenbauer odziedziczyła kryzys po swej poprzedniczce, a teraz sama musi walczyć z jego konsekwencjami.

Turyngia to zapewne najbardziej spektakularna porażka chadeków, ale nie znaczy to, że cała wina spoczywa na nowej przewodniczącej. Ostatnie znaczące zwycięstwo wyborcze odbyło się w 2017 r. w wyborach regionalnych w Nadrenii Północnej-Westfalii, gdzie partia poprawiła swój wynik na koszt SPD i Zielonych. W tej sytuacji zwycięski kandydat CDU, Armin Laschet, może mieć fundamentalne znaczenie dla przyszłości partii. Były to jednak wyjątkowe wybory na tle licznych porażek w Badenii-Wirtembergii, Bawarii, Hesji, Nadrenii-Palatynacie, Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorzu Przednim.

Spektakularny jest przypadek CSU w Bawarii. Jeszcze w 2003 r. partia wydawała się wprost niezwyciężona, otrzymując aż 60,7% głosów, w 2013 wciąż wygrała, otrzymując 47,7%, ale już ostatnie wybory przyniosły jej tylko 37,2%. Wyniki w Bawarii pokazują smutną prawdę dla zwolenników utrzymania obecnego status quo. Chadecy są podgryzani ze wszystkich stron – zarówno przez AfD, jak i Zielonych. Nikt nie wie, jak tę negatywną tendencję zatrzymać.

Nadchodzi czas rozstrzygnięć

Jeśli wybory federalne 2021 r. odbędą się terminowo, to oczy całych Niemiec będą zwrócone na Badenie-Wirttembergie, jako że na pół roku przed wyborami do Bundestagu ma tu się odbyć sprawdzian dla wszystkich partii. A przypomnijmy, że to wyjątkowo ciekawy land – właśnie na południowo-zachodnich obrzeżach Niemiec władzę zdobyli Zieloni w koalicji z CDU. Wybory o podobną stawkę odbędą się również w dwóch innych landach: Nadrenie-Palatynacie oraz Meklemburgu-Pomorzu Przednim. W tym pierwszym SPD wyjątkowo na tle innych porażek nie straciła, za to lokalna frakcja Zielonych poniosła druzgocącą klęskę (choć najnowsze sondaże znów przepowiadają im powrót na podium). W tym ostatnim na wejściu AfD (zdobycie z miejsca 20,8%) straciły niemalże wszystkie opcje polityczne, z Lewicą włącznie. Jeśli chodzi o liczebność głosów, to owe landy mają o wiele mniejsze znaczenie niż powyżej wspomniane Bawaria i Badenia-Wirttembergia, ale mogą mieć duży symboliczny wpływ na ostateczny wynik na poziomie federalnym.

Po wyborach w Turyngii odbyły się zjazdy partyjne głównych sił politycznych. Media skupiły najpierw uwagę na chadecji oraz pytaniu, czy dojdzie do kryzysu przywództwa. Wbrew oczekiwaniom główny rywal AKK, Friedrich Merz, nie zdecydował się na otwartą walkę z liderką partii. Ostatecznie CDU znowu wybrali opcję niepodejmowania żadnych decyzji. O ile zjazd partyjny CDU nie przyniósł zasadniczych niespodzianek, to wewnątrz SPD nastąpiła prawdziwa rewolucja. Trwały wybory duetu na przywództwo partii i większość komentatorów oczekiwała zwycięstwa obecnego ministra finansów, Olafa Scholza, oraz Klary Geywitz, czyli zwolenników kontynuowania rządów wielkiej koalicji. Scholz mniej lub bardziej jawnie wspierał Merkel, idąc nawet na bolesne dla CDU koncesje przy ustalaniu budżetu państwa. Wygrali jednak Saskia Esken i Norbert Walter-Borjans, zwolennicy opuszczenia wielkiej koalicji.

Zadeklarowali od razu, że pragną renegocjować umowę koalicyjną z CDU, na co nie ma zgody wśród chadeków. Wielka koalicja jest zatem o krok od rozwiązania. Pod znakiem zapytania stanął również jeden z fundamentów europejskiego status quo, tzw. Schwarze Null – deklaracja niezaciągania żadnych nowych długów przez państwo niemieckie. Minister finansów, Olaf Scholz, jest zwolennikiem utrzymania kluczowej doktryny, jednak nowe kierownictwo SPD oraz Zieloni żądają odejścia od tej zasady. Oznaczałoby to otwarcie Niemiec na europejską wizję Macrona, a więc prawdziwą rewolucje w UE. Gdyby CDU była zmuszona do koalicji z Zielonymi, to także mogłoby to oznaczać odejście od Schwarze Null. Wszystko rozstrzygnie się w następnych tygodniach.

Możliwe są następujące scenariusze:
1. CDU ulegnie aktualnie zradykalizowanej SPD i wielka koalicja potrwa aż do wyborów 2021 r. Elektorat socjaldemokratów raczej zdecyduje się na odejście od koalicji, na czym CDU może tylko stracić. Oznaczałoby to kontynuację wyżej opisanych trendów: dalszego rozwadniania tożsamości chadeków oraz liczne ustępstwa CDU względem SPD.
2. CDU zdecyduje się na rząd mniejszościowy i zagra na czas. Merkel nie jest zwolenniczką takiej opcji, ale na szczęście dla CDU aktualny budżet państwa został już wynegocjowany, co daje jej pole manewru.
3. Rządząca koalicja zdecyduje się na rozpisanie przedterminowych wyborów. Wszyscy zagrają va banque. Realność tego scenariusza bardzo trudno z dzisiejszej perspektywy ocenić.

***

Przez długi czas partia Merkel dominowała na scenie politycznej Niemiec. Aktualnie jednak posiada gorsze zdolności koalicyjne od liberalnej lewicy. Stoi przed trudnymi wyborami, których skutki będą rezonować w całej Europie. Analiza wypływu wydarzeń politycznych w Niemczech na stosunki z Polską nie jest tematem tego artykułu, ale ostatnie czego moglibyśmy oczekiwać to rewolucja w polityce krajowej naszego zachodniego sąsiada. Polska już dzisiaj powinna przygotować się na różne scenariusze, a także opracować strategie szybkiego reagowania na każdą z wyżej wskazanych opcji.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.