Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Popiołek  25 maja 2019

Pedofilia w Kościele, czyli uczta Antychrysta

Piotr Popiołek  25 maja 2019
przeczytanie zajmie 5 min

To jest tekst konfesyjny. Pisany z perspektywy wiary i dogmatu. Nie interesują mnie społeczne, polityczne czy prawne konteksty zjawiska pedofilii w Kościele. Szczególnie ignoruję niepoważne porównania liczbowe, które skalę wykorzystywania nieletnich przez księży porównują do analogicznego problemu wśród murarzy czy strażaków. Wręcz odwrotnie, moim celem jest pokazanie, dlaczego akurat te grzechy, obciążające sumienie wielu duchownych, szczególnie mocno wołają o pomstę do nieba. To zbrodnie godne potępienia, bo – dokonywane przez kapłanów Boga – mogą przeciągać Kościół na stronę Antychrysta. Co więcej, w historii rzymskiego katolicyzmu to sprawa nienowa.

Fałszywi obrońcy Kościoła

Oskarżenia o liczne przypadki wykorzystywania seksualnego wysuwane wobec księży w sposób dotkliwy obciążają Kościół. I co z całą mocą trzeba podkreślić, obciążają nie tylko członków hierarchii lecz także samych wiernych, którzy ignorowali niepokojące sygnały. Pomimo skali przestępstw rzesze świeckich katolików wciąż bagatelizuje problem. Co gorsze, chcąc niejako bronić Kościoła i jego pasterzy, wpadają w zgubną i bezbożną retorykę.

Po pierwsze, w logice mechanizmu obronnego traktują (oczywiście niezamierzenie) Kościół jako zwykłą ludzką instytucję. Jak korporację, która potrzebuje odpowiedniej strategii PR-owej, aby walczyć z negatywnym wizerunkiem wywołanym niedawnym skandalem. Po drugie, wielu katolików traktuje księży jak zwykłych pracowników tejże instytucji, co pozwala na przeprowadzanie niepoważnych porównań z innymi grupami zawodowymi.

Co do pierwszej wątpliwości, to Kościół w tej perspektywie jest traktowany w oderwaniu od swojego wymiaru nadprzyrodzonego, jako instytucji założonej przez Chrystusa i prowadzonej przez Ducha Świętego ku rzeczywistości Królestwa Bożego. „Sekularyzacja” Kościoła powoduje w konsekwencji, ze liczne media państwowe, prywatne, w końcu kościelne, robią Kościołowi niedźwiedzią przysługę, starając się na wszelkie sposoby minimalizować „straty wizerunkowe”.

Tak jakby sztuczny, wybielony wizerunek Kościoła w oczach świata był konieczny do zbawienia. Kościół jednak był grzeszny i zawsze będzie grzeszny, co podkreślał wyraźnie niedawno Benedykt XVI w swoim liście. Świętość Kościoła nie polega na bezgrzeszności i krystalicznej czystości jego wiernych. I budowanie fałszywego obrazu kosztem prawdy, którą w tym wypadku są przypadki ludzi skrzywdzonych przez osoby duchowne, nie może Kościołowi pomóc. Kościół wymaga stanięcia w prawdzie i oczyszczenia, ale jest to proces nieustanny, który będzie trwał zawsze. Rola świeckich jest tutaj bardzo istotna. Nie możemy oczekiwać, że Kościół sam się oczyści, bo to my również jesteśmy jego integralną częścią.

W kwestii drugiej musimy mieć na uwadze wyjątkowo obciążającą okoliczność, jaką jest dokonywanie tego rodzaju czynów przez osobę duchowną. I tu widzę właśnie dwa główne problemy. Owszem, ksiądz nawet z perspektywy chrześcijańskiej antropologii w żaden sposób nie różni się od innych katolików. To właśnie egzaltacja jego osoby w wyobraźni religijnej wiernych sprawiła, że nie dopuszczano możliwości dokonania przez księży tak obrzydliwych czynów, nawet w zderzeniu z faktami. Co więcej, gdy już dochodziło do ujawnienia skandali, to często wspólnota zamiast stanąć po stronie ofiary, stawała w obronie księdza, ze względu na jego autorytet i funkcję pośrednika pomiędzy nimi a sacrum.

Problem drugi to wspomniana już wcześniej narracja, w której księża zaczynają być traktowani jak kolejna grupa zawodowa. Tu z kolei mamy do czynienia z poddaniem się narracji sekularnej, która ignoruje funkcję, jaką pełnią osoby duchowne w Kościele. To właśnie oni mają wprowadzać nas w tajemnicę Objawienia, oni – przez dostęp do sakramentu pojednania – posiadają wgląd w najbardziej wrażliwe rejony naszej duszy; oni w końcu przez sakrament Eucharystii umożliwiają spotkanie z Jezusem Chrystusem, łącząc w Komunii wszystkich członków Kościoła. Rola, którą na siebie przyjęli nie służy nobilitacji ani nie usprawiedliwia „urzędniczej” pychy, ale jest posługą, czyli jarzmem, które świadomie i w sposób wolny przyjęli. Tak, to obraz idealny – wiemy bowiem z jakimi trudnościami łączy się rozeznanie tego powołania, odpowiednia formacja w seminarium, a następnie realizacja narzuconej misji już w posłudze kapłana.

Zawód – ksiądz

Kapłaństwo zostało ustanowione ze względu na Komunię Świętą i właśnie dlatego można powiedzieć za Henri de Lubaciem że „Kościół hierarchiczny czyni Eucharystię”. Biskupi z prezbiterami nie tworzą kasty wewnątrz Kościoła Wszyscy jesteśmy w ten sposób braćmi, wszyscy korzystamy z tych samych sakramentów i otrzymujemy łaskę z tego samego źródła. Kapłaństwo jest, jak mówi św. Leon, „specjalną posługą”, ma ono charakter służebny. Wierzymy w to, że funkcja ta jest nieprzerwanie przekazywana przez nałożenie rąk od czasu Apostołów. Taki kapłan celebruje msze „in persona Christi”. Wydaje się logiczne, że właśnie dzięki temu zaszczytowi na stanie duchownym powinna spoczywać większa odpowiedzialność

Gdy jako wierni uzmysłowimy sobie tę prawdę, to niemożliwe stanie się spojrzenie na problem nadużyć seksualnych, których dopuszczają się duchowni jak na każde inne przewinienie. To nie może być odpowiedź osoby wierzącej w Święty Kościół Powszechny, prawdziwą obecność Chrystusa w Eucharystii, w sakramenty i w sukcesję apostolską. Takie analogie, które sprowadzają Kościół do jakiejś globalnej firmy, ziemskiej instytucji, świadczy o totalnie zsekularyzowanej mentalności.

Godność ofiary

Mówiąc o przemocy seksualnej w Kościele z perspektywy wiary chrześcijańskiej, musimy poruszyć kwestię godności ludzkiej i tego, że każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Zadawany gwałt, szczególnie dzieciom, godzi w tę świętość człowieka. Jeszcze nie tak dawno temu wierni wybuchali oburzeniem na bezczeszczenie wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej. Czymże jest utworzony ręką ludzką wizerunek wobec świętości obrazu Bożego będącego w człowieku?

Ponadto Kościół jest środowiskiem, które ma prowadzić do zbawienia. Kapłani, jak zostało powiedziane, pełnią w nim bardzo specyficzną funkcję, która łączy się z tym, że są obdarzeni szczególnym zaufaniem i szacunkiem. Są przewodnikami, pasterzami wiernych w tej drodze. Są wyposażeni w łaski i narzędzia, dzięki którym Kościół się jednoczy. Sakrament Eucharystii jest szczytem tego wszystkiego. Jak więc można przyzwalać, ignorować, ukrywać, czy zatajać nadużycia kapłanów względem wiernych, często właśnie tych najbardziej niewinnych, bezbronnych jak dzieci? Kim jest kapłan, który się tego dopuszcza, kim są jego koledzy i przełożeni, którzy to próbują zataić i wierni, którzy przymykają na to oko? Ci wszyscy, dla których „zniesławienie Kościoła” jest ważniejsze od sprawiedliwości wobec poszkodowanych?

Niestety, gdy spojrzymy na historię Kościoła, nie jest to problem ani nowy, ani któremu można zaradzić jednym konkretnym narzędziem. Historia wskazuje raczej na to, że po jakiekolwiek sposoby by się nie sięgało, zawsze gdzieś ta tragedia się wydarzy – powstaje pytanie jak zareaguje na to Kościół? Już w 306 r. na Synodzie w Elwirze mamy kanon informujący o tym, że gwałciciele dzieci są wyłączeni z Eucharystii nawet w momencie śmierci. Sformułowanie takiego przepisu wskazuje na to, że potrzebna była jasna reakcja władz Kościoła w tej kwestii. Jednak należy wziąć pod uwagę, że tak surowe kary były nakładane w lokalnych kościołach za wiele innych przewinień, z dzisiejszej perspektywy o wiele mniejszej wagi. Również współcześnie tak surowa kara jak wyłączenie z eucharystycznej wspólnoty jest jak najbardziej uzasadniona. W ubiegłym roku ten temat został podjęty przez Dawida Gospodarka na łamach czasopisma „Więź”. Autor zwraca uwagę, że akty pedofilskie dokonywane przez księży można rozpatrywać właśnie jako uderzające w wiarę i Kościół.

Kapłan-antychryst

Zbrodnie przemocy seksualnej dokonywane przez księży mają często jeszcze jedną dodatkową cechę, o której się zapomina. Wspominał o niej niedawno Benedykt XVI w swoim liście, widać je było w różnych filmach dokumentalnych – czy to w Tylko nie mów nikomu Sekielskiego czy np. w The Keepers produkcji Netflixa, o zabójstwie siostry Catherine Cieslik, która posiadała rzekomo wiedzę na temat gwałtów dokonywanych przez księży.

Jest to też motyw, który można spotkać w naprawdę starych relacjach historycznych. To bluźnierczy i świętokradczy charakter tego grzechu, będący zarówno odwróceniem sakramentalności i roli Kościoła, jak i posługi kapłańskiej. Papież senior zwrócił uwagę na to, jak wyobraźnia religijna stała się pożywką dla zdegenerowanych czynów kapłana wykorzystującego ministrantkę. Podczas czynności seksualnych miał np. wypowiadać słowa „To jest ciało moje, które za ciebie będzie wydane”. We wspomnianych filmach dokumentalnych motyw słów modlitwy i elementów liturgii przy wykorzystaniu seksualnym również jest obecny. Jedna z bohaterek The Keepers i ofiara księdza Maskella opowiadała z kolei o tym, jak podczas gwałtu ksiądz recytował modlitwy po łacinie. Z podobnymi wyznaniami spotykamy się w filmie Sekielskiego.

Te zdarzenie przypominają historię pewnej starożytnej sekty gnostyckiej opisywaną przez Epifaniusza z Salaminy. Jej wyznawcy uczestniczyli w orgiach, a spożywając nasienie, modlili się, mówiąc, że to Ciało Chrystusa (podobnie postępowali zresztą z krwią miesięczną). Rzeczywistość religijna zostaje w tym obrazie całkowicie wypaczona. Dochodzi do spotęgowania grzechu. Z jednej strony niszczy on wszystko co święte w wymiarze egzystencjalnym – niszczy życie ofiary, gwałci je fizycznie, psychicznie i duchowo. Niszczy zaufanie do Boga i Kościoła.

Z drugiej strony to bluźniercza parodia tajemnicy Eucharystii. W tej perspektywie przemoc seksualna, której dopuszcza się kapłan, to anty-sakrament. Obraz Boży w człowieku, który powinien zostać oczyszczony, zostaje pogwałcony i zbezczeszczony. Ofiara zamiast być włączona do Kościoła ma zniszczony, często już na zawsze, jego obraz, zostaje jej odebrany dostęp do Chrystusa. Kapłan w tym anty-sakramencie odbiera wiarę, wyłącza z Kościoła, odbiera Chrystusa – możliwe, że na skutek jego czynów taka osoba już na zawsze pozostanie poza wspólnotą wiernych. Dlaczego bowiem miałaby pozostawać w instytucji, która pozwala na takie czyny, toleruje je, a wręcz chroni ich sprawców, a odrzuca ofiary, które najczęściej są również członkami tej wspólnoty? I nie należy bać się tego powiedzieć – kapłani dopuszczający się takich czynów to anty-kapłani. Mówiąc jeszcze ostrzej, to kapłani diabła. Bowiem ze względu na naturę czynu, którego się dopuszczają, są de facto satanistami.

Używanie kapłańskiego autorytetu, by gwałcić słabszych, odwołując się przy tym często do wyobraźni religijnej, treści wiary, to wyraz nawet nie wyjątkowej podłości, to czyste i  perfidne zło – czarna msza par excellence. Truizmem już jest tu przypomnienie oczywistego fragmentu Ewangelii, który sam się ciśnie na usta, że „kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18,6).

Konstatując, papież Benedykt XVI ma rację, gdy stwierdza, że przestępstwa te powinny być rozpatrywane jako delicta maiora contra fidem (ciężkie przestępstwa przeciw wierze), jednakże z dzisiejszej perspektywy widzimy, że Kongregacja Nauki Wiary nie dała rady podołać skali nadużyć, jakie miały i mają miejsce, stąd konieczne jest szukanie nowych rozwiązań, które wezmą z całą powagą ziemski i duchowy wymiar tych przestępstw.