Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Kaszczyszyn  12 maja 2019

Winni nie są tylko pedofile. Recenzja „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego

Piotr Kaszczyszyn  12 maja 2019
przeczytanie zajmie 3 min

Przed premierą filmu Tomasza Sekielskiego często gęsto pojawiały się opinie, że produkcja będzie kolejnym niesprawiedliwym atakiem na Kościół katolicki, antyklerykalnym paszkwilem, zbijaniem popularności na faktycznym cierpieniu ofiar. Nic z tych rzeczy nie miało ostatecznie miejsca. Tylko nie mów nikomu to poruszające świadectwo i bardzo potrzebny głos w debacie publicznej na temat nadużyć seksualnych wobec nieletnich popełnianych przez katolickich duchownych.

Zło lubi działać z ukrycia, chować się w cieniu, gdzieś poza publicznym widokiem. Podstawową siłą dokumentu Sekielskiego jest to, że włączył światło. Oddał głos ofiarom księży, pozwolił im opowiedzieć ich przerażające i traumatyczne historie, nie uciekał od szczegółów niezbędnych do przedstawienia skali popełnionego zła: gwałty analne na kilkunastoletnim chłopcu, masturbowanie się przez księdza dłońmi 7-latki, tygodniowa wycieczka z nastolatkiem na Wyspy Kanaryjskie połączona z obmacywaniem chłopca, a następnie gwałtami. Sekielski wszedł z kamerą do miejsc, gdzie działy się te potworne zdarzenia, pokazał, na tyle na ile było to możliwe, twarze i tożsamości zbrodniarzy. Wyciągnął demoniczne zło na światło dzienne.

Dokument potwierdził także skandaliczne praktyki kościelnej hierarchii, o których w debacie publicznej wiele się już mówiło. Bagatelizowanie skali zbrodni, zamiatanie zgłaszanych spraw pod dywan, zabawa w przenoszenie księży-bandytów z parafii do parafii, brak poważnej współpracy z odpowiednimi organami państwa. Film Sekielskiego uwypuklił raz jeszcze to, co było już tajemnicą poliszynela: Kościół  w istotnej części krył zbrodniarzy w sutannach. Jest to tym bardziej przerażające, że znów odsyła nas do tajemnicy zła działającego w cieniu. Kościelna hierarchia ukrywająca zło, które wcześniej kryło się w plebaniach, bierze na siebie swój ciężar win. Seksualni zbrodniarze udzielający Eucharystii to demoniczne bluźnierstwo.

Jeśli chcemy w skuteczny sposób przeciwdziałać takim tragediom w przyszłości, to musimy poważnie zastanowić się kim tak naprawdę są sami zbrodniarze i co popchnęło ich do tych potwornych czynów. Dzisiaj ta dyskusja jest jednak w istotnej mierze niemożliwa. Zamiast tego mamy zabawę w ping-ponga.

Prawica stworzyła absurdalną figurę księdza-homoseksualisty gwałcącego ministrantów i w ten sposób realizującego rzekomo swoją zboczoną chuć. Lewica odpowiada stereotypowym hasłem księdza-pedofila, pomijając inne przyczyny seksualnych zbrodni. Prawica dorzuca do tego ogólną seksualizację kultury, postępującą od rewolucji ’68 roku, tak jakby większa dostępność pornografii i antykoncepcji miała usprawiedliwiać robienie fellatio ministrantom (znów dokument). A całą grę kończy lewica, która mówi, że trzeba znieść celibat, rzekomo skutkujący seksualnym niewyżyciem duchownych, którzy wyładowują swoją seksualną frustrację na małoletnich, którzy akurat są pod ręką.

W dokumencie znajdziemy krótką wypowiedź psycholog stwierdzającej, że nie wszyscy sprawcy seksualnych nadużyć są pedofilami. Więcej, mówi ona, iż „w większości przypadków są to czyny pedofilskie dokonywane zastępczo”. To otwiera nas na całkiem nową dyskusję.

Jeśli większość winnych to nie byli „pedofile w sutannach”, to co ich popchnęło do zbrodni? Jaki rodzaj problemów behawioralnych, jakie zaburzenia psychiczne? I co jest kluczowe- co możemy zrobić, aby takie sytuacje minimalizować? Czy konieczna jest zmiana sposobów rekrutacji do seminariów? Należy zmodyfikować program w samym seminarium? Trzeba wprowadzić jakieś okresowe badania księży po 5, 10, 15 latach ich posługi?

Zamiast przerzucać się nieuprawnionymi oskarżeniami, musimy zastanowić się co zrobić na skalę systemową, aby minimalizować liczbę seksualnych zbrodni popełnianych przez duchownych w przyszłości.

***

Klerze Smarzowskiego mieliśmy jedną, moim zdaniem szczególnie przejmującą scenę. Kamera z okolic tabernakulum ustawiona jest na księdza-seksualnego zbrodniarza (z czego nikt oczywiście nie zdaje sobie sprawy) odprawiającego mszę świętą. Mamy lata 80., z tyłu pełny kościół ludzi trzymających sztandary i flagi z „Solidarnością”. Dokument Sekielskiego pokazał, że to nie była tylko filmowa, przerysowana poetyka. Seksualnymi zbrodniarzami okazali się przecież choćby kapelan prezydencki Lecha Wałęsy i kustosz sanktuarium w Licheniu.

W tej filmowej scenie, jak w pigułce, została pokazana historia relacji Kościoła i Polaków ostatnich kilku dekad, rola Kościoła jako fundamentalnego autorytetu społecznego. Za moment kamera przechodzi jednak z twarzy księdza-narodowego bohatera na ministranta-ofiarę, czyli postać graną przez Arkadiusza Jakubika. W tle Wielkiej Historii rozgrywa się niewidoczna tragedia. Schowana głęboko w cień, na trzecim planie, poza zainteresowaniem opinii publicznej.

Dzisiaj te historie wychodzą z cienia. I niech dzieje się to dalej. Dla dobra ofiar i dla dobra Kościoła. Dzisiaj Kościół bagatelizując oskarżenia płynące w jego stronę, traktujący każdą krytykę jako niesprawiedliwy atak ze strony wrogów wiary może łatwo ten historyczny kapitał zmarnować. Nie można wiecznie przyjmować roli kombatanta, któremu za przeszłe zasługi należy się dożywotni immunitet.