Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Jakub Wygnański  13 lutego 2017

Dobra diagnoza, złe recepty

Jakub Wygnański  13 lutego 2017
przeczytanie zajmie 5 min
Dobra diagnoza, złe recepty https://www.flickr.com/photos/premierrp/31813082373/

Duża część diagnozy towarzyszącej projektowi ustawy o Narodowym Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego trafnie wskazuje bolączki i wyzwania, jakie stoją przed sektorem pozarządowym w Polsce (bazując zresztą w istotnej części na wynikach dyskusji i badań prowadzonych od dawna wśród samych organizacji). Z wieloma elementami diagnozy można się zgodzić. Znacznie trudniej jednak zrozumieć, w jaki sposób zaprojektowano recepty.

Martwi mnie, że w uzasadnieniu ustawy skwapliwie pomija się fakt stworzenia i funkcjonowania Strategicznej Mapy III sektora, która powinna stanowić główny punkt odniesienia dla działań rządu. W moim przekonaniu władza nie powinna pisać samodzielnie partytury dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. W pierwszej kolejności rząd powinien mu nie przeszkadzać, w drugiej – wspierać je w celach, które ono samo wyznacza i wreszcie – bronić go, jeśli jest bezzasadnie atakowany (okazji do tego jest ostatnio niestety wiele).

Może więcej moglibyśmy się dowiedzieć o tym, jakie są zamierzenia rządu w tej sprawie, gdyby przedstawiono zapowiadany program wspierania społeczeństwa obywatelskiego. Niestety na razie niemal nic o nim nie wiadomo.

Szkoda, bo logicznie rzecz biorąc, program ten powinien wyprzedzać tworzenie instytucji takiej jak Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. W moim przekonaniu na tym właśnie polega główna słabość całego przedsięwzięcia legislacyjnego –w istocie nie wiadomo, w jakim celu ma być uruchomiona owa instytucja. Nie wynika to z żadnych pogłębionych analiz ani oddolnych postulatów przedstawicieli trzeciego sektora.

W publicznie wyrażanych intencjach pomysłodawców centrum ma pomóc organizacjom i uporządkować rzekomo nieczytelne i niesprawiedliwe reguły dostępu do środków publicznych. Problem w tym, że pogląd, zgodnie z którym obecne reguły są aż tak złe, nie bazuje na faktach. Nigdzie w uzasadnieniu nie znalazłem rzetelnego dowodu na brak transparentności w dotychczasowym systemie. Oczywiście, jak w każdym systemie, mogą istnieć wady i zdarzać się nawet przypadki naganne (rocznie organizacje i administracja podpisują dziesiątki tysięcy umów), ale nie ma żadnego strukturalnego deficytu, w szczególności takiego, który nie mógłby podlegać korektom w ramach istniejącego systemu. Dostęp do środków publicznych i zasady współpracy z administracją jest całkiem efektywnie uregulowany w ustawie o działalności organizacji pożytku publicznego (prace nad nim trwały długo i zawsze prowadzone były w partnerski sposób między organizacjami, rządem i parlamentem).

Mimo że w projekcie mowa jest o konieczności naprawy reguł, sam projekt w wielu miejscach unieważnia ich istnienie. W projekcie ustawy raz za razem mowa jest o szerokich, dyskrecjonalnych uprawnieniach prezesa NCSRO do działania poza trybem konkursowym, a także o możliwości całkiem arbitralnego rozwiązywania umów, powoływania i zwalniania asesorów etc. Mam nieodparte wrażenie, że proponowane rozwiązania instytucjonalne zmierzają do tego, by w przyszłości możliwe było uniknięcie publicznego zgorszenia, które ostatnio towarzyszyło np. dystrybucji środków z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Nie trzeba będzie łamać reguł konkursu – po prostu decyzje zapadną poza nim.

Na spotkaniach i w wywiadach z ust przedstawicieli Kancelarii Prezesa Rady Ministrów padają anegdotyczne dowody dotyczące nieprawidłowości, np. takie, że w jakimś województwie organizacje wygrywają w konkursach zbyt rzadko. Fakty te podawane są bez przywołania kontekstu, np. tego, jak ta proporcja ma się do całkowitej liczby złożonych wniosków, czy czego dotyczył dany konkurs.

Całkiem nierozsądne jest założenie, że w każdym konkursie grantowym chodzi o równomierną terytorialnie dystrybucję pieniędzy. Konkursy to nie „świadczenia”, ale rywalizacja o to, które wnioski okażą się najlepsze w odniesieniu do realizacji celów i założeń programu grantowego.

Nierzetelne są też argumenty dotyczące braku szans na dostęp do publicznych środków ze strony mniejszych organizacji. Jest dokładnie odwrotnie – zarówno jeśli chodzi o środki samorządu (w tym także jako rezultat wprowadzenia inicjatywy lokalnej), jak i środki z funduszy krajowych, w tym sam Fundusz Inicjatyw Obywatelskich (m.in. dzięki regrantingowi i specjalnym kryteriom promującym mniejsze / młodsze organizacje). Z tego wsparcia korzystają tysiące organizacji i inicjatyw. Oczywiście wziąwszy pod uwagę fakt, że np. w FIO liczba zwycięzców to ok. 10% aplikujących, łatwo znaleźć niezadowolonych, ale nie ma to związku z wadami FIO, ale przede wszystkim z „wąskim podium”. To, że jest ono takie, wynika z ograniczonej kwoty funduszu (60 mln zł rocznie). Może dowodem większej troski o sektor obywatelski ze strony rządu byłoby działanie prowadzące do tego, że zechciałby on na ten cel przeznaczać wielokrotność obecnej sumy. Jak na razie, pomysł na NCRSO to w moim przekonaniu raczej koncentracja i kontrola już istniejących funduszy w jednym miejscu.

Odnoszone wrażenie, że szereg wypowiedzi ze strony przedstawicieli obozu rządzącego, a w szczególności kontrolowanych przez nich mediów (ważnym wyjątkiem było tylko stanowisko wicepremiera Glińskiego oraz ministra Lipińskiego) świadomie buduje niechęć jednych organizacji do drugich: tych mniejszych do tych większych, tych starszych do młodszych stażem, tych bardziej rozpoznawalnych do tych mniej znanych, tych sprzyjających władzy do tych, których celem jest patrzenie władzy na ręce. To z pewnością nie wzmacnia sektora pozarządowego i czyni go „na siłę” częścią (i tak bardzo już bolesnych) podziałów w Polsce.

Umiejscowienie NCRSO w Kancelarii Premiera skraca – w sensie dosłownym i symbolicznym – łańcuch „dowodzenia” w stosunku do Centrum. Jest to największa słabość całego pomysłu – Centrum spełnia funkcję agencji wykonawczej rządu.

Jego szef ma być powoływany i odwoływany przez premiera. Rada Centrum ma charakter dekoracyjny –wydawane opinie nie są wiążące, a skład co najmniej niezbalansowany w tym sensie, że złożony w całości z nominacji politycznych i rządowych. Trudno uznać za wystarczającą obecność 2 na 7 przedstawicieli rekomendowanych przez Radę Działalności Pożytku Publicznego, skoro jej członków ostatecznie wskazuje minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Na fakt, że możliwe są zmiany w tym zakresie wskazywał w jednym z wywiadów minister Lipiński – mam nadzieję, że istotnie tak się stanie.

Gdyby chcieć zagwarantować prawdziwą niezależność Centrum od tego i każdego z kolejnych rządów, warto zastosować inny rodzaj „władztwa”, np. taki, w którym prawo wskazywania członków Rady przysługuje aktualnemu Rzecznikowi Praw Obywatelskich oraz osobom pełniącym tę funkcję wcześniej. Wybór mógłby się dokonać spośród kandydatów zgłaszanych przez organizacje pozarządowe i ich porozumienia. Taka Rada miałaby prawo powoływać i odwoływać zarząd NCRSO. Zresztą alternatyw w stosunku sformułowanego w projekcie modelu jest więcej.

W tym kontekście warto także przypomnieć całkiem niedawną, poważną dyskusję nad wzmocnieniem roli organizacji pozarządowych i środowisk obywatelskich poprzez powołanie czegoś na kształt Rady Dialogu Obywatelskiego (odniesienia do niej można znaleźć także w dokumentach PiS).

Przypomnijmy, że założenie tego ciała miały być niejako symetryczne do Rady Dialogu Społecznego. Warto pamiętać, że w tej konstrukcji jest to ciało suwerenne od rządu właśnie po to, żeby być jego realnym partnerem, a nie wasalem. Rada Dialogu Społecznego jest „obsługiwana” przez administrację, ale nie ma władztwa nad partnerami społecznymi. Rząd nie mianuje członków Rady innych niż własnych. Przewodnictwo w Radzie jest naprzemienne (co rok każda ze stron). Ten kierunek zmian w systemie dialogu w Polsce ma charakter ustrojowy – podnoszony jest od bardzo dawna, a jednak nie stał się przedmiotem zainteresowania ani poprzedniego, ani obecnego rządu.

Mam nadzieję, że kończący się właśnie okres konsultacji społecznych projektu nie kończy dyskusji na temat zasadności powoływania NCRSO i reguł, w oparciu o które miałoby działać – ale dopiero ją inicjuje. Wierzę, że zebrane w procesie konsultacji głosy zostaną upublicznione i staną się one podstawą do poważnej debaty publicznej.

Tekst ten jest zredagowaną przez redakcję klubjagiellonski.pl wersją uwag, które w pisemnej formie Jakub Wygnański przedstawił w ramach konsultacji publicznych projektu Ustawy o Narodowym Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Tytuł niniejszego artykułu pochodzi od redakcji. Stanowisko Klubu Jagiellońskiego przedstawione w ramach konsultacji można znaleźć tutaj.