Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Tomasz Ociepka  9 maja 2016

TTIP w 9 pytaniach

Tomasz Ociepka  9 maja 2016
przeczytanie zajmie 6 min
TTIP w 9 pytaniach Sinn Fein/flickr.com

Tryb negocjacji umowy, pytanie o regulowane przez nią obszary życia gospodarczego, wątpliwości i kontrowersje dotyczące wpływu TTIP na suwerenność państw. Zapraszamy do lektury TTIP-FAQ. Dziewięć podstawowych pytań i dziewięć podstawowych odpowiedzi.

1. Czym jest w ogóle to całe TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership)?

Negocjowaną między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską umową, która ma stworzyć strefę wolnego handlu obejmującą USA i wszystkie państwa członkowskie Unii.

2. Czy to znaczy, że jej celem jest po prostu zniesienie ceł?

Nie tylko i nie przede wszystkim. Cła na większość produktów już teraz są niskie – ich zniesienie pobudziłoby wzrost gospodarczy w niewielkim stopniu. Główną zaletą wskazywaną przez zwolenników umowy jest ujednolicenie standardów regulacyjnych. Obecnie przedsiębiorstwa starające się o dostęp do rynku po drugiej stronie Atlantyku muszą przechodzić przez procedurę weryfikującą zgodność ich produktów z obowiązującymi standardami, które zwykle pokrywają się częściowo ze standardami na ich rodzimym rynku. Jest to bariera szczególnie problematyczna dla małych i średnich przedsiębiorstw, niezdolnych do zaangażowania w biurokratyczne procedury tak dużych zasobów jak korporacje.

3. Czy ujednolicenie tych standardów oznacza odejście od unijnych norm?

Z jednej strony przedstawiciele Komisji Europejskiej zapewniają, że TTIP nie może oznaczać rezygnacji z unijnych standardów. Z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, jaki interes miałby rząd Stanów Zjednoczonych w zawieraniu umowy, która wymuszałaby na amerykańskich przedsiębiorstwach konieczność dostosowania się do unijnych norm, w zamian dając jedynie ułatwiony dostęp do europejskiego rynku. Wydaje się, że negocjacje muszą polegać na poszukiwaniu swego rodzaju średniej między przepisami unijnymi a amerykańskimi. Kiedy stawką są standardy ochrony konsumenta, w Europie znacznie wyższe niż w USA, trudno dziwić się obawom – kompromis w tym obszarze musiałby oznaczać częściowe zwolnienie producentów z obowiązku weryfikacji bezpieczeństwa ich towarów przed dopuszczeniem do obrotu.

4. Jak przebiegają negocjacje?

Z przedstawicielami USA negocjują urzędnicy Komisji Europejskiej, działający na podstawie mandatu politycznego udzielonego w 2013 roku przez Radę Unii Europejskiej, czyli organu złożonego z ministrów wszystkich państw członkowskich. Komitet Handlowy Rady pośredniczy między rządami narodowymi a negocjatorami Komisji, przekazując im postulaty członków Unii.

Negocjacje toczą się w rundach, 29 kwietnia skończyła się w Nowym Jorku 13. runda negocjacji TTIP.

24 wspólne grupy robocze, odpowiadające 24 wyodrębnionym rozdziałom umowy (od kosmetyków, przez pestycydy i chemikalia, po technologie informacyjno-komunikacyjne i wyroby medyczne), negocjują porozumienie w następującym trybie: najpierw strony przekazują sobie ogólne cele, które chcą w danej dziedzinie osiągnąć dzięki porozumieniu (tzw. position papers), następnie przedstawiają własne propozycje brzmienia zapisów umowy (textual proposals), które stają się podstawą do negocjacji tekstu wspólnego (consolidated version).

5. Czy negocjacje są tajne?

Cecilia Malmström, unijny komisarz ds. handlu, powtarza, że TTIP jest najbardziej jawnie negocjowaną umową międzynarodową w historii. W wąskim sensie jest to prawda – nie ma zwyczaju upubliczniania tekstów międzynarodowych umów przed osiągnięciem porozumienia, tymczasem Komisja Europejska udostępniła znaczną część position paperstextual proposals na swoich stronach internetowych (consolidated versions pozostaną jednak tajne dla opinii publicznej do końca negocjacji).

Jednocześnie trudno uznać TTIP za zwykłą umowę między państwami, znaną z dotychczasowych stosunków międzynarodowych. TTIP ma objąć wielką liczbę obszarów życia Amerykanów i Europejczyków (każdy z 24 rozdziałów może ostatecznie liczyć kilkaset stron!), z pewnością przekształci obecny ład gospodarczy po obu stronach Atlantyku i nie sposób w tej chwili przewidzieć, jakie korzyści i koszty przyniesie zwykłym obywatelom w perspektywie kolejnych dekad.

Tajny tryb negocjacji między przedstawicielami Stanów Zjednoczonych i Komisji Europejskiej skutkuje asymetrią wpływu na treść porozumienia w momencie jego powstawania między instytucjami społeczeństwa obywatelskiego a zawodowymi lobbystami biznesu. Dla tych pierwszych tajność rozmów stanowi barierę uniemożliwiającą zgłaszanie własnych postulatów. Ci drudzy, wyspecjalizowani w lobbingu, posiadają kanały dojścia do negocjatorów, których mogą przekonywać do rozwiązań zgodnych z interesem zleceniodawców.

Dopiero ujawnienie treści proponowanej umowy po zakończeniu negocjacji przywróci względną równowagę sił wszystkim grupom interesu. Wówczas jednak możliwe będzie tylko przyjęcie bądź odrzucenie TTIP w całości.

6. To prawda, że TTIP pozbawi państwa narodowe suwerenności?

Tematem, który w projektowanej umowie wzbudza największe kontrowersje, jest ochrona inwestorów. Początkowo miała być zapewniana przez mechanizm ISDS (Investor-State Dispute Settlement), obecny w wielu międzynarodowych umowach dwustronnych i mający złą reputację ze względu na niejawny tryb procedowania prywatnych trybunałów arbitrażowych, zwoływanych doraźnie do rozpatrywania roszczeń korporacji wobec państw, a także bardzo szeroką nieraz interpretację szkód ponoszonych przez biznes wskutek działań państwa (np. uchwalenie przepisów zniechęcających do palenia jako podstawa do odszkodowania dla koncernu tytoniowego).

Krytyka ISDS ze strony organizacji pozarządowych i akademików (ale także rządów Francji i Niemiec, niechętnych perspektywie pozwów ze strony amerykańskich korporacji) skłoniła Komisję Europejską do wycofania się z negocjacji nt. ISDS i zaproponowania całkowicie nowego Systemu Sądów Międzynarodowych (International Court System, ICS) – niezwoływanych doraźnie do rozpatrywania złożonych pozwów, ale obradujących stale, jawnie, w postępowaniu dwuinstancyjnym.

Propozycja ICS została przedstawiona Amerykanom, dotąd postulującym ISDS, w przedostatniej rundzie negocjacji w lutym. Dotychczas nie jest znane jednoznaczne stanowisko USA w sprawie ICS. Opór wobec ISDS jest jednak w Europie tak duży, że trudno sobie wyobrazić ratyfikację umowy zawierającej ten mechanizm.

7. Czy Polska może zyskać na TTIP?

Wiceminister rozwoju Radosław Domagalski-Łabędzki, odpowiadając w kwietniu na pytania posłów, ujawnił, że rządowe analizy szacują 0,2% wzrostu PKB w perspektywie kilku lat jako skutek podpisania TTIP. Trudno uznać to za liczbę zwiastującą cywilizacyjny skok Polski.

Wpływ TTIP będzie silnie zależał od ostatecznie przyjętych szczegółowych zapisów oraz od branży gospodarki. Przykładowo, polskie firmy informatyczne mogą zyskać dzięki dostępowi do amerykańskiego rynku zamówień publicznych, dotąd chronionego przez ustawę Buy American z lat 30., nakazującą zleceniodawcom preferowanie rodzimych dostawców.

W energochłonnych branżach gospodarki kluczowe będzie zniwelowanie głównej przewagi konkurencyjnej amerykańskich przedsiębiorstw, jaką jest dostęp do taniej energii. To dlatego polski rząd zabiega, aby w tekście porozumienia znalazł się osobny rozdział poświęcony dostępowi europejskich firm i państw do amerykańskiego gazu.

Dziedziną gospodarki najbardziej narażoną na negatywne skutki TTIP wydaje się rolnictwo. Choć uczestnictwo we wspólnym rynku może pozwolić na dostęp do energii po cenach przybliżonych do płaconych przez amerykańskie gospodarstwa rolne, to nie zniweluje przewagi wynikającej z wielkoobszarowości amerykańskich farm.

Paradoksalnie Polska nie ma powodów do niepokoju w związku z ewentualnym przyjęciem w umowie jednolitych przepisów ochrony inwestorów – obowiązująca nas od 1994 roku dwustronna umowa handlowa z USA zawiera mechanizm ISDS, a TTIP może okazać się szansą na osłabienie pozycji amerykańskich koncernów wynikającej z ISDS.

8. Po co TTIP Stanom Zjednoczonym?

Rząd USA traktuje TTIP nie tylko jako wehikuł interesów amerykańskiej gospodarki, ale również jako narzędzie rywalizacji z Chinami o globalny prymat. Umowa Partnerstwa Transpacyficznego (TPP), podpisana w lutym przez USA z 11 państwami wybrzeża Pacyfiku (dotąd nieratyfikowana), jest elementem tego samego geopolitycznego planu co TTIP. Związanie ze sobą kluczowych państw rejonu Pacyfiku (przez TPP) oraz Europy (przez TTIP) umowami powstałymi przy udziale USA z czasem wywarłoby na Chinach presję na konwergencję do standardów, na których ustanowienie nie miały wpływu. Powodzenie tego ubiegającego kroku USA wieńczyłoby prezydenturę Baracka Obamy i dlatego jego administracja intensyfikuje w ostatnim czasie wysiłki na rzecz przekonania europejskich rządów do TTIP (temu między innymi miała służyć niedawna wizyta Obamy w Hanowerze).

9. Czy to oznacza, że przyjęcie TTIP jest nieuniknione?

Przeciwnie, porzucenie umowy wydaje się obecnie całkiem prawdopodobne. Prezydent Francji François Hollande, niezadowolony z dotychczasowego przebiegu negocjacji, już zapowiedział wstrzymanie rozmów jako reakcję na nieustępliwość Amerykanów. Parlament Walonii w trybie wiążącym dla Królestwa Belgii odmówił ratyfikacji CETA, bliźniaczej wobec TTIP umowy zawartej przez UE z Kanadą, co unaocznia polityczną dekoniunkturę w Europie na tego rodzaju porozumienia.

Wreszcie, aby umowa TTIP weszła w życie, musi zostać ratyfikowana przez wszystkie 28 państw Unii oraz Kongres USA. Biorąc pod uwagę, że każde państwo warunkuje poparcie dla TTIP spełnieniem postulatów ważnych dla specyfiki jego gospodarki, wynegocjowanie porozumienia ambitnego, tj. silnie ujednolicającego prawo gospodarcze USA i UE – co postulują zwolennicy zacieśnienia więzów euroatlantyckich – wydaje się politycznie nierealne.