Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
dr Jakub Janus  23 stycznia 2016

Chiny – pomiędzy kryzysem a transformacją

dr Jakub Janus  23 stycznia 2016
przeczytanie zajmie 4 min
Chiny - pomiędzy kryzysem a transformacją flickr.com

Niższa dynamika PKB, spadki na rynkach kapitałowych, topniejące rezerwy walutowe i jawne dyskusje o konieczności reform gospodarczych sprawiły, że Chiny znalazły się dziś ponownie w centrum debaty ekonomicznej. Czy wydarzenia te oznaczają przejściowe trudności, czy zwiastują długoterminowe przekształcenia wynikające ze zbliżającego się nieuchronnie kresu chińskiego modelu gospodarczego, jaki znamy? Ze względu na ich znaczenie dla gospodarek pod każdą szerokością geograficzną, warto spojrzeć na kilka kluczowych trendów w chińskiej gospodarce.

„Pozwólmy im spać. Kiedy się obudzą, zatrzęsą światem”. Bonaparte byłby pewnie zadowolony z trafności tej uwagi, przyglądając się wzrastającej roli Chin w gospodarce światowej w trzech ostatnich dekadach oraz powszechności produktów „made in China” w każdym zakątku globu. Chiny wypracowują dziś 12% światowego PKB. Odpowiadają przy tym za 18% handlu międzynarodowego, będąc kluczowym partnerem nie tylko włączonych bezpośrednio w ich produkcję gospodarek azjatyckich, ale także dla dostawców licznych surowców, wśród nich tak odległych państw, jak Brazylia czy Australia. Stały się również ważnym ogniwem globalnych zależności finansowych, dysponując historycznie rekordowymi rezerwami walutowymi. Wszystko to efekt chińskiego modelu gospodarki: specyficznej hybrydy kapitalizmu i etatyzmu, własności prywatnej i kontroli partii komunistycznej nad gospodarką, a wreszcie napływu zagranicznego kapitału i wysokich oszczędności krajowych. 

Charakterystykę tego modelu ujawnia rzut oka na strukturę chińskiego PKB.

Odwrotnie niż w państwach zaawansowanych gospodarczo, to oszczędności i inwestycje stanowią o wysokim tempie wzrostu łącznej produkcji, a konsumpcja – pomimo częstych opinii o wzroście popytu Chińczyków na dobra luksusowe – pozostaje stłamszona.

Ten mechanizm podtrzymania wzrostu wykorzystano także po 2008 r., kiedy Ameryka i Europa pogrążyły się w kryzysie. Inwestycje prywatne i publiczne wypełniły lukę powstałą w wyniku załamania się popytu na towary importowane z Chin. W tym samym czasie, Chiny stanęły jednak przed barierami wzrostu w kraju. Istotnie spadła dynamika industrializacji i skurczyły się możliwości inwestycyjne o wysokich stopach zwrotu. Rozpoczęto realizację wątpliwych ekonomicznie projektów, momentami kuriozalnych, jak budowy niezamieszkałych dotąd kompleksów miejskich. Coraz wyższa stopa urbanizacja społeczeństwa sprawiła, że zaczęto obserwować rosnącą presję płacową, którą skutecznie ograniczał dotąd rezerwuar siły roboczej migrującej z terenów wiejskich. Pozostałością pobudzania wzrostu przez inwestycje jest czterokrotny wzrost łącznego zadłużenia w ciągu ostatnich 10 lat. Co ciekawe, w przeważającej mierze wynika on ze wzrostu zadłużenia prywatnego, a nie publicznego.

W takich warunkach niższe od oczekiwanych odczyty dynamiki PKB spowodowały wzrost niepewności co do perspektyw chińskiej gospodarki. Stały się one bezpośrednią przyczyną gwałtownych spadków indeksów na szanghajskim rynku kapitałowym we wrześniu 2015 r. oraz styczniu tego roku. Wywołały jednocześnie odpływ kapitału z Chin, presję na spadek wartości yuana i próby jej przeciwdziałania. Utrzymująca się nadwyżka handlowa sprawiła, że przez lata Chiny nagromadziły rezerwy walutowe przekraczające trzy biliony USD (ponad 30% chińskiego PKB). Tylko w grudniu 2015 r. na obronę siły yuana przeznaczono 100 mld USD, dopuszczając mimo to do lekkiej dewaluacji waluty. Kryzysy tego typu mają najczęściej cechy „samospełniającej się przepowiedni”, a historia uczy, że prowizoryczne rozwiązania (np. dopuszczenie do częściowej dewaluacji) muszą z czasem ustąpić całkowitemu usztywnieniu lub upłynnieniu kursu walutowego. Co więcej, kilka zagranicznych organizacji głośno wyraża wątpliwości dotyczące jakości danych makroekonomicznych dostarczanych przez chińskie władze, a to nie przysparza Chińczykom wiarygodności.

Komunistyczna Partia Chin wydaje się akceptować konieczność reform we wszystkich obszarach, w których ujawniły się słabości chińskiej gospodarki: rynków finansowych, polityki walutowej oraz państwowej własności w gospodarce. Interwencje Ludowego Banku Chin, mogące przejściowo złagodzić skutki kryzysu, mają doraźny charakter i nie zapobiegają podobnym wydarzeniem w przyszłości.

Zdaniem większości obserwatorów, kolejnym i naturalnym etapem rozwoju jest transformacja gospodarki chińskiej do modelu opierającego się w większym stopniu na konsumpcji i usługach. Konieczne wydaje się przeciwdziałanie nierównościom gospodarczym, co będzie wymagało wzrostu udziału transferów w PKB i budowę zrębów systemu zabezpieczeń socjalnych.

Komentatorzy znający skomplikowane chińskie realia podkreślają jednak brak porozumienia wewnątrz samej Partii, obawiającej się zmniejszenia kontroli nad gospodarką oraz oddzielenia władzy ekonomicznej od politycznej, mogącemu zagrozić w kolejnych latach utrzymaniu w Chinach autorytarnej władzy.

Prognozy wskazują, że 2016 r. może okazać się przełomowy dla rozpoczęcia reform w chińskiej gospodarce. Nie oznacza to oczywiście, że Chiny nieuchronnie czeka – jak chciałby George Soros – głęboki kryzys finansowy i gospodarczy. Wieszczył on Chinom taki los już w 2011 r., co każe sobie przypomnieć humorystyczną uwagę Paula Samuelsona (autora jednego z najpoczytniejszych podręczników do ekonomii), że obserwacje indeksów giełdowych pozwoliły skutecznie przewidzieć dziewięć z ostatnich pięciu recesji. Nie ulega jednak wątpliwości, że słabość Chin może spotęgować negatywne tendencje w innych dużych gospodarkach wschodzących, głównie Rosji i Brazylii, które przeżywają realne recesje. Z oszacowań wydanego właśnie przez Bank Światowy raportu dotyczącego perspektyw wzrostu gospodarki światowej wynika, że spadek tempa wzrostu PKB w Chinach o jeden punkt procentowy może w ciągu roku przełożyć się na spadki cen na światowych rynkach surowcowych nawet o 6% i doprowadzić do efektów międzynarodowych dla tak zróżnicowanych gospodarek, jak Korea Południowa, Chile i Arabia Saudyjska, a w efekcie dotknąć również Polski. Między innymi z tych powodów, świat będzie dalej śledził wydarzenia w Chinach z zapartym tchem.