Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Rumińska – Zimny: Opieka nad domem? Państwo nie daje wyboru

przeczytanie zajmie 9 min
Rumińska - Zimny: Opieka nad domem? Państwo nie daje wyboru www.flickr.com/photos/orcaman

Kobieta w Polsce nie ma wyboru. Nie może zdecydować, czy chce poświęcić się opiece nad domem, czy pracy poza nim. Państwo odbiera jej wybór, nie dając żadnego wsparcia. Stąd bierze się strach przed przyszłością i posiadaniem dzieci. Problemy demograficzne będą się więc nieustannie pogłębiać i nic się nie zmieni, dopóki nie zmienimy naszego myślenia o ekonomii. Rozmawiamy z dr Ewą Rumińską – Zimny, wiceprezes Kongresu Kobiet.

Żeby zrozumieć problemy dyskryminacji matek w Polsce, trzeba spojrzeć całościowo na sposób planowania wydatków na infrastrukturę społeczną, związaną z opieką nad dzieckiem, i traktowania go głównie jako dodatek czy luksus, na który będziemy mogli sobie pozwolić gdy ,,będziemy stać na wyższym poziomie rozwoju gospodarczego jako państwo”, a póki co łatania dziury pojedynczymi, niespójnymi rozwiązaniami. Dlatego pierwszym problemem, na którym chciałabym skupić się w naszej rozmowie, jest wycena pracy domowej kobiet i jej udziału w PKB oraz jej wypływom na programowanie budżetu państwa.

Problem polega głównie na tym, że ekonomia jako nauka została stworzona jako nauka obiektywna, która dąży do jak najefektywniejszego wykorzystania posiadanych zasobów. Dotyczy strefy produkcji, pomijając przy tym całą sferę reprodukcji czyli to, że kobiety rodzą dzieci, wychowują je i wykonują prace domowe, a ta praca jest świadczona  bezpłatnie z innych pobudek niż zysk. W XVIII wieku, gdy tworzyły się najważniejsze teorie ekonomiczne ten podział był bardzo wyraźny. Mężczyźni pracowali a kobiety opiekowały się domem. Współcześnie ta sytuacja uległa zasadniczej zmianie, ale niewiele zmieniło się za to w myśleniu o ekonomii. Pojawia się więc problem z wyceną całej pracy, która wykonywana jest przez kobiety w domu, a posiada przecież ogromną wartość na rynku. Taka prac wyceniana jest przez prowadzenie ankiet na odpowiedniej reprezentatywnej grupie, która zaznacza godzinowy udział różnych czynności w ciągu dnia, a na tej podstawie dokonuje się obliczeń mających na celu wycenę pracy domowej. Po przeprowadzeniu takich badań okazuje się, że w przypadku kobiet na rok 2004 praca ta stanowiła 54% przeciętnej wartości pensji miesięcznej a jeśli chodzi o udział w PKB 33%.

Głównym skutkiem takiego rozumowania jest sposób, w jaki decydenci dzielą budżet narodowy. Priorytety ma strefa produkcyjna i inwestycje produkcyjne (nowe technologie, infrastruktura drogowa)  a cała część infrastruktury społecznej, czyli sieci przedszkoli, żłobków i udogodnień opiekuńczych, jest pokrywana z resztek, które zostają w budżecie. W momencie, kiedy nie doceniamy bezpłatnej pracy kobiet jako wkładu do dochodu narodowego, to nic dziwnego, że państwo traktuje takie inwestycje jak przedszkola po macoszemu. Nie chodzi oczywiście o to, żeby zastąpić drogi żłobkami, ale o to aby zachować odpowiednie proporcje. Większa część infrastruktury opiekuńczo-społecznej przeszła w prywatne ręce i jest świadczona odpłatnie, więc dodatkowo państwo w tym momencie nie zabezpiecza możliwości wyboru, czy kobieta po urodzeniu dziecka chce zostać w domu czy pracować, bo mało którą rodzinę stać na to, by pokryć te koszty jedynie z pensji ojca.

Jeśli chodzi o infrastrukturę społeczno-opiekuńczą, to sferą, z którą wciąż najbardziej borykają się mamy, jest brak dostosowanego do ich potrzeb systemu ochrony zdrowia zarówno podczas ciąży, jak i już po urodzeniu dziecka. Nasze państwo nie wypracowało dotąd konkretnej strategii udzielania takich świadczeń tak, by kobiety, które np. chcą zostać ze swoimi dziećmi w szpitalu, przestały być traktowane jak intruzy.

To ciąg dalszy problemów z zabezpieczeniem infrastruktury potrzebnej kobiecie do wychowania dziecka. Składa się na nią również dostęp do opieki medycznej np. czas oczekiwania w kolejkach do lekarza specjalisty. Z tą samą sytuacją mamy do czynienia jeśli chodzi o edukację. Szkoła, która teoretycznie jest bezpłatna na wielu etapach, wymaga dużych nakładów finansowych. To są kwestie zakupu materiałów, wycieczek szkolnych, dodatkowych lekcji, dojazdu do szkoły – te wydatki często są pomijane w programach budżetowych, a wiele kobiet nie ma na to pieniędzy.

Wciąż ogromna jest też dysproporcja między wsiami a miastami. Jeśli chodzi np. o infrastrukturę żłobków to statystyki wyglądają dramatycznie. Ok 3/4 gmin nie ma w ogóle możliwości zapewnienia dostępu do żłobków. Wszystkie regulacje, które dotyczą żłobków zostały wprowadzone bez podpórki budżetowej, nie zostały na to przewidziane wydatki, a większość z nich została przerzucona na gminy, które nie mają pieniędzy na takie inwestycje. Jest to niesamowita dyskryminacja kobiet, które w takiej sytuacji rzadko decydują się na więcej niż jedno dziecko.

Jeśli chodzi o kwestie związane z przepisami, to istnieją różne regulacje – europejskie dyrektywy dotyczące różnych polityk publicznych czy ochrony matek na rynku pracy, ale w praktyce i tak w wielu sytuacjach rozbijamy się o ich egzekwowalność i o to, że są omijane. Istnieje np. coś takiego jak cele barcelońskie, które dotyczą stopniowego zwiększania dostępności do żłobków. Mimo to w Polsce wciąż zaledwie ok. 4% dzieci jest objętych opieką żłobkową. Jest to obok Grecji najniższy współczynnik w Unii Europejskiej. Kraje Skandynawskie to ok. 80%. Jednocześnie mamy też bardzo niski współczynnik kobiet na rynku pracy – 46% z nich w wieku produkcyjnym, gdzie w krajach skandynawskich ten wynik oscyluje wokół 70-80%.  

Ale czy niski odsetek kobiet na rynku pracy nie jest skorelowany po prostu  ze stopą bezrobocia w Polsce?

Niekoniecznie, zwłaszcza w ostatnich latach, gdzie wskaźnik bezrobocia w krajach skandynawskich podczas kryzysu również się zwiększył. Przede wszystkim jest bardzo dużo niezarejestrowanych kobiet bezrobotnych, które w ogóle nie są obejmowane przez statystyki, bo zupełnie wypadły z rynku pracy lub znajdują się w szarej strefie. Co prowadzi do paradoksu, gdzie przy niskim współczynniku kobiet na rynku pracy, mamy jednocześnie bardzo niską dzietność.

Myśląc o matkach dyskryminowanych w pracy rzadko myślimy o kobietach, które prowadzą własne biznesy, tymczasem okazuje się, że to one są przez nasze państwo traktowane szczególnie po macoszemu.

Oczywiście są plusy i minusy zakładania przedsiębiorstw przez kobiety, które posiadają potomstwo. O ile rzeczywiście plusem jest to, że właścicielki firm mogą układać sobie godziny pracy, o tyle pamiętać trzeba, że taki krok często wiąże się z większym wysiłkiem i czasowym zaangażowaniem niż wymaga tego zwykła praca na etacie. Oczywiście wciąż mówimy tu o pewnych przedziałach dochodowych, skupiając się przede wszystkim na sytuacji kobiet posiadających duże i małe przedsiębiorstwa. Zresztą w Polsce ogólnie luka między dochodem kobiet i mężczyzn wciąż wynosi ok 17-20% a na stanowiskach kierowniczych nawet ok 30%.  

Matki-przedsiębiorczynie dyskryminują głównie przepisy. Polskie prawo dopiero od niedawna zezwala, by właścicielki firm mogły odprowadzać składkę na urlop macierzyński oraz wychowawczy również za siebie same. Dodatkowo ustawodawca, chcąc wyeliminować nadużycia w postaci sytuacji, gdy kobieta zakłada swoją firmę, opłaca bardzo wysoką składkę, będąc w zaawansowanej ciąży i na jej podstawie dostaje świadczenia, wprowadzając bardzo niekorzystną regulacje. Zmiana dotyczy sposobu obliczania podstawy składki w przypadku, gdy właścicielka firmy podlega krótszemu niż 12 miesięcy ubezpieczeniu. W tym wypadku podstawą staje się suma najniższej składki oraz 1/12 kwoty będącej nadwyżką podstawy za każdy kolejny miesiąc. Na czym najbardziej ucierpiały właścicielki mikro przedsiębiorstw, bo w Polsce z takimi głównie mamy do czynienia.

Dodatkowo, tak naprawdę, większość z tych kobiet została zmuszona do decyzji o założeniu takiej firmy. Ponieważ zostały zwolnione, dalsze wykonywanie ich pracy np. usługi pielęgniarskie mogły świadczyć jedynie zakładając własne przedsiębiorstwo, więc pamiętajmy, że ten obraz daleki jest od obrazu bogatej pani prezes.

Obserwując przepisy dotyczące praw matek. nie można chyba nie ulec wrażeniu, że część z nich to kompletna fikcja. Kobiety zatrudnione na etat mają np. prawo do 30 min – w wypadku gdy mają jedno dziecko – przerwy na karmienie piersią. Problem w tym, że w ciągu pół godziny kobieta mieszkająca w dużym mieście nie ma szans nawet dojechać do miejsca, gdzie znajduje się jej dziecko. Jednocześnie nasze państwo nie zapewnia opieki nad dziećmi w miejscu pracy ani w żaden sposób nie reguluje tego, jak daleko żłobek czy przedszkole mogą znajdować się od takiego miejsca.

Dlatego właśnie zaczęłam od takiego bardziej systemowego spojrzenia. Duża cześć tych problemów wynika bowiem z kształtu całego systemu, który jest anachroniczny i odpowiada sytuacji, w której to mężczyzna był głównym żywicielem rodziny, a kobieta miała dostęp do dużej części świadczeń za pośrednictwem męża. Wiele krajów zwraca już uwagę, że to ustawodawstwo jest niezwykle nieadekwatne do problemu. Nie przystaje również do zmieniającego się modelu rodziny, gdzie bardzo wiele kobiet samotnie wychowuje dzieci, wiele osób nie wchodzi też w związki małżeńskie a to w ogóle nie jest zauważone w polskim prawie, takich rodzin jest już ok 30%. To myślenie wciąż wmontowane jest w sposób rozkładania wydatków w naszym budżecie. W całym okresie ostatnich 25 lat zupełnie inne rzeczy były priorytetowe niż stworzenie wsparcia dla kobiet pracujących i zapewnienie im infrastruktury społecznej.

Owoce takich strategicznych zaniedbań zbieramy dzisiaj, kiedy zmagamy się z ciężką sytuacją demograficzną. Tymczasem nasze myślenie o polityce prorodzinnej jest takie: dajmy kobiecie trochę pieniędzy, niech zostanie w domu. Obecnie jest to 1000 zł dla każdej kobiety, niezależnie czy jest studentką czy bezrobotną. Taka suma jest śmieszna, jeśli myślimy o utrzymaniu i wychowaniu dziecka. Dodatkowo, takie podejście pociąga za sobą szkodliwe myślenie w stylu „Ty siedź w domu a my (państwo) pomyślimy, skąd i ile pieniędzy jeszcze ci wręczyć”. Tylko całościowe rozwiązania są w stanie zabezpieczyć kobiecie wybór czy chce zostać pełnoetatową panią domu. Gdy podejmie decyzję o tym, że chce zostać w domu, powinna mieć zabezpieczone wszystkie świadczenia socjalne. ponieważ jeśli wszystko co ma, ma przez męża, to w momencie gdy ten podejmie decyzję o rozstaniu, kobieta zostaje z dziećmi sama. Oczywiście również w takiej sytuacji można ubiegać się o alimenty, ale nie dość, że są one wypłacane kobiecie niepracującej przez całe życie, to są bardzo niskie  i ściągalność ich w Polsce pozostawia wiele do życzenia. Diagnoza jest jedna – nie ruszymy, dopóki nie uzupełnimy naszego myślenia o ekonomii o infrastrukturę opiekuńczą.

Kobiety w wielu krajach Europy coraz częściej decydują się na prace w niepełnym wymiarze godzinowym. W Polsce kobiety pracujące na niepełnoetatowych umowach, nawet jeśli są to umowy o pracę, nie mają możliwości korzystania z niektórych świadczeń i dodatków związanych z macierzyństwem.

Holandia jest takim krajem, który postawił na wysoką elastyczność rynku pracy. U nas, po pierwsze jest to problem poziomu płac, ale przede wszystkim rozwoju kariery. W Polsce, gdy kobieta rozpoczyna prace na 1/2 etatu zwykle pozostaje już na takiej umowie, bo bardzo trudno jest ją przekształcić w pełnowymiarową umowę o pracę (na przykład po upływie pierwszych lat wychowania dziecka). Eurostat przeprowadzał badania dotyczące tego, czy praca ,,part time’” jest podejmowana w Polsce z wyboru czy konieczności i w znacznej części tych z badań wychodziło, że kobiety wolałyby mieć pełny etat, ale nie miały innego wyboru.

Jak w takim razie wygląda w Polsce sytuacja mamy, która decyduje się, że chce wrócić na rynek pracy. Czy dostęp do różnych programów edukacyjnych czy przekwalifikowujących  jest faktycznie efektywny, czy granty z których w większości są finansowane to tylko gra pozorów i w ostatecznym rozrachunku nic z takich kursów nie wynika?

Rzeczywiście jest bardzo dużo takich programów, szczególnie dla kobiet w dwóch przedziałach wiekowych; 40+ i druga; kobiet bardzo młodych dwudziesto- dwudziestokilkuletnich , gdzie istnieje „ryzyko”, że zajdą w ciążę. To są kobiety, którym szczególnie trudno zdobyć zatrudnienie. Głównym pomysłem na ich aktywizację są projekty dotyczące tworzenia własnych miejsc pracy, które moim zdaniem nie są do końca trafione. W ramach środków unijnych takie kobiety dostają dofinansowanie na swoją firmę np. zakład fryzjerski, ale żeby zostać przedsiębiorcą, trzeba mieć odpowiedni zestaw cech i chęci a w większości kobiety, które od dawna nie były na rynku pracy, ewentualnie zatrudniały się gdzieś dorywczo, są ich pozbawione. Skutek jest taki, że w większości przypadków biznesy te upadają wraz z zakończeniem dofinansowania.

W takim razie jaki plan na najbliższe działania ma Kongres Kobiet i Pani fundacja, żeby wprowadzać systemowe zmiany, które ułatwią życie polskim mamom?

Po pierwsze, trzeba uświadomić sobie, że kończy się model ekonomii, gdzie sprawy infrastruktury społecznej są traktowane jako dodatek, jeśli zostanie w budżecie trochę pieniędzy lub będziemy bardziej rozwinięci. Takie działania są równie ważne jak inwestycje w nowe technologie. Bardzo ważne jest także tworzenie miejsc pracy w systemie opieki, takich jak praca opiekunki do dzieci czy osób starszych, która zostanie sformalizowana, zarejestrowana – obecnie większość takich usług odbywa się w szarej strefie.

To w co również moim zdaniem należy inwestować w pierwszej kolejności, to opieka instytucjonalna: żłobki, przedszkola. Rozwiązania np. w postaci ,,pensji’” dla kobiet rodzą poważne społecznie konsekwencje. Po pierwsze wywieramy presję, aby kobiety pozostały w domach, zmniejsza się również ich motywacja do powrotu do życia zawodowego i często rozwoju osobistego przez studia czy pracę. W momencie gdy opieka żłobkowa, przedszkolna, ale również ta dla osób starszych będzie na tak dobrym poziomie, że kobieta bez obaw będzie mogła powierzyć jej swoje pociechy, można zastanowić się nad kolejnymi dodatkami. Priorytetem jednak wydają mi się przerwy w pracy dla kobiet posiadających dzieci i to na nich należałoby się skupić. Kobiety, które nie chcą rezygnować z życia zawodowego, a jednocześnie chcą jak najwięcej czasu spędzać ze swoimi dziećmi, są obecnie w sytuacji bez wyjścia. Ogromnym ułatwieniem byłby tu system przerw, które wykorzystać mogą kobiety w trakcie pracy np. na karmienie dziecka, czy możliwość wcześniejszego zakończenia dnia pracy. Kluczowe jest również prawo do dłuższej przerwy np. na pierwsze 3 lata po narodzeniu dziecka. To w momencie powrotu na rynek pracy mamy borykają się z największymi problemami i zmiana przepisów chroniących takie kobiety jest niezbędna.

Tylko spojrzenie na politykę prorodzinną w szerszej perspektywie, niż dyskusja czy dodatek będzie wynosił teraz 500, 600 czy 700 zł, może przynieść efekty. Tymczasem ustalenia jednego rządu są zmieniane przez kolejny. Obecnie w Polsce brakuje również spojrzenia na kobiety pracujące z odpowiedniej perspektywy. Zupełnie innej ochrony potrzebuje kobieta, która została zwolniona i tym samym zmuszona do założenia swojej jednoosobowej firmy. W tej chwili jest ona wrzucona do jednego worka np. z dr Ireną Eris, która jest wyjątkowym  przypadkiem kobiety przedsiębiorczej. To wnioski, które naprawdę czas najwyższy wziąć sobie do serca.

Rozmawiała Karolina Olejak