Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Wójcik  30 lipca 2015

Spekulacją po kolei. Prywatyzacja PKP Energetyka.

Piotr Wójcik  30 lipca 2015
przeczytanie zajmie 5 min
Spekulacją po kolei. Prywatyzacja PKP Energetyka. flickr.com

Nie wiadomo, co w sprzedaży PKP Energetyka jest gorsze – to, że sprzedajemy ważną spółkę funduszowi spekulacyjnemu, czy to, że jeden z naszych naturalnych monopoli trafia w ręce prywatnego podmiotu z zagranicy. Naturalne monopole powinny pozostawać w państwowych lub komunalnych rękach, ale skoro już zdecydowaliśmy się sprzedać tak ważną spółkę, wypadało chociaż poszukać dla niej inwestora strategicznego.

Najprostsza definicja spekulacji to zakup dóbr nie po to, by z nich korzystać, lecz by zarobić na wzroście ich wartości. Ten opis dokładnie oddaje sposób działania funduszy private equity, takich jak CVC, czyli prawdopodobnego nabywcy PKP Energetyki. Kupują one przedsiębiorstwa nie po to, by długoterminowo zarabiać na ich działalności, lecz by je sprzedać z zyskiem, najlepiej w jak najkrótszym czasie. Oczywiście spekulacja spekulacji nierówna – działalność funduszy PE nie jest tym samym, co działalność funduszy hedgingowych, które kupują udziały w spółkach czasem i na kilka sekund.

Nie zmienia to faktu, że horyzont czasowy zainteresowania takiego gracza jest z natury rzeczy bardzo ograniczony, co diametralnie zmienia jego podejście do inwestycji.

Inwestor strategiczny jest zainteresowany długoterminowym potencjałem spółki, gdyż chce  zarabiać na jej działalności. W związku z tym wkłada w nią czasem bardzo duże środki, nie oczekując zwrotu w krótkim terminie, wiedząc, że zmiany potrzebują czasu, by zacząć przynosić owoce. W związku z tym często rozbudowuje park maszynowy oraz tworzy fachową i zadowoloną załogę, wiedząc, że tylko taka jest wysoko produktywna. Z reguły dba także o swych interesariuszy, gdyż pamięta, że sieć udanych powiązań gospodarczych to podstawa sukcesu. Nie jest mu także obojętny los rynku, na którym działa – jego wzrost może wygenerować większe zyski. Oczywiście wyżej opisane to sytuacja idealna; w rzeczywistości pobudki inwestora strategicznego mogą być dużo mniej światłe. Znane są przecież przypadki wrogich przejęć (vide wrocławskie Elwro kupione przez Siemensa w latach 90., następnie zrównane z ziemią), bezlitosnej eksploatacji zakładów albo drenowania lokalnego rynku. Jednak długoterminowy charakter relacji między inwestorem strategicznym a inwestycją sprawia, że można mieć nadzieje na stabilny rozwój sprzedawanej firmy.

Fundusze private equity chcą tymczasem zarobić w krótkim terminie i robią wszystko, by dana spółka jak najszybciej zaczęła wydawać się atrakcyjna dla ewentualnych kupujących. Zwrot „wydawać się” zamieszczam tutaj nieprzypadkowo. Realny potencjał jest w tym przypadku drugorzędny – ważne, żeby podstawowe wskaźniki (wysoki zysk, brak długów) były odpowiednie.

W tym celu fundusz może przede wszystkim ciąć koszty, nie zważając na to, czy ucierpi na tym np. jakość załogi. Może też wyprzedawać majątek, tak by napompować wynik w danym roku, nie bacząc na to, czy sprzedawane składniki mogłyby kiedyś się przydać – a majątku PKP Energetyka trochę ma. Nie będzie się przy tym martwił losem interesariuszy. Czemu miałby się przejmować losem PKP S.A., jego klientów czy innych kontrahentów, skoro będzie z nimi współpracował jedynie przez krótki czas? Nieistotny będzie dla niego rozwój polskiego rynku kolejowego, skoro ma zamiar jak najszybciej się z niego wynieść. Można też zapomnieć o większych inwestycjach – w końcu inwestycje to koszty, a te negatywnie wpływają na krótkookresowy wynik.

Te wszystkie niuanse mogą być zupełnie nieczytelne dla podmiotu odkupującego PKP Energetykę od CVC, jednak będą bez wątpienia dotkliwie odczuwane przez będących na miejscu interesariuszy firmy – czyli de facto przez nas wszystkich.

Nie mówiąc już o sytuacji, gdy CVC zechce sprzedać udziały w PKP Energetyka na rynku kapitałowym – tam mało kto patrzy na coś innego, niż salda w księgach. Reasumując, sprzedawanie bardzo ważnej dla rozwoju polskiej kolei spółki podmiotowi, któremu na tymże rozwoju będzie zależeć w bardzo małym stopniu lub wcale, to pomysł niezbyt rozsądny.

Ważniejsze jednak od tego, komu sprzedawać PKP Energetykę, jest pytanie, czy warto ją w ogóle sprzedawać, gdyż pozbywanie się kontroli nad naturalnymi monopolami to bardzo zły pomysł. Naturalny monopol to sytuacja, w której głównym kosztem działalności jest budowa infrastruktury dystrybucyjnej – gdy jest więc już zbudowana, najbardziej efektywnym wyjściem jest istnienie tylko jednego dostawcy. Każdy kolejny klient obniża koszt jednostkowy, dlatego budowa drugiej sieci dystrybucji na tym samym rynku jest zupełnie nieuzasadniona ekonomicznie, gdyż tylko napompuje koszty. W takiej sytuacji znajduje się PKP Energetyka. Spółka ta de facto posiada monopol na dostawę energii polskim kolejom.

Formalnie nie ma przeszkód, by zaistniał jej konkurent, lecz technicznie jest to w zasadzie niemożliwe, gdyż obecnie tylko ona ma możliwość dostarczania prądu o napięciu 3kV. A budowa równoległej infrastruktury kosztowałaby wielokrotnie więcej niż te 2 miliardy złotych, za które fundusz CVC kupuje właśnie PKP Energetykę.

Nietrudno zrozumieć, że najlepszym rozwiązaniem jest, gdy naturalny monopolista pozostaje pod publicznym zarządem, tj. w rękach państwa lub jednostki samorządu. Dzięki temu najłatwiej jest kontrolować, czy monopolista nie nadużywa swojej pozycji.

Poza tym naturalne monopole to z reguły bardzo ważne dla wspólnoty obszary gospodarki (prąd, woda, gaz), więc publiczna kontrola takich spółek daje większą nadzieję na to, że będą one działać w interesie dobra wspólnego – prywatne firmy kierują się głównie zyskiem, natomiast przed spółkami państwowymi lub komunalnymi stawiane są najczęściej również cele społeczne, do których w pierwszej kolejności powinny dążyć.

Oczywiście istnieje możliwość stworzenia rynku regulowanego, w którym prywatnej spółce stawia się pewne zadania oraz obowiązki. Jednak po pierwsze wyegzekwowanie tych obowiązków nieraz okazuje się niemożliwe, a po drugie z reguły weryfikacja, czy spółka wywiązuje się z nich, generuje większe koszty, niż gdyby pozostała ona w rękach państwowych. Skoro więc sprzedaż monopolu naturalnego może być nieuzasadniona ekonomicznie, po co w ogóle sprzedawać?

Da się przywołać mnóstwo przykładów tego, do czego może prowadzić prywatyzacja spółek działających w strategicznych obszarach życia gospodarczego. W Boliwii sprzedaż systemu wodociągów amerykańskiej spółce Bechtel w 1999 roku momentalnie przyniósł trzykrotny wzrost opłat za wodę, co skończyło się zamieszkami i finalnie renacjonalizacją systemu. Na Wybrzeżu Kości Słoniowej natomiast, zgodnie z zaleceniem MFW, sprywatyzowano państwowego operatora telekomunikacyjnego, sprzedając go firmie z Francji. Francuzi na tym raczkującym rynku bardzo szybko zdobyli pozycję monopolisty i zaczęli dyktować ceny, co doprowadziło m.in. do tego, że na uniwersytetach studenci przestali korzystać z Internetu. Negatywne skutki pojawiają się nie tylko w krajach rozwijających się. Przekonali się o tym właśnie Francuzi po prywatyzacji sieci wodociągowych – w gminach, które zdecydowały się na ten krok, ceny wody były ok. 20 proc. droższe od cen w gminach, gdzie tego nie uczyniono. Dodatkowo wykazano, że prywatni operatorzy osiągali nieproporcjonalnie wysokie zyski w stosunku do kosztów.

Oczywiście wątpliwości przy sprzedaży PKP Energetyki jest więcej. Można się zastanawiać, po co sprzedawać spółkę, która regularnie przynosi po kilkadziesiąt milionów zł zysków (w 2013 r. 90 milionów zł). Należy też głośno pytać, czy na pewno dobrym rozwiązaniem jest sprzedawanie spółki z branży kolejowej w sytuacji, gdy przewidujemy bardzo duże fundusze unijne na rozwój tej dziedziny transportu. Jednak to fakt, że sprzedaliśmy naturalnego monopolistę funduszowi spekulacyjnemu, jest w całej historii najbardziej skandaliczny.