Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Michał Kłosowski  1 grudnia 2014

Naukowiec na miarę naszych czasów

Michał Kłosowski  1 grudnia 2014
przeczytanie zajmie 4 min
Naukowiec na miarę naszych czasów flickr.com / Michael Coghlan

Era facetów w za dużych swetrach i rogowych okularach, z czym często kojarzy się postać naukowca, odchodzi w zapomnienie. Dzisiaj naukowiec musi być innowacyjny i działać na wielu płaszczyznach, a nie tylko być zamkniętym w bibliotece kujonem.

Tematy edukacji i nauki są jednymi z najczęściej poruszanych w rodzimej publicystyce. Co chwila objawiają się nowe złote środki na poprawę sytuacji, wiele z nich jednak wyrasta z paradygmatu poprzedniej epoki. A przecież każdy, kto chce odnieść sukces w jakiejkolwiek dziedzinie, musi brać pod uwagę specyfikę epoki, w której żyje. I nie ma co na taki stan rzeczy narzekać. Być może istnieją czasy piękniejsze, ale te są nasze, jak powiedział J. P. Sartre.

Wystarczy się rozejrzeć. Świat pędzi do przodu i wymaga coraz dalej posuniętej interdyscyplinarności. Rzeczywistości akademicka i biznesowa przecinają się, co, pomimo wzbudzania oczywistych emocji, jest coraz bardziej zrozumiałe.

Diagnozę tego, jaki ma być współczesny naukowiec, rozpocząć należy od określenia problemów, które będzie musiał przezwyciężyć.

Pierwszym z nich jest kwestia finansowa. Trzeba się mocno natrudzić, aby znaleźć pieniądze na badania. Wynika to poniekąd stąd, że nauka coraz bardziej przypomina rynek, na którym kilku sprzedawców handluje podobnymi towarami. Zaczyna liczyć się zdolność sprzedaży, spada cena towaru, gorsza jest też jego jakość. Rzecz jest w zasadzie gotowym tematem na obszerną publikację naukową, zna ją większość studentów i naukowców, nie będę więc jej tu bardziej rozwijał. Kwestią, o której warto mówić, jest natomiast brak na wielu wydziałach jakichkolwiek zajęć z pozyskiwania funduszy. Oczywiście są strony internetowe, na których zamieszony jest wykaz grantów czy stypendiów, często jednak nie są one dostępne w języku polskim. Nawet granty z polskich ministerstw czy Narodowego Centrum Nauki są mało zrozumiałe z powodu specyficznego języka i żargonu, w jakim są pisane. Współczesny człowiek nauki powinien jednak znać i rozumieć ten żargon.

Z kwestią finansów wiąże się jeszcze inny problem. Możliwości edukacji w Polsce są tak duże, że wielu naukowców wyspecjalizowało się w badaniach nad tym samym, często zupełnie abstrakcyjnym, obszarem. Samo w sobie nie jest to złe. Problem pojawia się wtedy, gdy żaden z nich nie jest kompetentny w swojej dziedzinie, przy tym  pracę naukową traktując jak hobby. A jasno trzeba sobie powiedzieć, że praca naukowa jest takim samym zajęciem jak praca na budowie czy naprawa samochodów. Różna jest specyfika, ale założenia podobne. Odpowiedzialność za swoją pracę także. Jeśli mechanik nie podejdzie do swojego zajęcia poważnie i porządnie, może spowodować tragedię. Tymczasem problem z odpowiednim podejściem do nauki mamy już na poziomie studentów pierwszego roku; drogę do poważnego studiowania, które powinno być zaczątkiem uprawiania nauki na serio, świetnie opisał Piotrek Kaszczyszyn w artykule Zrób się studentem. Warto się trochę wysilić, a nawet dodam do postulatów Kaszczyszyna jeszcze jeden – umiejętność, czy może potrzebę, popularyzacji swojej dziedziny nauki, rozwijaną już na etapie studiów. Przygotuje to młodych adeptów do przyszłej pracy jako nauczycieli i wykładowców, ponadto często pomoże uzupełnić wiedzę i nabyć umiejętności retoryczne oraz pracy w grupie.

Problemem jest także kwestia wieku. Choć oczywistym jest, że wiedza akumuluje się z czasem, wystarczy odwiedzić którąś z szacownych instytucji naukowych w naszym kraju, by przekonać się, że odsetek naukowców młodych względem tych posuniętych w latach jest bardzo niekorzystny dla rozwoju nauki. Nie trzeba się wiele natrudzić, by zauważyć, że „zamieszkuje” ją w dużej mierze społeczność w wieku poprodukcyjnym, traktująca instytuty badawcze jako przystanie, gdzie w poczuciu względnego spełnienia spędzić można wiek emerytalny. Zdaję sobie sprawę z tego, że to twierdzenie może być krzywdzące dla wielu przedstawicieli personelu naukowego, którzy wciąż, pomimo podeszłego wieku, tworzą i odkrywają. Niestety, tacy ludzie należą do mniejszości – i czas zdać sobie z tego sprawę.

Rozwijając więc zawarte we wstępie słowa-klucze, uważam, że na nowoczesność nie ma co liczyć, pozostawiając u sterów nauki ludzi odbierających wykształcenie w tym czasie, gdy budowano zręby Polski Ludowej, a Adam Ważyk pisał Poemat dla dorosłych. Nowoczesny naukowiec musi być człowiekiem młodym, energicznym, zdolnym do udźwignięcia wielu różnorakich wyzwań. Czas zrobić miejsce nowemu.

Aby nauka przynosiła szersze korzyści, trzeba ją wpisać w program rozwoju państwa, a ludzie ją uprawiający muszą poczuć się takimi samymi pracownikami jak ci z administracji państwowej. Oni mają bowiem tworzyć jeden z filarów istnienia Polski, nadając jej naukowy i ideowy kształt. Wzorować się powinno na szkole lwowsko-warszawskiej, która przez długi czas pozostawała w ekstraklasie światowej nauki. Ajdukiewicza, Tarskiego i innych poza błyskotliwością umysłów i przenikliwością sądów charakteryzowało także to, że potrafili wziąć swoją rolę na serio, traktując ją zarówno jako obowiązek, jak i wyzwanie.

Poza tym jedną z najistotniejszych kwestii jest publikacja wyników swoich badań. Zdarza się bowiem tak – i nie dotyczy to tylko polskich naukowców – że wyniki wieloletnich badań nie są nigdzie publikowane i autor zabiera je ze sobą do grobu. Choćby tu pojawia się szansa dla młodych naukowców – można w ich ręce przekazać obowiązek zebrania, usystematyzowania i przygotowania wyników do publikacji. Weryfikacją ostatecznego kształtu raportu zająć się może natomiast starszy pracownik naukowy. Wykorzystywanie do publikacji i dyskusji nad wynikami cząstkowymi nowych technologii czy portali, takich jak Academia.edu lub Researchgate, powinno być tak powszechne jak używanie bibliotek. W niektórych przypadkach nawet obowiązkowe.

Należy zdać sobie sprawę z tego, jak istotna jest umiejętność łączenia pracy naukowej z pracą w sektorze prywatnym, działalnością charytatywną czy w organizacjach pozarządowych.

Sama wiedza to bowiem nie wszystko. Umiejętności pracy w grupie, doskonalone w wymienionych instytucjach, są równie ważne dla rozwoju nauki co umiejętność zdobywania grantów. Co ciekawe, obu tym kwestiom w krajach zachodniej Europy poświęca się sporo uwagi. Na najlepszych uniwersytetach świata na szeroką skalę promowana jest działalność społeczna studentów, takie uczestnictwo jest również odpowiednio doceniane w systemie przyznawania stypendiów. Mam wielką nadzieję, że kiedyś i u nas tak będzie. Jeśli bowiem bardziej doceniać będziemy noszenie kolorowych spódniczek na festiwalach reklamujących dany wydział niż wolontaryjną pracę w hospicjum czy organizacji promującej postawy obywatelskie wśród młodzieży, nic się nie zmieni. A może być jeszcze gorzej.

Artykuł powstał w ramach projektu „Przyszłość Europy zależy od młodzieży” finansowanego ze środków programu Erasmus Plus.