Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Marcin Sanak  27 sierpnia 2014

Czy katolik może zabić terrorystów z ISIS?

Marcin Sanak  27 sierpnia 2014
przeczytanie zajmie 5 min
Czy katolik może zabić terrorystów z ISIS? Anthony Clarke, Twitter.com

W połowie sierpnia ambasador Watykanu przy ONZ Silvano Tomasi wsparł ataki na wybrane cele bojowników islamskich w Iraku. Papież Franciszek wystosował z kolei list do sekretarza generalnego ONZ, w którym zaapelował o pomoc dla chrześcijan na terenach opanowanych przez tzw. Państwo Islamskie. Media słusznie dostrzegły, że rzadko zdarza się, aby Stolica Apostolska ustami dyplomaty poparła konkretne akty przemocy. Czy ataki na islamskich bojowników mieszczą się w zakresie „wojny sprawiedliwej”? Czy możliwe jest poparcie przez papiestwo zbrojnej interwencji w imię obrony religijnych mniejszości?

Stanowisko Stolicy Apostolskiej rzeczywiście jest interesujące, gdyż nieczęsto skłania się ona do usprawiedliwiania użycia siły, dopuszczając wojnę wyłącznie w postaci obrony koniecznej.

Społeczeństwa Zachodu tak bardzo przyzwyczaiły się do „pacyfistycznego” nastawienia Watykanu, że zupełnie zapomniały o tym, że dbanie o pokój nie może oznaczać zgody na bycie bezwolną ofiarą.

Stanowisko to z pewnością przywiodło także u wielu skojarzenia ze średniowiecznym ruchem krucjatowym. Papież Urban II w przemówieniu na synodzie w Clermont w 1095 r. wezwał do „sprawiedliwej walki z barbarzyńcami”, czyli muzułmanami, apelując:

Wszak jest koniecznością, abyście niezwłocznie podążyli z pomocą waszym braciom zamieszkującym na Wschodzie i potrzebującym waszej, niejednokrotnie obiecywanej im pomocy. (…) Jeśli wy spokojnie pobłażać będziecie jeszcze przez pewien czas wszystkim tym gwałtom, oni zwyciężą jeszcze więcej ludzi oddanych Bogu.

Ten sugestywny apel sprzed niemal tysiąca lat w obecnej sytuacji brzmi szczególnie – czasy jednak zdecydowanie się zmieniły.

Obecna nauka Kościoła nt. wojny sprawiedliwej wyłożona została w wielu dokumentach Urzędu Nauczycielskiego; wymienić należy zwłaszcza konstytucję duszpasterską „Gaudium et spes” Soboru Watykańskiego II, „Katechizm Kościoła Katolickiego”, a także encykliki i przemówienia św. Jana Pawła II. Sama koncepcja posiada jednak długą metrykę. Już św. Augustyn wymienił trzy warunki wojny sprawiedliwej: prowadzenie jej przez prawowitego władcę, sprawiedliwą przyczynę (zwrot zagarniętych ziem, ukaranie zła, pomszczenie krzywd) oraz słuszną intencję. Św. Tomasz z Akwinu zwrócił szczególną uwagę na ostatni wymóg, intentio recta, przypominając potępienie przez biskupa Hippony żądzy władzy i okrucieństwa. W późnym średniowieczu zaczęto kłaść większy nacisk na sposób prowadzenia wojny niż na jej powód. Już wtedy hierarchowie głosili, że uprzednio powinny zostać wyczerpane wszystkie inne możliwości rozwiązania konfliktu, wojna powinna mieć charakter ograniczony, a także należy wziąć pod uwagę cierpienia, jakie niesie ze sobą konfrontacja. Dopiero papież Pius XII, wobec okropności II wojny światowej i produkcji broni masowego rażenia, niemal wyeliminował warunek sprawiedliwej przyczyny, zwracając uwagę na negatywne skutki konfliktów i spiralę dalszej przemocy.

„Katechizm Kościoła Katolickiego” (nr 2309) wymienia cztery warunki, które muszą być równocześnie spełnione, by usprawiedliwić uprawnioną obronę z użyciem siły militarnej.

Pierwszy zakłada, że szkoda wyrządzana przez napastnika narodowi lub wspólnocie narodów powinna być długotrwała, poważna i niezaprzeczalna. Organizacja ekstremistów islamskich powstała w 2003 r., a szczególnie uaktywniła po wycofaniu żołnierzy amerykańskich w końcu 2011 r. Już wtedy zaczęły się liczne ataki terrorystyczne na irackich szyitów. W 2013 r. dżihadyści dołączyli do walk w Syrii, a od stycznia br. prowadzą krwawą rebelię wymierzoną przeciwko szyickiemu rządowi Iraku.

Na terenach kontrolowanych przez ekstremistów wprowadzono radykalny szariat: nowy kodeks prawa cywilnego w prowincji Niniwa głosi między innymi, że porzucenie islamu oznacza śmierć, zakazana zostaje działalność innych ugrupowań politycznych i religijnych, a czczone przez szyitów groby będą burzone.

Ekstremiści masowo mordują chrześcijan, szyitów, alawitów i jazydów, profanują kościoły, zniszczyli także groby biblijnych postaci Jonasza i Seta. Z północnego Iraku uciekło kilkaset tysięcy chrześcijan, na porządku dziennym są gwałty, tortury i masowe egzekucje. Działalność fundamentalistów zagraża bytowi dwóch państw, nie można więc mówić, że akty terroru mają wymiar lokalny.

Kolejnym wymogiem jest, aby wszystkie pozostałe środki zmierzające do położenia kresu wojnie okazały się nierealne lub nieskuteczne. Na początku warto zauważyć, że gnębicielami nie są prawowite władze danego państwa, a terroryści, którzy proklamowali samozwańczy kalifat poza kontrolą władz centralnych. Nie ma więc szans na powodzenie dyplomatycznego bojkotu czy embargo, a ekstremistom nie zależy na jakichkolwiek mediacjach. Trudno także wyobrazić sobie, by wystarczające okazało się dozbrojenie osłabionych Kurdów – dopiero po rozpoczęciu nalotów przez Amerykanów 8 sierpnia kurdyjskie siły zbrojne Peszmerga i irackie siły bezpieczeństwa mogły przejść do kontrofensywy. Bojownicy islamscy zapowiadają, że kalifat obejmie kolejne kraje Bliskiego Wschodu, a już teraz powinien trwać werbunek ochotników do przyszłych działań na terenie Europy.

Trzeci warunek wojny sprawiedliwej zakłada uzasadnione warunki jej powodzenia. Wobec skomplikowanej sytuacji w Iraku i Syrii oraz potęgi siatki terrorystycznej, wymóg ten może budzić największe wątpliwości, podobnie jak warunek czwarty, zakładający, by użycie broni nie pociągnęło za sobą jeszcze poważniejszego zła i zamętu niż zło, które należy usunąć. Możliwe są straty wśród cywilów, akty zemsty ze strony islamskich terrorystów oraz rewolty w sąsiednich krajach, protestujących przeciwko agresji „krzyżowców”.  Z drugiej strony trudno wyobrazić sobie, by do walki z terrorystami wystarczyły jedynie siły policyjne Iraku i Syrii, wstrząsanych przez inne problemy wewnętrzne. Należy też pamiętać, że do sojuszników Zachodu należą m.in. władze Jordanii, niechętne islamskiemu radykalizmowi i obawiające się rozprzestrzeniania konfliktu. Czy wobec ochłodzenia relacji z USA będzie można jednak liczyć na ewentualną pomoc rządu Turcji?

W nauce Kościoła za sprawą św. Jana Pawła II pojawiło się pojęcie „interwencji humanitarnej”. W Orędziu na Światowy Dzień Pokoju 1 stycznia 2000 r. papież stwierdził, że: (…) kiedy powstaje niebezpieczeństwo, że ludność cywilna padnie ofiarą niesprawiedliwego napastnika, oraz kiedy spełzną na niczym próby działania politycznego i obrony bez użycia przemocy, uprawnione jest, a nawet konieczne podjęcie konkretnych kroków w celu rozbrojenia agresora. Tego typu działania winny jednak być ograniczone w czasie i mieć ściśle określone cele, należy je prowadzić z pełnym poszanowaniem prawa międzynarodowego i pod nadzorem uznanego organu władzy o charakterze ponadnarodowym, w żadnym zaś wypadku nie kierować się wyłącznie logiką militarną.

Poparcie przez Tomasiego ataków na wybrane cele islamistów wydaje się być wyrazem takiego właśnie myślenia, zwłaszcza, że nie mamy już do czynienia z obawami o los ludności, a z regularną przemocą.

Przemyślane ataki nie musiałyby gwałcić zasady suwerenności państw, jeśli na ograniczoną interwencję zgodziłyby się przeciwne ekstremistom władze Iraku i Syrii. Od prawie trzech tygodni trwają selektywne naloty amerykańskich samolotów wymierzone w pozycje bojowników; przedstawiciele Stolicy Apostolskiej kładą jednak nacisk na potrzebę nadzoru ze strony ONZ.

Dynamiczna sytuacja na arenie międzynarodowej, nowe rodzaje broni i metody walki oraz nieobliczalny rozwój ruchów fundamentalistycznych sprawiają, że katoliccy etycy coraz częściej będą musieli głowić się nad tym, czy dane działania czynią zadość sprawiedliwości i są moralnie usprawiedliwione. Niestety, ogólne apele Stolicy Apostolskiej o pokój nie wystarczają; z drugiej strony hierarchowie już nie raz przekonali się, że zarówno brak zaangażowania, jak i poparcie dla walk spotka się z energiczną krytyką. W takiej sytuacji tym bardziej można się przekonać, jak wielką i trudną w praktykowaniu cnotą jest roztropność.