Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Maciej Faber  23 maja 2014

Faber: Kiedy doczłapiemy do Zachodu?

Maciej Faber  23 maja 2014
przeczytanie zajmie 4 min
Faber: Kiedy doczłapiemy do Zachodu? flickr.com

Po 10 latach w Unii Europejskiej, mimo początkowego wzrostu wynagrodzeń o jedną trzecią, dziś wciąż zarabiamy wielokrotnie mniej niż za naszą zachodnią granicą. Nasi sąsiedzi Czesi również mają wyższe średnie zarobki (990 euro).  W Polsce tymczasem przeciętne wynagrodzenie brutto w 2011 roku wyniosło 800 euro. Warto się zastanowić nad przyczynami takiego stanu rzeczy.

Na wstępie warto zaznaczyć, że wejście do Unii Europejskiej nie było złym posunięciem. Obecnie postulaty „wystąpienia” z Unii są raczej niepoważne i prowadziłyby do strat gospodarczych. Z drugiej jednak strony Euro entuzjaści gloryfikują unijne dotacje i wolny przepływ towarów. Nie zwracają oni jednak uwagi na koszty „bycia w Europie”.

Fundacja Pomyśl o Przyszłości w swych opracowaniach podkreśla, że Unia Europejska jest bardziej wspólnotą administracyjną, natomiast gospodarczo każdy kraj rozwija się oddzielnie. Ze stwierdzeniem tym trudno się nie zgodzić, szczególnie patrząc na dysproporcje rozwojowe pomiędzy Starą Unią a nowymi krajami wspólnoty (w tym Polski).

Wraz ze wstąpieniem naszego kraju w strefę wolnego przepływu usług, towarów, ludzi i kapitału mimo naturalnych korzyści (m.in. łatwego podróżowania) wiele rodzimych firm stanęło w obliczu bankructwa.

Najprościej sprawę ujmując, firmy rodzime nie miały równego startu w porównaniu do globalnych koncernów np. niemieckich. Firmy zachodnie korzystające z efektu skali były bardziej konkurencyjne niż mniejsze firmy lokalne, których koszty produkcji były większe. Światowe koncerny posiadające znacznie większy kapitał, mogły sobie także pozwolić na tymczasowe koszty związane ze zmniejszeniem cen swoich towarów. Działanie takie skutecznie osłabiało lokalną konkurencje. W wyniku czego, Polscy przedsiębiorcy zmuszeni byli zmniejszać produkcję lub redukować zatrudnienie.

Sytuację naszych firm świetnie obrazuje wypowiedź Marcina Warwasa: „Nie jestem przeciwny wolnemu rynkowi. Ale wolny rynek powinien także dawać równe szanse. Obecnie sytuacja wygląda tak, jakby na arenę zostało wpuszczone stado doświadczonych, dużych lwów i tygrysów oraz liczne młode kocięta. I sędzia powiedział — walczcie, jest wolny ring.” WiceprezesComarchu – Małopolskiej firmy z dziedziny IT, która radzi sobie z globalną konkurencją dzięki silnej pozycji na rynku i wyjściu za granice kraju – zaznacza, że Comarchowi skuteczne wyjście za granicę zajęło 20 lat. Dzisiaj 50 proc. przychodów firmy pochodzi z rynków zagranicznych. (Takie zyski są szczególnie pozytywne dla gospodarki gdyż sprowadzają kapitał do kraju.)

Trudniejsza jest sytuacja firm małych i nowych, którym trudno przebić się przez ogólnoeuropejską konkurencję.

Mimo, że wielkie korporacje produkując w Polsce, dają prace naszym obywatelom, nie przyczyniają się – w takim stopniu jak firmy rodzime – do zwiększenia Produktu Krajowego Brutto, a więc także średniej wynagrodzeń w Rzeczypospolitej. Szansą więc na wzrost gospodarczy, a także na wyższe zarobki jest promowanie polskiej przedsiębiorczości i świadomy wybór.

Każda firma funkcjonuje i rozwija się dzięki klientom, którzy wybierają jej produkty czy usługi. Jeśli klienci będą wybierać polskie produkty, to polskie firmy będą miały kapitał by tworzyć nowe i dobrze płatne miejsca pracy.” – mówi Katarzyna Tomoń, Dyrektor ds współpracy i rozwoju Fundacji Pomyśl o przyszłości.

Inaczej ma się sprawa zarobków w sektorze IT. Tam zapotrzebowanie na specjalistyczną kadrę jest tak duże, że płace w firmach o narodowym rodowodzie są podobne do płac na zachodzie Europy.

Rodzime firmy informatyczne muszą się jednak borykać z zawiłością polskiego prawa podatkowego, a także z konkurencją zachodnich przedsiębiorstw (które mają dodatkowo ulgi inwestycyjne). W praktyce firmy płacące w kraju podatki i przyczyniające się do rozwoju gospodarczego są w gorszej sytuacji od firm tylko produkujących w Polsce, które niejednokrotnie takiego podatku w naszym kraju nie płacą. Przykładem może być podatek dochodowy od osób prawnych (CIT). Podatek ten ma około 10% udziału w budżecie państwa. Jednak wiele firm zagranicznych unika tego podatku. Dobrze widać to w sektorze handlu – w zeszłym roku firmy płacące CIT w Polsce były w mniejszości. Do sprawiedliwych można zaliczyć takie sieci jak Biedronka czy Lidl. Innym przykładem może być Włoski fiat który od 20 lat nie płacił w Polsce podatku od osób prawnych, korzystając z ulg podatkowych. 

Problem pogłębia brak zaufania publicznego i często całkowicie nieuzasadniony, negatywny stosunek do przedsiębiorcy. Jak podkreśla prezes Comarch profesor Janusz Filipiak – „Nieprzerwanie szczegółowo kontrolowane są ceny transferowe za usługi informatyczne między Polską a Niemcami, wewnętrzne ceny obowiązujące w grupie Comarchu oraz kraje, w których lokujemy własność intelektualną do wytwarzanych produktów.”

Podobne działania urzędów mogą spowolnić prace firm, a także utrudnić administracje. Niejasność prawa i nadmierny rozrost wymaganych formalności nie tylko negatywnie wpływa na działanie przedsiębiorstw. W rezultacie traci gospodarka w całym kraju.

Warto zauważyć, że to silne polskie firmy generują naturalne miejsca pracy i to dzięki podatkom płaconym przez obywateli i przedsiębiorców zapełniany jest budżet państwa. Z tych pieniędzy natomiast są opłacani lekarze, nauczyciele czy urzędnicy. W interesie wszystkich więc jest, by w Polsce było jak najwięcej rozwijających się lokalnych przedsiębiorstw. Poprawa zależy od wzajemnego zaufania między przedsiębiorcami i konsumentami. Ci drudzy powinni zrezygnować z markowego na rzecz rodzimego, realizując przy tym swój długofalowy interes. Pamiętajmy, że konsumpcja towarów z importu pomniejsza narodowe PKB, a więc także średnią Polskich zarobków.

Trudno jednak mówić o odpowiedzialności obywateli za swoje państwo, gdy w Polsce „szara strefa” sięga, według różnych szacunków, 25% PKB. Teoretycznie więc, jedna czwarta obywateli kieruje się indywidualną strategią przetrwania, nie dbając o interes całej wspólnoty. Jak wynika z analiz Fundacji Pomyśl o przyszłości im większy udział osób pracujących na „czarno”, tym mniejsza krajowa średnia wysokość zarobków. Warto przypominać, że interes państwa to pośrednio nasz interes…