Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Mikołaj Kwiatkowski  20 czerwca 2021

Przeciwnik państwowych interwencji i patriota krajobrazu. Zielony konserwatyzm Józefa Mackiewicza

Mikołaj Kwiatkowski  20 czerwca 2021
przeczytanie zajmie 10 min
Przeciwnik państwowych interwencji i patriota krajobrazu. Zielony konserwatyzm Józefa Mackiewicza https://unsplash.com/photos/Yv0t7M1pCy0

Twórczość Józefa Mackiewicza została w powszechnym odbiorze sprowadzona do jednego słynnego cytatu: „jedynie prawda jest ciekawa”, którego prawica używa jako swojego sztandarowego hasła. Jednak nie taka była myśl autora. Mackiewicz, zaciekły wróg totalitaryzmów i ideologii masowych, pokochał prawdę rozumianą jako nienaruszony ręką ludzką portret rzeczywistości. Lokalne tradycje, wspólnoty i przyroda – w miarę możliwości wszystko to powinniśmy zostawić w jak najbardziej nienaruszonym stanie. Środowisko naturalne winniśmy chronić, gdyż (zdaniem Mackiewicza) jest częścią naszego miejsca i prawdy o nas.

Śledząc dyskusję wokół Józefa Mackiewicza i współczesną, istniejącą po 1989 r. recepcję jego dzieł, można dojść do wniosku, że autor Kontry wielkim literatem był, ale został zapomniany. Pozostała tylko jego słynna fraza: „jedynie prawda jest ciekawa”. Mackiewicz był pisarzem bardzo poważnym, podejmował trudne tematy. Jego książki wywoływały w czytelniku uczucie zamyślenia i trwogi.

Nie przez przypadek, jak głosi tytuł jednej z książek mu poświęconych, był on „pisarzem dla dorosłych”, którego Czesław Miłosz wspominał jako osobę bardzo posępną i mrukliwą. Uderzał kontrast między nim a jego bratem Stanisławem „Catem”, słynnym redaktorem naczelnym wileńskiego „Słowa” i politykiem, postacią kolorową i rubaszną. Jednak do historii Józef Mackiewicz nie przeszedł jako przeciwieństwo swojego brata. Zasłużoną sławę przyniosły mu powieści, w których zasłynął głównie z opisów komunizmu sowieckiego i totalitaryzmów, szalejących w okresie międzywojennym nacjonalizmów i szowinizmów, które nie potrafiły poszanować różnorodności świata.

Poszanowanie różnorodności jest słowem-kluczem do twórczości Mackiewicza. „Ptasznik z Wilna” – to niezwykle trafne określenie autora Kontry stało się tytułem książki Włodzimierza Boleckiego poświęconej pisarzowi. Józef Mackiewicz był bowiem ornitologiem. Stanisława „Cata” pochłaniała fascynacja najwznioślejszymi momentami z historii Polski, natomiast Józef wolał podziwiać zadaną i będącą poza zasięgiem manipulacji ludzkiej różnorodność przyrody. Nie był ekologiem w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, jednak wykształcenie przyrodnicze wywarło duży wpływ na sposób, w jaki Mackiewicz patrzył na stosunki ludzkie. Tak jak ornitolog po prostu podziwia i klasyfikuje obserwowane przez niego ptaki, nie naruszając codziennego trybu ich zachowań, tak samo autor Kontry widział świat społeczności jako zastaną część ekosystemu, który samym swoim istnieniem domaga się poszanowania.

To przeświadczenie Mackiewicza znalazło swój wyraz w krótkim, filozoficznym wstępie do Kontry. Znajdujemy tam rozróżnienie na dwie prawdy. Pierwsza z nich jest doskonale obiektywna, niewzruszona, beznamiętna. Nie przejmuje się nadziejami, krzykami ani skargami. Po prostu rejestruje: kto zabił muchę, ten zabił; kto zabił człowieka, ten zabił. Natomiast druga prawda jest przeciwieństwem tej pierwszej. Ona nie rejestruje, choć sama się zarzeka, że to robi, a jedynie dostosowuje orzeczenia tej pierwszej prawdy do swoich względnych celów, dlatego często przywołuje przed trybunał wyobraźni ludzkiej najrozmaitszych świadków: „trele ptaka, krzyk rozdzieranego kota czy krew człowieka”. Można powiedzieć, że jest prawdą koniunkturalnego interpretowania prawdy.

Choć nigdzie nie pada żadna deklaracja autora, opis nie pozostawia wątpliwości, po stronie której z dwóch prawd opowiada się Mackiewicz. Przyspieszająca za jego życia industrializacja, urbanizacja, a także pojawienie się masowych ideologii – to wszystko skłoniło ptasznika z Wilna do zdefiniowania własnego konserwatyzmu, którego istotą jest ochrona tego, co jest, przed uprzedmiotawiającą manipulacją człowieka wykorzystywaną do celów doraźnych i względnych.

Dobry patriotyzm bez troski o naturę nie ma prawa funkcjonować

Uważny czytelnik dzieł Mackiewicza dostrzeże, że przyroda jest w nich wszechobecna, stanowi tło akcji, wręcz niekiedy może uchodzić za drugoplanowego bohatera jego powieści i reportaży. Nie było to przypadkowe. Przyrodoznawcze wykształcenie Mackiewicz sięgało korzeniami dziecięcego uwielbienia dla natury, gdy miał okazję zainteresować się życiem ptaków i rozwijał to uczucie przez lata. Jak przekonuje prof. Adam Fitas, znawca twórczości autora Kontry, „teza Mackiewicza brzmi zatem: kto poznaje bliżej prawdę, nawet roztropny myśliwy, ten ostatecznie staje się wcale nie jej wrogiem, ale pasjonatem. Zamiłowanie wytwarza się bowiem: «skutkiem ciągłego z nią obcowania»”.

Emanacją uczuć Mackiewicza była jego koncepcja patriotyzmu. W jednej ze swoich słynniejszych powieści – Lewej wolnej – literat prowadził rozważania o naturze wyżej wspomnianego pojęcia. Jeden z bohaterów tegoż dzieła – Wacław Ruczetta – głosił, że „[…] są trzy rodzaje patriotyzmu. Patriotyzm narodowy, patriotyzm doktryny i patriotyzm pejzażu. Narodowy interesuje się tylko ludźmi zamieszkującymi dany pejzaż, ale nie pejzażem. Doktrynalny, ani ludźmi ani pejzażem, tylko zaszczepieniem doktryny. Dopiero patriotyzm pejzażu […] obejmuje całość, bo i powietrze, i lasy, i pola, i błota, i człowieka jako część składową pejzażu”. Następnie dodawał: „[…] narodowi patrioci, na przykład, dla nich największe szczęście ludzkości, żeby jak najwięcej ludzi mówiło koniecznie tym językiem, ale broń Boże nie innym. Albo gdzie na rynku stał kościół, postawić cerkiew. Albo: gdzie stała cerkiew, postawić przekoniecznie kościół […] włoski barok, czy bizantyjska kopuła, i minaret, i synagoga, tak samo należą do pejzażu, jak jezioro czy rzeka, czy rynek, przy którym stoją. I czapki, które zdejmują ludzie wchodząc do świątyni, czy właśnie nie zdejmując. A jak ty wszystkim wronom każesz krakać pod batutę, i liście na drzewach przykroisz w jeden wzór, to co zostanie z pejzażu?”.

Fragmentaryczne ujmowanie człowieka jest błędem, dlatego winniśmy obejmować go razem z jego lokalną kulturą i przyrodą. Tylko tak konstruowane pojęcia są odpowiednie i prawidłowe. Autor Drogi donikąd przekonuje, że prawidłowy patriotyzm nie istnieje bez ojkofili, uwielbienia tego, co jest tutejsze i nas otaczające.

Duch reportaży i powieści Mackiewicza jest bliski duchowi refleksji współczesnego, niedawno zmarłego filozofa Rogera Scrutona, o którym Bernadetta Gołębiowska tak pisała na łamach numeru „Pressji” pt. Zielony ascetyzm: „Zdaniem Scrutona rozwiązanie problemów o skali globalnej wymaga odwołania się do tego, co lokalne. Ojkofilia bywa również impulsem do osobistego zaangażowania – jesteśmy skłonni bronić miejsca, w którym żyjemy. Prowadzi do pogłębiania relacji z ludźmi poprzez związki z tym co lokalne, bliskie codzienności. Potrzeba przywiązania i przynależności realizuje się we wspólnocie, w konkretnym miejscu”.

Wizja Mackiewiczowskiej miłości do ziemi ojczystej współgrała z jego poglądami polityczno-społecznymi (w końcu był idealistycznym zwolennikiem Wielkiego Księstwa Litewskiego), w których różnorodność lokalnych społeczności była uznawana za coś pozytywnego, a przede wszystkim stała w sprzeczności z ujednolicającym wszystko kolektywizmem, który głosiły wówczas różnej maści ideologie – nacjonalizm, faszyzm, nazizm i komunizm. Antyideologiczność Mackiewicza była wyrazem sprzeciwu wobec działań i narracji, które niszczą pierwotne bogactwo szeroko pojętego świata natury.

Przyroda w twórczości autora Kontry jest najbardziej podstawową sfera rzeczywistości, wobec której lokalne tradycje są wtórne. Widać to na pierwszy rzut oka w tytule Buntu Rojstów, zbioru reportaży, nazwanego przez publicystę Olafa Swolkienia „najbardziej ekologiczną” książką Mackiewicza. Tytułowe rojsty – błotniste zarośla, trzęsawiska – dla pisarza były synonimem Polesia, regionu Kresów Wschodnich, ich najbardziej charakterystycznym wyróżnikiem, który kształtował lokalny pejzaż, a także determinował powstałą na tym terenie kulturę i mentalność miejscowych.

Natura Mackiewiczowska jest żywa i odczuwająca, na swój sposób antropomorfizowana. W reportażu pt. Szukamy prawdy w powiecie wileńskim padają następujące słowa: „Widać ziemię całą zmęczoną i wyczerpaną. Czasem wygląda jak chora. Czy nie może się przeziębić od ciągłych deszczów i zimna?”. O Polesiu zaś pisał Mackiewicz pisał tak: „Wielki, nieporównany, chyba do Raju samego, panuje nastrój w puszczach Polesia. Teraz jest wiosna i gwar, ale gwar ptaków i zwierząt. Popłynąłem w górę Horyniem, a później przeskoczyłem na rzeczkę Wietlicę, która od południa wpada do Prypeci. Łódź sunie po wodzie, która jest ciemna, ale ciemnością kryształu. Odbija drzewa, krzaki i sitowia, jak w lustrze. Ciągną sznury gęsi. Poważne bociany siedzą na dębach. Dzięcioł stuknie w chore drzewo. Nadleci stadko szczygłów. Gdy wieczór zapada, puszcza woła, krzyczy, piszczy, śpiewa i patrzy w zwierciadło wielkich wód”.

Ocalić harmonię lokalnego krajobrazu

„Cisza w puszczy to jak «sztil» na morzu. To jest wielka cisza. Jak okiem sięgnąć, nie poruszy się listek, nie drgnie igiełka sosny. Wyszedł na niebo księżyc i w jego srebrzystej poświacie śpi las naokoło. W puszczy jest ciepło. Drzwi na balkon otwarte i pachnie stamtąd wilgotną żywicą. Ale od tej wielkiej ciszy człowiek nieprzywykły spać nie może” – relacjonował Mackiewicz, akcentując odrębność świata natury i świata ludzkiego. Takie rozumienie przyrody sprawiło, że pisarz stał się orędownikiem istnienia parków narodowych.

Komentując pomysły utworzenia parku na terenie puszczy rudnickiej, a więc na południe od Wilna, Mackiewicz w następujący sposób pisał o pomysłach Włodzimierz Korsaka, który był jednym z pomysłodawców objęcia tych terenów instytucjonalną ochroną: „Chciałby on wydzielić dwa nadleśnictwa: Rudnickie i Olkienickie. Stworzyć w nich warunki, a raczej nie tworzyć nic, tylko pozostawić puszczy jej naturalny tryb życia. Żadnych nie czynić wyrębów. Zrozumiałą jest rzeczą, jak bardzo pożytecznym byłby podobny Park Natury (nie rezerwat dla zwierzyny tylko), jedyny tego rodzaju w Europie […]. Wielka doniosłość nie tylko dla Polski, ale dla całej Europy”. Wydaje się zatem, że zdaniem Mackiewicza istnieją pewne rejony przyrody, które nie powinny być naruszane i eksploatowane, nawet za cenę zmniejszenia zysków ekonomicznych.

Postulat poszanowania pejzażu nie ograniczał się u Mackiewicza jedynie do instytucjonalnej ochrony przyrody, ale i poszanowania lokalności i budownictwa w zgodzie z lokalnym krajobrazem i specyfiką danych ziem. Wspominany już Scruton w książeczce Piękno pisał: „Znaczna część z tego, co mówi się na temat piękna i jego znaczenia w naszym życia pomija minimalne piękno bezpretensjonalnej ulicy, dobrej pary butów czy wysmakowanego papieru do pakowania […]. Są one częścią kontekstu, w którym przeżywamy nasze życie i w którym nasze pragnienie harmonii, zgodności i ogłady znajduje swój wyraz i potwierdzenie. Co więcej, wielkie dzieła architektury często są zależne, jeśli chodzi o poczucie ich piękna, od skromnego kontekstu, jaki owe pomniejsze formy im zapewniają. Kościół Longheny przy Canal Grande straciłby swoją wymowę i pewną siłę obecności, gdyby skromne budynki z jego otoczenia zostały zastąpione przez betonowe biurowce”.

Ponownie w myśli Scrutona odnajdujemy ducha Mackiewicza. Polski pisarz, co prawda, nie mówił o weneckich kościołach, a ograniczał się do poleskich wsi i Wilna, ale z pewnością zgodziłby się z tezami Scrutona – lokalny pejzaż powinien być harmonijny, charakterystyczne dla danych miejsc budynki winny współgrać z lokalną florą i być wyrazem lokalnego folkloru. Możemy podejrzewać, że dziś, gdyby autor Kontry żył, to zwalczałby ultranowoczesne fenomeny współczesnego budownictwa, np. styropianozę, pastelozę, betonozę i inne kiczowate wytwory rodzimych urbanistów.

Mackiewicz nie tylko negatywnie oceniał budownictwo niepasujące do lokalnego pejzażu, ale i obecność człowieka i techniki w towarzystwie dziewiczej i nienaruszonych przez ludzką dłoń puszcz. „Ogromne cadillaki Prezydentowskie rozpychają leśne dróżki. Gdy zapalają reflektory, drętwieje w nocy zwierzyna i zdumione patrzą sosny” – pisał w swoich reportażach autor Drogi donikąd. Jego zdaniem tak samo jak kicz niszczy harmonię piękna, tak samo obecność ludzka destruuje odpowiedni nastrój natury.

Świat powinien pozostać różnorodny

Kolektywizm w jakiekolwiek formie był dla pisarza nie do strawienia. Jak pisze Włodzimierz Bolecki w Ptaszniku z Wilna, „z zainteresowań przyrodą Mackiewicz wyniósł niechęć do wszelkich form nacjonalizmu”. Do słów akademika należałoby dodać, że niechęć pisarza również tyczyła się także idei lewicowych, a zwłaszcza komunizmu. Ideologiom autor Kontry przeciwstawiał naturę. Przyroda widziana jego oczami wzbudzała zachwyt i nostalgię. Świadczą o tym następujące słowa: „Na niebie, w powietrzu, pomiędzy obłoki, ponad lasy, ku horyzontom ciągną ptaki. Ciągną jesienią, ciągną wiosną. Bywa, że słychać szum ich skrzydeł, bywa, że widać tylko dalekie punkciki, że dochodzą z góry ich wołania tęskne. I człowiek tęskni za nimi razem i wzdycha do czegoś, co pobudza jego fantazję, wyzwala marzenia… Chciałby wiedzieć”.

Świat ludzki w  przedwojennych reportażach Mackiewicza prezentował się nieprzyjemnie. Pisarz w Buncie Rojstów opisywał nadużycia urzędnicze, biurokrację, złą politykę państwową. Troska o przyrodę również napędzała krytykę totalitaryzmu. Mackiewicz pisał: „Ślepa biurokracja, osobiste ambicje, podstawianie autorytetu państwowego, bezrobocie myślowe panów urzędników, zawziętość ludzka. Straszliwe widmo systemu totalnego, które wsiąka, przesiąka, przenika do gąszczu, do puszczy, do duszy, do najdrobniejszych spraw, najbłahszych, najbardziej nieodpowiednich, żeby na nich wyładować zasób energii państwowej”.

Przeciwieństwem tej ciemnej strony rzeczywistości była przyroda, w której w harmonijny sposób wszystko żyło wspólnie: rośliny, ziemia i ludzie tworzyli zamknięty obwód, w którym niepotrzebna była ideologiczna czy państwowa ingerencja. Jak dodaje Adam Fitas, „myśląc o drugim metaforycznym znaczeniu natury, wskazałbym na nią jako ważny aksjologiczny układ odniesienia człowieka w spotkaniu z historią XX wieku, z jego ideologiami […]. Rzeczywistość przyrody staje się w świecie prozy Mackiewicza sferą takich wartości, jak: różnorodność, wolność czy naturalność, które demaskują i obnażają jednopłaszczyznowość, zamknięcie i sztuczność myślenia doktrynerskiego”.

Mackiewiczowskie wołanie o poszanowanie przyrody, pejzażu i różnorodności zawierało w sobie postulaty prozwierzęce. Fauna stanowiła dla niego ten sam integralny składnik pejzażu co lokalna architektura, zwyczaje i wierzenia miejscowych, a także charakterystyczna dla danej szerokości roślinność. Pisząc o puszczy rudnickiej w reportażu poświęconym polowaniom prezydenta Ignacego Mościckiego pt. Pan Prezydent strzela, Mackiewicz powiadał: „Puszcza zwarta, zielona od wierzchu, czarna miejscami nieprzystępną głębią, zwaliskiem drzew, wykrotami i gęstwiną na błotach. Można by, brodząc w górę Szpigujca, dość za pięć kilometrów do rezydencji myśliwskiej Prezydenta RP, do Sędkowa. Ale gdzie tam! Ani koń, ani człowiek nie przejdzie, tylko łoś”. Mackiewicz głosił następujące hasło: „Podnoszę rękę i głosuję za postulatami zwierząt!”. Przedmiotem ubolewań pisarza było chociażby wyniesienie się niedźwiedzi i jeleni z terenów puszczy rudnickiej, które wynikało z coraz większej obecności ludzkiej na tych terenach. „Ale niedźwiedź ma czuły słuch. Nie znosi stuku siekier wokół swojej osoby” – przekonywał w Buncie Rojstów reportażysta.

Istnienie ludzkie za czasów Mackiewicza, zwłaszcza w zacofanych gospodarczo rejonach wschodniej II RP, wymagało współpracy z przyrodą. Pisarz nie był radykałem ekologicznym. Zalecał eksploatację lasów i jezior, ale prowadzoną w sposób racjonalny, a więc potrafiący uszanować naturę poszczególnych roślin i zwierząt. Ostrze Mackiewiczowskiej krytyki nie było wymierzone w lud Polesia, lecz w niezgodną ze zdrowym rozsądkiem politykę państwową.

„Dziś w Puszczy Rudnickiej prowadzona jest normalna gospodarka leśna, tzn. poręby ją bardzo przewietrzają. Z drugiej strony, moje niewprawne oko laika zdaje się dostrzegać pewną niekonsekwencję. Puszcza zawalona jest miejscami formalnie zwaliskiem starych i młodych drzew, gnijących latami. Stosy gałęzi. Olbrzymie pnie padły w rojsty i nie powstaną już. Nikt ich stamtąd nie wydobywa: «nie opłaci się». A chłopi z Rudnik, z Żegaryna czy Macel mówią tak: ot, żeby nam tylko pozwoli zabierać to drzewo, to by oczyścili las, jak cacko, z suchodrzewia” – pisał w Buncie Rojstów pod koniec lat 30. XX w.

Z wrodzoną sobie wrażliwością względem autochtonów Mackiewicz w owej sytuacji stał po stronie miejscowych i krytykował konieczność wykupywania przez nich praw do oczyszczania lasów z suchych drzew, które w konsekwencji gniły, gdyż chłopów nie było stać na uiszczenie odpowiednich opłat. Podobnie pisarz postąpił, gdy relacjonował strajk rybaków przeciwko zakazowi eksploatacji jeziora Narocz w 1936 r., gdy chwalił nienastawione na wyjałowienie mądrą eksploatację i racjonalną politykę połowu tzw. lokalsów, które pozwalały im przeżyć. Piętnował jednak wprowadzenie ustawy rybackiej ustanawiającej obwody przeznaczone na połów ryb przy jeziorach w II RP.

* * *

Trudno uczynić z tez autora Kontry program polityczny lub społeczny. Szczególnie dzisiaj. Jednakże nie powoduje to jakiekolwiek uszczerbku na jakości dzieł Mackiewicza. Docenić należy przede wszystkim element uświadamiający, obecny chociażby w reportażu Przez błotną pustynię wiedzie droga do raju. Literat konstatował: „Teraz już wiem na pewno, dlaczego miły jest dla nozdrzy zapach baranicy chłopskiej, końskiego potu, skóry i dziegciu od kół. Nie przez polityczne cele ludowe, nie przez chłopomaństwo, a przez skojarzenie oddechu z rodzinną ziemią. Tak już jest w praktyce, że łączy się z tamtym odorem i wilgoć nocnej mgły zapach wrzosu, świeżej trawy czy zeschłego listowia, zawsze jest wietrzyk, co z lasu niesie żywicę”.

Zakorzenienie człowieka w jego lokalnym kontekście głosił w ramach swojej filozofii chociażby jeden z wielkich poprzedniego stulecia – Martin Heidegger – ale robił to w sposób nieprzystępny dla zwykłego czytelnika. W tym sensie Mackiewicz jest od niego lepszy – głosi tezy patriotyzmu pejzażu w sposób literacki, elegancki i przyswajalny dla mas. W kwestii niemożliwości usunięcia nas z lokalnego kontekstu, który nas ukształtował (tak dosadnie głoszonego przez autora Buntu Rojstów), chyba jesteśmy z Mackiewiczem zgodni. W końcu wszyscy znamy powiedzenie, że można się wyprowadzić z danego miejsca, ale owo miejsce nigdy z nas nie wyjdzie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.