Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartłomiej Orzeł  4 stycznia 2014

Orzeł: Oddamy się za zagraniczne inwestycje

Bartłomiej Orzeł  4 stycznia 2014
przeczytanie zajmie 2 min
Orzeł: Oddamy się za zagraniczne inwestycje Reserved, facebook.com

Przez Internet przetoczyła się fala oburzenia z powodu działań firmy LPP, która wyprowadza podatki na Cypr oraz na Półwysep Arabski. Fala jak najbardziej słuszna, choć nazywanie korporacji „oszustami” jest lekką przesadą. To po prostu nic więcej aniżeli słynna „optymalizacja podatkowa” – podkreślmy, całkowicie legalna.

Nie będę tutaj bronić decyzji właściciela marek Reserved, Cropp czy Mohito, chociaż jestem w stanie ją zrozumieć. Warto, zamiast się oburzać, zastanowić się, co zrobiły kolejne rządy, żeby rodzime przedsiębiorstwa nie uciekały się do podobnych manewrów. Adam Smith w „Bogactwie narodów” przywołuje przykład francuskiego przedsiębiorcy, który na pytanie, jakiej pomocy oczekuje od rządu, odpowiedział po prostu „Nie przeszkadzać!”. Tymczasem kolejni polscy premierzy i ministrowie zachłystują się coraz to nowymi zagranicznymi inwestycjami i czują się niczym siedzący na tronach królowie, rzucający przywileje, o które skomle lud.

Chcecie, panowie Szwedzi, zwolnienie z podatku dochodowego na okres kilku lat? Może brak daniny od nieruchomości, drodzy Niemcy? A dodatkowo, co jest już standardem, wybudujemy Wam, szanowni Amerykanie, drogę i podprowadzimy prąd i gaz pod same bramy Waszych hal. Nasza miłość do zagranicznych firm, które przywożą tu wyłącznie księgowych i magazynierów, jest całkowicie ślepa i niezrozumiała, a do tego piekielnie wręcz kosztowna. Wyraża się w miliardach złotych, które dostarczamy my, podatnicy. Co gorsza nie widać końca tego zjawiska, które można całkiem śmiało nazwać negatywnym patriotyzmem ekonomicznym, polegającym w istocie na niczym innym niż na dyskryminacji rodzimych przedsiębiorców. Przecież nie jest to nic innego, aniżeli czysty socjalizm!

Zrozumiałe jest, że jako kraj rozwijający się potrzebujemy nowoczesnych technologii. Dlaczego więc nie tak dawno wykończono Optimusa – przedsiębiorstwo, które miało szansę na stanie się jednym z czołowych producentów komputerów i firm IT w Europie i jednego z nielicznych polskich eksporterów, a nie importerów innowacji? Przypomnijmy pokrótce tę sprawę: starając się o kontrakt na dostawę komputerów dla Ministerstwa Edukacji, firma Romana Kluski musiała zmierzyć się z zagranicznymi konkurentami zwolnionymi z płacenia podatku VAT.

Obstawiam, że niedługo najgłośniej nad sprawą LPP zapłacze szef Twojego Ruchu Janusz Palikot lub inny członek jego partii. Szkoda, że dziwnie ucichły oskarżenia Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz jego byłej żony o ukrywanie przez „Człowieka z Biłgoraja” milionów złotych na Kajmanach, a od prawie dwóch lat w tej sprawie nic się nie dzieje. Jak widać, najlepszy przykład idzie z góry.

Problemem, który stoi przed organizacjami oraz osobami zajmującymi się patriotyzmem ekonomicznym, nie jest walka o to, żeby polscy przedsiębiorcy byli traktowani lepiej. Oni muszą być traktowani na równi z inwestującymi w Polsce odpowiednikami zza Odry czy Atlantyku. Jeśli do tego nie doprowadzimy, jeszcze długo nie będziemy mieć nie tylko technologii i innowacji, ale jednego z najważniejszych moim zdaniem praw – prawa do uczestnictwa w wolnym i sprawiedliwym rynku. Czy to, jako konsument, czy jako przedsiębiorca.