Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Szatkowski: Fantomowe Iskandery

przeczytanie zajmie 6 min
Szatkowski: Fantomowe Iskandery SXC.hu

Kilka dni temu w mediach pojawiły się doniesienia o tym, że w Obwodzie Kaliningradzkim rozmieszczone zostały rakiety Iskander, które swoim zasięgiem są w stanie objąć całe terytorium Polski. Jednak od dawna mówi się, że Kaliningrad jest takim „rosyjskich lotniskowcem” w Europie, gdzie nagromadzenie broni jest bardzo duże. Czy więc tak wielka uwaga poświęcona jednostkowemu wydarzeniu jest słuszna? Czy problem stanowi postępująca militaryzacja Kaliningradu, i to, że nie ma żadnej reakcji na ten fakt ze strony Polski i NATO?

Jeśli chodzi o samą dyslokację Iskanderów to nie jestem tymi informacjami jakoś specjalnie zaskoczony, czy zszokowany. Nie tylko dlatego, że się mówiło o tym w dobrze poinformowanych kręgach od kilku miesięcy. Przede wszystkim Iskander M to zestawy mobilne, więc w czasie pokoju dosyć łatwo je przemieścić, choćby do Kaliningradu. Nawet w razie wojny, gdy przerzut do Kaliningradu byłby znacznie bardziej ryzykowny, z uwagi na to, że tam potrzeba dużych samochodów transportowych czy ewentualnie transportu morskiego, to nawet fakt, że łatwo je można dyslokować nad zachodnią granicę Białorusi, w kontekście zasięgu tych rakiet, może przynieść podobne skutki operacyjne. Po drugie, jeśli chodzi o Kaliningrad, to niekoniecznie zgadzałbym się z oceną tego rejonu jako potencjalnej bazy wypadowej do ewentualnej inwazji na Polskę. O Kaliningradzie w tym kontekście mówiło się  w latach 90-tych. Był wówczas takim rejonem, gdzie było spore nagromadzenie jednostek i sprzętu wycofywanych wcześniej z byłego NRD. W ostatnim czasie nie widać jednak wielkich inwestycji np. w siły lądowe w tym rejonie. Rzeczywiście, jest tam obecna dosyć mocna obrona powietrzna, teraz brygada rakiet, która była do tej pory wyposażona w  rakiety „Toczka”, zostaje najwyraźniej modernizowana systemami rakiety Iskander M. Niektórzy analitycy twierdzą, że Rosjanie zdają sobie sprawę, że Kaliningrad też jest położony w dość trudnym dla nich miejscu – w przypadku negatywnego rozwoju sytuacji militarnej jednostki tam dyslokowane ryzykują odcięcie. Z drugiej strony Kaliningrad wciąż posiada spore znaczenie militarne jako duża forteca nadbrzeżna. Może skutecznie utrudnić np. NATOwskie plany przyjścia z pomocą państwom bałtyckim.

A czy takie „nakręcenie” tematu obecności Iskanderów właśnie w Kaliningradzie, nie jest na rękę prezydentowi Putinowi, szczególnie w kontekście tego, co dzieje się na Ukrainie?

Ma Pan na myśli terroryzowanie, w celu „zmiękczenia” oponenta?

W dużym stopniu jako jakaś forma nacisku.

Oddziaływanie na psychikę i postawy oponentów jest elementem rosyjskiej gry już od dłuższego czasu. Od lat 90-tych mamy powtarzające się groźby; a to, że Rosja wyceluje rakiety z głowicami nuklearnymi, a to, że Iskandery… Od prawie dziesięciu lat mówimy o tym, że one mają być dyslokowane. Nie jest specjalnie trudne, żeby je przerzucić, więc trzeba po prostu liczyć się, niezależnie od tego czy są już obecnie, czy jeszcze ich nie ma, że w każdej  chwili mogą się nad naszą granicą znaleźć. Niewątpliwie, nagłe położenie nacisku na budowanie krajowego komponentu obrony powietrznej i przeciwrakowej ma związek z tym zagrożeniem. Podsumowując, komunikaty są elementem jakiejś gry ze strony Rosji, która ma rozbudowany „arsenał” szczególnie w aspekcie „grożenia” innym, zwłaszcza w przestrzeni komunikacji międzynarodowej. Te komunikaty mogą byś skierowane na zewnątrz – odwieść NATO od budowy Tarczy na terenie Polski, bądź też prowokować nasz kraj do określonych zachowań. Nasza reakcja jest z kolei potrzebna z uwagi na potrzebę wewnętrznej konsolidacji narodu rosyjskiego – najlepiej przeciwko zewnętrznemu wrogowi.

A propos rakiet iskander. Trudno znaleść informacje na ich temat, chociażby na temat zasięgu. Sugeruje się, że rozlokowanie ich w rejonie Kaliningradu może świadczyć o objęciu zasięgiem ich rażenia np. Berlin. Ale zastanawia mnie coś innego, właśnie kwestia tarczy antyrakietowej. Czy jest jakiś sposób, jakieś działanie, które może podjąć NATO, czy Polska, żeby obronić się, przed stosowaniem właśnie takich form nacisku przez prezydenta Putina i Rosję?

System obrony powietrznej i przeciwrakietowej na pewno trzeba wzmocnić i zmodernizować.Trzeba mieć tu przede wszystkim na uwadze zagrożenie ze strony Iskanderów. Ten pocisk to bardzo trudny przeciwnik, bo ma dosyć szczególną trajektorię lotu. Jest rakietą balistyczną ale posiadającą pewne cechy rakiety samosterującej, w tym bardziej płaski tor lotu. Jest więc trudna do zestrzelania dla obecnych systemów. W ramach programu „Wisła”, na pewno powinny się odbyć jakieś próby, czy symulacje, które by przybliżyły odpowiedź na pytanie, czy system, który będziemy kupować ma taką zdolność. Druga sprawa to jest też poszukiwanie jakiejś zdolności do niszczenia takich rakiet jeszcze przed startem. To szczególnie ważne w kontekście ryzyka ich uzbrojenia w głowice nuklearne. Taka ewentualność stwarza bardzo duże zagrożenie, niezależnie od prawdopodobieństwa jego wystąpienia. Trzeba więc poszukiwać także takich środków, żeby móc skutecznie niszczyć takie cele na ziemi.

Jakie to mogą być środki?

Obecnie odpowiedni zasięg mają tylko rakiety przeciwokrętowe, które mamy na wyposażeniu Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego, a także na trzech małych okrętach rakietowych klasy „Orkan”. Wymagają one jednak odpowiednich środków rozpoznawczych i skutecznej sieci dowodzenia i łączności których z kolei nie posiadamy. Nasze samoloty – przede wszystkim F16 są wyposazone w uzbrojenie precyzyjne, które byłoby w stanie zniszczyć Iskandery. Niestety Kaliningrad wyposażony jest w skuteczną obronę przeciwlotniczą, która ma zasięg taki, który nie pozwalałby naszym F16 zbliżyć się na tyle, żeby nie ryzykować zestrzelenia. Są plany, żeby dla F-16 nabyć rakiety typu JASSM, które mają zasięg 370 km które miałyby większą szansę na to, żeby niszczyć tego typu cel. Nawet wówczas, wciąż aktualne będzie pytanie o rozpoznanie i skuteczne przekazanie danych. Baza rakiet taktycznych w Okręgu Kaliningradzkim jest także teoretycznie na granicy zasięgu naszych armato haubic Krab, ale znów musiałyby one posiadać odpowiednie dany z rozpoznania, a także najlepiej byłoby nabyć precyzyjną amunicję ze zwiększonym zasięgiem poprzez zastosowanie przyspieszacza rakietowego, aby nie musieć przemieszczać Krabów nad samą granicę. Warto także wspomnieć, że obok zestrzeliwania pocisków w locie, czy atakowania wyrzutni, można pomyśleć o neutralizowaniu systemów dowodzenia i łączności takich zestawów – czy to poprzez ich niszczenie, czy też zakłócanie. Jest jeszcze jedna możliwość, mianowicie, użycie sił specjalnych, ale to ostateczność, gdyż narażałaby ona naszych „specjalsów” a także przerzucające ich samoloty, śmigłowce czy okręty na duże ryzyko strat.

Mówi Pan o reakcji w polskich ośrodkach, które mogłyby zostać wykorzystane, żeby zaradzić właśnie temu zagrożeniu. A co z NATO? W końcu jesteśmy częścią Sojuszu.

Oczywiście Iskandery są zagrożeniem nie tylko dla nas ale dla wszystkich krajów położonych nad Bałtykiem, w tym zwłaszcza dla Pribałtyki. W kontekście Litwy, Łotwy i Estonii niezwykle groźne są też systemy przeciwokrętowe, które są rozlokowane w Kaliningradzie, a także obecne tam systemy obrony powietrznej. One wszystkie znacznie utrudniałyby akcję pomocy państwom bałtyckim w razie jakiegoś ataku. Odnośnie samego NATO – musimy rozróżnić zagrożenie nuklearne i zagrożenie konwencjonalne. Jeśli chodzi o zagrożenie nuklearne, to mówimy tylko o taktycznym – o znacznie mniejszej skali zniszczeń, obliczonym na uderzenia na polu walki, bądź też na sterroryzowanie przeciwnika. Nie sądzę bowiem, żeby Rosjanie, byli tak szaleni aby użyć strategicznej broni nuklearnej i skazać naszą cywilizację na przyspieszony koniec.

Żeby uniemożliwić pokusę użycia taktycznej broni nuklearnej, NATO powinno wzmocnić i uwiarygodnić swoje odstraszanie nuklearne. Być może, potrzebne byłoby rozmieszczenie środków przenoszenia oraz głowic taktycznych nuklearnych amerykańskich w Polsce. To zmniejszyłoby groźbę użycia broni nuklearnej przez Rosjan. A jeśli chodzi o zagrożenie konwencjonalne to obecnie chyba tylko Amerykanie, oraz w pewnej skali Brytyjczycy i Francuzi dysponują zdolnością do przełamywania tak zaawansowanej obrony powietrznej żeby niszczyć cele takie, jak iskander w Kaliningradzie czy na Zachodniej Białorusi. NATO posiada więc środki konwencjonalne, żeby tego typu zagrożenie niszczyć, tylko musiałaby istnieć wola polityczna, żeby ich użyć oraz czas żeby je przerzucić.

Zastanawia mnie jeszcze dysproporcja wydatków, jakie łożone są na kwestie wojskowe w krajach Sojuszu i w Rosji. Czy to nie skończy się tym, że za kilka lat, kiedy zostanie zakończony ten okres modernizacji rosyjskiej armii, będzie ona w stanie zagrażać Zachodowi w dużo większym stopniu, niż możliwe będą środki obrony NATO?

Nasi zachodni sojusznicy wolą wierzyć, że w dłuższej perspektywie Rosja straci podstawę wzrostu gospodarczego, co za tym idzie finansową podstawę modernizacji czyli źródła bogactw naturalnych; że one po prostu się skończą. W związku z czym, Rosja już nie będzie mogła łożyć takich sum na reformę armii. Wierzą też także, że ruchy demokratyczne czy liberalne obalą w dłuższej perspektywie Putina.

Nawet jednak jeśli przyjmiemy taki scenariusz za prawdopodobny w perspektywie dekady, to wciąż pozostaje najbliższych kilka lat w trakcie których będziemy mieli sytuację bardzo trudną, bo z jednej strony, skumulują się efekty dotychczasowych finansowych wysiłków Kremla. Z drugiej strony na zachodzie, szczególnie w Europie Zachodniej będzie trwała postępująca demilitaryzacja i dekadencja rozkładająca ich potencjał militarny. Amerykanie, z różnych przyczyn, będą mieli mniej możliwości zaangażowania. Obydwie strony politycznej sceny nad Potomakiem, z różnych względów generalnie wspierają dziś cięcia w budżecie Penatgonu. Będą też stali wobec koniecznosci zmierzenia się z nowym wyzwaniem na zachodnim Pacyfiku, więc tak, procesy które obserwujemy teraz, za kilka lat mogą doprowadzić do niepokojącej nierównowagi w naszym regionie.

Rozmawiał Michał Kłosowski