Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Wójcik  11 września 2013

Wójcik: Occupy Warsaw

Piotr Wójcik  11 września 2013
przeczytanie zajmie 2 min
Wójcik: Occupy Warsaw Piotr Drabik, CC

Dziś polscy związkowcy dołączają do wielu innych grup na świecie, które w ostatnich latach wyrażają niezgodę na zastaną rzeczywistość. Są nimi młodzi Hiszpanie występujący przeciwko brakom perspektyw, setki tysięcy Francuzów wyrażający swój sprzeciw wobec małżeństw homoseksualnych oraz Amerykanie z ruchu Occupy Wall Street, buntujący się wobec samowoli i pazerności banksterów.

Główne postulaty związkowe są trzy, jednak jeden z nich powinien najmocniej rozbrzmiewać dziś na ulicach Warszawy. Jest nim żądanie systematycznego wzrostu pensji minimalnej do wysokości 50% średniego wynagrodzenia, co zostało zresztą uzgodnione już ze związkowcami w 2009 roku, podczas negocjacji w sprawie pakietu antykryzysowego. Przyszłoroczny wzrost do 1680 zł brutto nie zadowala związkowców i wskazuje jednoznacznie, że rząd odchodzi od tamtejszych ustaleń. Podniesienie płacy minimalnej, dyskredytowane z całą mocą przez liberalne środowiska, to obecnie jedna z najważniejszych dla naszej gospodarki kwestii. Bariera popytowa to nie wymysł związkowców; mówią o niej ekonomiści od Piotra Kuczyńskiego z Xeliona do analityków NBP, wskazujących na nią jako główną przeszkodę we wzroście gospodarczym w naszym kraju. Nawet największe udogodnienia dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw nic nie dadzą w sytuacji, gdy ludzie nie będą mieli pieniędzy na zakup produktów i usług przez te przedsiębiorstwa wytwarzanych. Po prostu człowiek majętny nie pójdzie do fryzjera dziesięć razy w ciągu dnia,  za to zrobi to dziesięciu pracowników pracujących za pensję minimalną, jeśli im się ją odpowiednio podniesie. To w głodnych konsumpcji, ubogich grupach społecznych tkwi największy potencjał rozwojowy polskiej gospodarki. Właśnie ci ubodzy zwracają gospodarce relatywnie najwięcej, gdyż wydają wszystkie zarobione pieniądze na bieżącą konsumpcję. Już Henry Ford w słynnym zdaniu stwierdził, że „samochody nie kupią samochodów”. Gdy Ford w tamtych odległych czasach wprowadzał wysokie płace w swych zakładach, wtedy także odzywały się głosy, czasem wręcz histeryczne, o populistycznym i nieodpowiedzialnym działaniu oraz wieszczące szybki krach jego firmy, choć efekt tych działań był wręcz odwrotny od przewidywań ówczesnych „ekspertów”. Trudno nie doszukiwać się w tamtych reakcjach analogii do obecnych ataków na związki zawodowe.

Podniesienie płacy minimalnej bywa często atakowane ze względu na wpływ na wzrost bezrobocia. Oczywiste jest, że windowanie jej poziomu bez umiaru może taki efekt spowodować, ale Polska do takiej sytuacji nawet się nie zbliża. W naszej rzeczywistości ekonomicznej podniesienie płacy minimalnej może nawet spowodować spadek bezrobocia. To, że wzrost funduszu płac może wpływa na wzrost zatrudnienia, odkrył już w 1931 roku Richard Kahn: większa ilość pieniędzy wydawanych przez lepiej wynagradzanych pracowników, działając na zasadzie mnożnika, pociąga za sobą wzrost gospodarczy i spadek bezrobocia. Oczywiście, że mnożnik Kahna działa tylko w takich krajach, w których potencjał konsumpcyjny jest wysoki, ale Polska właśnie takim krajem jest.

Łatwo dyskredytować często nieokrzesanych związkowców, na których tle pracodawcy dla pobieżnego obserwatora mogą uchodzić za niezależnych ekspertów. I właśnie jako niezależni eksperci najczęściej są w mediach przedstawiani. Tymczasem, traktowani w najlepszym wypadku z przymrużeniem oka, związkowcy uchodzą w powszechnym odczuciu za populistów. Często populistami są jednak liberałowie, szermujący łatwo wpadającymi w ucho postulatami obniżania wszelkich możliwych podatków, także, a raczej przede wszystkim dla najbogatszych. Liberalne spojrzenie na gospodarkę, tylko i wyłącznie od wygodnej dla pracodawców strony podażowej, może doprowadzić do jeszcze większych nierówności społecznych, a co za tym idzie kolejnych napięć.

Dochodzimy do sytuacji, w której musimy wsłuchać się także w pomysły związkowców. Dziś oddajmy im głos.