Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Musiałek  27 sierpnia 2013

Musiałek: Syria – test na „europeizację” Ameryki

Paweł Musiałek  27 sierpnia 2013
przeczytanie zajmie 1 min
Musiałek: Syria - test na „europeizację” Ameryki Pete Souza, public domain

Jeśli informacja o tym, że to władze Syrii dokonały ataku chemicznego na ludność cywilną, zostałaby potwierdzona, oznaczałoby to przekroczenie „czerwonej linii”, o której rok temu mówił Barack Obama – pisze Paweł Musiałek

Sprzeciw Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ oznacza, że analogiczna do libijskiej interwencja, mająca umocowanie prawne, nie będzie miała miejsca. W związku z tym w grę wchodzi interwencja NATO bez rekomendacji ONZ (jak w przypadku Jugosławii w 1999 roku) lub amerykańska „koalicja chętnych” (jak w Iraku w 2003 roku). Obecnie wszyscy zastanawiają się nad szansą ataku, ale warto zwrócić uwagę na inny aspekt sprawy. Decyzja o podjęciu interwencji przez Amerykanów stanowi test wiarygodności USA jako gwaranta bezpieczeństwa porządku politycznego na świecie. 

Jeśli mimo dowodów USA nie zdecyduje się na atak, będzie to oznaczało  trwałą niezdolność do przeprowadzenia nieautoryzowanej operacji militarnej jako narzędzia polityki zagranicznej w obronie ważnych wartości. Wycofanie z Iraku i Afganistanu i niechęć do konfrontacji z Iranem czy Koreą Północną sygnalizowały odejście od polityki unilateralnej. Ale to bezczynność w sprawie Syrii, gdzie mamy do czynienia ze śmiercią ok. 100 tys. ludzi, stanowi ostateczne pożegnanie się z Ameryką, jaką znamy – globalnego policjanta strzegącego pokoju na świecie. Będzie to także potwierdzenie „europeizacji” amerykańskiej „kultury strategicznej”. Wiele wskazuje na to, że popularny podział na Amerykanów „przygotowujących dania” i Europejczyków „sprzątających po posiłku”, o którym dekadę temu pisał Robert Kagan w „Potędze i raju”, staje się nieaktualny. Chętnych do mycia naczyń przybywa. Ale kto będzie gotował?