Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Lewicki: Osiem cywilizacji, trzy internety

„Sieć porwała się jak bity obuchem kotlet. Teraz USA, Chiny i Rosja szarpią ją i ciągną każde w swoją stronę. Ten konflikt przeora nie tylko Unię Europejską i Polskę, ale też dżungle Afryki i wyspy Mikronezji. Stawką jest cyfrowa władza nad światem” – dla magazynu „Plus Minus” pisze Grzegorz Lewicki. Przedstawiamy fragment tego tekstu.

Gdy w styczniu zatrzymano w Polsce pracowników chińskiego giganta telekomunikacyjnego Huawei pod zarzutem szpiegostwa, nasz kraj znalazł się na ustach całego świata. Zatrzymania związane były z chińskimi planami sprzedaży Polsce infrastruktury 5G – a więc technologii umożliwiającej stworzenie lepszego, szybszego internetu przyszłości.

Chińczycy oferowali tani i dobry sprzęt, który pospinałby polski internet rzeczy w jeden sprawny system. Problem jednak w tym, że na odrzucenie tego sprzętu usilnie nalegają Amerykanie. Nasi sojusznicy nie tylko postrzegają chińskie oprzyrządowanie sieciowe jako zagrożenie dla bezpieczeństwa, ale wręcz uzależniają budowę baz wojskowych w Polsce od naszego odrzucenia chińskich ofert. Według USA Huawei dopuszcza się oszustw bankowych i elektronicznych oraz kradnie technologie, dlatego Polska po przyjęciu ich infrastruktury sieciowej stałaby się mniej bezpiecznym i mniej stabilnym miejscem.

Dopóki innowacje z USA zostawiały wszystkich w tyle, ich produkty nie miały konkurencji. Jednak dziś ta sama logika wskazuje, że dominacja USA jako dostawcy najlepszej infrastruktury internetu się kończy. Dziś nastał czas wielkich kopistów z Chin, którzy z chęcią sprzedadzą światu kable i routery porównywalne z amerykańskimi, ale taniej. Dobrą okazją do tej sprzedaży jest nadchodząca we wszystkich rozwiniętych krajach świata zmiana standardu technologicznego internetu na 5G. Skoro zmiana ma być globalna, wpływ Chin także może globalnie wzrosnąć. Bo z każdym sprzedanym sprzętem Chińczycy będą mogli lepiej mapować internet. A przynajmniej tę jego część, którą kontrolują.

Cyfrowa Gwardia odcina Rosję

Swoją infrastrukturę sieciową, chcą mieć zresztą nie tylko Chiny, ale i Rosja. Zgodnie z doktryną bezpieczeństwa informacyjnego z 2016 roku Rosjanie traktują internet jako takie samo pole rywalizacji jak lądy, morza i kosmos. Dlatego od tego roku będą kopiować Chińczyków, którzy w 1998 zaczęli budować Wielki Firewall – państwową infrastrukturę kontroli wpinaną w serwery wszystkich dostawców w kraju oraz przeszkolony personel nadzorujący każdego dostawcę. W wydaniu rosyjskim taka Wielka Palisada czy Cyfrowa Gwardia internetowa także będzie składać się ze sprzętów wpinanych w trzewia wszystkich dostawców sieci – oraz z systemu koordynującego. W praktyce oznacza to odcięcie Rosji od internetu i podpięcie go na nowo już pod czujnym okiem Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

W 2019 widać już wyraźnie, że internet pod wpływem międzynarodowej nieufności i geostrategicznej rywalizacji rozpadł się na internety – niczym bity obuchem kotlet rozpada się na oddzielne lub połączone tylko cienkimi żyłkami kawałki. W efekcie żartobliwe polskie słowo „internety” przestało być śmieszne, a stało się gorzką konstatacją rosnącej rywalizacji w skali globalnej. I na stałe może wejść do języka polskiego.

Tę rywalizację przeczuwał już Peter F. Drucker. Ten guru zarządzania, zaglądając już śmierci w oczy, zdążył jeszcze w 2005 roku napisać przepowiednię na temat przyszłości, która dziś wydaje się niepokojąco aktualna. W eseju Trading Places z The National Interest pisał: „wyłaniająca się postać światowej gospodarki będzie pluralistyczna, z pewną liczbą gospodarczych »bloków«”. Według Druckera takich bloków może być pięć lub sześć – jednym z nich będą Stany Zjednoczone z Kanadą i Meksykiem, które będą częściowo współpracować, a częściowo rywalizować z kolejnym blokiem – Unią Europejską. Kolejnymi blokami mogą być np. Wspólny Rynek Południa (MERCOSUR) zrzeszający większość Ameryki Łacińskiej oraz Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN), zrzeszające państwa azjatyckie. Co ciekawe, według Druckera kraje takie jak Chiny czy Indie ze względu na swój potencjał gospodarczy mogą samodzielnie być państwami-blokami. W tej rywalizacji USA mogą pozostać silne, ale nie będą jedyną globalnie sprawczą potęgą.

Mało tego, według Druckera coraz więcej krajów będzie ulegać pokusie protekcjonizmu gospodarczego i lokalnego regulowania gospodarki, co doprowadzi bloki do stopniowego wdrażania „nowego merkantylizmu”. Będzie on polegał na głębokiej liberalizacji przepisów wewnątrz danego bloku przy równoczesnym głębokim regulowaniu relacji z zewnętrzem, co zaszkodzi wymianie handlowej. Jednak według Druckera to nie handel dobrami materialnymi, ale obieg informacji będzie najbardziej napędzał globalną rywalizację.

Kapitalizm blokowy

Choć dynamika światowej rywalizacji niekoniecznie przebiegać będzie tak jak sugeruje Drucker, stosunek najsilniejszych państw świata do internetu jest przykładem, że bloki już powstały. Mocny impuls dla ich rozwoju wysłały same Stany Zjednoczone za prezydentury Donalda Trumpa, gdy zauważyły, że logika czystego kapitalizmu coraz mniej ich premiuje. Dlatego Trump postanowił strategicznie zmodyfikować logikę – odwołując się do czegoś, co można nazwać „logiką kapitalizmu blokowego”, a więc takiego, w którym to nadrzędną kwestią staje się wspólne bezpieczeństwo określonych bloków, a dopiero w drugiej kolejności zysk.

W tym kontekście wymowne są reakcje świata na skandal z Huawei w roli głównej, w której – jak pamiętamy – rolę drugoplanową odegrała ostatnio Polska. USA – wiadomo – są przeciw chińskim sprzętom i próbują przekonać do takiej postawy sojuszników. Idzie im całkiem nieźle: Australia, która korzysta obecnie z technologii Huawei w dostarczaniu mniej przepustowej sieci 4G zobowiązała się w 2018 roku do nieużywania urządzeń tej firmy przy przejściu na 5G. Śladem Australii pójdą też Nowa Zelandia i Japonia. Brytyjczycy pójdą w podobną stronę, choć mniej radykalnie: wykluczenie Huawei z sieci 5G (i wcześniejszych jej odmian) będzie dotyczyć tylko infrastruktury kluczowej. Niemcy oraz Włosi też jeszcze nie podjęli decyzji.

A Polska? W erze blokowego kapitalizmu mamy twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony priorytetem jest sojusz z USA, kraju z tej samej cywilizacji, o podobnych wartościach, z drugiej łączą nas z Chińczykami wspólne – i potencjalnie wielkie – interesy. Planowany w Polsce Centralny Port Komunikacyjny będzie obsługiwał m.in. handel towarami właśnie z Chin. Powstaje pytanie, czy da się obmyśleć czysto biznesowy model współpracy z Chinami, który by równocześnie umożliwiał zyski wszystkim zainteresowanym stronom, ale też systemowo ograniczał uleganie tym konkretnym typom wpływów chińskich, które są niekompatybilne z zasadami naszej cywilizacji.

Amerykański Instagram w Iranie

Tożsamość cywilizacyjna zostawia na technologii swój ślad. Technologia – szczególnie taka, która gromadzi dane i przetwarza informacje – po wdrożeniu ostatecznie zyskuje zarówno narodowość, jak i przynależność cywilizacyjną. Narodowość ma więc także internet, który właśnie rozerwał się na luźno połączone kawałki według geopolitycznych i cywilizacyjnych osi wpływu.

Jeśli spojrzymy przez ten pryzmat na dzisiejsze pękanie internetu, okaże się, że porwał się on częściowo zgodnie, a częściowo w poprzek przynależności cywilizacyjnych. W rozważaniach będziemy polegać na aktualnych danych amerykańskiej spółki Alexa monitorującej ruch sieciowy, a probierzem otwarcia kraju na czyjeś wpływy cywilizacyjne uczynimy najpopularniejszy w nim portal społecznościowy. To zasadny krok, szczególnie że internet to nie tylko infrastruktura, ale też algorytmy sieci.

Co się okazuje? Społecznościowe algorytmy Zachodu generują dziś wielki ruch sieciowy zarówno u siebie, jak i na terenie czterech innych cywilizacji – latynoamerykańskiej, afrykańskiej, islamskiej, indyjskiej i buddyjskiej: amerykański Facebook jest najpopularniejszym medium społecznościowym nie tylko w obu Amerykach, Europie i Australii, ale także w Afryce, na Półwyspie Arabskim, w Turcji, w Pakistanie, Indiach czy Indonezji. Amerykański Instagram jest z kolei najpopularniejszym medium społecznościowym w Iranie. Co ciekawe, zachodnie algorytmy (znowu Facebook) zdominowały też niechińskie tereny cywilizacji konfucjańskiej – m.in. Japonię, Koreę Południową, Wietnam. Tak oto wygląda dziś pierwszy internet – zachodni.

Drugi internet „należy” do cywilizacji rosyjskiej – w samej Rosji największy ruch sieciowy generuje niekonkurencyjnie wykreowany klon Facebooka – VK (VKontakte), podobnie na Białorusi i w Kazachstanie. Z kolei na innych terenach będących pod bardzo silnym wpływem Rosji – np. Mołdawia, Tadżyskistan – dominuje rosyjski portal OK (Odnoklassniki). Z kolei trzeci internet ograniczony jest tylko do jednego – ale za to najludniejszego na świecie państwa, czyli do Chin. Dominuje tu portal QZone, który wyprzedził innego chińskiego potentata – Weibo.

Co by było, gdyby Chińczycy…

Do kogo więc należy internet? Jeśli globalna sieć to wciąż jeszcze jeden, choć porwany kotlet, należy przyjąć, że ma co najmniej dwie warstwy: infrastrukturę i algorytmy. Jeśli chodzi o algorytmy, z wyjątkiem terytorium Chin i Rosji (z jej geopolitycznymi okolicami) dominują Amerykanie. Europa też by chciała mieć tu prawo głosu, ale na razie nic jej nie wychodzi. Dlatego ogranicza się do wlepiania kar firmom pozaeuropejskim, zamiast wziąć się do roboty.

Gra toczy się ostatecznie o jak najszerszą penetrację świata zarówno „własną” infrastrukturą, jak i algorytmami. Być może to dla ciebie gra nieistotna, a przeszkadza ci tylko to, że internet zabrał twoją prywatność i oddał wielkim korporacjom. Ostatecznie jednak to, kto przesyła, kanalizuje i analizuje twoje dane ma wielkie znaczenie. Co by było, gdyby Chińczycy jednym przyciskiem wyłączyli wszystkie swoje routery w amerykańskich domach? Co by było, gdyby Amerykanie wyłączyli swoje satelity GPS, unieruchamiając chińskie statki na wodach Azji? Dlatego Amerykanie chcieliby mieć swoją infrastrukturę w swoich domach, a Chińczycy budują swoją alternatywę dla GPS.