Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Między magią a herezją – Trylogia husycka Sapkowskiego cz. 3

Między magią a herezją – Trylogia husycka Sapkowskiego cz. 3 Grafikę wykonał Marek Grąbczewski.

W najnowszym „Szybie Kultury” mierzymy się z największym być może mitem narosłym wokół średniowiecznej inkwizycji: jej rzekomą fiksacją wokół polowania na czarownice. Otóż wbrew popkulturze w „ciemnym średniowieczu” kościelni inkwizytorzy podzielali nastawienie powieściowego Grzegorza Hejncze i tropienie czarownic obchodziło ich niewiele albo wcale. Regres nastąpił później, w czasach nowożytnych: osławiony „Młot na czarownice” wyszedł przecież w 1487 r., rozpowszechnił go wynalazek druku, a w swojej praktyce procesowej posługiwały się nim sądy świeckie, a nie inkwizycja kościelna.

„Warto zaznaczyć, że dla czasów, do których nawiązujemy, czyli do I poł. XV w., do czasów husyckich, procesy o czary były zjawiskiem marginalnym. Dopiero pod koniec XV w. a zwłaszcza w XVI w. i później, czyli w czasach pośredniowiecznych, rozpoczyna się histeria polowań na czarownice, i to zarówno w krajach katolickich jak i protestanckich. Oczywiście już wcześniej czarostwo było przestępstwem. U Sapkowskiego magia jest realnym zjawiskiem i odgrywa dużą rolę w świecie przedstawionym w „Trylogii husyckiej”, ale nie dajmy się temu zwieść jeśli chodzi o faktyczną rzeczywistość procesową, w tamtych czasach ściganie tego typu przestępstw nie należało do zasadniczej roli inkwizycji, bardzo często zajmowały się tym sądy świeckie, tak było np. w Polsce” – mówił Zbigniew Przybyłka.

„Kwestia procesów o czary i ich związków z inkwizycją jest marginalna, inkwizycja zaczyna wygasać w momencie, w którym w Europie rozpalają się stosy przeznaczone dla czarownic. Mowa tu oczywiście o inkwizycji kościelnej, bo inkwizycje państwowe, np. hiszpańska, działają dalej. Histeria na punkcie czarów jest związana z przemianami społecznymi, które działy się w tamtym czasie,  gdy walił się porządek społeczny, dlatego duży odsetek procesów o czary miał miejsce w krajach protestanckich i takich, w których były silne spory religijne. Wiązało się z mentalnością – dla ludzi tamtych czasów świat nie był odczarowany jak dla nas, nie funkcjonował jak zbiór praw fizyki, tylko zasadzał się na tajemnicy. Gdy wali się porządek społeczny, przychodzą zarazy, dochodzi do wojen, to ludzie próbują oswoić sobie tę rzeczywistość, np. poprzez praktyki religijne. W momencie, w którym przychodzi reformacja i odbiera ugruntowanie różnych form kultu, np. czczenia świętych obrazów i relikwii, to muszą trzeba znaleźć sobie nowy sposób na okiełznanie rzeczywistości. Z drugiej zaś strony ważna jest narracja, która występowała w reformacji, ponieważ w momencie, w którym jej przeciwnicy są nazywani sługami diabła, a papieża określa się jako Antychrysta, to bardzo łatwo uwierzyć, że także moja sąsiadka wchodzi w jakiś kontakt ze złem” – mówił Kamil Wons.

„To co my dziś nazywamy magią, niekoniecznie było wtedy uznawane jako magia. Np. alchemia czy astrologia, którą zajmowali się nawet papieże. Astrologia była dodatkowym zarobkiem dla astronomów, bo o ile dzieła stricte naukowe nie cieszyły się zbytnią popularnością, za to horoskopy były dochodowym interesem. Nie była to więc magia, gdyż te dziedziny, traktowano jako wykorzystywanie wiedzy o otaczającym nas świecie, zaś magię rozumiano jako obejście normalnego funkcjonowania świata, przy pomocy sił nieczystych” – mówił Wons.

„Nie możemy też odchodzić od kontekstu politycznego działalności Jana Husa i polityki wewnątrz cesarstwa, która była silnie związana z tym, że Jan Hus został potępiony. Możemy się zżymać na to, że inkwizycja ścigała inne poglądy, ale sytuacja, która rozpoczęła się po skazaniu Jana Husa w Czechach pokazuje, że idee mają konsekwencje i te najbardziej radykalne spośród odłamów husytyzmu, czyli taboryci, sierotki itd., to nie byli mili ludzie, chcący po prostu żyć spokojnie, tylko ruchy przeprowadzające rewolucję społeczną, w bardzo zdecydowany sposób i to nie był okres spokoju w dziejach tego państwa” – kontynuował członek redakcji „Pressji”.

„Właśnie z tego powodu Taboryci byli bardzo lubiani przez historiografię marksistowską, jeżeli zobaczymy sobie bibliografię husytyzmu, to w latach 50. XX w. można zaobserwować pik zainteresowania tym tematem. Marksiści szukali wśród nich swoich ideowych przodków, dążących do obalenia systemu feudalnego” – dodał Zbigniew Przybyłka.

„Czarna legenda to stereotypowe przedstawienie inkwizycji w kulturze, a zwłaszcza w popkulturze. Rozpoczęła się ona jeszcze w czasach nowożytnych, gdy inkwizycja jeszcze działała, zwłaszcza w Hiszpanii, która właśnie jej zawdzięcza swoją wątpliwą sławę. Hiszpania miała wielu wrogów, którzy starali się przedstawiać ją jako siedlisko zabobonów, pisarze protestanccy celowali więc w ten kraj tworząc propagandę antyhiszpańską i antykatolicką jednocześnie. Pogląd ten był powielany aż do XIX wieku, gdy zaczęto sięgać do materiałów źródłowych, zwłaszcza oryginalnych protokołów, które zachowały się w dużej części. Również w XX wieku ten proces „odczarowania” inkwizycji postępował, ale ta czarna legenda dalej ma się dobrze w dziełach kultury. Od skeczy Monty Pythona, przez »Imię róży« Umberto Eco, twórczość Dostojewskiego, czy film »Duchy Goi«. To jest właśnie potęga kultury, że to właśnie ona kształtuje świadomość historyczną, a niekoniecznie poważne prace naukowe” – podsumował Przybyłka.

Odcinek stanowi część cyklu „Śląsk sztuką pisany” i został zrealizowany w ramach grantu Muzeum Historii Polski „Patriotyzm Jutra”.