Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Niech Mazurek z Makłowiczem zakończą wojnę polsko-polską!

Niech Mazurek z Makłowiczem zakończą wojnę polsko-polską! Screen z nagrania na YouTube; rozmowa Roberta Mazurka z Konradem Szymańskim

Trwająca od lat polaryzacja przyczyniła się nie tylko do podziału społeczeństwa na zwalczające się obozy, lecz także – co bardzo niebezpieczne – zdehumanizowała oponentów. Reakcja sporej części opinii publicznej pokazała, że w „idealnym świecie” politycy powinni nienawidzić się do tego stopnia, aby nie mogli choćby stanąć razem w jednej windzie. Zdaje się, że w oczach wielu obserwatorów studia telewizyjne czy Sejm to areny, zaś parlamentarzyści to gladiatorzy, którzy powinni w rytm okrzyków publiki walczyć na śmierć i życie o swoje pozycje polityczne wszystkimi możliwymi środkami. Dlatego Polska potrzebuje „przyjęć mazurkowych” jak tlenu. Marzy mi się, by wydarzenie to stało się imprezą cykliczną, na wzór obiadów czwartkowych z XVIII wieku. Swoim patronatem powinien objąć je chyba najbardziej jednoczący człowiek współczesnej Polski: Robert Makłowicz.

Polityka stale dostarcza nam nowych bodźców, dzięki czemu nie ma mowy o politycznej nudzie. Mijający tydzień był bogaty w wiele gorących tematów krajowych i międzynarodowych, lecz to impreza urodzinowa dziennikarza Roberta Mazurka zagościła na ustach wszystkich polityków oraz komentatorów życia publicznego. Kurz już powoli opada, dlatego warto przyjrzeć się sprawie na chłodno i zastanowić się co tak naprawdę mówi nam to wydarzenie o realiach polskiej sceny politycznej, a także jakie problemy społeczne unaocznia.

Z okazji swoich 50. urodzin prowadzący porannej rozmowy radia RMF FM Robert Mazurek zorganizował huczne przyjęcie. Wśród wielu gości wywodzących się z przeróżnych sfer życia społecznego zaproszeni zostali także politycy. Rewelację ujawnił we wtorek  bulwarowy dziennik „Fakt”, którego paparazzi pieczołowicie doszukali się na imprezie kilkunastu parlamentarzystów, wywodzących się z przeróżnych partii.

Powszechne oburzenie wywołały trzy podstawowe czynniki:

1) rzekomy upadek etosu dziennikarstwa – redaktor, na pozór obiektywny i apolityczny, zaprosił na swoje urodziny polityków. Dokładnie tych samych, których niemal codziennie „grilluje” podczas porannych wywiadów;

2) hipokryzja – obrzucający się na co dzień inwektywami działacze partyjni, gdy tylko wychodzą z telewizyjnego studia, piją wspólnie wódkę czy wino jak gdyby nigdy nic, zapominając o wyzwiskach i oskarżeniach, które stale ślą pod swoim adresem przed kamerami czy na sejmowej mównicy;

3) porzucenie miejsca pracy – podczas, gdy parlamentarzyści bawili się w najlepsze na imprezie u redaktora Mazurka, na sejmowej sali plenarnej prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś wygłaszał sprawozdanie z działalności Izby za 2020 rok. Ławy były niemalże puste.

Więcej wątpliwości, niż zgody

Osobiście rozumiem tylko jeden z zarzutów – ten, który niestety podnoszony jest najrzadziej – mianowicie ten dotyczący pożądanej obecności parlamentarzystów w Sejmie

Nie sposób obronić polityków, którzy zamiast wysłuchać uważnie istotnego wystąpienia jednej z najważniejszych osób w państwie bawią się w najlepsze na zakrapianym przyjęciu. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że frekwencja na wielu posiedzeniach Sejmu oscyluje w podobnych granicach. Nie zmienia to jednak tego, iż sprawozdanie szefa NIK powinno zgromadzić więcej reprezentantów narodu na sali plenarnej. Z tym argumentem trudno się spierać.

Moje wątpliwości budzą jednak dwa pozostałe zarzuty. Począwszy od etosu dziennikarstwa – nie sposób zabronić ludziom nawiązywania kontaktów, znajomości, przyjaźni. Nie jest moim zadaniem obrona Roberta Mazurka, niemniej nie trudno wyobrazić sobie rzeczywistość, w której funkcjonuje redaktor. Częste kontakty z politykami naturalnie powodują zacieśnienie relacji. Przecież prywatne kontakty z parlamentarzystami nie są zabronione.

Jest to nawet nieodzowna część pracy dziennikarskiej. To właśnie dzięki takim relacjom publicyści czerpią informacje z kuluarów. To z kolei sprawia, że wiedzą więcej niż opinia publiczna, dzięki czemu są w stanie wykonywać swój zawód – mogą informować czytelników i słuchaczy o nowościach i przeciekach ze świata polityki.

Sam Robert Mazurek odniósł się do sprawy podkreślając, że część z zaproszonych polityków zna od lat, jeszcze z czasów nim stali się parlamentarzystami. Czy to oznacza, że wraz z uzyskaniem mandatu posła przez Pana Iksińskiego należy zerwać z nim kontakt?

Ponadto osobiście nie dostrzegłem, iż mimo pozasłużbowych relacji redaktora z niektórymi politykami, Mazurek stosuje podwójne standardy względem poszczególnych gości studia RMF FM. Być może w sukurs red. Mazurkowi idzie szablonowość jego rozmów, która stała się już bowiem bohaterką najświeższych politycznych memów i internetowych past.

Na wojnie nie napijesz się z wrogiem

Dochodząc do clue sprawy – trwająca od lat polaryzacja przyczyniła się nie tylko do podziału społeczeństwa na zwalczające się obozy, lecz także – co bardzo niebezpieczne – zdehumanizowała oponentów. Reakcja sporej części opinii publicznej pokazała, że w „idealnym świecie” politycy powinni nienawidzić się do tego stopnia, aby nie mogli choćby stanąć razem w jednej windzie. Zdaje się, że w ich oczach studia telewizyjne czy Sejm to areny, zaś parlamentarzyści to gladiatorzy, którzy powinni w rytm okrzyków publiki walczyć na śmierć i życie o swoje pozycje polityczne wszystkimi możliwymi środkami. Ważne jest jednak, abyśmy potrafili ze sobą rozmawiać znając granice słownej szermierki.

To właśnie politycy powinni uświadamiać społeczeństwo, że mimo permanentnego sporu w pierwszej kolejności należy dostrzegać w sobie ludzi. To właśnie polityka, rozumiana jako dbanie o dobro wspólne, jest dziedziną, w której poszukiwanie wspólnych mianowników powinno być czymś na porządku dziennym.

To, co obserwujemy dziś na przykładzie fety u Mazurka jest pokłosiem konfliktu dwóch zwaśnionych liderów – Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska. Wojna, której dziś wszyscy jesteśmy częścią, to ich osobista antypatia. Nie byłoby dehumanizacji politycznych oponentów, gdyby nie dyrektywy dla szeregowych posłów. Szeregowych posłów, którzy jeszcze w czasach PO-PiSu zdążyli się zaprzyjaźnić, a przez wojnę liderów zmuszeni zostali do rozłąki.

Przypadek ten szczegółowo opisał Jan Rokita w wywiadzie dla red. Dariusza Kubika w ramach materiału do „Czarno na białym” na antenie TVN24. Były współpracownik przewodniczącego PO przypomniał, że gdy Tusk przegrał z Kaczyńskimi wybory prezydenckie i parlamentarne w 2005 roku surowo zabronił swoim podwładnym kontaktu z politykami PiS. Podobne zaostrzenie dostrzegalne było ze strony Kaczyńskiego po katastrofie smoleńskiej, za którą do dziś moralnie oskarża Tuska.

Wojna polsko-polska to sztuczny front stworzony przez Tuska i Kaczyńskiego, który silnie spolaryzował Polskę i polskie społeczeństwo. Wojna ta została rozkręcona i jest wciąż podtrzymywana, ponieważ dzięki niej obie partie nieustannie konsolidują swoje elektoraty i od ponad 15 lat utrzymują swoje pozycje w politycznym topie, zgarniając regularnie w każdych wyborach wspólnie tyle sejmowych szabel, że dodane dają większość konstytucyjną. Z pewnością dopóki obaj mają kluczowy wpływ na polską politykę, dopóty wojna ta trwać będzie, ponieważ po prostu się kalkuluje.

Jej losy niekoniecznie będą przesądzone po odejściu obu liderów z polityki, ponieważ już dziś widać, że korzenie tej wojny są obecnie na tyle solidne, że ich wykarczowanie zdaje się praktycznie niemożliwe. Niemniej afera związana z imprezą daje… nadzieję.

Przyjęcie urodzinowe Roberta Mazurka to paradoksalnie bardzo dobry prognostyk. W obecnej, polskiej rzeczywistości przyjęcie porównać można niemalże do rozejmu bożonarodzeniowego z 1914 roku. Okazało się, że gdy szef nie patrzy, to można napić się wódki z politycznym rywalem i zamienić z nim dwa słowa. Z relacji Roberta Mazurka wynika nawet, że rozmowy niekoniecznie dotyczyły polityki (sic!).

Nie dla wszystkich jednak takie wojaże skończyły się szczęśliwie – w końcu Borys Budka i Tomasz Siemoniak za swoją obecność na urodzinach trafili na dywanik do Donalda Tuska. Wciąż oczekujemy na ostateczny werdykt wobec nich, niemniej teściowa przewodniczącego PO stanęła w ich obronie i – jak się dowiedzieliśmy podczas czwartkowego streamu Tuska – namawiała go do łaskawości wobec kolegów i przekonywała, że „to są pozytywne chłopaki, więcej takich głupot nie zrobią”.

Prawdopodobnie smutniejszy los, według doniesień Rzeczpospolitej, czeka za to Sławomira Neumanna, który ma stracić miejsce na liście w następnych wyborach parlamentarnych. Co ciekawe podobnej reakcji na próżno szukać w innych ugrupowaniach. Do sprawy odnoszą się jedynie poszczególni politycy – krytykując, a czasem nawet publicznie chwaląc inicjatywę dziennikarza (sic!). Mowa tu głównie o Tadeuszu Cymańskim i Władysławie Kosiniaku-Kamyszu.

„Przyjęcia mazurkowe” jak obiady czwartkowe

Polska polityka potrzebuje „przyjęć mazurkowych” jak tlenu. Określenie nie jest przypadkowe – proponuję, aby wydarzenie to stało się imprezą cykliczną, na wzór obiadów czwartkowych z XVIII wieku. Polska klasa polityczna musi – w sposób transparentny – spędzać ze sobą więcej czasu w podobnym, swobodnym charakterze.

Transparentność takowych spotkań pomogłaby załagodzić społeczny odbiór sporu politycznego. Jeśli politycy pokazaliby, że potrafią normalnie rozmawiać i spędzać wspólnie czas – mimo kontrastów – opinia publiczna mogłaby dostrzec, że polityka oraz dyskusje światopoglądowe to niekoniecznie brutalna, zdehumanizowana wojna, a konstruktywna rozmowa na argumenty.

Zintensyfikowanie takich spotkań pomogłoby klasie politycznej poszukiwać wspólnych mianowników i obierać podobne stanowiska w sprawach dla państwa najważniejszych. Zwłaszcza dziś, gdy widzimy dobitnie rozbrat stanowiska rządu i opozycji w tak ważnych kwestiach, jak kryzys migracyjny, stosunki z Unią czy napięte relacje z Republiką Czeską w sprawie elektrowni w Turowie.

W podzielonej na wskroś Polsce potrzebujemy obniżenia temperatury sporu. Pomóc temu mogłyby owe „przyjęcia mazurkowe”, które swoim patronatem objąć mógłby także  Robert Makłowicz. Wszak to chyba najbardziej jednocząca sympatię ludzi z różnych stron barykady postać współczesnej Polski.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.