Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Karolina Olejak  19 kwietnia 2019

5 kluczowych bolączek polskiego nauczyciela i 5 pomysłów na ich rozwiązanie

Karolina Olejak  19 kwietnia 2019
przeczytanie zajmie 6 min
5 kluczowych bolączek polskiego nauczyciela i 5 pomysłów na ich rozwiązanie www.flickr.com/photos/sieczu/

W cieniu sporu o (słuszne) podwyżki dla nauczycieli umykają nam sprawy tak samo istotne, jak wysokość nauczycielskich pensji. Od chaotycznych ścieżek wejścia do zawodu, przez za mocno teoretyczny proces kształcenia przyszłych pedagogów i ich braki w psychologicznej wiedzy, po zamykanie nauczycieli tylko w obrębie jednego wąskiego przedmiotu. Systemowych wyzwań jest wiele, tylko niewielu chce się nimi zajmować.

Każdy może przywołać takie wspomnienie. Polonistka, która sama męczyła się przerabiając Dziady; historyk, u którego wystarczyło wykuć na pamięć linijkę dat; anglistka, co lekcja w lekcje beznamiętnie rozdawała kserówki. Problem pojawia się jednak w momencie, gdy takie osobiste anegdotki zamienimy płynnie w systemową refleksję, stwierdzając, że nauczyciele jako grupa zawodowa do niczego się nie nadają. Tymczasem faktyczna systemowa analiza jest o wiele bardziej złożona.

Problem: każdy może zostać dzisiaj nauczycielem

Pierwszym wyzwaniem, przed którym stoimy jest odpowiednie przygotowanie merytoryczne nauczycieli. Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej w sprawie szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli istnieją trzy zasadnicze ścieżki przygotowania do zawodu nauczyciela.

Pierwsza wymaga ukończenia studiów licencjackich na kierunku związanym z przedmiotem, który przyszły nauczyciel wybierze oraz zdobycie  specjalizacji pedagogicznej. Opcja druga to ukończenie pedagogicznych studiów podyplomowych. Trzecia ścieżka wymaga wyboru kierunków stricte pedagogicznych, uprawniających do prowadzenia zajęć w ramach edukacji wczesnoszkolnej i ewentualne uzupełnienie ich innym kierunkiem umożliwiającym nauczanie na wyższych poziomach.

W konsekwencji nie wiemy tak naprawdę kim ma być nasz polski nauczyciel. Wielość ścieżek tworzy wielość standardów, różne proporcje pomiędzy przygotowaniem merytorycznym a pedagogiczno-wychowawczym, generalnie – chaos kompetencyjny.

Rozwiązanie: Państwowe Kolegia Nauczycielskie

Wydaje się, że w tej chaotycznej sytuacji koniecznym działaniem jest ujednolicenie sposobu wejścia do zawodu. Takim rozwiązaniem może być utworzenie Państwowych Kolegiów Nauczycielskich, placówek o charakterze publicznym, umocowanych na poziomie uniwersyteckim (jednolite studia 5-letnie), które w całości przejmą zadanie kształcenia nauczycieli do zawodu.

Liczba studentów powinna być dynamiczną wypadkową prognoz Ministerstwa Edukacji Narodowej dotyczących tego, ilu nauczycieli brakuje w danym momencie polskich szkołach ze względu na odejścia na emeryturę, urlopy, czy liczniejsze roczniki wchodzące do szkół.

Koniecznym rozwiązaniem są także egzaminy wstępne, które weryfikowałyby nie tylko wiedzę teoretyczną kandydatów, lecz także ich wychowawcze, interpersonalne predyspozycje. Egzamin zakładałby również testy psychologiczne kandydatów ze względu na stresogenny i obciążający psychiczne charakter ich przyszłej pracy.

Dziś to, czy dany nauczyciel będzie pracował w podstawówce, czy w liceum jest często kwestią szczęśliwego „złapania etatu”. W modelu kolegiów przydzielenie danego przyszłego pedagoga do konkretnego wieku uczniów będzie już czymś obligatoryjnym, bowiem innych umiejętności wymaga praca z 7-latkami, a innych z wchodzącymi w dorosłe życie licealistami. W ten sposób po pięciu latach studiów do zawodu trafialiby już w pełni „sprofilowani” nauczyciele.

Utworzenie Państwowych Kolegiów Nauczycielskich funkcjonujących na poziomie uniwersyteckim pozwoliłoby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony gwarantowałoby wysoki poziom merytoryczny, wyższy niż w istniejących w przeszłości szkołach zawodowych dla nauczycieli. Z drugiej pozwoliłoby ujednolić proces kształcenia i uwspólnić standardy, likwidując wreszcie chaotyczny proces uzupełniania wykształcenia różnymi specjalizacjami pedagogicznymi.

Problem: jak pogodzić teoretyczną wiedzę z praktycznym nauczaniem?

Jak wynika z raportu Instytutu Badań Edukacyjnych największym problemem młodych nauczycieli jest niekompatybilność uzyskanej w trakcie studiów wiedzy z faktycznymi warunkami pracy w szkole.

Nawet solidne wykształcenie matematyczne czy filologiczne nie sprawi, że przyszły pedagog będzie wiedział jak teoretyczną wiedzę przekuć w zrozumiałą dla uczniów i inspirującą lekcję. Dzisiaj zbyt mocno opieramy się na sztywnych konspektach zajęć. Tymczasem dopiero praktyka pracy weryfikuje, jakim językiem mówić do uczniów i jakie metody sprawdzają się w danej grupie wiekowej.

Rozwiązanie: zderzenie akademickiej wiedzy z konkretnymi uczniami

Przyszły nauczyciel bardziej niż kolejnych kolokwiów wpisanych w akademicką logikę potrzebuje sprawdzenia własnych umiejętności w pedagogicznej praktyce. Dlatego w postulowanych kolegiach proces kształcenia przyszłych nauczycieli obejmowałby w istotnym stopniu m.in. naukę przygotowania materiałów lekcyjnych dostosowanych poziomem trudności do uczniów w różnym wieku oraz testowe prowadzenie lekcji w szkołach. Co więcej, rolę oceniającego pełniłby nauczyciel-praktyk na co dzień pracujący z daną grupa wiekową uczniów. Takie zajęcia pozwoliłyby przyszłemu nauczycielowi zderzyć swoje wyobrażenia i teoretyczną akademicką wiedzę z praktyką pracy z uczniami.

Problem: za dużo historii pedagogiki, za mało teraźniejszych wyzwań

Nauczyciel odpowiada nie tylko za przekazywaną wiedzę, ale także za cały proces wychowawczy. Zgodnie z dzisiejszym modelem przygotowania do zawodu w dużej mierze opiera się on na kształceniu w formie wykładu. Przyszły wychowawca dogłębnie poznaje historię pedagogiki, ale przez trzy lata studiów może nie spotkać się z żadnym realnym problemem dziecka. Po zakończeniu nauki czeka go praktyka zawodowa w wymiarze niemniejszym niż 150 godzin, czyli ok. 20 dni roboczych. W tak krótkim czasie musi nauczyć się jak reagować w trudnych sytuacjach, rozwiązywać konflikty i stopniować trudność wyzwań stawianych najmłodszym.

Rozwiązanie: instytucja nauczyciela-asystenta i nowy system praktyk zawodowych

Te 150 godzin to zdecydowanie za mało. Dziś nauczyciel-stażysta wrzucany jest na głęboką wodę i musi mierzyć się z tymi samymi problemami, co jego o wiele bardziej doświadczeni, starsi w zawodzie koledzy. Kluczem do zmiany musi być maksymalne włączenie studentów kolegiów nauczycielskich w bieżące życie szkoły i umożliwienie im stałego kontaktu z nauczycielami już pracującymi w zawodzie. Można to osiągnąć na dwa komplementarne wobec siebie sposoby.

Po pierwsze, na ostatnim roku studiów wyciągnąć w całości nauczyciela-studenta z kolegium i wprowadzić instytucję nauczyciela-asystenta, który zamiast teoretycznej pracy magisterskiej, wieńczy studia pedagogiczne konkretną pracą pedagogiczną.

Asystentura oznaczałaby roczną pracę w szkole, w ścisłej współpracy z nauczycielem-praktykiem. Młody adept pedagogiki byłby włączony w przygotowywanie materiałów, sprawdzanie prac czy ocenę uczniów.

Po drugie, zreformować system praktyk i zwiększyć liczbę godzin ponad dzisiejsze 150. Dziś większość z nich zaczyna się i kończy we wrześniu, miesiącu w którym szkoła funkcjonuje w specyficzny sposób. Modelowym rozwiązaniem byłaby bliska współpraca z lokalnymi świetlicami gminnymi lub szkolnymi, a także udział w różnych formach zajęć pozalekcyjnych, jak klasowe wyjazdy czy wywiadówki. Dzięki temu osiągniemy kompromis. Z jednej strony nauczyciel przygotowujący się do zawodu będzie miał okazję sprawdzenia swojej wiedzy w praktyce. Z drugiej nie działoby się to kosztem tradycyjnych lekcji.

Problem: brak psychologicznego wykształcenia nauczycieli

Praca nauczyciela to praca z ludźmi, w całej ich różnorodności. Wydaje się, że w trakcie rozmów o reformach edukacji zbyt łatwo o tym zapominamy. A taka praca to ogromne wyzwanie. Stając przed trzydziestoosobową klasą, nauczyciel powinien potrafić dotrzeć jednocześnie do rozbrykanych ekstrawertyków i uczniów nieśmiałych. Praca z uczniem wymaga poznania jego osobistych cech: zainteresowań, sposobów efektywnej nauki, rozpoznania tego, jak skutecznie motywować go do pracy.

Jeśli chcemy mieć w polskiej szkole wychowawców, a nie tylko wykładowców, musimy zdać sobie sprawę, że bez gruntowej wiedzy psychologicznej samych nauczycieli nie będzie to możliwe.

Dodatkowo zapominamy, że nie każdy nauczyciel jest urodzonym mówcą. Umiejętność publicznego występowania, a także zdolności interpersonalne to są rzeczy, których nie da się wyczytać po prostu z książek, lecz wymagają one praktycznej pracy.

Rozwiązanie: praktyki zawodowe uwzględniające zajęcia ze szkolnymi psychologami

Podobnie jak i w poprzednich przypadkach, tak i tutaj istotne znaczenie odgrywają działania dwutorowe. W pierwszej kolejności należy wprowadzić rozbudowane godzinowo zajęcia z przedmiotów psychologicznych w trakcie studiów w kolegium. Po drugie, student powinien zderzyć swoją wiedzę teoretyczną z codzienną praktyka życia szkoły, i w trakcie praktyk pracować również ze szkolną pedagog lub psychologiem.

Problem: brak interdyscyplinarności nauczania

Jeszcze większym wyzwaniem jest interdyscyplinarne podejście do nauczania. Osoba, która przez trzy lata studiowała historię będzie miała problem z połączeniem tematów omawianych na lekcji z tym, co dzieje się na z pozoru pokrewnej lekcji języka polskiego. W dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości to właśnie łączenie i interpretacja informacji, które dzięki nowym technologią są łatwiej dostępne, są główną wartością, którą nauczyciel może wnieść w życie uczniów.

Jeśli chcemy, żeby nasi pedagodzy uczyli nie tylko reguł i definicji, ale wyciągania wniosków i praktycznego zastosowania wiedzy, muszą mieć czas, aby dogłębnie opanować materiał będący treścią zajęć. Tak, aby tworzyć związki między elementami nauczania w ramach przedmiotu, ale również łączyć ją z treściami przekazywanymi w ramach innych zajęć. Wtedy uczeń poznaje świat w sposób całościowy.

Rozwiązanie: nauczyciel od bloku przedmiotów

Sposobem na wypracowanie większej interdyscyplinarności (poza absolutnie konieczną zmianą podstawy programowej) mogłoby być stworzenie dwustopniowej specjalizacji nauczycieli. W kroku pierwszym młodzi adepci kolegiów, np. na drugim roku studiów wybieraliby specjalizację blokową, np. humanistyczną, w ramach której uczyliby się całego bloku przedmiotów szkolnych: filozofii, polskiego, historii, czy wiedzy o społeczeństwie. Następnie, na trzecim roku, wybieraliby konkretny jeden przedmiot jako swoją specjalizację przedmiotową. Co nie oznacza, że przez kolejne lata studiów zdobywaliby wiedzę tylko z tego jednego przedmiotu. Byłby on wiodący, lecz nie dominujący.

Taki rodzaj kształcenia nauczycielskiego miałby skutkować w przyszłości specyficznie budowanym programem nauczania.

Na nauczycielach z danego bloku przedmiotowego, pracujących w jednej szkole, spoczywałby obowiązek wspólnego opracowywania tematyki zajęć. Tak żeby uczniowie w jednym momencie poznawali dane zagadnienie z rożnych perspektyw.

Przykład: II wojna światowa. Na historii byłaby nauka działań militarnych; na polskim- poznanie literatury wojennej; na filozofii- poznanie filozoficznych założeń nazizmu i faszyzmu. Wszystko w jednym czasie, wszystko maksymalnie sensownie zsynchronizowane.

***

Przedstawione wyżej diagnozy problemów, jak i proponowane rozwiązania nie mają ambicji do całościowego zreformowania systemu edukacji publicznej w Polsce. Chodzi w nich o wstępne zarysowanie istniejących wyzwań, które umykają nam w obecnej dyskusji, wywołanej strajkiem. Nie oznacza to jednak, że najpierw należy wprowadzić te propozycje w życie, aby móc rozmawiać o podwyżkach. Wzrost wynagrodzeń jest czymś koniecznym i powinien występować równolegle ze zmianami systemowymi. A tych polski system edukacji publicznej potrzebuje bardzo mocno.