Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Cyfrowa kindersztuba – walka o umiar w czasach rewolucji technologicznej

Cyfrowa kindersztuba – walka o umiar w czasach rewolucji technologicznej autor: Nenad Stojkovic, źródło: https://www.flickr.com/photos/nenadstojkovic/50181415261/

Smartfon może być dla nas tym, czym dla indiańskich plemion było pojawienie się alkoholu. Konieczne jest wypracowanie społecznych norm korzystania z innowacji technologicznych. Potrzebujemy cyfrowej kindersztuby: kultury samoograniczenia korzystania z sieci i prawa do wyłączenia z internetu. Nie liczmy, że młode pokolenie zrobi to za nas. Ani starsi, ani młodsi przeważnie nie zdają sobie dziś sprawy z negatywnego wpływu nadmiernego korzystania ze smartfonów i laptopów, często nie mają też praktyk pozwalających sobie z tym radzić.

Rewolucja cyfrowa gwałtownie przyspieszyła. W następstwie pandemii Covid19 i lockdownu miliony ludzi w Polsce i na świecie przeniosło jeszcze większą część swojej życiowej aktywności do świata cyfrowego. Pojawiła się praca zdalna, edukacja online, e-zakupy, telemedycyna i dr Google, nawet transmisja Mszy Świętej. Co nie mniej ważne, wywołany izolacją przyrost czasu wolnego w jeszcze większym stopniu wypełniła e-rozrywka. Wiele z kluczowych dla współczesnego człowieka potrzeb w ostatnich miesiącach zaczęło być zaspokajanych w sposób jeszcze bardziej zapośredniczony cyfrowo.

Polski Instytut Ekonomiczny oszacował, że ruch w sieci w Polsce ustabilizował się na poziomie o 30% wyższym niż przed ogłoszeniem pandemii. To dużo. Warto podkreślić, że nie jest to tylko chwilowy wzrost (największy wśród krajów UE), ale trwała zmiana. Co więcej, portal Gumtree szacuje, że przed pandemią 12% pracowników umysłowych wykonywało pracę zdalnie, zaś na skutek towarzyszącego jej lockdownu odsetek ten wzrósł do 75%.

Rewolucja cyfrowa ma swoje wymierne konsekwencje cywilizacyjne, które będą przez nas w coraz większym stopniu doświadczane na wielu polach. Do niedawna w namyśle nad społecznymi skutkami wykorzystywania technologii cyfrowych niepodzielnie królował technoentuzjazm. Wierzono, że dzięki różnym wynalazkom elektronicznym będziemy bogatsi, zdrowsi i szczęśliwsi.

Jednak od kilku lat słychać głosy poddające tę wiarę w wątpliwość. Coraz więcej danych i analiz wskazuje, że wraz z postępem rewolucji cyfrowej bogacą się nieliczni i powiększa się przepaść finansowa między nimi a gorzej sytuowanymi. Wbrew oczekiwaniom obserwujemy również, że wraz z upowszechnieniem się w naszym życiu technologii cyfrowych rosną frustracja, rozchwianie emocjonalne, drażliwość, bezsenność, problemy z koncentracją i poczucie ciągłego braku czasu.

Oferowanym gadżetom elektronicznym często towarzyszyły obietnice zaoszczędzenia dzięki nim czasu, który będzie można spędzić inaczej. Będziemy mniej zabiegani lub bardziej produktywni, bo weźmiemy na siebie dodatkowe obowiązki. Tymczasem coraz częściej okazuje się, że wysokie technologie są złodziejami czasu skłaniającymi do bezproduktywnego gapienia się w kolorowy ekran.

Chyba każdy rodzic wie, jak szybko wręczenie dziecku smartfona potrafi skutecznie wyłączyć je z otaczającego świata. Zwłaszcza małe dzieci potrafią być dla rodziców bardzo absorbujące, zabierają im czas, który w innej sytuacji dorośli przeznaczyliby na pracę, rozrywkę czy sen. Nasi przodkowie czasami rozwiązywali ten problem poprzez podawanie malcom makowego mleka, po którym dziateczki potrafiły spać spokojnie przez wiele godzin.

Współcześnie wręczony dziecku smartfon pełni podobną do dawnego makowego mleka funkcję. Używanie wysokich technologii przez najmłodszych członków rodziny może mieć długotrwałe negatywne konsekwencje zdrowotne i odbijać się na ich rozwoju.

Dziś już wiadomo, że dość oczywistym szansom i korzyściom płynącym z wykorzystywania technologii cyfrowych towarzyszą mniej oczywiste zagrożenia i ukryte koszta. Warto jest poświęcić im należytą uwagę i zastanowić się nad środkami zapobiegawczymi, bowiem przyspieszenie rewolucji cyfrowej w Polsce w ostatnich miesiącach nasili wiele niepożądanych efektów.

Smartfon jak woda ognista

Alkohol jest dobry czy zły? Przyczynia się do rozwoju czy do upadku osobistego i cywilizacyjnego? Oczywiście zależy to od wielu czynników. Przede wszystkim możliwe jest szerokie kontinuum stanów pośrednich. W wypadku Indian Ameryki Północnej alkohol przywieziony przez białych okazał się czynnikiem cywilizacyjnie destrukcyjnym. W kulturze rdzennych mieszkańców Ameryki nie było bowiem wykształconych powszechnie akceptowanych norm regulujących to, kiedy i ile można lub należy wypić, w jakich okolicznościach jest to niewskazane oraz jak postępować z jednostkami nadużywającymi. W cywilizacjach, w których alkohol był obecny od dawna, również wywoływał on często działania niepożądane, ale nie w tak gwałtowny sposób. W wypadku Indian jego błyskawiczne upowszechnienie nie pozwoliło na spontaniczne wyewoluowanie społecznych norm konsumpcji, które zdolne były chronić ogół populacji.

Smartfony pojawiły i upowszechniły się w naszym życiu równie gwałtownie i niespodziewanie, jak woda ognista wśród Indian. Podobnie w naszej kulturze nadal brakuje powszechnie obowiązujących, przekazywanych z pokolenia na pokolenie norm regulujących to, kiedy i ile można ze smartfona korzystać, w jakich okolicznościach jest to niewskazane oraz jak postępować z jednostkami nadużywającymi. Normy te nie miały czasu w sposób naturalny wyewoluować. Współcześni rodzice nie mają zakorzenionej w tradycji klarowności, co na temat norm korzystania ze smartfona przekazać swoim dzieciom, gdyż nie zostali tego nauczeni, kiedy sami byli mali.

Żeby smartfony nie okazały się dla młodego i starszego pokolenia wodą ognistą, potrzeba pilnego wypracowania norm. Pozostawienie tego procesu samemu sobie jest nieroztropne, gdyż może zaowocować utratą szans na rozwój na miarę naszego potencjału.

Jarmark 24/7 i szybki test na nadużywanie technologii cyfrowych

W tradycyjnym tygodniowym rytmie życia, od poniedziałku do piątku, pracowało się, a w sobotę można było na jarmarku pohandlować lub oddać się rozrywce, zaś w niedzielę odpocząć, poświęcić czas Bogu i rodzinie.

Szacuje się, że obecnie około 90% ruchu w sieci to marketing i rozrywka. Nawet przyjmując, że te dwie ostatnie dziedziny są bardziej łączożerne niż praca i edukacja, to i tak dane pokazują, że świat cyfrowy zaburza proporcje udziału w naszym życiu pracy i rozrywki. Włączając smartfona, można mieć jarmark 24/7. Rozrywka i zakupy są na wyciągnięcie ręki – wystarczy jeden ruch palcem, by wywołać kaskady barw i dźwięków stymulujących ośrodki pobudzenia w mózgu.

Warto zastanowić się, jak wyglądałoby odwzorowanie proporcji tradycyjnego cyklu tygodnia pracy do warunków postępującej rewolucji cyfrowej. Musielibyśmy przyjąć, że tylko 2/7 całkowitego czasu spędzanego przed ekranem poświęcone byłoby na zakupy i rozrywkę, zaś pozostałe 5/7 na pracę lub edukację. Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie kilkuminutowe strzały dopaminy, którymi karmimy nasz umysł wiele razy w ciągu doby, to dla większości z nas te proporcje będą zupełnie inne.

Jeśli chcesz wiedzieć, czy nadużywasz technologii cyfrowych, proponuję wykonać najprostszy test – zapytaj o to swoich najbliższych. Każdy, kto choć raz kochał, wie, że czasem zabiega się nawet o to, by druga osoba na nas spojrzała. Taką wartość ma nasza uwaga. I to właśnie ona w pierwszej kolejności jest zaburzona, zabrana najbliższym, gdy pojawiają się oznaki uzależnienia od technologii cyfrowych. Drugą kwestią jest czas. Kolejnymi sen, odpoczynek, dobre samopoczucie i stabilność emocjonalna. Jeśli odczuwasz w tych obszarach deficyty, zastanów się, czy nie pojawiły się one w twoim życiu wraz ze smartfonem.

Inspiracja z badań

Dość często zdarza się, że badania naukowe potwierdzają różne spostrzeżenia i wskazania od pokoleń funkcjonujące w tradycji. Przykładowo biblijny efekt św. Mateusza, zgodnie z którym „ten, kto ma, temu będzie dane”, okazał się dość trafnym modelem opisującym dynamikę gromadzenia i utraty kapitału.

Warto rozważyć wykorzystanie mechanizmu przeciwnego. Niech badania naukowe poprzedzą narodziny społecznych reguł. Jeśli w naszej kulturze nie zostały jeszcze wypracowane normy korzystania ze smartfonów, to warto rozważyć sięgnięcie po badania naukowe, by je stworzyć. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Od lat robi się tak w pedagogice czy medycynie.

Tyle, że badania mają swoje ograniczenia. Naukowy konsensus dotyczący omawianego tematu dopiero się wyłania. Uzyskanie jako takiej pewności co do efektów nadużywania technologii cyfrowych wymaga jeszcze co najmniej kilku lat badań i analiz. Ponadto w nauce brak powszechnej zgody w zakresie jakiejś kwestii stanowi raczej regułę niż wyjątek. To normalne, że często można odnaleźć wyniki różnych badań, z których płyną sprzeczne wnioski. Pamiętając o tym zastrzeżeniu, prześledźmy, co możemy dziś powiedzieć o negatywnym wpływie zbyt intensywnego używania smartfonów:

już sama ich obecność w naszym otoczeniu obniża zdolności poznawcze, ponieważ część naszej uwagi mimochodem zaabsorbowana jest oczekiwaniem na połączenia lub powiadomienia (tzw. efekt brain drain);

długotrwałe korzystanie ze smartfona obniża nasz potencjał uwagi, co może przerodzić się w tzw. nabyty zespół deficytu koncentracji;

– przyzwyczajenie do stałej obecności silnych bodźców audiowizualnych powoduje, że przestajemy tolerować ich brak, czyli obniża się próg tolerancji na nudę; nieumiejętność nudzenia się zabija kreatywność;

urządzenia smart i dostęp do zasobów sieci oduczają nas zapamiętywania informacji, co prowadzi do ograniczenia pamięci długoterminowej;

– kreatywność zostaje ograniczona także poprzez odruch poszukiwania rozwiązań problemów w wyszukiwarce internetowej, która podaje nam odpowiedzi najczęściej klikane, czyli najmniej oryginalne;

– nadużywanie smartfona prowadzi do degradacji fizycznej: zwyrodnień kręgosłupa w odcinku szyjnym, przeciążeń stawów kciuka i nadgarstka, przeciążeń wzroku;

ekspozycja na światło ekranu prowadzi do zaburzeń snu i obniża jego jakość;

– przyzwyczajenie do szybkich gratyfikacji pociąga za sobą trudności w realizacji długofalowych celów i zadań z odroczonymi w czasie korzyściami;

– zbyt częste sięganie po urządzenia smart może powodować brak zdolności wykonywania tzw. pracy głębokiej (określenie Cala Newporta), czyli wymagającej silnej mobilizacji zasobów poznawczych w celu rozwiązania złożonych problemów.

Tym dwóm ostatnim kwestiom należy przyjrzeć się nieco bliżej. Warto odwołać się do słynnego eksperymentu psychologicznego z końca ubiegłego wieku, tzw. testu cukrowej pianki. Badano zdolność dzieci do rezygnacji z natychmiastowej konsumpcji smakołyka. Dzieciom dawano wybór – mogą zjeść jedną piankę cukrową natychmiast lub poczekać 15 minut i otrzymać dwie pianki. Ustalono, że dzieci, które w teście nie wykazały się cierpliwością, w dorosłym życiu miewały częściej problemy w życiu osobistym i zawodowym niż te, które poczekały na drugą piankę. Eksperyment zyskał sławę, gdyż wspierał narrację potoczną, zgodnie z którą wytrwałość i samokontrola popłacają. Jednak badanie obfitowało w liczne ułomności metodologiczne. Poddano je niedawno udanej replikacji, która potwierdziła powyższy ogólny wniosek. Ale ustalono także coś więcej. Okazało się, że zdolność odraczania natychmiastowej gratyfikacji istotnie częściej przejawiały dzieci z rodzin lepiej sytuowanych.

Podobnie w wypadku korzystania z technologii cyfrowych ludzie o wyższym statusie społeczno-ekonomicznym zdają się częściej przejawiać świadomość zagrożeń. W jednym ze swoich ostatnich wywiadów Steve Jobs na uwagę dziennikarza o tym, że jego dzieci muszą chyba uwielbiać iPada, odpowiedział, że w ogóle nie mogą z niego korzystać. Znane są także przykłady, gdy rodziny elit technologicznych z Doliny Krzemowej posyłały swoje dzieci do tradycyjnych szkół, gdzie zabrania się narzędzi multimedialnych i pracuje się tylko przy użyciu tradycyjnych tablic i kredy. Podobnie dwa lata temu media informowały o rosnącej w Kalifornii popularności klauzuli bezekranowej, zgodnie z którą nianie miały zakaz używania w obecności oddanych im pod opiekę dzieci jakichkolwiek smartfonów, tabletów, komputerów czy telewizorów. Przy czym elity technologiczne oczywiście stać na nianie. Innym pozostaje makowe mleko lub cyfrowa kindersztuba.

Osobnym problemem jest rosnąca powszechność cyfrowych technologii uzależniających, czyli tworzonych intencjonalnie rozwiązań, które sprawiają, że użytkownicy wbrew swojej woli spędzają przed ekranami więcej czasu, niż chcą.

Potrzeba cyfrowej kindersztuby

Gdy dorastałem w latach 90., bito na alarm, że zyskujące popularność gry komputerowe spowodują spustoszenie w umysłach młodych chłopców i uczynią z nich agresywnych psychopatów. W sensie empirycznym obawy te okazały się nieuzasadnione. Statystyki przestępczości z użyciem agresji w mojej grupie wiekowej są niższe niż starszych pokoleń. Upodobanie do cyfrowych rozrywek samo w sobie nie musi być przeszkodą w karierze, o czym świadczą przykłady znanych z zamiłowania do gier komputerowych geniuszy, takich jak Elon Musk czy Witalik Buterin. Problemem jest raczej to, na ile rozrywki cyfrowe stają się osią, a na ile dodatkiem codziennej aktywności?

Nie chodzi o to, by zabronić korzystania z inteligentnych urządzeń. Z analizy porównawczej przeprowadzonej dla UNESCO na temat skutków korzystania przez dzieci z sieci wynika, że umiarkowane użycie może być dla nich korzystne. Stawką gry w rewolucję cyfrową jest zachowanie umiaru. Temu ma właśnie służyć cyfrowa kindersztuba.

Z badań Fundacji Dbam o Mój Zasięg wynika, że 60% dzieci deklaruje, że ich rodzice nie uczą ich odpowiedzialnego korzystania z sieci. Może to prowadzić do sytuacji, w której młodzi mają świadomość, że nie wypada zalotnie kręcić pupą w miejscach publicznych, ale wstawianie takich zdjęć w mediach społecznościowych nie jest już niczym niestosownym. Nie tylko dzieci, ale też dorośli, potrzebują wiedzy w zakresie dobrych praktyk korzystania z urządzeń smart.

Aby ograniczyć negatywny wpływ nowych technologii, musimy opracować zespół zasad korzystania z nich z należytym umiarem. Chodzi o odpowiednik cyfrowej kindersztuby, czyli zespołu norm regulujących na poziomie odruchu, jak się zachować w kontaktach z mobilnymi technologiami cyfrowymi. Punktem wyjścia mogłyby być następujące wskazania, które powinny ewoluować w stronę opracowania typu „77 rzeczy, których mądrzy rodzice uczą swoje dzieci na temat korzystania ze urządzeń smart”. Oto kilka przykładów:

  • najlepiej bez wyjątkowej potrzeby (np. pilnego zadania do wykonania) w ogóle nie korzystać z urządzeń smart w czasie przewidzianym na odpoczynek, zwłaszcza na sen. Wyłączamy wszystkie urządzenia tego typu miedzy 22:00 a 6:00; mogą się wtedy spokojnie naładować ich baterie;
  • jeden dzień w tygodniu, najlepiej w niedzielę, urządzenia smart mają wolne i odpoczywają w szufladzie;
  • co pewien czas, najlepiej w wakacje, robimy sobie kilka dni cyfrowego detoksu, gdy nie korzystamy z inteligentnych urządzeń w ogóle; działa to szczególnie dobrze podczas wypoczynku na łonie natury, z dala od cywilizacji;
  • jeżeli ktoś pracuje przed ekranem 8h dziennie, nie powinien już spędzać przed nim czasu przeznaczonego na rozrywkę; powinien wtedy szukać atrakcji i hobby niezapośredniczonych cyfrowo;
  • małym dzieciom nie zaleca się używania smartfonów w ogóle; wczesne korzystanie z nich może przyczyniać się do zaburzeń rozwojowych;
  • niewiele rzeczy zakłóca rozmowę twarzą w twarz tak bardzo, jak korzystanie w jej trakcie ze smartfona; powinniśmy dowartościować swojego rozmówcę, wyłączyć i schować urządzenie;
  • korzystanie z urządzenia smart podczas seminarium lub spotkania roboczego dopuszczalne jest jedynie wtedy, gdy czynności te wiążą się ze sobą; w przeciwnym razie wszyscy marnujecie czas;
  • podarowanie dziecku smartfona na własność przed ukończeniem 7 lat to zbrodnia wychowawcza, a przed ukończeniem 10 lat to wychowawcze wykroczenie; najlepszym prezentem, jaki może dać dziecku rodzic lub opiekun, jest czas i uwaga;
  • upowszechnianie kompromitujących filmików na Tiktoku przez nastolatka nie jest przewinieniem tego samego kalibru, co zrobienie sobie przez niego tatuażu; tatuaż będzie można kiedyś usunąć.

Do tej ostatniej kwestii warto dodać ciekawe spostrzeżenie brytyjskiego dziennikarza, Jamiego Bartletta. Zwrócił uwagę na to, jak ważną funkcję pełni zapominanie w procesie dojrzewania każdego człowieka. Chodzi o wypieranie z pamięci różnych swoich błędów i niepoważnych zachowań, które mogą kłaść się cieniem na integralność nowo formującej się tożsamości dorosłego człowieka. W czasie, kiedy piszę te słowa na Tiktoku, viralne kręgi zatacza akcja Pee Your Pants Challenge. Dodajmy, że sprawdzanie kont w serwisach społecznościowych już teraz bywa standardową procedurą rekrutacyjną. Jak młody człowiek ma zapomnieć o takiej kompromitacji, skoro przez ten wygłup nie będzie mógł znaleźć pracy?

Powinno się uczyć zarówno tego, jak korzystać z dobrodziejstw sieci, jak i tego, jak funkcjonować bez niej. Żartujemy czasem z kolegami, że już niedługo nasze dzieciaki będą potrzebowały specjalnej aplikacji, żeby móc pobawić się w chowanego. Dlatego tak ważne jest, aby nauczyć najmłodszych, do jakich aktywności sieć i urządzenia smart nie są im potrzebne.

Cyfrowi tubylcy „nie potrafią w internety”?

Badania porównawcze kompetencji cyfrowych w Polsce i w innych krajach UE pokazują, że mamy sporo do nadrobienia. Mój przyjaciel, który jest nauczycielem, opowiadał mi ostatnio, że gdy przechodził ze swoimi nastoletnimi uczniami na edukację zdalną, uświadomił sobie, jak wybiórcze są ich kompetencje cyfrowe. Większość jego podopiecznych biegle posługiwała się np. narzędziami komunikacyjnymi, mediami społecznościowymi, ale wielu z nich miało już problem z samodzielną obsługą narzędzi edukacyjnych do pracy zdalnej. Szok wywołał natomiast brak posiadania i umiejętności obsługi e-poczty. Dla niektórych przeszkodą nie do samodzielnego przejścia okazało się ustalenie silnego hasła do swojego konta w systemie edukacyjnym. Oczywiście to tylko anegdota, ale dobrze ilustruje poważny problem. Można być jednocześnie cyfrowym tubylcem i cyfrowym analfabetą. Można traktować otoczenie cyfrowe jako naturalną przestrzeń życiową i jednocześnie „nie umieć w internety”.

Dlatego ważnym elementem cyfrowej kindersztuby powinno być ustalenie tego, jakie aktywności życiowe można z powodzeniem prowadzić bez korzystania z inteligentnych urządzeń (np. odbycie rozmowy z sąsiadem), a jakie wartościowe narzędzia i zasoby są dostępne w praktyce wyłącznie za pomocą sieci (np. skatalogowane zbiorów chińskich starodruków).

Kluczowe znaczenie ma także świadomość tego, że człowiek powinien mieć prawo do wyłączenia cyfrowego. Że przymuszanie do bycia non stop online jest pogwałceniem przyrodzonej godności człowieka. Już teraz pojawiają się obawy, że niedługo brak posiadania przy sobie smartfona może być w niektórych sytuacjach przestępstwem. Dlatego należy aktywnie przeciwstawiać się różnym próbom całkowitej digitalizacji usług publicznych, nawet jeśli zachowanie tradycyjnych, analogowych kanałów realizacji potrzeb miałoby generować dodatkowe koszta.

Cyfrowa zaraza kwestią czasu

Tak, jak aktualna pandemia i lockdown spowodowały migrację do świata wirtualnego, tak kwestią czasu jest, gdy jakaś cyfrowa zaraza spowoduje zjawisko przeciwne. Sądzę, że w ciągu najbliższych kilku lat pojawi się pandemia wirusa, który spowoduje, że sieć i podłączone do niej urządzenia smart nie będą działać normalnie. Niemożliwe? W 2017 roku kilkaset tysięcy komputerów w niemal stu krajach zostało zaatakowanych przy pomocy złośliwego oprogramowania typu ransomeware – chodzi o serie ataków określanych jako NotPetya i WannaCry. Był to tzw. atak szantażujący, w którym blokowano komputer ofiary, domagając się uiszczenia opłaty za zdjęcie blokady. Jednym z najbardziej pokrzywdzonych był brytyjski system opieki zdrowotnej, w którym straty szacowano na niemal 92 mln funtów. W podobnym ataku ransomware ucierpiała w 2018 r. Atlanta, której infrastruktura publiczna została sparaliżowana do tego stopnia, że urzędnicy i inni funkcjonariusze publiczni musieli przeprosić się z kartką i długopisem, aby podtrzymać ciągłość działania instytucji miasta. O podobnym przypadku w Polsce pisał na łamach naszego portalu Paweł Deyk.

Możliwe jest także fizyczne uszkodzenie części infrastruktury sieciowej, np. w wyniku ataku terrorystycznego lub aktu sabotażu, które wpłynie na płynność jej funkcjonowania. Nastąpi wtedy w masowa reanalogizacja wielu sfer życia społecznego. Ludzie będą musieli na nowo nauczyć się zaspokajać swoje życiowe potrzeby w sposób niezapośredniczony cyfrowo. Rolą cyfrowej kindersztuby jest także przygotowanie na ten brzmiący nieco apokaliptyczne, ale na pewno nie niemożliwy scenariusz.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.