Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Wirus dezinformacji. Jak walczyć z infodemią?

przeczytanie zajmie 13 min
Wirus dezinformacji. Jak walczyć z infodemią? Zdjęcie: Wokandapix

Wyzwania, które przyniósł ze sobą kryzys pandemiczny, daleko wykraczają poza kwestię ochrony zdrowia. Obejmują problematykę polityczną, społeczno-gospodarczą, a także cyberbezpieczeństwo. Wraz z wybuchem pandemii niespotykanych dotąd rozmiarów przybrało zjawisko dezinformacji. Skala problemu jest znacząca. Możemy dziś mówić o dwóch pandemiach: koronawirusa i fake newsów. Obie rozprzestrzeniają się szybko i są wyjątkowo niebezpieczne, ale to infodemia może się okazać epidemią, która zostanie z nami na dłużej.

Dezinformacja zagrażająca życiu

Kłamstwo w świecie polityki nie jest nowym zjawiskiem. Już w 1946 r. George Orwell w swoim eseju, Polityka i język angielski, pisał, że „język polityki jest zaprojektowany tak, aby kłamstwa brzmiały wiarygodnie”. Zastanawiając się nad przyczyną nośności fake newsów, można zauważyć zależność, że fala dezinformacji bardzo często wiąże się z tragediami lub sytuacjami kryzysowymi. Pandemia koronawirusa nie jest tu wyjątkiem.

Co więcej, jej rozmiary stwarzają lepsze warunki do rozprzestrzeniania się dezinformacji. W momencie zagrożenia każda jednostka chce posiadać informacje niezbędne do przetrwania, nawet te nieoficjalne. O ile poprzednie kryzysy były istotne dla społeczeństwa, to nie dotykały one bezpośrednio i w podobnym stopniu każdego obywatela. Dzisiaj każdy musi przystosować się do sytuacji, niezależnie od zawodu czy wieku.

W sytuacji, gdy w grę wchodzą emocje, zdrowie nasze i osób nam bliskich, dużo łatwiej jest nam uwierzyć w fikcję niż zazwyczaj. Katalizatorami infodemii są często media społecznościowe, których rozwój pozwolił na szybką transmisję nieuzasadnionych podejrzeń i kłamstw.

W poszukiwaniu antidotum

Szczególnie groźne są fake newsy, które dotyczą stricte tematyki zdrowotnej. Wraz z wybuchem epidemii przez opinię publiczną przetoczyła się fala doniesień o domniemanych lekach i poradach, jak uniknąć zakażenia. Niebezpieczeństwo rośnie, gdy zaczynają być rozpowszechniane przez osoby publiczne, które mają duże zasięgi, a ich stanowiska obdarzone są domniemaniem wiarygodności.

Wystarczy podać przykład prezydenta Brazylii, Jaira Bolsonaro, który pomimo braku badań potwierdzających skuteczność hydroksychlorochiny w walce z koronawirusem stwierdził, że ta substancja jest efektywnym lekiem. Media obiegła również informacja o tym, jak Donald Trump sugerował, że wstrzyknięcie środka dezynfekującego może być skuteczną formą leczenia wirusa.

Publikowanie własnych domysłów lub po prostu nieprawdziwych informacji na wysokich stanowiskach może mieć znaczące konsekwencje dla ludzi. Niestety, zdrowotne fake newsy przyniosły śmiercionośne skutki np. w Iranie, gdzie pod wpływem informacji, że alkohol zwalcza koronawirusa, mieszkańcy tego kraju zaczęli zażywać metanol, wskutek czego blisko 300 osób zmarło.

Podważanie zaufania społecznego

Fake newsy są szczególnie niebezpieczne w chwili podważonego zaufania do państwa. Tak było chociażby na początku pandemii. Media społecznościowe obiegła informacja, że rząd przymierzał się do zamknięcia sklepów spożywczych. Dementowaną wielokrotnie przez przedstawicieli Rady Ministrów plotkę podsycał lęk przed deficytem podstawowych produktów spożywczych i higienicznych. Na nic zdały się zapewnienia ministra rolnictwa o zgromadzonych na rynku zapasach. Polacy tłumnie ustawili się w kolejki po makarony, konserwy i po sławny papier toaletowy.

Jednak problemy z zaufaniem dotykają bardziej fundamentalnych kwestii. Rząd państwa demokratycznego w kryzysie pandemicznym zawiera bowiem z obywatelami niepisany kontrakt: „zadbamy o Was najlepiej, jak potrafimy, pod warunkiem, że wszyscy zastosujecie się do ograniczeń”. Problem pojawia się, gdy dobra wola państwa jest podważana – tak zdarzyło się m.in. na Ukrainie. W miejscowości Nowy Sanżary w połowie lutego wylądował samolot z pasażerami ewakuowanymi z Wuhan, którym uprzednio wykonano testy na obecność koronawirusa. Wszystkie dały wynik negatywny. Zgodnie z wprowadzonymi środkami bezpieczeństwa ewakuowani zostali objęci czternastodniową kwarantanną w pobliskim ośrodku sanatoryjnym.

W mediach społecznościowych pojawił się jednak sfałszowany mail, pochodzący rzekomo z Ministerstwa Zdrowia. Według niego część ewakuowanych była zarażona, co wywołało panikę i zdecydowany sprzeciw mieszkańców wobec pomysłu lokowania „chorych” w ośrodku. Doszło do aktów przemocy i zamieszek ulicznych pomiędzy mieszkańcami miasta a służbami porządkowymi.

Czasem fake newsy podważają dobre intencje władz i rozrastają się do holistycznych teorii spiskowych, które np. łączą instalacje sieci 5G ze wzrostem liczby zarażonych lub laboratoryjną genezą „wirusa z Wuhan”. Najpoważniejszym skutkiem kwestionowania celowości lub skuteczności rządowych polityk antykryzysowych jest niewątpliwie niesubordynacja wobec wprowadzonych ograniczeń (np. społecznej izolacji), skutkująca wzrostem zachorowań.

Wpływy z zewnątrz

Luki w zaufaniu do władz oraz społeczne lęki skutecznie wykorzystują zewnętrzne siły. Jak podaje Komisja Europejska, nastąpił wzrost działań dezinformacyjnych wycelowanych w obywateli państw UE. Impulsy pochodzą między innymi z Rosji i innych ośrodków prokremlowskich. Aktywność w tym zakresie wykazują również Chiny, które chcą kontrolować narrację o historii i pochodzeniu wirusa. Niemniej jednak głównym celem dezinformacji motywowanej zewnętrznie jest przedstawienie mieszkańcom krajów europejskich ich władz (oraz przedstawicieli UE) jako niezdolnych do niesienia pomocy, nieradzących sobie z sytuacją oraz – co ważne – niesolidarnych.

Jednocześnie kreowana jest opinia, że w obliczu kryzysu Unia zdradza swoje własne wartości, opuszczając w potrzebie kraje członkowskie. Czołowym przykładem jest rzekome umniejszanie pomocy Włochom ze strony unijnej bądź zupełne jej pomijanie. Narracja ta jest często uzupełniana o propagandowe działania, takie jak np. chińska pomoc wysyłana drogą powietrzną do Włoch. Nie brakuje też prawdziwej klasyki działań dezinformacyjnych, takich jak sianie zamętu i paniki. Plotka o zamykaniu miast jest tego przykładem.

Podobną genezę mają również pogłoski o rzekomo radioaktywnej „chmurze z Czarnobyla”, powstałej w wyniku tamtejszych pożarów. 18 kwietnia w radiu RMF FM Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu powiedział, że autorom tej plotki chodzi o wywołanie paniki i zdobycie wiedzy, które grupy będą podatne na teorie spiskowe. Prezes Klubu Jagiellońskiego, Piotr Trudnowski, w swoim tekście wskazywał natomiast na zagrożenie podobnymi plotkami podczas wyborów prezydenckich. Pandemia to jedynie nowy kontekst dla zewnętrznych akcji dezinformacyjnych pochodzących ze Wschodu. Nadrzędną motywacją wciąż pozostaje podważanie wiarygodności instytucji demokratycznych i dezintegracja społeczeństw Zachodu.

Walka Brukseli z dezinformacją

Przewodnicząca KE, Ursula von der Leyen, wezwała pod koniec marca do przyspieszenia prac na polu cyberbezpieczeństwa i walki z fake newsami. Optymizmem do tych działań nie napawa fakt, że zintensyfikowane prace nad zmniejszaniem skutków dezinformacji toczą się w Radzie Europejskiej i Komisji już od kilku lat. W 2015 r. w ramach Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ) powołano grupę zadaniową East StratCom. Oprócz identyfikowania, sprawdzania i prostowania przekłamań pochodzących z kierunku rosyjskiego oraz raportowania o dezinformacyjnych trendach grupa opracowuje strategie komunikacyjne dotyczące polityk UE w krajach Partnerstwa Wschodniego.

Do grudnia 2018 r. grupa East StratCom przeanalizowała ponad 4500 przypadków kremlowskiej dezinformacji. Niemniej jednak dość skromny 16-osobowy zespół i roczny budżet w wysokości jedynie 3 mln euro nie wskazują na uznanie obrony przed rosyjską dezinformacją za priorytet.

W europejskiej przestrzeni łatwo można przecież znaleźć porównywalnej wielkości niezależne organizacje factcheckingowe. Wokół East StratCom pojawiły się też kontrowersje dotyczące zbyt arbitralnej i niekonsekwentnej oceny prawdziwości informacji metodologii na prowadzonym przez grupę factcheckerskim portalu, EUvsDisinfo.com. Jego negatywna decyzja oznacza nadanie łatki siewców dezinformacji. Część komentatorów, głównie holenderskich, nazywa to niesłuszną ingerencją władz w swobodę wypowiedzi.

Mimo kontrowersji UE powołuje kolejne organy deklarujące walkę z fake newsami. Chociaż w 2016 r. w ESDZ utworzono dodatkowo Komórkę UE ds. Syntezy Informacji o Zagrożeniach Hybrydowych przy Centrum Analiz Wywiadowczych UE, to ma ona charakter jedynie koordynacyjny. Ponadto zajmuje się szerszym zakresem działań niż tylko dezinformacją. Inny podmiot o podobnej nazwie – istniejące od 2017 r. Europejskie Centrum ds. Zwalczania Zagrożeń Hybrydowych z siedzibą w Helsinkach – również niewiele wspólnego ma z walką z dezinformacją. Jego zasadniczym celem jest dystrybuowanie funduszy europejskich w dziedzinie cyberbezpieczeństwa z poziomu europejskiego na poziom państw członkowskich oraz gromadzenie wiedzy i kompetencji.

Nieco konkretniej przedstawia się inicjatywa KE z 2018 r., kiedy to największe cyfrowe platformy (Facebook, Mozilla, Microsoft, Twitter) podpisały kodeks postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji (Code of Practice on Disinformation). Zobowiązały się tym samym do podjęcia konkretnych działań przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2019 r., tj. zapewnienia przejrzystości stosowania reklamy politycznej, zamykania fałszywych kont i identyfikowania botów. Podkreślono potrzebę współpracy z niezależnymi badaczami, podmiotami weryfikującymi fakty i krajowymi regulatorami audiowizualnymi.

Komisja w perspektywie lat 2021-2027 przewiduje środki na projekt „Horyzont Europa”, który ma wesprzeć rozwój oddolnych narzędzi walczących z dezinformacją w Internecie, oraz 61 mln euro na program rozwoju innowacyjnego dziennikarstwa „Kreatywna Europa”. Należy się jednak zastanowić, czy wachlarz dotychczasowych twardych rozwiązań oferowanych przez UE był wystarczający, skoro nie udało się zapobiec infodemii.

Komisja podkreśliła również dążenie do zacieśnienia współpracy pomiędzy weryfikującymi fakty europejskimi podmiotami przy zachowaniu ich niezależności redakcyjnej. Na platformę internetową, która ma na celu nawiązywanie kontaktów przez naukowców i podmioty weryfikujące fakty, przewidziano finansowanie początkowe w wysokości 2,5 mln euro w ramach instrumentu „Łącząc Europę”. Platforma póki co jednak nie funkcjonuje.

NGOs-y i technologiczni giganci na ratunek

Jej rolę jednak doskonale spełniają portale prowadzone przez niezależne organizacje zrzeszone w International Fact-Checking Network (IFCN). Od 2015 r. zbierają one fake newsy z całego świata i przedstawiają je na stronie Instytutu Poyntera. Ich celem jest dotarcie z informacjami o przekłamaniach także poza granice własnego kraju. Co więcej, IFCN zareagowała szybko na wyzwanie związane z infodemią koronawirusową.

Już w styczniu tego roku uruchomiła inicjatywę #CoronavirusFacts Alliance, która przedstawia najczęstsze tematy fake newsów o koronawirusie oraz określa, jakimi metodami posługują się osoby je tworzące. Od początku trwania pandemii w ten sposób zweryfikowano ponad 3500 nieprawdziwych informacji z 74 krajów, w ponad 40 językach. Demaskowane przekłamania są ewidencjonowane w specjalnej bazie danych. Inicjatywa publikuje też cotygodniowe raporty i artykuły omawiające trendy i sposoby walki z dezinformacją w obliczu pandemii COVID-19.

Zwracają w nich uwagę m.in. na bardzo częste kulturowe uwarunkowania koronawirusowych fake newsów. Plotka popularna w świecie arabskim nie musi przyjąć się w krajach euroatlantyckich, gdyż może dotyczyć obszarów szczególnie wrażliwych dla grup o specyficznej tożsamości lub wspólnocie doświadczeń. Ponadto społeczne lęki oraz luki w zaufaniu do państwa nie są wykorzystywane jedynie w geopolitycznej grze. Naszą podatność równie skutecznie testują zwykli oszuści za pomocą takich zjawisk, jak ataki phishingowe, czyli wyłudzenia danych za pomocą e-maili lub SMS-ów. Autorzy takich wiadomości podszywają się pod znajomych, instytucje lub firmy.

Pod sztandarem walki z dezinformacją i oszustwami zjednoczyły się największe platformy cyfrowe. W marcu Google wystosował komunikat, że razem z gigantami społecznościowymi rozpoczyna walkę z wymuszeniami i dezinformacją krążącą wokół koronawirusa. W wspólnym oświadczeniu Facebook, Google, LinkedIn, Microsoft, Reddit, Twitter i YouTube zdeklarowali współpracę z agendami rządowymi, jednocześnie jednak nie wyjaśnili, na czym ta wspólna walka miałaby polegać. Platformy społecznościowe walczą z dezinformacją, etykietując fake newsy, zamykając konta lub ucinając im zasięgi.

Fact-checking w Polsce

Jednym z podmiotów działających w ramach IFCN jest Demagog. Pierwsza w Polsce organizacja fact-checkingowa, która od 2014 weryfikuje nie tylko okolicznościowe fałszywe informacje, ale (a może i przede wszystkim) obietnice i wypowiedzi polityków. Główną ideą stowarzyszenia jest szerzenie idei fact-checkingu w Polsce oraz poprawa jakości debaty publicznej, w której każdy obywatel ma dostęp do wiarygodnej i bezstronnej informacji. Wśród internautów popularność zyskuje również Konkret24 czy Demaskator24.

Polskie organizacje tego typu często prowadzą dużą szerszą działalność niż tylko weryfikacja wypowiedzi osób publicznych. Ich praca składa się również z prowadzenia analiz i raportów oraz budowania szeroko rozumianej świadomości społecznej poprzez organizowanie warsztatów czy szkoleń.

Do walki z dezinformacją stanęła również Polska Agencja Prasowa wraz z GovTech Polska. #FakeHunter to społeczny projekt weryfikujący informacje w sieci. Działanie zostało zainicjowane pod wpływem szerzących się fake newsów wokół koronawirusa. Co ważne, każdy użytkownik może pomóc weryfikacji. Wystarczy wysłać wątpliwą informację, a eksperci, bazując na sprawdzonych informacjach, prześlą nam odpowiedź zwrotną na skrzynkę pocztową.

Działania przeciwko koronawirusowej dezinformacji rozpoczęło również Ministerstwo Cyfryzacji. W ramach współpracy z Allegro Ministerstwo chce ograniczyć aktywność sprzedawców, którzy na pandemii chcieliby zarobić i usuwają oferty o rzekomych „lekach na koronawirusa”. Oprócz tego oferty produktów potencjalnie związanych ze zwalczaniem wirusa (maseczki, rękawiczki, żele) są blokowane lub usuwane, jeśli ich cena w przeciągu miesiąca wzrosła o 100%. Na Twitterze przy każdej próbie wyszukania informacji o koronawirusie pojawia się komunikat: „Rzetelne informacje z pierwszej ręki. Sprawdzone informacje na temat koronawirusa (COVID-19) znajdziesz na stronach Ministerstwa Zdrowia”. Do komunikatu załączony jest odnośnik do profilu Ministerstwa.

Jak zatrzymać infodemię?

Sposobów na walkę z dezinformacją jest kilka, zarówno na poziomie międzynarodowym, jak i państwowym. Nic dziwnego, że temat budzi szereg kontrowersji. Decydowanie o tym, co jest prawdą, to kwestia, która nie powinna opierać się na bezgranicznym zaufaniu do technologii i algorytmów. Rozsądne rozwiązanie mogłoby nadejść więc ze strony prawnej. W przypadku Facebooka do rozstrzygania najtrudniejszych kwestii został powołany specjalny sąd.

Warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że problem jest wyjątkowo złożony. Nie ma wypracowanych dobrze działających mechanizmów. Co więcej, istnieją poważne wątpliwości, czy w ogóle można je wprowadzić. Chociaż kary za fake newsy funkcjonują w takich państwach, jak Francja, Singapur lub Rosja, ich stosowanie budzi sprzeciw obrońców praw człowieka. Podnoszą oni uzasadniony zarzut wykorzystywania przepisów do cenzurowania niewygodnych dla władzy treści.

Walka z dezinformacją musi być prowadzona dwutorowo. Oprócz walki ze skutkami dezinformacji niezbędne jest przeciwdziałanie samym treściom w sieci. W pierwszej kolejności wyzwaniem w przestrzeni cyfrowej jest znalezienie fałszywej informacji, a następne obcięcie jej zasięgów. W tym celu niezbędna jest współpraca popularnych platform społecznościowych z organizacjami fact-checkingowymi. Jeszcze na długo przed wybuchem pandemii przed francuskimi wyborami w 2017 r. m.in. Agence France Presse (działająca z ramienia IFCN) nawiązała współpracę z Facebookiem i Google’em. W momencie, kiedy weryfikator treści zidentyfikuje informację jako fałszywą, automatycznie obcinane są zasięgi. Do walki z dezinformacją wokół COVID-19 trudno wprowadzić jakiekolwiek regulacje prawne ze względu na mnogość jej form.

Co więcej, w dobie Internetu przepływ informacji nie jest fizycznie ograniczony. Fałszywe i niebezpieczne wiadomości, które są tworzone się w jednym kraju, mogą docierać w mgnieniu oka na drugą stronę globu. Warto zaznaczyć, że przepisy krajowe nie są w stanie skutecznie walczyć z tym zjawiskiem. Jedynym sposobem wydawać się może międzynarodowa integracja przepisów, na przykład na poziomie Unii Europejskiej. Takie porozumienie jest jednak mało realne między innymi z powodu potencjalnych zarzutów o eurocenzurę, które mogą dać paliwo ruchom dezintegracyjnym.

Także w Polsce debata nad takimi rozwiązaniami nigdy nie była traktowana poważnie i służyła jedynie jak element doraźnych politycznych rozgrywek. Szczególnie wsławił się w dyskursie publicznym pomysł Dominika Tarczyńskiego o 4 milionach złotych kary za fałszywą informację. Należy jednak pamiętać, że w Polsce już teraz obowiązują przepisy, za pomocą których można skutecznie walczyć z dezinformacją. Fake newsy prowokujące odbiorcę do uiszczenia nieistniejących należności można ścigać jako przestępstwo oszustwa z art. 286 § 1 Kodeksu karnego. W przypadku fałszywych informacji godzących w czyjś wizerunek można stosować art. 212 § 2 Kodeksu karnego (zniesławienie). Dezinformacja, która wywołuje poruszenie społeczne i tym samym skłania organy państwa do działania przeciw fałszywie stworzonemu zagrożeniu, może być karana pozbawieniem wolności od 6 miesięcy do 8 lat (art. 224a k.k.).

Przeciwdziałanie u podstaw

Tak długo, jak żyjemy w świecie cyfrowym, musimy liczyć się z jego niebezpieczeństwami, które nieustannie się mnożą. Tak jak uczymy się zagrożeń związanych z cyberprzestępstwami lub ochroną prywatności danych osobowych, tak też powinniśmy dostrzegać i odpowiednio interpretować dezinformację, a także sami się jej wystrzegać. Posługujemy się postprawdą, funkcjonujemy w bańkach informacyjnych, żyjemy w komorach echa. Świat cyfrowy jest bardzo dynamiczny i bardzo łatwo stać się jego ofiarą. Według badań przeprowadzonych przez Ministerstwo Cyfryzacji w 2019 r. 84% Polaków korzysta z Internetu.

Według badań NASK z 2017 r. ponad jedna piąta polskich uczniów nie ma nawyku sprawdzania i weryfikowania informacji, co jest kluczową umiejętnością w kontekście walki z dezinformacją. Polskie nastolatki mają też problem z rozróżnieniem, co jest opinią, a co faktem. W badaniu przeprowadzonym przez Instytut Badań Edukacyjnych nie potrafiło tego zrobić 60% gimnazjalistów.

Rozwiązaniem może być nauczenie młodych użytkowników krytycznego odbioru mediów, co w polskim dyskursie pedagogicznym otrzymało miano edukacji medialnej. Jej fragmenty zostały wprowadzone w podstawie programowej 2009 r. w ramach języka polskiego lub informatyki. Były to jednak informacje szczątkowe i zbyt rozproszone, żeby przyniosły rzeczywiste efekty. Najprężniej działający w ramach edukacji medialnej jest trzeci sektor. Wyróżniają się tutaj przede wszystkim dwie inicjatywy: Akademia Fact-Checkingu organizowana przez Stowarzyszenie Demagog i Filmoteka Narodowa, która w ramach Instytutu Audiowizualnego organizuje warsztaty edukacji medialnej dla uczniów szkoły podstawowej.

Dezinformacja wyzwaniem dla nas wszystkich

Wkraczanie w erę czwartej rewolucji przemysłowej wiąże się ze zmieniającymi się wyzwaniami, przed jakimi musimy stanąć. Wraz z rewolucją cyfrową wykształciła się nowa forma społeczna nazwana społeczeństwem informacyjnym, dla którego strategicznymi zasobami stały się informacja i wiedza. Internet okazał się przestrzenią determinującą szereg procesów społeczno-kulturowych, ale też funkcjonującą jako narzędzie do dystrybucji wiedzy.

Badania przeprowadzone przez Uniwersytet w Oxfordzie pokazują, że social media jako główne źródło informacji traktowało w 2018 r. 64,5% Amerykanów, a liczba młodych osób w Wielkiej Brytanii czerpiących informacje z Internetu wynosiła 84%. Z sondażu IBRiS dla Rzeczpospolitej wynika, że w Polsce 69% młodych osób (18-29 lat) deklaruje, że wiedzę czerpie z portali internetowych.

Dezinformacja jest w pewnym sensie konsekwencją wykształcenia się społeczeństwa informacyjnego. W czasach, gdy większość ludzi opiera swoje przekonania na treściach znalezionych w Internecie, dezinformacja w sieci stanowi powszechne wyzwanie. Skuteczna walka z nią jest możliwa tylko dzięki wielopoziomowej współpracy instytucji europejskich, rządów narodowych i niezależnych organizacji factcheckingowych. Kluczowe jest wprowadzenie edukacji medialnej na odpowiednim poziomie. Bez wykształcenia cyfrowej świadomości obywateli i umiejętności krytycznego myślenia nawet najmądrzejsze przepisy prawne i najnowsze technologie są skazane na porażkę.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.