Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Liberalizm gospodarczy potrzebuje propaństwowej korekty

Liberalizm gospodarczy potrzebuje propaństwowej korekty Zdjęcie: 3D Animation Production Company

Liberalizm gospodarczy przeżywa trudne chwile na całym świecie, także w Polsce. Jest krytykowany przez wszystkich i z każdej strony. Dostaje po głowie od lewicy za to, że rodzi nierówności, natomiast od prawicy za to, że rozbija wspólnotę. W tej totalnej krytyce zaistniała jednak nowa jakość. Ludowa krytyka liberalizmu towarzyszyła polskiej debacie od zawsze, nowość polega jednak na tym, że wśród sceptyków znaleźli się także przedstawiciele polskich elit. Jeszcze kilka lat temu w naszej krajowej debacie można było obserwować spór wolnorynkowców z interwencjonistami. Natomiast dziś wydaje się, że ci pierwsi zeszli do piwnicy, a na powierzchni utrzymują się ostatni Mohikanie.

Co sprawiło, że liberalizm jest na cenzurowanym?

Można wymienić trzy przyczyny niechęci wobec tego modelu polityki gospodarczej. Pierwszą z nich są kryzysy, np. ten naftowy w 1973 r. był momentem granicznym, zamykającym powojenny welfare state, a koniec neoliberalizmu stanowił rok 2008. Wówczas światowy kryzys spowodował renesans państwowego interwencjonizmu. Wydaje się, że drugi potężny cios dla wolnorynkowców spadł właśnie teraz. Pandemia i jej gospodarcze skutki spowodowały upowszechnienie transferów już nie tylko dla najuboższych lub klasy średniej. Pieniądze z budżetów centralnych popłynęły także do firm. Państwa w ostatnich miesiącach decydowały się na kilka niestandardowych działań, które były odejściem od wielu wolnorynkowych zasad, takich jak idea wolnego handlu, globalizacja. Uznano także, że państwa mają prawo do większej administracyjnej ingerencji w działalność gospodarczą, a konserwatyzm fiskalny nie jest optymalnym modelem w każdym czasie i o każdej porze.

Kryzysy często stanowią moment zmiany, ponieważ wywołują u ludzi potrzebę przemyślenia fundamentów dotychczasowego ładu. Z tego powodu są źródłem bodźców psychologicznych, niezbędnych do przełamania naturalnego konserwatywnego odruchu, dzięki któremu stabilność i trwałość instytucji jest w ogóle możliwa.

Dziś powszechnie odczuwaną zmianą jest bardzo głęboka potrzeba rewizji neoliberalnych zasad gospodarczych zarówno w poszczególnych państwach, jak i w relacjach międzynarodowych. Następujące po sobie w bliskim okresie kryzysy stworzyły zapotrzebowanie na bezpieczeństwo, którego wolny rynek, jak się wydaje, nie jest stanie dostarczyć. Lęk wywołany niepewnością jutra wśród wielu przedstawicieli klasy średniej tworzy w państwach rozwiniętych popyt na rozwiązania, które minimalizują ryzyko nieodłącznie związane z kapitalizmem.

Drugi zarzut przeciwko liberalizmowi dotyczy problemu rosnących nierówności. W ostatnich latach model ten jest krytykowany, ponieważ w ocenie niektórych stanowi przyczynę rosnących różnic majątkowych między bogatymi i biednymi. Podnosi się na przykład argument, zgodnie z którym kluczowe nie jest to, jaka występuje rzeczywista dysproporcja między poszczególnymi grupami majątkowymi, ale fakt, czy poprawia się sytuacja klasy najuboższej. Jest to zarzut racjonalny, ale swoją siłę czerpie z psychologii. Powszechnie znane jest zjawisko deprywacji relatywnej, zgodnie z którym punktem odniesienia dla nas samych jest porównanie się z innymi.

Nawet jeśli nasza sytuacja obiektywnie się poprawiła, ale dokonało się to wolniej niż u innych osób, czujemy wówczas, jakby nasze położenie było gorsze. Z tego powodu argumentacja liberałów, że przeciętny standard życia najuboższych się poprawił, w dużej mierze przegrywa emocjonalnie ze względu na opartą na psychologii pretensję o wzrost dochodów najzamożniejszych. Nie jest to, rzecz jasna, jedyna przyczyna. Coraz częściej podkreśla się także społeczne i polityczne konsekwencje rozwarstwienia.

Trzecim źródłem krytyki liberalizmu są problemy tożsamościowe. Należy bowiem pamiętać, że poczucie zagrożenia nie jest tylko efektem strachu ekonomicznego, ale ma także silne umocowanie w pytaniu, kim jesteśmy jako zbiorowość. Indywidualizacja życia i inne procesy powodują, że rośnie emocja związana z nostalgią za wspólnotowością. Neoliberalizm (to inna sprawa, czy słusznie) jest oskarżany o antyrelacyjność, ponieważ buduje tylko związki doraźne i niestabilne zamiast trwałych i głębokich. Ten aspekt neoliberalizmu jest często podnoszony przez konserwatystów i narodowców.

Zmęczenie transformacją jest źródłem polskiego antyliberalizmu

W Polsce niechęć do liberalizmu jest pogłębiona z uwagi na występujący równolegle proces zmęczenia narracją transformacyjną, która kojarzy się z liberalizmem. Zwycięstwo obozu Zjednoczonej Prawicy wynikało m.in. z cichej rewolucji podmiotowości, która była jednocześnie buntem dużej części Polaków wobec roli ucznia sztorcowanego przez zachodnioeuropejskich nauczycieli. Liberalizm dostaje więc rykoszetem. W powszechnej opinii, szczególnie na polskiej prawicy, lekcje płynące z różnych zachodnich stolic mają liberalną konotację. Co gorsza, obecne niekorzystne wiatry pogłębiają zjawisko, które dla liberałów było dużym problemem, czyli słabe zakorzenienie liberalizmu wśród Polaków. Gdy w XIX wieku święcił on triumfy, wówczas Polacy zmagali się z zupełnie innymi wyzwaniami. Zabory spowodowały, że wolność dla Polaka była przede wszystkim wolnością jego ojczyzny, a nie wolnością gospodarczą, która byłaby wówczas traktowana jako przełożenie partykularyzmu nad zbiorowy interes.

Wreszcie warto dostrzec proces, który jest najmniej uchwytny, ale być może stanowi największy problem liberałów gospodarczych. Każda epoka rządzi się innymi emocjami i cnotami. W historii możemy wyróżnić okresy, w których najwyższą wartość miał heroizm, a w innych patriotyzm. Dziś absolutną królową emocji jest empatia. Wszystkie narracje polityczne, jakie nie spełniają kryteriów empatii, są traktowane w debacie jako co najmniej ułomne, a najczęściej jako nieprawomocne. Powszechna opinia, zgodnie z którą wolny rynek jest rozwiązaniem promującym egoizm, jest być może najważniejszym wyzwaniem, przed którym stoi liberalizm gospodarczy.

Pięć pokus, którym ulegają liberałowie

Jakie wnioski płyną z powyższej diagnozy? Aby liberalizm odzyskał swój urok, wymaga on mocnego remontu i to na kilku kondygnacjach. Istnieje pięć głównych pokus, którym liberałowie często ulegają i dają się tym samym zwieść na manowce.

1. Antydemokratyczność. Liberałowie, szczególnie w Polsce, muszą zaakceptować, że Milton Freedman nie będzie nigdy patronem intelektualnym całego kraju, bo jego wersja liberalizmu jest obecnie akceptowana przez małą grupę wyborców. Jeśli liberalizm ma być wpływowy, to musi porzucić najbardziej radykalne przekonania, nawet jeśli dla części liberałów są one nieodłączną częścią doktryny. O ile można przekonywać obywateli do zahamowania kolejnych transferów bezpośrednich, konieczności wprowadzenia konkurencji na kolej i zamknięcia nierentownych kopalń, o tyle każdy, kto w Polsce będzie proponował prywatyzację służby zdrowia czy systemu edukacji, wyjdzie poza spektrum propozycji akceptowalnych dla Polaków.

Gra z demokracją nie może, rzecz jasna, polegać na bezrefleksyjnym podążaniu za wszystkimi trendami, niemniej ci, którzy chcą w niej wygrać, muszą umieć posługiwać się narracjami, które mają społeczne zakorzenienie. Przykładem takiej przekonującej opowieści jest historia kwestionowania możliwości porównywania wydatków socjalnych Polski z państwami Europy Zachodniej. Wskazywano, że przecież nasz kraj wciąż nie jest Zachodem pełną gębą. Dopiero zakończyliśmy pierwszy etap transformacji, a przed nami drugie okrążenie, które wymaga wysiłku.

Kolejnym przykładem jest odwoływanie się do przyszłości naszych dzieci. Kwestionowanie wydatków na emerytury nie powinno odbywać się za pomocą argumentu, zgodnie z którym „emerytom się nie należy” .Wręcz przeciwnie, liberałowie muszą pokazywać, że stosowanie wydatkowanie pieniędzy w ten sposób obciąża młodsze pokolenie, które i tak większą część własnych zasobów będzie musiało transferować do starszego pokolenia. Liberałowie muszą więc przefiltrowywać swoje idee przez narracje, dzięki którym szerokie grupy społeczne mają przeświadczenie o swojej podmiotowej roli.

2. Antypaństwowość. Liberał często na dźwięk słowa „państwo” reaguje alergicznie. W kraju, w którym tradycja walki o ojczyznę jest jedną z najważniejszych składowych tożsamości zbiorowej, antypaństwowa narracja musi oznaczać zejście do intelektualnych i politycznych katakumb. Uczciwie trzeba również przyznać, że nie tylko poglądy Polaków są tutaj istotne, ale również rozwój ekonomii instytucjonalnej, która pokazuje wartość państwa. To właśnie publiczne instytucje często dostarczają wartości i zasobów, często niewidzialnych i przez to niewycenialnych, które oliwią tryby wolnego rynku.

Wielu dogmatycznych wolnorynkowców albo tego nie wie, albo to ignoruje. Liberałowie oczywiście powinni jako pierwsi wskazywać instytucje, które nic nie wnoszą i generują jedynie koszty, ale założenie, że każda taka działalność z definicji jest podejrzana, a urzędnicy to pasożyty systemu, zakrzywia obraz rzeczywistości. Ta perspektywa wymaga urealnienia.

Ponadto silne państwo jest potrzebne nie tylko na okoliczność tworzenia odpowiedniego środowiska i klimatu wewnątrz, ale przede wszystkim do skutecznej walki na zewnątrz. Funkcjonowanie w ramach Unii Europejskiej, gdzie wiele reguł gry jest ustalanych w Brukseli, pociąga za sobą konieczność posiadania sprawnej administracji i zręcznych polityków, którzy będą w stanie lobbować korzystne dla polskich przedsiębiorstw przepisy. Jest to warunek ich rozwoju. Niejedna polska firma jest duszona przez przepisy, które nie powstały w Warszawie, dlatego przedsiębiorstwa pozbawione wsparcia państwa sobie nie poradzą. Idea taniego kraju nie może więc być bezrefleksyjnie popierana, bo często pieniądze zainwestowane w państwowe instytucje po prostu się zwrócą. Liberałowie, aby być słyszanymi, muszą postawić przed sobą zadanie identyfikowania przerostów państwa i zarazem wskazywać na jego nieobecność w tych sektorach, w których interwencja rządu obecnie jest w wielu krajach standardem.

3. Antywspólnotowość. Dużym wyzwaniem jest skojarzenie liberałów z indywidualizmem i darwinizmem społecznym. Chcąc temu przeciwdziałać, liberałowie muszą pokazywać, że ich rozwiązania nie są przeciwko kondycji rodziny, narodu czy państwa, ale wręcz przeciwnie – sprzyjają rozwojowi tych wspólnot. To oznacza, że krytyka 500 plus nie może polegać na argumentacji opierającej się na powiedzeniu, że bez pracy nie ma kołaczy. Jeśli ma być w ogóle społecznie słyszalna, musi koncentrować się na zasadności wydawania tak dużych pieniędzy w ten sposób i na ten konkretny cel. Za kwotę 40 mld zł rocznie można bowiem skutecznie dofinansować edukację i służbę zdrowia, czyli dwie kluczowe usługi publiczne. Ich jakość ma bezpośrednie przełożenie na jakość zasobów ludzkich, a więc długoterminowo jest opłacalna także dla pracodawców i rozwoju gospodarki.

W Polsce można skutecznie walczyć z nierozważnym lub przesadnym rozdawnictwem. Nie jest jednak prawdą, że jest nim redystrybucja pod każdą postacią.

Co więcej, rosnące nierówności są problemem także z tego powodu, że rodzą popyt na władzę, która z wolnością nie ma nic wspólnego. Lepiej walczyć więc z przyczynami, a nie ze skutkami problemu. Liberalizm musi więc odciąć się od libertarianizmu i od różnych anarchizujących emocji. Jest to zabieg konieczny, choć nie będzie on bezbolesny, gdyż wzbudzi krytykę tych, którzy w środowisku wolnościowców są wpływowi i dbają o „czystość” wolnościowych idei. Liberałowie muszą przestać promować rozumienie wolności w kategoriach braku zobowiązań wobec wspólnot, w których żyją. Wręcz przeciwnie, powinni wrócić do myśli swoich ojców założycieli, takich jak John Stuart Mill, który w traktacie O rządzie reprezentatywnym pokazywał, że sensem wolności jest stworzenie niezbędnej przestrzeni, dzięki której ludzie mogą stawać się dojrzalszymi, bardziej odpowiedzialnymi i samodzielnymi obywatelami.

4. Antyintelektualizm. Wyzwanie to może się wydawać obraźliwe dla kogoś, kto czyta liczne książki i raporty liberalnych think-tanków. Nie wolno jednak zapominać, że wyobraźnią zbiorową Polaków zawładnął Janusz Korwin-Mikke i jego „kuce” , a nie eleganckie analizy wolnorynkowych ekonomistów z amerykańskich think-tanków. Odklejenie liberalizmu od mało poważnego wizerunku doktryny niedojrzałych licealistów, którzy widzą w niej fajne uzasadnienie, możliwości spalenia trawki bez konsekwencji, jest jednym z kluczowych wymogów powrotu liberałów na salony.

Liberałowie gospodarczy muszą także dbać o to, aby ich doktryna nie była łączona z libertynizmem i anarchizmem, które są popularne w środowiskach młodego pokolenia. Korwinizacja to nie jedyne zagrożenie dla powagi liberałów. Rosnąca kultura spiskowa łatwo łączy się z różnymi wolnościowymi narracjami. Pokusa zajęcia tego antysystemowego elektoratu jest duża, ale szalenie niebezpieczna. Zdobycie popularności wśród osób o spiskowej kulturze poznawczej oznacza równoczesne sklejenie liberalizmu z szurostwem i utrwaleniem braku powagi tej doktryny.

5. Antyetosowość. Na samym końcu pokusa najbardziej niszcząca dla liberałów. Aby liberalizm przyciągał nowych ludzi, musi położyć nacisk na kształtowanie osób, które będą dla innych wzorem lub źródłem inspiracji. Liberałowie powinni mieć swoich artystów i przedsiębiorców, którzy pociągną innych.

Polski liberalizm nie może kojarzyć się z przedsiębiorcami, którzy ukradli pierwszy milion i którzy płacenie podatków traktują jak frajerstwo. W Polsce twarzami tego sposobu myślenia o gospodarce nie mogą być Janusz Lewandowski czy Janusz Korwin-Mikke, lecz takie osoby, jak Ignacy Łukasiewicz – przedsiębiorca i innowator, który swoje dochody wykorzystywał do niesienia pomocy innym, a nie do budowania egoistycznego poczucia symbolicznej wyższości.

Tak jak Kościół powinien być pierwszą instytucją wyłapującą pedofilów w swoim środowisku, tak liberałowie powinni jako pierwsi piętnować przedsiębiorców, którzy stosują nieetyczne praktyki biznesowe i prezentują inne wynaturzenia liberalizmu. Dopiero wtedy ludzie zobaczą, że liberałowie nie są egoistami szukającymi intelektualnego uzasadnienia dla własnego partykularnego interesu, ale ludźmi nieobojętnymi na problemy innych. Tylko w ten sposób będą traktowani przez wyborców jako alternatywa. Ważnym wyzwaniem dla wolnościowców jest więc wiarygodne zanegowanie monopolu na empatię, do którego rości sobie prawo lewica, i monopolu na budowanie wspólnoty, który zagarnia etatystyczna prawica.

***

Powyższe rekomendacje nie wyczerpują wyzwań, z którymi mierzą się dziś liberałowie. Jest ich znacznie więcej i dlatego nawet pozytywna odpowiedź na te, które zostały tutaj wymienione, nie okaże się przepisem na natychmiastowy sukces. Można być jednak pewnym, że brak jakiejkolwiek odpowiedzi będzie oznaczać porażkę. Liberałowie muszą więc wziąć się do pracy i cierpliwie czekać na swój czas. Historia gospodarcza pokazuje, że etapy wolnorynkowe i etatystyczne nieraz się zmieniały. Dziś to wolnorynkowcy są w defensywie, ale można przypuszczać, że za jakiś czas karta się odwróci. Po epoce bezpieczeństwa ludzie znów zatęsknią za wolnością. Gdy ten czas nadejdzie, warto, by liberałowie mieli przygotowaną poważną ofertą.

Tekst jest rozszerzoną wersją wystąpienia w Warsaw Enterprise Institute.