Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Barcelona, Berlin i Amsterdam walczą w Brukseli o regulacje AirBnB. Kraków chce, żeby platforma promowała miasto

przeczytanie zajmie 7 min
Barcelona, Berlin i Amsterdam walczą w Brukseli o regulacje AirBnB. Kraków chce, żeby platforma promowała miasto Źródło: Garrett Ziegler - flickr.com

Kraków nawiązał współpracę z Airbnb, platformą oferującą wynajem mieszkań dla turystów. Według władz miasta współpraca ma pozwolić na budowanie odpowiedzialnej turystyki. W praktyce jednak działania te nie mają z nią nic wspólnego, a efektem współpracy będzie pogłębianie patologicznej bieda-turystyki w Krakowie i dalsze niszczenie historycznego centrum miasta.

Prezydent Krakowa podpisał list intencyjny w sprawie współpracy z Airbnb, najpopularniejszą platformą najmu krótkoterminowego, na której oferowanych jest nawet kilka tysięcy mieszkań w samym Krakowie. Na konferencji prasowej wydarzenie to zostało ukazane jako wielki triumf miasta, które nawiązało takie relacje jako pierwsze w tej części Europy. Sam Jacek Majchrowski przedstawia je jako kolejny sukces polityki turystycznej miasta. „Podpisany list intencyjny z Airbnb jest ważnym etapem do podjęcia wspólnych działań na rzecz zrównoważonej turystyki, tym bardziej, że wpisuje się w przygotowywany program polityki turystycznej dla Krakowa na następne lata” – wspomniał lokalny prezydent.

Na czym konkretnie będzie polegać współpraca? Przedmiotem mają być, po pierwsze, wzajemna wymiana danych dotyczących turystyki (dane demograficzne, statystyki dotyczące wydatków turystów), po drugie, organizacja warsztatów dla gospodarzy promujących odpowiedzialną turystykę i po trzecie, promocja Krakowa głównie wśród turystów niemieckich w serwisie Airbnb jako lokacja na tzw. city break.

Airbnb nie lubi się dzielić

Najem krótkoterminowy zmienił miasta na całym świecie. Początkowo cała idea ekonomii współdzielenia była szlachetna. Platformy internetowe umożliwiły współkorzystanie z różnych dóbr wielu ludziom, którzy nie musieli się znać. BlaBlaCar umożliwił zabranie ze sobą osoby, która dorzucała się do paliwa. Początkowo Uber pozwalał na dorobienie sobie jako quasi-taksówka. Airbnb zaś służyć miało jako platforma do wynajmu swojego mieszkania na krótki okres, np. wyjazdu służbowego czy wakacji. Z mieszkania korzystają inni ludzie, którzy płacą nam za wynajem. Szlachetna idea szybko przeobraziła się w narzędzie omijania przepisów. Kupujący mieszkania inwestycyjne dostrzegli, że wynajmując krótkoterminowo, mogą osiągnąć wyższe zyski niż z wynajmowania mieszkań długookresowo. Okazało się też, że proces nie jest kłopotliwy. Znalezienie klientów i rezerwacje biorą na siebie platformy internetowe, a proces sprzątania, wymiany pościeli itd. firmy specjalizujące się w najmie krótkoterminowym. Prowadząc, jakby nie patrzeć, działalność hotelową, nie trzeba spełniać norm sanitarnych ani ponosić kosztów stałych, np. recepcji. Wystarczy kupno zwykłego mieszkania w bloku.

Najem krótkoterminowy zmienił krajobraz najbardziej atrakcyjnych obszarów miast na całym świecie. Pseudohotele zaczęły pojawiać się przede wszystkim w centrach miast i w pobliżu największych atrakcji turystycznych. Styl funkcjonowania krótkoterminowych turystów różni się znacznie od życia mieszkańców. Regularne libacje alkoholowe, głośna muzyka i niebezpieczeństwo pojawiania się ciągle nowych osób skutecznie zniechęcało do mieszkania w takich budynkach. Nic nie dawały wizyty policji, najmujący zmieniali się nawet kilka razy w tygodniu. Pojawienie się pierwszego takiego miejsca rozpoczynało domino wyprowadzek mieszkańców z całych bloków i kamienic, którzy kuszeni zyskami z najmu przeprowadzali się do dzielnic „sypialnianych” lub pod miasto. Brak regularnych mieszkańców oznaczał brak klientów lokalnych biznesów i kroczące zjawisko gentryfikacji, skutkujące pozostawieniem w okolicy głównie sieciowych kawiarni, sprzedawców turystycznych pamiątek i banków.

Ofiarą najmu krótkoterminowego stali się przede wszystkim hotelarze. Wyrosła konkurencja, która, oferując bardzo podobne usługi, funkcjonowała bez żadnych zasad. Bieda-hotele najmu krótkoterminowego nie muszą spełniać norm sanitarnych, pożarowych, uzyskiwać pozwoleń itd., ponieważ działają w warunkach szarej strefy. Turyści dodatkowo mogą poczuć się lokalsami, gdy mieszkają wśród zwykłych ludzi, a nie innych turystów. Nie bez znaczenia pozostają kwestie podatkowe.

Cały sektor hotelarski jest uregulowany, w przeciwieństwie do najmu krótkoterminowego, który działa w legislacyjnej szarej strefie. Prawodawcy nie nadążają za zmianami technologicznymi, na czym korzystają portale typu Airbnb. Utrzymujące się status quo jest bardzo na rękę portalom i najemcom krótkoterminowym. Wedle dzisiejszego stanu prawnego miasta nie mogą wymusić na Airbnb np. podania adresów wynajmowanych lokali, co znacznie utrudnia kontrolę i egzekwowanie płacenia podatków przez wynajmujących.

Zachód domaga się regulacji od UE

Wiele europejskich miast od lat toczy permanentną wojnę z największą platformą najmu krótkoterminowego. Według badań najem krótkoterminowy niekorzystnie wpływa na politykę mieszkaniową miasta (podwyższa ceny czynszów, wspiera obrót spekulacyjny), niszczy centra miast, przyczynia się do ich rozlewania, rujnuje kapitał społeczny i obniża jakość życia mieszkańców. Właściciele obiektów w dużej mierze unikają płacenia podatków, funkcjonują w szarej strefie. Wiedzą o tym doskonale włodarze europejskich metropolii, od lat walczący z patologiami najmu krótkoterminowego.

I w tej walce zaczynają odnosić sukcesy. W ostatnim wyroku Trybunał Sprawiedliwości UE stwierdził, że państwa członkowskie mogą wprowadzać u siebie system pozyskiwania zezwoleń na krótkoterminowe wynajmowanie mieszkań. Kluczowym argumentem dla Trybunału był wpływ najmu na politykę mieszkaniową i rosnące ceny najmu dla studentów i osób, których nie stać na zakup mieszkania. Wyrok nie jest jednak dla kwestii Airbnb przesądzający. Nadal pozostaje spór o dostęp do danych wynajmowanych przez platformę lokali. Dlatego w ostatnim czasie przedstawiciele m.in. Paryża, Amsterdamu i Berlina wystąpili do Komisji Europejskiej z wnioskiem o regulację Aribnb. „Nie może być firm, które próbują wyjść spod regulacji i unikają egzekwowania prawa” – powiedział po spotkaniu sekretarz stanu Berlina, Wenke Christoph. Głównym problemem podnoszonym przez miasta jest fakt, że Airbnb nadal nie udostępnia lokalizacji wynajmowanych mieszkań, znacznie utrudnia kontrole władzom lokalnym. Prezydent Majchrowski, ogłaszając współpracę, jakby zapomniał o tym, że nawet jego właśni urzędnicy domagali się, tak jak przedstawiciele innych miast, wskazania danych dotyczących lokalizacji.

Strategiczny błąd Majchrowskiego

Podpisaną przez Kraków umowę należy traktować co najwyżej jak zabieg marketingowy, korzystny wizerunkowo dla miasta i Airbnb. Jacek Majchrowski i Kraków zyskują wytłumaczenie. Nie są bierni, podjęli jakieś działania, pochylili się nad problemem, nawet jeśli powyższe aktywności są tylko pozorowane.

Airbnb dostało od Krakowa prezent i szansę na budowanie wizerunku firmy odpowiedzialnej społecznie, której zależy na dobru miasta i mieszkańców. Przy okazji platforma dalej napycha swoje kieszenie, promując Kraków jako idealną destynację dla, najgorszej z perspektywy miasta, turystyki weekendowej (tzw. city break).

List intencyjny to jednak przede wszystkim istotny błąd strategiczny. Zamiast lobbować z innymi miastami za rozwiązaniem problemów z najmem krótkoterminowym, Kraków staje się partnerem firmy, ułatwiając jej działanie i ciesząc się z dalszego jej promowania.

Zawiedzeni czuć mogą się także hotelarze. W trudnym czasie pandemii Kraków zdecydowanie stanął po stronie bieda-turystyki Airbnb, zabierając hotelom kolejnych klientów. Miasto powinno zachować się zupełnie inaczej. To hotelarze płacą podatki, muszą spełniać rygorystyczne normy sanitarne, a przede wszystkim nie wpływają tak silnie na niszczenie tkanki społecznej.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.