Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Kamil Sikora  16 listopada 2019

Wszyscy mieszkamy w mrocznym Gotham City

Kamil Sikora  16 listopada 2019
przeczytanie zajmie 5 min

To nie jest kolejna opowieść o tym, jak bohater obdarzony nadprzyrodzonymi siłami ratuje świat przed niebezpiecznym przestępcą lub zastępami obcych. Joker to film, który nie przedstawia historii chorego psychicznie człowieka i niespełnionego komika. To opowieść o nas: o społeczeństwie, które jest ślepe, głuche i nieme na tragedie dziejące się wokół. W postaci głównego bohatera jak w soczewce skupiają się wszystkie paradoksy i patologie szeroko pojętego Zachodu.

Kiedy obserwujemy coś wymykającego się logice, za wszelką cenę próbujemy posłużyć się jakimś znanym schematem, ufając, że i tym razem droga na skróty pozwoli nam opanować dyskomfort niezrozumienia. Lubimy wierzyć w proste rozwiązania i powtarzaną jak mantra logikę filmów pop. Oczekujemy potwierdzenia, że zło jest złem, a dobro dobrem. O wiele łatwiej żyje się w czarno-białym świecie, w którym granica między jednym a drugim jest wyraźna i bezdyskusyjna. Jednak rzeczywistość wygląda często zgoła inaczej. Tylko abstrakcyjnie pojmowane zło jest dla nas oczywiste. Ocena rzeczywistych postaci, wydarzeń i czynów nastręcza nam niekiedy wielu wątpliwości.

Tytułowy Joker to z pozoru bohater jednowymiarowy. Faktycznie, gdyby skupić się wyłącznie na brutalnych morderstwach, których dokonał, wyrok mógłby być tylko jeden. A jednak po wyjściu z sali kinowej miałem nieodparte wrażenie, że kto jak kto, ale Arthur Fleck jest raczej ofiarą, wytworem naszych czasów, niż bezwzględnym kryminalistą zasługującym na zastrzyk śmierci, krzesło elektryczne czy odsiadkę w zakładzie dla psychicznie chorych.

Zaryzykowałbym tezę, że na swój sposób wszyscy bohaterowie, którzy mieli do czynienia z Jokerem, są źli – no, może bardziej źli niż Arthur. W zupełnie przypadkowej kolejności: Penny Fleck (matka, która karmi syna marzeniem o sławie), Thomas Wayne (ojciec, który odrzuca swojego syna), Murray Franklin (fałszywy przyjaciel), Randall (przyjaciel, który okazuje się fałszywy) czy nawet sąsiadka, która odrzuca zaloty naszego bohatera! Symboliczne zerwanie maski przejawia się w czymś jeszcze. Otóż w klasycznych filmach o superbohaterach, chociażby ze stajni Marvela, dobro ma tam zawsze twarz Iron Mana, Kapitana Ameryki lub poczciwego Hulka – to oni stają przeciwko złu, które jest wyraźnie zarysowane w postaciach Thanosa czy Ultrona. Tymczasem w Jokerze nie ma dobrych postaci. Może najsmutniejszym wnioskiem po seansie filmu w reżyserii Todda Philipsa jest to, że nasz świat tak bardzo wypaczył rozumienie dobra i zła, że dużo łatwiej jest wziąć w obronę seryjnego mordercę niż jakąkolwiek inną postać tego filmu.

Joker ma wiele twarzy

Arthur Fleck to niespełniony komik, kochający syn, klaun, specyficzny, ale raczej niegroźny. Dziwna fizjonomia, specyficzne poczucie humoru, szukający – jak my wszyscy – miłości, akceptacji i szczęścia. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że mamy do czynienia z bohaterem tragikomicznym. Uśmiechamy się pod nosem, oglądając estradowe wyczyny przyszłego Jokera, który chce rozśmieszyć świat. Współczujemy, gdy Arthur opiekuje się schorowaną mamą lub wtedy, gdy widzimy, jak źle jest traktowany przez kolegów z pracy. Dodatkowo sami wymierzylibyśmy sprawiedliwość grupie gówniarzy, którzy w pierwszej scenie dają wycisk biednemu Arthurowi. W końcu czujemy odrazę na myśl o spotkaniu się z niewyobrażalnie bogatym i bezwzględnym Thomasem Waynem odprawiającym bohatera z pustymi rękami, bez słowa wyjaśnienia.

Powstaje zasadnicze pytanie: Czy Joker jest zły? Jest to kwestia jednocześnie banalna i intrygująca. W Nowym Testamencie możemy przeczytać: „Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym” (Mt 7, 15). Doprawdy? Natchniony Duchem Świętym autor próbuje nam wmówić, że wszystko to, co Arthur „dostał” od społeczeństwa, nie wpłynęło na to, kim się stał. Ale przecież zło w nim nie wzięło się znikąd. Jeśli człowiek nie rodzi się zły, w co bardzo chcemy wierzyć, to coś albo ktoś sprawia, że staje się nieczysty.

Fleck jak gąbka pochłania zło całego świata. Staje się tym, czym był karmiony przez całe swoje życie. Na przemoc odpłacał przemocą; na swoje niezawinione cierpienie odpowiadał niezrozumiałymi zbrodniami. Prosta matematyka, bez logiki. Na zło odpłacał złem, bez kalkulacji i wyrachowania. Niewinny seryjny zabójca.

To niebanalne zło. Zło, w którym nie da się odnaleźć radykalizmu, bo przecież Joker w wizji Todda Philipsa nijak ma się do tego, co proponował nam Christopher Nolan w Mrocznym Rycerzu. Jesteśmy w pułapce, bo działalność Jokera nie wpisuje się w żadne znane nam kategorie. Tym samym nie potrafimy go jednoznacznie ocenić. To z jednej strony przypomina figurę Adolfa Eichmanna –„przemysłowca Zagłady”, na widok którego Hannah Arendt nie mogła wyjść ze zdumienia, bo przecież zło miało jawić się jako coś okropnego, obrzydliwego i budzącego strach. Zarówno w przypadku Eichmanna, jak i Jokera w wizji Philipsa stykamy się z czymś, no właśnie, banalnym, a w postaci Jokera jest to wręcz coś infantylnego. Nie sposób doszukać się pewnej grozy działania u Flecka (kto pamięta postać graną przez Heatha Ledgera, ten doskonale zna zło, którym epatował Joker Nolana).

Eichmann jak i Arthur Fleck nie budzą lęku. Dopiero ich czyny napawają trwogą. I nawet jeśli Jokerowi bliżej do zła banalnego, to przecież jest też w tym jakiś radykalizm i totalizm działań. Obaj są podobni do zwierząt lub dzieci: stwarzają wrażenie istot niezdolnych do zadawania cierpienia. A równocześnie nie mamy do czynienia ze złem radykalnym. W Fauście Goethego czytamy: „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni”. Gdyby odwrócić ten cytat i powiedzieć, że Arthur naprawdę chciał czynić dobro, ale wszystko to, co otrzymał od innych, doprowadziło do zadawania cierpienia, to też do końca nie czulibyśmy satysfakcji z takiej odpowiedzi. Tajemnica zła i ludzkiego szaleństwa po raz kolejny zaburza świat logiki i racjonalności.

Barcelona, Hongkong i… Gotham City

Społeczeństwo jest systemem naczyń połączonych. Wypadałoby powiedzieć, że poszczególni jego członkowie powinni być za siebie współodpowiedzialni – w końcu łączą i przyświecają nam wspólne wartości.

W idealnym świecie tak by to wyglądało – w końcu w Deklaracji niepodległości z 1776 r., a w zasadzie w każdym tego typu nowoczesnym dokumencie, nawet jeśli nie literalnie, możemy przeczytać, że wszyscy ludzie są sobie równi, że wszyscy mamy takie same prawa itd. A jednak z każdym kolejnym rokiem podziały polityczne, gospodarcze, ideologiczne tylko się pogłębiają.

Bogata Północ kontra biedne Południe, peryferie kontra centrum, powracające ze zdwojoną siłą konflikty między prawicą a lewicą. Prof. Leder w niedawnym wywiadzie z Grzegorzem Sroczyńskim stawia tezę, że czekają nas czasy wielkiej polaryzacji: „gdy wracają prawdziwe antagonizmy, ludzie zaczynają czuć stawkę polityki, że «naprawdę o coś chodzi»”. W Anglii takie nastroje wywołał brexit, we Francji konflikt Macrona i Frontu Narodowego, a później ruch żółtych kamizelek. Kiedy dla codziennego życia przestaje być wszystko jedno, kto będzie rządził, ludzie się w politykę angażują”.

Ten gniew można wyczuć w społeczeństwie. Jak zatem świat w którym żyjemy, może być miejscem tak nieprzyjaznym dla ludzi? Okazuje się bowiem, że amerykański sen jest mitem – ciężka praca wcale nie gwarantuje bogactwa, a nawet jeśli, to bez żadnego zanurzenia w czymś głębszym niż głębia portfela. Życie staje się wręcz nieznośne. Utraciliśmy raj i w końcu możemy obserwować te wszystkie niepokoje społeczne dziejące się na każdej długości i szerokości geograficznej. Choć powody protestów w Barcelonie, Chile, Hongkongu są różne, to sprowadzają się do tego samego mianownika: buntu mas niezadowolonych z fantasmagorycznych obietnic stawianym prostemu człowiekowi ze strony kapitalizmu.

Kto się śmieje ostatni?

Nowoczesny Zachód, ukształtowany ostatecznie po 1945 r., wraca na naszych oczach do punktu wyjścia. Samotność jako konsekwencja wojny przeradza się dziś w samotność będącą konsekwencją globalizacji. Żyjemy w nieustannym tłumie, a jednak częstokroć jesteśmy zdani tylko na siebie. Depresja, fala samobójstw, ucieczka w świat wirtualnych uniesień oferowanych nam przez media społecznościowe. Jedna wielka bańka złudzenia, że mamy władzę i wpływ, że sami decydujemy o sobie.

Protesty, które widzimy w Jokerze nie różnią się niczym od tego, co obserwujemy współcześnie. Nie uciekniemy nawet od głównego motywu maski.  Starożytny prosopon, choć pierwotnie oznaczał maskę zakładaną przez aktorów, stał się ostatecznie metaforą człowieka żyjącego w teatrze życia. Każdy z nas dziś ją zakłada. Nikt nie chce być złapanym na byciu nagim – takim, jakim naprawdę jest. Fałszywość współczesności idealnie obrazowana jest poprzez hasztagi, wykadrowane zdjęcia z filtrami; szczęście mierzy się liczbą wyświetleń, „podań dalej” i polubień. Każde odstępstwo od normy, każda „nienormalność” staje się obiektem ataków. Nieprawomyślność jest szczególnie źle postrzegana w kwestiach dotyczących polityki. Innowierców i odszczepieńców należy poddać eksterminacji w imię czystości, świętego spokoju i dobrze wykonanego obowiązku.

Kiedy pojawia się Joker, nikt nie bierze go na początku za kogoś, kto może stać się iskrą zapalną. Śmiejemy się z niego, współczujemy mu. On zarzuca nam, że go nie słuchamy, gdy mówi o swoich problemach, odcinamy od fachowej pomocy i zostawiamy na pastwę losu. Później jesteśmy w szoku, że ten Arthur Fleck z coraz większą swobodą pociąga za spust.

Zachód Zachodu

Zarówno w Jokerze, jak i w trzeciej części trylogii Mrocznego Rycerza przewija się wątek kryzysu cywilizacji zachodniej, choć w Jokerze może nie jest on tak bardzo obecny i podkreślony.

Jacek Dukaj w wywiadzie dla Kultury Liberalnej poruszył ten wątek, wskazując, że: „czujemy na Zachodzie, jak wzbiera fala tej rozpaczy egzystencjonalnej. Nie muszę nic robić, żeby przeżyć, nie mam zadanej zewnętrznej konieczności – i po co w ogóle wstawać rano? Po co podejmować jakiekolwiek wyzwania?

Po co żyć?”. Mroczne Gotham City może być ilustracją tych słów. To również w bardzo ciekawy sposób opisał w swoim komentarzu Tomasz Terlikowski, wskazując na antropologiczne źródła kryzysu szeroko pojętego Zachodu – liberalnego, globalnego i kapitalistycznego. Okazuje się bowiem, że nowoczesność wcale nie daje szczęścia – człowiek współczesny wcale nie jest szczęśliwy, ale balansuje na granicy, którą Joker przekroczył.

W którymś momencie rozpacz, ból, cierpienie i brak zrozumienia doprowadzają do tragedii jednostki, która uderza ze zdwojoną siłą w społeczeństwo. Jak pisze Terlikowski: „krzywda, ból, samotność, a przede wszystkim odrzucenie rodzi monstrum, nadczłowieka wyzwolonego z kategorii moralnych”.

***

Bohaterowie oraz świat przedstawiony w Jokerze nie napawają optymizmem. Zło uderza zarówno w biednych, jak i bogatych, nie bierze jeńców. Świat umiera na naszych oczach. Jakby tego było mało, oglądając ostatnią scenę, możemy zadać sobie pytanie, czy to dzieje się naprawdę lub tylko w naszych głowach. W rozmowie z pracowniczką społeczną Arthur w przypływie brutalnej szczerości mówi, że nawiedzają go tylko mroczne myśli. Nie ma nadziei, nie ma wiary, nie ma w końcu miłości. Kolorowy świat – jak pisał o ponowoczesności Zygmunt Bauman – dzięki prędkości życia oraz potencjalnym możliwością zmiany daje nam iluzję wieczności. Joker brutalnie zdziera z nas tą fałszywą maskę. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, czy film Todda Philipsa to przestroga lub raczej profetyczna wizja.

Artykuł pochodzi z numeru czasopisma „Pressje” pt. „Konserwatysta w odczarowanym świecie”. Zapraszamy do nieodpłatnego pobrania numeru w jednym z trzech formatów elektronicznych.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.