Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Kędzierski: Brytyjczycy nie wiedzą, czego chcą

„Według Theresy May ostatnią możliwą datą brexitu jest 30 czerwca. Pytanie: co to właściwie zmieni? Trzeba byłoby zapytać deputowanych do Izby Gmin, czego oni właściwie oczekują. Jeśliby wysłali jasny sygnał, to wiedzielibyśmy, jak takie propozycje oceniać. Wiadomo, że chcą utrzymać przywileje, a jednocześnie zlikwidować zobowiązania, ale gdyby zapytać poszczególnych posłów o szczegóły, to mieliby problem ze wskazaniem punktów granicznych tych negocjacji. Mam wrażenie, że nikt nie wie, o co dokładnie toczy się gra” – komentował na antenie TOK FM Marcin Kędzierski.

Rozmowa rozpoczęła się jednak od innego wątku – Agnieszka Lichnerowicz zapytała naszego eksperta o opinię na temat zawieszenia Fideszu w prawach członka Europejskiej Partii Ludowej w europarlamencie: „Spór Orbana z Partią Ludową ma wymiar taktyczny. Premier Węgier gra »anty-junckerowską« kartą przed majowymi wyborami. Trzeba jednak przyznać, że nawet on nie jest bezkarny i trochę się tej sytuacji przestraszył. Rozmawiałem w poniedziałek z ludźmi z niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Do siedziby CDU w Berlinie ustawiają się wręcz kolejki z Fideszu, aby przekonać Niemców do nie wyrzucania partii Orbana z europejskiej chadecji. To jest nadal dla niego istotne, bo stanowi furtkę do pozostania w mainstreamie polityki europejskiej. Choć dla Orbana stan zawieszenia jest gorszy zarówno od decyzji o pozostaniu, jak i wyrzuceniu. Gdyby Fidesz został wyrzucony z Europejskiej Partii Ludowej, wtedy premier Węgier mógłby grać przynajmniej antyunijną kartą w kampanii, jedynie zawieszony pozostaje z niczym”.

Pytany o prognozowany kształt sceny politycznej w maju po eurowyborach, stwierdził: „W nowym rozdaniu Europejska Partia Ludowa może liczyć na jakieś 20% głosów. Nadal będzie więc największą partią w Parlamencie Europejskim. Nie sprawdzają się też wczesne prognozy przewidujące bardzo dobre wyniki dla ugrupowań eurosceptycznych. Dlatego chadecja mniej niż o zagrożenia zewnętrzne musi obawiać się o rozłamy wewnątrz własnego środowiska. Toteż nie sądzę, że działania wymierzone w Fidesz skończą się jakimś radykalnym ruchem. Choć z drugiej strony naciski na chadeków są coraz bardziej wyraźne. To jest problem jej lidera, Manfreda Webera, który był przymierzany na szefa Komisji Europejskiej. Jednak, jak dowiedziałem się od niemieckich urzędników, właśnie przez to niejednoznaczne stanowisko wobec Orbana szansa na objęcie przez Webera tego stanowiska są niewielkie. On gra o własną przyszłość, dlatego szczególnie zależy mu na załatwieniu sporu z Fideszem”.

Marcin Kędzierski krytycznie oceniał również impas negocjacji z Brytyjczykami: „Według May ostatnią możliwą datą Brexitu jest 30 czerwca, ale pytanie: co to właściwie zmieni? Trzeba byłoby zapytać deputowanych do Izby Gmin, czego oni właściwie oczekują. Jeśliby wysłali jasny sygnał, to wiedzielibyśmy, jak takie propozycje oceniać. Wiadomo, że chcą utrzymać przywileje, a jednocześnie zlikwidować zobowiązania, ale gdyby zapytać poszczególnych posłów o szczegóły, to mieliby problem ze wskazaniem punktów granicznych tych negocjacji. Mam wrażenie, że nikt nie wie, o co dokładnie toczy się gra”.

Dodawał jednak: „Na usprawiedliwienie brytyjskich posłów trzeba przyznać, że proces wychodzenia z UE jest niezwykle skomplikowany. Ponad 40 lat bycia Wielkiej Brytanii w UE powoduje, że poziom integracji jest ogromny. Debata publiczna sprowadza się do kilku haseł jak backstop, co zrobić z granicą między Irlandią a Irlandią Północną, czy będzie unia celna, czy nie. Tymczasem rzeczywistość prawno-polityczna jest bardzo trudna”.

„Nie jestem hazardzistą, ale uważam, że UE wyda zgodę na wyjście Wielkiej Brytanii do 30 czerwca, bo nie może sobie pozwolić na twardy brexit. I będzie troszkę jak z Orbanem i Fideszem, więc nie wyrzucenie, a raczej zawieszenie. 30 czerwca natomiast znowu będzie jakiś okres, w którym ostateczne decyzje zostaną odłożone na potem” – prognozował nasz ekspert.

Ostatnim wątkiem poruszanym w rozmowie była kwestia polityki anty-monopolowej UE: „Nałożenie kolejnej kary na Google’a przez Komisję jest następnym rozdziałem sagi europejskiej w walce z dużymi koncernami. Komisja odgrywa tutaj rolę takiego europejskiego urzędu antymonopolowego i faktycznie państwa członkowskie nie są w stanie sprostać sile politycznej takich korporacji. Sytuacja ta oscyluje wobec pomysłu utworzenia tzw. podatku cyfrowego. O tym rozmawia się w Polsce, w Niemczech jest duży sprzeciw wobec takiego rozwiązania. I choć jestem przeciwny przerzucaniu wielu kompetencji państw narodowych na szczebel europejski, to jednak regulacja dotycząca podatku CIT oraz walka z rajami podatkowymi to są problemy, z którymi nie da się poradzić na poziomie państw narodowych. Za abstrakcyjną uważam wizję powrotu do strefy wolnego handlu, gdzie nie będzie czterech swobód. Muszą istnieć pewne reguły, na przykład reguły anty-monopolowe. I tego państwa członkowskie w XXI w, po kryzysie nie są w stanie zrobić. Dla takich działań nie ma jednak pełnej legitymizacji wśród państw członkowskich. To powinno się zmienić” – podsumował Marcin Kędzierski.