Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Dawid Kamiński  21 listopada 2016

„Dobra zmiana” na sali gimnastycznej

Dawid Kamiński  21 listopada 2016
przeczytanie zajmie 5 min
„Dobra zmiana” na sali gimnastycznej www.flickr.com/photos/usaghumphreys

Do Ministerstwa Sportu rzadko zaglądamy. Tymczasem, podsumowując rok rządów PiS-u, warto przyjrzeć się również działaniom podjętym przez ministra Witolda Bańkę. Wsparcie małych i średnich klubów sportowych, podjęcie walki z nagminnymi absencjami na lekcjach wychowania fizycznego, dezubekizacja sportu – tak w telegraficznym skrócie prezentują się najważniejsze posunięcia „dobrej zmiany” w sporcie.

1. Wsparcie dla lokalnych pasjonatów

Projektem, którym Ministerstwo Sportu szczyci się najbardziej – i jak najbardziej ma ku temu powody – jest program „Klub”. W 2016 roku przeznaczono na jego realizację 23 700 000 zł. Maksymalna kwota dofinansowania to 10 000 zł dla klubu jednosekcyjnego i 15 000 zł dla klubu wielosekcyjnego. Pieniądze mogą zostać wydane w trzech obszarach: na dofinansowanie trenerów, zgrupowań oraz sprzętu.

Najważniejszym aspektem tego programu są jego beneficjenci, tj. kluby sportowe (działające w formie stowarzyszenia lub związków stowarzyszeń), których podstawowym celem działalności statutowej jest upowszechnianie kultury fizycznej wśród dzieci i młodzieży oraz uczniowskie kluby sportowe. W regulaminie naboru zawarty jest istotny punkt dotyczący kwoty dotacji ze środków publicznych udzielanych wnioskodawcy w roku poprzedzającym złożenie wniosku w naborze.

Kwota ta nie może być większa niż 300 000 zł, co oznacza, że premiowane są małe i średnie kluby sportowe. Jest to naprawdę ważna kwestia, gdyż szansę otrzymują mniejsze ośrodki sportowe, które z reguły przegrywają rywalizację o dotację z dużymi klubami sportowymi.

Dlaczego ten program jest tak istotny?

Bardzo często w tych najmniejszych klubach sportowych zaczyna się prawdziwa przygoda dzieci ze sportem. Sam mam przyjemność współpracować z Uczniowskim Klubem Sportowym i doskonale wiem, co znaczy możliwość otrzymania 10 000 zł dofinansowania. Jest to ogromna pomoc dla małych ośrodków, które często ledwo „wiążą koniec z końcem”. Pracują tam wielcy pasjonaci sportu, którym po prostu należy się ułatwienie w codziennym funkcjonowaniu. To 10 000 zł naprawdę robi różnicę.

Co równie ważne, dofinansowanie musi być przeznaczone na zajęcia czy obozy sportowe wyłącznie dla dzieci i młodzieży do 18. roku życia. Warto także dodać, że nie ma rozgraniczenia na dyscypliny sportowe – o dofinansowanie może starać się każdy klub zarówno piłkarski, taneczny, jak i szachowy. W 2015 roku dofinansowanie uzyskało aż 2151 klubów sportowych.

Program oceniam bardzo pozytywnie, mając nadzieję na jego dalsze edycje w kolejnych latach. Z zapowiedzi wynika, że w roku 2017 na kolejną edycję Ministerstwo Sportu i Turystyki przeznaczy 30 000 000 zł. Nie ma nic ważniejszego dla sportu niż prawidłowy rozwój klubów, w których kariery zaczynają 6–7 letni przyszli sportowcy.

2. WF na poważnie

Z zainteresowaniem obserwuję dobrą współpracę Ministerstwa Sportu i Turystyki z Ministerstwem Edukacji. Współpraca ta dotyczy kształceniem dzieci i młodzieży w ramach zajęć wychowania fizycznego, które – z przykrością stwierdzam – w ostatnich latach są w bardzo złej kondycji. Dzieci są zwalniane z zajęć wychowania fizycznego, lekcje te często (choć oczywiście nie zawsze) polegają na tym, że nauczyciel zostawia piłkę uczniom, którzy przez 40 minut „w coś” grają albo i nie. Czy na taką taryfę ulgową możemy liczyć, ucząc się matematyki, chemii, fizyki, biologii i innych przydatnych w życiu przedmiotów? Odpowiedź jest oczywista. Jeśli przez lata nauki poznajemy – często nie z zaciekawienia, a przymusu – działania matematyczne, zjawiska przyrodnicze, obowiązkowe lektury szkolne, to dlaczego nie wymagać od dzieci i młodzieży wysiłku na lekcji wychowania fizycznego? Tym bardziej, że wyniki badań wśród dzieci i młodzieży są coraz bardziej niepokojące. Cytując Ministerstwo Sportu: „Badania eksperckie jednoznacznie wskazują na sukcesywnie pogarszający się stan zdrowia polskiego społeczeństwa. Poziom aktywności fizycznej znacznej części populacji jest bardzo niski. Tendencja ta jest szczególnie widoczna wśród dzieci i młodzieży, co w perspektywie długoletniej, będzie miało kluczowy wpływ na «kondycję» społeczną, która poza pogorszeniem jakości życia obywatela będzie determinowała także wzrost wydatków na świadczenia zdrowotne związane z deficytem aktywności fizycznej”.

Współpraca dwóch wymienionych przeze mnie ministerstw wraz z Akademią Wychowania Fizycznego w Warszawie zaowocowała podaniem informacji o tworzeniu Narodowej Bazy Talentów. Ten innowacyjny projekt miałby polegać na wprowadzeniu podstawowych testów sprawnościowych do szkół – m.in. podciąganie, zwis na drążku, skok w dal z miejsca, bieg na 60 m, 600 m, 800 m.

Wyniki tych testów wprowadzane byłyby do systemu informatycznego, który pomógłby odkrywać i monitorować talenty w sporcie, ale nie tylko. Byłby tak naprawdę wyznacznikiem tego, w jakiej kondycji znajdują się dzieci i młodzież. Oczywiście system ten nie jest pozbawiony wad. Przecież nie każdy sportowiec – koszykarz, piłkarz ręczny, siatkarz – musi osiągać świetne wyniki w w/w testach. Dlatego ważne jest zapewnienie Ministerstwa, że „proponowana baza nie zastąpi mozolnej pracy trenerów”. Do bazy z wynikami dostęp będą mieli tak naprawdę wszyscy zainteresowani, tj. rodzice, dzieci, trenerzy i nauczyciele. Oprócz wymienionych pozytywnych stron tego projektu mam nadzieję na większą aktywność dzieci i młodzieży na zajęciach wychowania fizycznego dzięki takiej bazie. Może to stanowić – oprócz ocen w dzienniku, które dziś chyba nie są już tak ważne jak kiedyś – system motywacyjny do poprawy swoich wyników i aktywnego uczestnictwa w zajęciach.

Ministerstwa podjęły także temat zapomnianych dziś tzw. SKS-ów, czyli szkolnych klubów sportowych, które stały się dodatkowymi godzinami – trzecią i czwartą – wychowania fizycznego. Dla uczciwości należy zaznaczyć, że są to projekty, które dopiero są wdrażane w życie, ale ich założenia w mojej ocenie są bardzo dobre i mogą być skuteczne dla poprawy kondycji fizycznej dzieci i młodzieży.

3. Sport do zlustrowania

Na koniec zostawiłem temat najbardziej kontrowersyjny – z pogranicza polityki i sportu. Kontrowersyjny, bo z założenia sport powinien od polityki stronić. Chodzi o dezubekizację polskich związków sportowych, czyli usunięcie z nich osób, które w przeszłości były funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa PRL. Zapowiedź takich zmian padła z ust ministra Bańki w pierwszej połowie października 2016 roku. Jest to propozycja, która może wstrząsnąć związkami sportowymi. Do tej pory nie było bowiem obowiązku składania oświadczeń lustracyjnych. Mało tego, dezubekizacja oznacza koniec kariery w związkach sportowych funkcjonariuszy aparatu represji. Tak naprawdę nie wiadomo, jak dużej części osób dotknęłyby te zmiany. Faktem natomiast jest, że w związkach od dawna zasiadają ci sami ludzie. Młodzi nie dostają szans.

Czy dezubekizacja związków sportowych zmieni tę sytuację? Wszystko zależy od skali zjawiska, którą w tej chwili ciężko przewidzieć, oraz samej procedury usuwania tych osób, odpowiedniej weryfikacji dokumentów etc.

Trudno natomiast nie zgodzić się ze słowami ministra Bańki: „Ja uważam, że sport powinien być czysty w dwóch wymiarach. Zarówno w tym instytucjonalnym, mamy prawo oczekiwać, że ludzie, którzy zarządzać będą związkami sportowymi, to będą ludzie z poczuciem misji, to będą menedżerowie, to będą byli sportowcy, którzy ten sport w poszczególnych dyscyplinach czują od środka. Uważam, że funkcjonariusze aparatu represji, nieważne, czy jest ich 2, 5 czy 20, nie powinni tymi związkami zarządzać. Jest to jeden z elementów porządkujących polski sport, bo głównym jest przerwanie różnego rodzaju dziwnych powiązań kapitałowych”. Skoro istnieją powiązania osób bliskich członków zarządu polskich związków sportowych prowadzących działalność gospodarczą i świadczących usługi na rzecz związku, można spodziewać się mocnej krytyki tego projektu. Osobiście mam nadzieję na realizację zapowiedzianego projektu, gdyż zgadzam się z  ministrem Bańką: „Ja bym chciał sportu czystego, zarówno w tej sferze zarządzania, jak i w tej sferze stricte sportowej (…)”.

Pierwszy rok ma swoją oczywistą specyfikę – to w pierwszej kolejności czas na przygotowywanie projektów. Podobnie jest w przypadku ministra Bańki. Co nie znaczy, że nie można się tym zapowiedziom przyglądać z optymizmem.