Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Brzyski  6 marca 2016

Opinia publiczna – studium rozkładu

Bartosz Brzyski  6 marca 2016
przeczytanie zajmie 3 min
Opinia publiczna – studium rozkładu https://www.flickr.com/photos/jamesgood/363013819

Kiedy 4 grudnia 2004 roku pod Piasecznem rządowy śmigłowiec Mi-8 z premierem Leszkiem Millerem i sekretarzem stanu Aleksandrą Jakubowską uległ awarii, w wyniku którego oboje ponieśli obrażenia, czymś naturalnym była ogólnopolska dyskusja wokół bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie. Dlaczego? Ponieważ państwo i jego służby działają sprawnie niezależnie od rytmu wyznaczanego przez kolejne kadencje Sejmu. Kogo dotyczy zagrożenie życia; Millera, Dudy czy Komorowskiego nie powinno mieć dla pro-państwowca żadnego znaczenia. Kto nie jest w stanie pojąć istnienia ciągłości instytucji, nie powinien być traktowany poważnie w debacie publicznej.  

Problem polega jednak na tym, że dzisiejszą debatę publiczną trudno w ogóle traktować poważnie. Teoretycznie dziennikarstwo ma stanowić bufor między politykami, którzy prowadzą ostry spór polityczny, a obywatelami, którzy często nie potrafią się w tym sporze odnaleźć. Po to właśnie są media i taka jest rola dziennikarzy, aby oddzielać ziarna od plew. To ogromna społeczna rola i odpowiedzialność, która wymaga legitymizowania się odpowiednio wysoką kulturą i merytorycznym przygotowaniem. Tyle w teorii. W praktyce prestiż dziennikarza przez nich samych sprowadzony został do „śmieciowego”. Oczywiście jest to niesprawiedliwa generalizacja, ale faktem jest, że „gadzinowe dziennikarstwo” wiedzie niestety prym w naszym życiu społecznym.

Brzemiennym w skutkach błędem ludzi, którzy nazywają się dziennikarzami, jest dzielenie swoich wypowiedzi na publiczne i prywatne. Takie osoby piszą w mediach społecznościowych rzeczy, których nie wypowiedzieliby w studiu telewizyjnym, uważając takie wypowiedzi za prywatne. Nic bardziej mylnego.

Osoba, która jest uczestnikiem życia publicznego, nie posiada opinii prywatnych. Dla osoby darzącej konkretnego dziennikarza poważaniem, nie ma żadnego znaczenia, czy wypowiada się on na antenie radia czy na swoim twitterowym koncie.

To przecież dalej jest ta sama osoba,  ten sam autorytet, chociaż wypowiada się ostrzej, pewniej, agresywniej. Dlaczego taki dziennikarz ma się czuć usprawiedliwiony w jakikolwiek sposób, ponieważ podkreśla prywatny status swoich wypowiedzi – doprawdy trudno pojąć. To tak jakby ksiądz po zejściu z ambony, przestawał być księdzem, a zmieniał się po prostu w pana w przydługich ciuchach. Absurd, prawda?

Pokłosie wulgaryzacji i infantylizacji polskiego życia publicznego dostarcza nam badanie CBOS z lutego tego roku. Pracownia przeprowadziła badania społecznej oceny uczciwości i rzetelności zawodowej. Media chętnie rozpisywały się o naszej ufności wobec pielęgniarek czy naukowców oraz nieufności wobec polityków. Mało który portal w ogóle wspomniał o ocenie rzetelności pracy dziennikarzy, którzy od 2006 roku zanotowali większy spadek niż bankierzy czy maklerzy giełdowi – największy w całym zestawieniu, tracąc na przestrzeni dekady aż 29 punktów procentowych! Odpowiedź, dlaczego tak się stało, jest bardzo prosta – opinia dziennikarza znaczy dla ludzi już coraz mniej, ponieważ nie reprezentują sobą czegoś szczególnie godnego uznania.

Zastanawiając się nad sposobem na poprawę kondycji polskiej debaty publicznej, chciałbym pochylić się nad zagadnieniem etyki. Trudno nie odnieść wrażenia, że nie istnieje już w praktyce kodeks etyczny dziennikarza, który szczególny nacisk kładzie na odpowiedzialność słowa.

Nie jest to jednak wyjątek, bowiem w Polsce bardzo mało uwagi poświęca się zagadnieniu etyki zarówno w życiu zawodowym. To efekt szkodliwego wartościowania, w którym wyżej cenimy nauczanie matematyki, języka obcego, historii od nauczaniu o moralności, etyce czy obywatelskiej cnocie.

I chociaż brzmi to może archaicznie, to  konsekwencjami braku ludzkiej refleksji nad tymi zagadnieniami jest dzisiejsza  opłakana kondycja debaty publicznej, a także spadek zaufania do współobywateli, erozja relacji międzyludzkich. Jeżeli nie zaczniemy na nowo kłaść nacisku na sprawy etyki, to nie będzie miało znaczenia, czy na internetowym forum będziemy czytać życzenia śmierci imigrantom czy prezydentowi RP, wypowiadane przez osoby mające na „profilówkach” zdjęcia z uśmiechniętymi dziećmi. Zatrważające, prawda?

I żeby była jasność – żadnej roli nie odgrywają łamy, na których publikowane są określone skandaliczne treści. Czy to okładka „Polityki”, stylizująca Jarosława Kaczyńskiego na Wojciecha Jaruzelskiego, czy okładka „WSieci” z Tomaszem Lisem w mundurze SS-mana. Zgniliźnie prawica czy lewica różnicy nie robi.