Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Dobrowolska: To jest konwencja antyrodzinna

przeczytanie zajmie 7 min

Czy polski system prawny posiada wystarczające narzędzia do zwalczania przemocy wobec kobiet? Co łączy konwencję antyprzemocową z promocją aborcji? O licznych kontrowersjach wokół konwencji wypracowanej przez Radę Europy rozmawiamy z Karoliną Dobrowolską, analitykiem Instytutu Ordo Iuris.

Zacznijmy od inicjatywy jaką był List Kobiet, pod którym widnieje pani podpis. Kto był jego pomysłodawcą? Co skłoniło panie do takiego kroku?

Jestem jedną z organizatorek inicjatywy kobiet przeciwko konwencji ,,antyrodzinnej”. Jest to inicjatywa ponad organizacyjna, nie należy łączyć jej z Instytutem Ordo Iuris. Nie chcemy, aby narzucano nam jak powinnyśmy rozumieć naszą kobiecość. Nie chcemy, żeby Polska przyjmowała prawo, które uderza w naszą kobiecość i nasze rodziny, które antagonizuje kobiety i mężczyzn – zamiast szukać harmonii w ich związku, na siłę doszukuje się dziejowej walki płci. List ten podpisany jest przez kobiety z różnych środowisk.

Jak wobec tego rozumieją panie kobiecość? Czym ta wizja różni się od przedstawionej w konwencji?

Nie tylko Konwencja, ale również inne dokumenty Rady Europy (najwcześniejszy, do którego dotarłam, pochodzi z 1998 roku i te zapisy się powtarzają), forsują społecznie konstruowane role przypisywane kobietom i mężczyznom, zasadzone na niższości kobiet, pokazujące nierówny stosunek władz jaki zapanował na przestrzeni czasu między kobietami i mężczyznami.

Konwencja proponuje nader wątpliwy sposób pojmowania kobiecości. Przede wszystkim czyni z niej postawę społeczno-polityczną, symbolizującą bycie ofiarą strukturalnej opresji obecnej w życiu społecznym. Jednocześnie tak rozumiana kobiecość nie ma już nic wspólnego z jej biologicznym wymiarem. Konwencja operuje niemal wyłącznie pojęciem gender. Jedyny przypadek, gdy pojawia się odniesienie do biologicznego wymiaru ludzkiej płciowości, to art. 4 ust. 3, który przesądza, że w procesie stosowania Konwencji nie można brać pod uwagę płci biologicznej! A zatem kobiecość nabiera zupełnie nowego znaczenia, całkowicie oderwanego od normalności. Na gruncie Konwencji Rady Europy „kobieta” oznacza tyle co „ofiara gender-based violence” – przemocy ze względu na płeć kulturową. Ten dokument powinien się raczej nazywać „Konwencją o zwalczaniu i przeciwdziałaniu motywowanej genderowo przemocy”, a nie przemocy względem kobiet. Tak naprawdę wcale nie chodzi o kobiety. Zostałyśmy tu jedynie instrumentalnie wykorzystane jako element strategii marketingowej radykalnych feministek, które opanowały struktury Rady Europy.

Widać to jeszcze wyraźniej, gdy przepisy Konwencji zaczniemy rozpatrywać w kontekście dołączonego do niej Raportu Wyjaśniającego. Został on przyjęty przez Komitet Ministrów Rady Europy równocześnie z samym tekstem Konwencji i jest oficjalnym wyjaśnieniem jej przepisów. Wśród osób, wobec których obowiązywać będzie Konwencja, wyraźnie wskazuje się tam mężczyzn praktykujących stosunki homoseksualne, osoby cierpiące na zaburzenia tożsamości płciowej, czyli transseksualistów, cross-dresserów, transwestytów i inne osoby „które nie mają swoich odpowiedników w utrwalonym społecznie rozróżnieniu na «męski» i «żeński»”. A zatem, dopiero gdy zestawi się przepisy Konwencji (niekiedy dość enigmatycznie sformułowane) z ich oficjalnym wyjaśnieniem, otrzymujemy pełny obraz „kobiecości” jakim operuje.

Wolę, aby ani państwo, ani tym bardziej Rada Europy, nie interesowali się tym, jak pojmuję rolę kobiety lub mężczyzny. Jesteśmy wolnymi ludźmi i potrafimy odnaleźć inne osoby, które w sposób komplementarny będą pojmowały swoje role. Jest dla mnie oczywiste, że są to role różne. Jeśli ktoś upatruje w nich „nierównych stosunków władzy”, uważam to za pewną ideologiczną obsesję i staram się zawsze takim ludziom schodzić z drogi. Dziś jednak widzę, że swoje uprzedzenia i zranienia chcą narzucać mi i mojej rodzinie przez prawo, w tym również przez prawo międzynarodowe. Dlatego uważam, że my, kobiety nie możemy dłużej biernie patrzeć, jak wąska grupa feministek nazywa swoje obsesyjne postrzeganie świata „kobiecą perspektywą” i chce urządzać życie mi i mojej rodzinie.

Przy wdrażaniu w życie Konwencji duży wpływ będzie miała grupa GREVIO, która posiada kompetencje do wydawania ,,ogólnych zaleceń” co do sposobu realizacji postanowień konwencji. Czego możemy się po niej spodziewać?

GREVIO, czyli komitet monitorujący wcielanie w życie postanowień Konwencji, będzie miał bardzo duży wpływ na wdrażanie tego dokumentu. Co prawda, może wydawać tylko zalecenia, ale różne środowiska będą się mogły nimi podpierać i postulować kolejne daleko idące zmiany w porządku prawnym i społecznym.

Gdy mówię o komitecie GREVIO, na myśl przychodzi mi bardzo podobnie działający komitet CEDAF monitorujący wykonywanie Konwencji o zwalczaniu wszelkich form dyskryminacji kobiet, którą Polska podpisała w 1980 roku. Jest to konwencja ONZ, w której nie ma określeń takich jak płeć kulturowa czy wykorzenianie tradycji. Jednakże komitet CEDAW, działający rzekomo na podstawie konwencji, w listopadzie 2014 roku wydał zalecenia adresowane do Polski, w których między innymi zalecił liberalizacje prawa aborcyjnego, ponieważ narusza ono prawo kobiet i równość oraz jest elementem przemocy. Polska powinna również zwalczać głosy osób mówiących, że gender jest powiązane z ideologią feministyczną; zalecił Polsce zwiększenie dostępu do edukacji seksualnej i antykoncepcji.Na podstawie tego jak zachowuje się komitet CEDAW działając na podstawie tak niewinnie brzmiącej konwencji, można sobie wyobrazić, że na kanwie konwencji ,,antyrodzinnej” GREVIO może dokonywać jeszcze dalej idących zaleceń.

Jakie konsekwencje prawne mają te zalecenia?

Teoretycznie nie niosą za sobą żadnych konsekwencji prawnych, lecz posiadają bardzije polityczne znaczenie. Obecny Pełnomocnik Rządu do Spraw Równego Traktowania, prof. Fuszara, bardzo często powołuje się na zapisy komitetu CEDAW. Ostatnio skrytykowała pomysł projektu ustawy o planowaniu rodzinny oraz warunków przerwania ciąży. Tak więc zalecenia takich komitetów jak GREVIO dają dodatkowy oręż organizacjom, które chcą dokonywać daleko idących zmian w polskim społeczeństwie.

Konwencja ,,antyrodzinna” to również absolutny obowiązek wdrażania perspektywy płci społeczno- kulturowej na każdym etapie edukacji. Smutnym przykładem jest konwencja o zwalczaniu przemocy w państwach Ameryki Południowej, gdzie na kanwie tego aktu komitet monitorujący wdrażanie go w życie coraz silniej domaga się liberalizacji prawa aborcyjnego.

Jakich zmian w edukacji szkolnej, o której mówi Konwencja w art. 14, możemy spodziewać w razie jej ratyfikacji? Jak to wygląda z perspektywy konstytucjonalistów?

W przepisach Konwencji jest bardzo wiele enigmatycznych zapisów, z których nie do końca wiemy co wynika. Można jednak prognozować, że edukacja dotycząca płci społeczno- kulturowej zostanie zalecona. Konwencja w artykule 14 zaleca państwom wdrażanie takiej edukacji na wszystkich poziomach, co w sposób znaczący narusza prawo do bezstronności światopoglądowej państwa oraz konstytucyjną gwarancje prawa rodziców do wychowywania swoich dzieci zgodnie z własnym światopoglądem, a także do wolności sumienia. Te zapisy dotyczyć będą również szkół prywatnych czy wyznaniowych,  gdzie również będzie musiała zostać wdrożona ta perspektywa.

Czy Instytut bierze pod uwagę jakiekolwiek kulturowe uwarunkowania jako jedną z przyczyn przemocy wobec kobiet? Przykładem może być tu zależność ekonomiczna kobiet w wielu rodzinach. Czy może ona być jednym ze źródeł przemocy?

Naszym zdaniem nie. Powodem przemocy są wszelakie patologie. Pokazuje to szereg badań empirycznych. Badania zawarte w rządowym sprawozdaniu z realizacji Krajowego Programu Przeciwdziałania Przemocy za 2013 rok ewidentnie pokazują, że 61% przypadków przemocy wobec kobiet spowodowanych było przez alkoholizm. Ponadto Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne wskazuje, że jednym z ważniejszych czynników natężających przemoc wobec kobiet jest przemoc ukazywana w mediach i seksualizacja wizerunku kobiety. Generalnie powodem przemocy są patologie a nie to, że kobieta jest kobietą a mężczyzna jest mężczyzną.

Ale czy seksualizacja wizerunku kobiety nie jest właśnie zjawiskiem kulturowym?

Kultura stanowi sumę form w jakich toczy się nasze życie. Jeśli zaczniemy mówić, że patologie są częścią kultury, to szybko się pogubimy. Patologie życia społecznego są oczywiście warunkowane kulturowo, niekiedy może to dotyczyć również przemocy. We Francji na przykład panuje duże przyzwolenie kulturowe dla bicia kobiet. Uważam, że polska kultura jest wyjątkowo nietolerancyjna dla wszelkich przejawów przemocy względem kobiet i to ona najlepiej nas chroni. Natomiast kulturowa inżynieria społeczna, jaką narzuca Konwencja, jest w moim przekonaniu wyjątkowo szkodliwa. Gdy na początku lat 90. Szwecja zaczęła (przy ogromnych nakładach finansowych) realizować program profilaktyki przemocowej w oparciu o paradygmat gender-based violence, statystyki przemocy poszybowały w górę. Sam rząd szwedzki tłumaczył się, że tak naprawdę więcej aktów przemocy jest zgłaszanych, bo zwiększa się świadomość społeczna i kobiety łatwiej opowiadają o przemocy, ale po dekadzie ciągłego wzrostu, nawet Amnesty International przestała akceptować te tłumaczenia. Mamy do czynienia z sytuacją, w której aplikuje się nam lekarstwo znacznie gorsze od choroby.

Wydaje mi się, że w Polsce myślenie o wyższości mężczyzny nie jest aż tak bardzo rozpowszechnione. Czytając o roli kobiety- „matki Polki”, która jest otoczona niezwykłym szacunkiem, mówi się, że kieruje mężczyzną za pleców. Dzięki etosowi rycerskiemu wydaje się, że w Polsce szacunek do kobiety jest czasem wręcz nabożny, rycerski. Zwłaszcza w państwach katolickich – w protestanckich już nieco mniej, pewnie ze względu na brak kultu maryjnego. Nie wydaje mi się, żeby w Polsce podejście przemocowe i agresywne było zakorzenione.

Warto też zwrócić uwagę, że mężczyźni również padają ofiarami przemocy. Feministki podają badania z których wynika, że wśród ofiar przemocy 98% to kobiety. Badania te są niereprezentatywne ze względu na ilość ankietowanych i miejsca ich przeprowadzania (czasem ośrodki opieki nad matką i dzieckiem). W Anglii powstają już nawet specjalne ośrodki dla mężczyzn, którzy doznają przemocy domowej. Jestem skłonna uznać tezę, że przemoc nie ma płci, ale wynika z trudnej sytuacji rodziny i rozpadu więzi.

Jak w tej chwili wygląda sytuacja prawna osób doświadczających przemocy domowej?

Polskie prawo już teraz posiada szereg narzędzi do zwalczania przemocy wobec kobiet, bez tych genderowych postanowień Konwencji. Mamy ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Istnieje wiele placówek pomagających ofiarom przemocy. Nie dalej jak wczoraj do Instytutu zgłosiła się kobieta, która doświadczyła takiej przemocy, szukaliśmy jej miejsca gdzie mogłaby uzyskać pomoc. W samej Warszawie takich miejsc jest bardzo wiele. Działa niebieska linia. Bardzo wiele wysiłku ze strony państwa poświęca się na rzecz pomocy kobietom.

W Polsce istnieje środek karny w postaci zakazu zbliżania się oraz zakazu przebywania w danym środowisku, ale żeby został on orzeczony, sprawca przemocy musi zostać skazany za przestępstwo przeciw pokrzywdzonemu, więc trwa to bardzo długo. Czy nie jest to kwestia kluczowa w zachowaniu bezpieczeństwa pokrzywdzonego? Wiele kobiet nie zgłasza się właśnie dlatego, że boją się co może je spotkać po takim telefonie.

W tej chwili rzeczywiście taki zakaz może wydać wyłącznie sąd. Konwencja postuluje, żeby zakaz ten mógł wydać policjant, ale to zupełnie narusza nasz porządek prawa. Po pierwsze przy trójpodziale władzy to kompetencją sądu jest wydanie takiego zakazu po przeanalizowaniu uprzednio materiału dowodowego. Jeśli rzeczywiście Konwencja zostanie przyjęta, dojdzie do sytuacji, w której taki zakaz będzie mógł wydać policjant. To może doprowadzić do naruszenia prawa do sądu i obrony osoby oskarżonej o przemoc. Konwencja postuluje również zrobienie wyjątku od tajemnicy adwokackiej w wypadku przemocy wobec kobiet, więc nie będzie można zaufać swojemu obrońcy.

Na koniec jeszcze pytanie dotyczące propozycji zmiany kodeksu karnego i zaostrzenia kary dla osób, które dopuściły się przestępstw na tle seksualnym. Na przykład w wypadku gwałtu do 25 lat – w tej chwili górna granica to 15 lat. Znaczna część środowisk opowiadających się za Konwencją jednocześnie opowiada się przeciwko wprowadzeniu takich zmian.

Ja się zgadzam z takim pomysłem. Zwłaszcza gwałt ze szczególnym okrucieństwem powinien podlegać karze w jak najwyższym wymiarze. Te środowiska często działają w sprzeczności. Ostatnio przy okazji projektu wprowadzenia rejestru osób skazanych za pedofilię opowiedziały się przeciwko, bardziej chroniąc osoby skazane za pedofilię niż ofiary i ich rodziny.

Rozmawiała Karolina Olejak