Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Żółtek: Korwin nie jest świętością

przeczytanie zajmie 8 min
Żółtek: Korwin nie jest świętością facebook.com

Kraków, ulica św. Marka 25. Biuro unioposła (idąc tropem słownika Janusza Korwin-Mikkego) Stanisława Żółtka wygląda jak wielki plac budowy. W tych spartańskich warunkach rozmawiamy o wewnętrznych walkach w Kongresie Nowej Prawicy. Wraz z kolejnymi wypalanymi przez niego papierosami i dającym się wyczuć zaangażowaniem w wypowiadane słowa, dowiadujemy się, że z jego perspektywy cała afera to raczej obrona partii przed Przemysławem Wiplerem i Konradem Berkowiczem.

Przemysław Wipler w ciągu pięciu miesięcy dorobił się stanowiska pierwszego wiceprezesa Kongresu Nowej Prawicy. A przecież na samym początku pojawiały się duże obiekcje przed przyjęciem prezesa Republikanów do Waszej partii. Z czym były związane?

Wszyscy byliśmy przeciwni przyjęciu Przemysława Wiplera do Kongresu Nowej Prawicy, poza samym Korwinem-Mikke, który mocno w tej sprawie naciskał.

Pamiętajmy, że Wipler na początku zwyczajnie opluwał Prezesa, a potem dołączył do Polski Razem Jarosława Gowina, skąd został wyrzucony (a nie jak samo to przedstawia- odszedł z własnej woli). Potem złożył akces do nas. Na spotkaniu zarządu KNP było powiedziane, że nie mamy nic przeciwko samemu Wiplerowi, ale niech trochę odczeka, a nie próbuje na gwał dostać się na listy. Jak chce to niech dołączy do ugrupowania, ale do czasu wyborów parlamentarnych nie ma mowy o kandydowaniu z ramienia partii w poprzedzających je kampaniach.

Proponowaliśmy, żeby popracował, pokazał, że pomaga w wyborach, w zbieraniu podpisów. Wiadomo jednak, że panu Przemysławowi nie o to chodziło, a o przyszłe wybory parlamentarne. Wiplerowi przyświeca tylko jeden cel- dostanie się do sejmowej ławy po tegorocznych wyborach parlamentarnych.

Czyli miał Pan wątpliwości, co do jego przeszłości politycznej?

Po wyborach do PE Janusz Korwin – Mikke chciał, żeby Wipler stworzył w Sejmie koło parlamentarne Nowej Prawicy. To był główny spór ideologiczny między Radą Główną, Zarządem i Konwentem, a Korwinem-Mikke, Wiplerem i sekretarzem generalnym partii Arkadiuszem Oziębło, który de facto rządził całym ugrupowaniem.

Bo chodziło nam o to, i do dziś o to mi chodzi, że jeżeli do partii przyjmiemy różnego rodzaju „spady”, czyli polityków z innych formacji, którzy przychodzą do nas tylko po to, żeby dostać dobre miejsce na liście wyborczej, to po jakiego diabła my zakładaliśmy tę partię? Tak jak kiedyś, tak i dziś oświadczam, że partia z takimi ludźmi na czele byłaby dla mnie tak samo wroga jak pozostałe ugrupowania z establishmentu. A nawet gorszą, bardziej wrogą, dlatego że dezawuowała by prawicę.

Odnoszę wrażenie, że Przemysław Wipler jest bardzo blisko ucha Korwina – Mikke i ma na niego bardzo duży wpływ. Pokuszę się o nawet bardziej radykalną tezę: cała rozgrywka dotyczy przejmowania przez niego sukcesywnie władzy w KNP.

Dokładnie tak, a co najciekawsze skupił się w tym celu na ludziach, którzy zapisali się do partii po wyborach do PE, widząc nasze dobre notowania. I to właśnie na intensywnych kontaktach z tymi ludźmi Przemysław Wipler, Konrad Berkowicz i Agata Banasik opierają swoją działalność w partii, starając się przeciągnąć ich na swoją stronę.

W samej walce o bycie parlamentarzystą nie ma nic złego. Natomiast czymś niestosownym jest dla mnie sytuacja, gdy walczą o to osoby, które były już wcześniej w wielu partiach i próbują wskoczyć teraz trochę „na gotowe”.

PKW odrzuciła sprawozdanie finansowe KNP za 2013 rok, a Przemysław Wipler podaje to jako jeden z argumentów za powołaniem nowej partii; twierdzi także, że podobne błędy były powtarzane również w kolejnym roku. Czy sytuacja jest rzeczywiście, aż tak podbramkowa?

Przez cały zeszły rok tłumaczyłem Prezesowi, że nasz skarbnik Robert Oleszczak nie wykonuje odpowiednio swojej pracy. Przemysław Wipler nie był w tym temacie pierwszy.

Dla naszej partii nie ma to i tak żadnego znaczenia. PKW rozpatruje sprawozdanie pół roku od złożenia, a nasz dokument za rok 2014 zostanie złożony pod koniec marca, a więc musi być przyjęty lub odrzucony do końca września tego roku. Zresztą dostaliśmy informacje, że jeśli odrzucenie sprawozdania następuje po zdobyciu subwencji, to nie ma to żadnego wpływu na otrzymane środki. W swoich retorycznych popisach pan Wipler zwyczajnie okłamuje ludzi.

Przemysław Wipler, Konrad Berkowicz i sam Korwin – Mikke powiedzieli, że nie wykluczają zjednoczenia partii, ale już na innych zasadach- bez członkostwa ze „złotą akcją”. Widzi Pan taką szansę?

Konwentykl jako ciało złożone z członków-sygnatariuszy zostało stworzone przez samego Janusza Korwin-Mikkego wraz ze Stanisławem Michalkiewiczem.

Jego celem był obrona przed takimi sytuacjami z jakimi mamy do czynienia teraz, czyli z zorganizowanymi próbami „przejęcia” ugrupowania czy stworzenia nowego na bazie starego przez nowych członków, często „uciekinierów” z innych środowisk politycznych. Konwent, niczym swoisty „strażnik idei” ma takim „zamachom stanu” zapobiegać.

I do takiej „nowej partii” Stanisław Żółtek nie będzie należał?

Absolutnie nie. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem przyjmowania do partii osób, które jeszcze kilka miesięcy wcześniej należały do wrogich nam ugrupowań. To zwyczajny brak konsekwencji. Z tego powodu tak ważną rolę do odegrania na konwentykl jako ciało decydujące o tym kto startuje z naszych list w wyborach.

W jednym z wywiadów czytałem, że konwentykl dwukrotnie próbował odwołać Prezesa, a udało się dopiero za trzecim.

To kolejny mit rozsiewamy przez środowisko Wiplera. Próba była tylko jedna.

Zresztą Korwin-Mikke nigdy nie został odwołany. Również teraz. Został wybrany nowy prezes, a za pół roku Korwin-Mikke znów może powrócić na swoje dotychczasowe stanowisko. Jest to związane z jego obciążającymi czasowo obowiązkami: wyjazdy, wykłady, praca w Parlamencie Europejskim. Teraz dojdzie również kampania prezydencka. Z tych powodów pan Janusz nie miał fizycznie możliwości zająć się zarządzaniem partią. Wyręczały go w tym osoby, które uczepiły mu się rękawa jak rzep psiego ogona. Mam na myśli oczywiście Wiplera, Berkowicza i Oziębłe. Tylko, że my nie chcemy być w partii Berkowicza, Wiplera czy Oziębły, a Korwin-Mikkego.

Czyli skuteczne zarządzanie partią przedkłada Pan nad dotychczasową praktykę, że wszystkie ważne funkcje w KNP powinny przypaść Korwin-Mikkemu.

Korwin nie jest dla mnie żadną świętością. Gdyby odszedł od pewnych zasad to, to musiałby pożegnać się z partią.

Świętością jest idea, a nie osoby ją reprezentujące. Wolę w ogóle nie być posłem w Sejmie niż zasiadać w nim z list działających zgodnie z zasadami Platformy Obywatelskiej czy Prawa i Sprawiedliwości. Osiągamy sukces, gdy głosimy swoje idee, w które wierzymy i dzięki temu zdobywamy mandaty, choćby było ich naprawdę niewiele. Mandaty dla mandatów mnie nie interesują. Środki są ważniejsze od celów i z tego powodu nie możemy godzić się na przyjmowanie osób z wątpliwą reputacją, byle wyszarpać ten jeden mandat więcej.

W kontekście tych zasad warto zwrócić uwagę na ciekawą sytuację miała miejsce przed ostatnim kongresem partii 12 października 2014r. Okazało się, że 76 osób uprawnionych do udziału w konwencie posiada sfałszowane deklaracje członkostwa. Według tych dokumentów zostali przyjęci do partii pół roku wcześniej. W rzeczywistości miało to miejsce dzień przed konwentem.

W innych partiach ten proceder nazywają „pompowaniem kół”.

Cała sprawa badana była przez komisję rewizyjną; w sumie w ten proceder było zamieszanych sześć osób, a całe to zamieszanie powinno zakończyć się w sądzie, bo fałszowanie dokumentów to przestępstwo. Z tych sześciu osób, pięć zostało z partii wyrzuconych. Wszystkie związane były z Wiplerem, Berkowiczem i Oziębłą.

Zamiast walczyć o miejsca na listach do Sejmu uczciwymi metodami, obserwujemy proces budowania w partii „spółdzielni”. A jedynym ich celem jest przejęcie władzy. A tych 76 osób, którzy podpisali fałszywe deklaracje członkowskie nie mają po prostu honoru.

I jeszcze jedna rzecz, która być może na tym wszystkim zaważyła. Mianowicie na jednym ze spotkań w Warszawie panowie Wipler, Berkowicz, Oziębło oraz pani Banasik ustalili harmonogram zakładania nowej partii. Każdy może założyć nową partię- to nie sztuka. Ale jeśli wspólnie głosimy jakieś idee, jeśli są one związane z nazwą partii, to jest to działanie nie fair. Wymyślili, że zrobimy konwent, zmodyfikujemy nazwę naszej partii tak, aby de facto nowa partia miała tę samą nazwę. Przecież przeciętny wyborca się w tym wszystkim pogubi. Czy Pan nie widzi, że to jest próba potężnego oszukania wyborców? Głosowali by na Nową Prawicę JKM, ale nieświadomi, że głosują tak naprawdę na inną partię, na innych ludzi. Nie ma bardziej ohydnej rzeczy niż taka manipulacja.

My dowiedzieliśmy się o tym planie, więc mu się stanowczo sprzeciwiliśmy. Jako strażnicy idei stanęliśmy na pierwszym froncie walki o dalsze istnienie Nowej Prawicy. Nie mieliśmy innego wyjścia. Korwin-Mikke się odsunął od tej walki, nie wtrącał się w to wszystko. Uznaliśmy, że to my musimy zareagować. Proszę zwrócić uwagę, że takie zachowanie wynikało również z ogromnego natłoku zajęć pana Janusza. Ci, którzy akurat stali blisko niego, uczepili się jego nogawek i zwyczajnie zaczęli przejmować władzę. Z jego poparciem, bez jego poparcia, a może nawet bez jego wiedzy – ale przejęli władzę i chcieli oszukać Polaków potajemnie zmieniając partię.

Nie jest przypadkiem tak, że cała sprawa wyniknęła z przejęcia „ucha Korwina” przez młodych polityków? Starzy przyjaciele poczuli się zwyczajnie odsunięci na dalszy plan?

To prawda, jesteśmy daleko od ucha Prezesa. Walka faktycznie idzie o to kto uczepi się rękawa, kto ma na niego największy wpływ, bo on jest zajęty i nie ma czasu dokładnie śledzić sytuacji w partii. Jesteśmy bardzo daleko od tego ucha, a dowodem na to jest fakt, że wybraliśmy nowego prezesa. Nie siedzimy przy Korwinie, nie szepczemy mu do ucha. Mamy nieodparte wrażenie, że ten zespół Berkowicz-Oziębło-Wipler-Gajda-Banasik jest jak postać Grimy z „Władcy Pierścieni”. Wydaje nam się, że dopóki oni siedzą przy Korwin-Mikkem i szepczą mu do ucha różne mniej lub bardziej prawdziwe rzeczy, póty on nie jest w stanie podjąć żadnej rozsądnej decyzji.

Gdyby ich tam nie było, to Korwin-Mikke prawdopodobnie by odżył i stał się ponownie królem Theodenem.

Panowie nie mając możliwości wpływu na Prezesa, po prostu postawili na innego konia.

Nie do końca. Michał Marusik jest znakomitym człowiekiem – zarówno ideologicznie – tu nie mam zastrzeżeń, jak i prawdopodobnie technicznie. Będzie wykonywał funkcję, jaką dotychczas spełniał ten „pięcioosobowy Grima”. A Korwin-Mikke pozostanie liderem takim jakim był dotychczas. To nie jest kwestionowane. Natomiast funkcję wykonawczą, sterowniczą będzie wykonywał pan Marusik. To spowoduje, że Korwin znowu będzie prawdziwym królem.

Jakie są realne perspektywy Kongresu Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego, bez Janusza Korwin-Mikkego?

Kiepskie. Stoję przy jego boku nieprzerwanie od 25 lat. Jest to mój idol, to twarz, uosobienie Nowej Prawicy. Ale gdyby się zdarzyło, że mój idol odejdzie od zasad, to przestanie być moim idolem.

W przeciwieństwie do pana Wiplera nigdy nie mówiłem, że będę „przed, nad i pod” Korwinem. Jestem z Korwinem tylko dlatego, że głosi te same zasady, co ja. Tylko dlatego! Jeśli kiedykolwiek się to zmieni, nie będę miał wątpliwości i odejdę.

Rozmawiał Paweł Grzegorczyk 

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 4 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń.

Klub Jagielloński
Nr konta: 16 2130 0004 2001 0404 9144 0001
W tytule: „darowizna na cele statutowe: jagiellonski24”
Dziękujemy!