Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Marcin Pawlik  27 grudnia 2014

Remedium

Marcin Pawlik  27 grudnia 2014
przeczytanie zajmie 4 min
Remedium bozonrecords.pl

Smutny polski rap wyhodował na swoim ropiejącym ciele całą masę „uliczników”, wciskających słuchaczom dobre rady dotyczące przede wszystkim specyfiki ich współpracy z policją, czy miłości do ziomków. Problem pojawia się w momencie konfrontacji ich ulicznych mądrości z rzeczywistością. Tau, podobny do nich w metodach przekazu przynosi płytę, która jest dokładnym odbiciem jego życia, katolickiego życia.

Tau (wcześniej Medium) od początku kojarzony jest z nurtem, który można by roboczo nazwać „uduchowionym”. Jego pierwsza produkcja, nie wydana oficjalnie, nosiła wiele mówiący tytuł „Seans Spirytystyczny”. Później było „Alternatywne Źródło Energii” i wreszcie podpis pod kontraktem z Asfalt Records (wytwórnia wydającą m.in. O.S.T.R.), wszystkie wymienione powyżej tytułu miały jeden wspólny mianownik – duchowość, rozumianą jako łączność człowieka z kosmosem, . Płyta „Graal” z 2012 roku, była już dzieckiem Medium- neofity. Materiał spotkał się z raczej chłodnym odbiorem. Marek Fall na portalu onet.pl pisał o nim takRozmach produkcji budzi podziw, ale Graal to często zaledwie rewers płyty Jezus Maria Peszek. Gdzie fanatyzm megalomanią pogania”.

Fanatyzmu, także na „Remedium” słuchacz otrzyma ogrom, ale Tau spełnia pierwszą, ważną zasadę jaką warto przyjąć słuchając właściwie każdego rodzaju muzyki. Zanim ktoś sprzeda nam swoją historię, niech udowodni jakość swojego warsztatu. Kielczanin robi to znakomicie. Podśpiewuje, przyspiesza, zwalnia, moduluje głos. Na dzień dzisiejszy jest w ścisłej czołówce flow w Polsce. Wszystko to jednak na nic, jeżeli jego historia nie jest taka, jak powinna być.

Ten nieszczęsny fanatyzm. W recenzji na portalu cgm.pl pada stwierdzenie: „To malownicze, wyjęte z podręczników do religii dla klas 4-6 metafory.”.Jest sporo banałów, którego mogą budzić takie skojarzenia, ale z drugiej strony „Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. Język wiary powinien być językiem prostym i to, że często raper raczy nas porównaniami do wyspy, wody itd. to jedno; obok dostajemy też całą masę dosadnych wersów w stylu:

                 Trzy lata temu byłem wzorem ateisty

Wzory przekształciły się na jeden wzór;Jurodiwy

Przy tym Joseph Murphy, jest jak Eddie – śmieszny

Mam wzór do potęgi – sakramenty

Wierz mi wariat, żadna czarna, biała magia

Od ich uprawiania miałem peszka jak Maria; awaria

Wtedy właśnie „Remedium” jest najmocniejsze, kiedy opowiada o wewnętrznych rozterkach i ucieka od wersów słanych prosto z ambony. Czuć, że każde słowo jest w stu procentach wynikiem własnych przemyśleń i przekonań. Właściwie śledząc dyskografię artysty można pomyśleć, że nagrywa on rap „drogi” i tą płytą określił się już na tyle, że to koniec jego duchowej podróży. Ten album to w całości świadectwo głębokiej wiary, bezkompromisowe, ale jednocześnie bardzo przekonujące w odbiorze.

Podkłady całe szczęście rzadko uderzają w pompatyczne tony, a jeśli już to niosą rapera, jak chociażby w singlowym „BHO”. Lepiej wypada całość gdy dane jest nam usłyszeć łagodniejsze klimaty. Bardzo melodyjne „Logo Land”, czy delikatny utwór o relacjach damsko-męskich opartych na wspólnej wierze, czyli „Ostatni raz”.

Największą wadą tej płyty są goście: Bezczel, Buka, Paluch, Kali i Zeus. Tylko ostatni z nich był sensownym wyborem. Cała reszta to oczywiste miernoty i właściwie nie wiem co stało za ich doborem, zwrotka Bezczela psuje cały nastrój budowany w „BHO”, a Buka w „Marii Konopnickiej” sprawia, że, o zgrozo, zaczynamy doceniać wspomnianego wcześniej Bezczela. Paluch, to po prostu Paluch i niczego nigdy po nim nie oczekiwałem. Możecie mi wierzyć, naprawdę jest tak źle.

Cały problem z „Remedium” zawiera się w pytaniu, czy ta płyta jest do przejścia dla osób będących „na bakier” z Kościołem? Trudno na nie odpowiedzieć, póki co wiele osób reaguje na nią alergicznie i krytykuje taką formę przesłania. Tau, jednak zwyczajnie dobrze się tego słucha. Są fragmenty z odwołaniami do narodowców, jest kilka dobrych refrenów. Nie wiem, czy w konsekwencji zobaczymy gimnazjalistów z różańcami, ale chyba trudno dziś o kogoś kto mógłby do nich dotrzeć z czymś wartościowym mocniej niż Tau.

Jeszcze jedno, na ” Złej Sławie” Flint rapuje „spieszmy się kochać raperów, tak wielu zabiera nam swag” i ma sporo racji. Nie ma na tej płycie grama swagu i nieudanych, dziwacznych ekesperymentów jakich dziś pełno. Jest za to dobra sprzedaż, podobnie jak w przypadku świetnie przyjętego ” Labiryntu Babel” zespołu B.O.K. W USA króluje dziś J Cole ze swoim „2014 Forest Hills Drive”, zupełnie nie przystającym do wyczynów dziesiątek „Rick Rossów”, czy innych Lil Waynów. Remedium na Nicki Minaj, w każdym razie jeszcze nie ma. Może w 2015 roku?