Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Iga Zubiel, Dominika Zubiel  6 września 2014

Modnie jest być niemodnym

Iga Zubiel, Dominika Zubiel  6 września 2014
przeczytanie zajmie 4 min
Modnie jest być niemodnym Zasoby własne.

Hipsterzy są już mainstreamem, przed którym tak bardzo się bronili. Co zrobić, aby znów sprzeciwić się trendom i modzie z sieciówek? Zacząć ubierać się totalnie niemodnie. Wtapiając się w tłum i biorąc przykład z mody lat 90., młodzi ludzie stają się nowymi buntownikami – przedstawicielami nurtu normcore.

Jak wygląda statystyczny hipster? Obcisłe i za małe o dwa rozmiary spodnie, wyciągnięty sweter za duży o sześć rozmiarów, obowiązkowo zimowa czapka, okulary koniecznie w czarnych oprawkach, sezonowo obfita broda lub fikuśny wąs (nawet gdy hipster jest w wieku licealnym). Ubrania oczywiście ze szmateksu. W kieszeniach za to markowa elektronika: iPhone i iPad. Czyli trochę taki bezdomny, który znalazł smartphone’a na ulicy. Hipsterów nigdy nie można było nazwać subkulturą. To raczej trend wśród młodych ludzi, oryginalność nie tylko w ubiorze. Ważne są również muzyka, sztuka i miejsca, w których się przebywa. Dążenie do odmienności i chęć wyrażenia własnej osobowości poprzez sprzeciwienie się kulturze masowej. Sprzeciwiają się więc. Nie słuchają popu, w zamian wybierając indie rock i muzykę elektroniczną, zapuszczają brody, tatuują ciała i noszą się eklektycznie. Pojęcie płci w modzie hipsterskiej zaciera się, przeistaczając się w unisex i oversize.

Krzysztof Varga, dziennikarz działu kultura w „Gazecie Wyborczej”, przytacza następującą definicję hipstera: zna wszystkich, których znać należy, sam nic nie tworzy, wie tylko to, o czym pisze się w modnych magazynach.

Większość społeczeństwa naśmiewała się z nich, porównując do kloszardów, inni zaś naśladowali. Naśladowali tak bardzo, że hipsterstwo stało się modne. Należało więc znów zrobić coś, aby stać się odmiennym od reszty. Ale jak wyróżnić się w świecie, w którym każdy chce być oryginalny?

Zdjęcia opisane hasłem normcorei wzmianki pojawiające się w najważniejszych magazynach o modzie na świecie. Tego nie można bagatelizować! Nowe pojęcie wkradło się do słownika mody. Jak się okazało, jego autorem jest grupa K-HOLE, która na swoim facebookowym profilu napisała:

Normcore to rodzaj wyzwolenia potwierdzający, że zdolność adaptacji prowadzi do przynależności.

W branży mody funkcjonuje ono jako definicja pozbawionego detalu ubioru, pozwalającego na pełną anonimowość. Normcore, czyli hardkorowo normalny, to trend, który narodził się w USA. Jednak, jak podkreślają styliści i znawcy mody, normcore nie daje nam nieograniczonej swobody, bo nadal sam w sobie jest modą. Będzie się nosić tylko takie buty i konkretnie takie koszulki. W zasadzie nie jest to żadna nowość – tego typu tendencje obserwujemy od dłuższego czasu.

Coraz więcej marek rezygnuje z wielkiego krzykliwego logo, które było potwierdzeniem zamożności i luksusu oraz podkreślało status społeczny.

Nurt jest reakcją na ciągle zmieniającą się modę, za którą pewna grupa społeczeństwa usilnie próbuje nadążyć. Choć zakrawa na dobry żart, normcore traktowany jest bardzo serio. W świecie, w którym młodzi ludzie walczą o społeczną atencję, wykrzyczane zostało już prawie wszystko. Ci, którzy nie załapali się na kolorowe włosy, piercing, dziary, spódnice dla mężczyzn, spodnie rurki i t-shirty z dekoltem do kolan, starają się zaistnieć na siłę, stając w kontrze do mainstreamu i panujących mód, udając, że to wszystko ich nie obchodzi. Tworząc jednak nowe zjawisko, zaprzeczają samym sobie.

Modna niechęć do mody do dowód na to, że żyjemy w świecie, w którym modne może być wszystko.

Dzięki normcorowi ikonami stylu stały się takie osoby jak twórca Apple Steve Jobs, który znany był z czarnego golfu, levisów i sportowych butów New Balance. CEO Facebooka Mark Zuckerberg, noszący dresowe bluzy oraz t-shirty z supermarketu, także nie wyróżnia się z tłumu strojem. Typowym przykładem wyznawców normcore są kreatorzy mody, występujący się na końcu pokazu w bazowych elementach garderoby. Giorgio Armani jest tego świetnym przykładem. Znany z niezwykle eleganckich propozycji dla współczesnych kobiet, na każdy dzień ma przygotowany uniform, składający się z niewyróżniających się czarnych ubrań. Nawet bohaterowie Beverly Hills 90210, którzy, choć na początku lat 90. wyglądali jak z żurnala, dziś prezentują się, jakby ubrali ich wyciągnięci z głębokiego PRL rodzice.

O ile wymieniowe powyżej osoby być może zwyczajnie nie przywiązują uwagi do stroju, tak fani normcore wręcz przeciwnie. Modele, owszem, mają być podstawowe, jakość za to ma być najlepsza! Klasyczne jeansy, T-shirt, kaszmirowy sweter, do tego do niedawna uważane za klapki ortopedyczne – Birkenstocki lub sportowe buty. Skórzana torba od projektanta też byłaby mile widziana, ważne jednak, aby nie świeciła marką po oczach.

Publicysta „Harper’s Magazine” Thomas Frank dodaje, że nie należy normcore rozpatrywać tylko jako zjawiska modowego – ale raczej jako kulturowe.

Moda na normcore wskazuje na fakt, że ludzie wreszcie doszli do prostego wniosku – bycie cool nie zawiera się w stroju, cool się po prostu jest – albo nie. Normcore, twierdzi publicysta, nie wziął się z niczego.

Przypomnijmy sobie warunki społeczne, jakie pozwoliły na pojawienie się kontrkultury hipsterów: bogate państwo z systemem socjalnych zabezpieczeń i rosnącą w siłę klasą średnią. Ten wspaniały świat zniknął, kiedy tylko pojawił się kryzys finansowy.

W związku z kryzysem i zmianą stylu życia współczesna młodzież doszła do wniosku, że wyśmiewany wcześniej typowy informatyk w szerokich levisach, białych adidasach i flanelowej koszuli jest teraz człowiekiem sukcesu, na którym chcą się wzorować.

Normcorem w Polsce nie będą jednak wędkarskie kamizelki i krótkie bojówki z milionem kieszeni w kolorze khaki. Nie będą to też spódnice na gumce i skarpety Sport. Styl ten skłania nas do kupowania mniejszej ilości klasycznych modeli w dobrej jakości. Zainwestujcie więc w Levi’s 501 i Adidasy Gazelle, wełniany sweter i koszulki z dobrej jakości bawełny. Będziecie normcore’em, a dodatkowo będzie wygodnie jak nigdy.