Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Stanisław Mazur, Krzysztof Bieda  28 listopada 2013

Mazur: Skoku cywilizacyjnego nie będzie

Stanisław Mazur, Krzysztof Bieda  28 listopada 2013
przeczytanie zajmie 5 min
Mazur: Skoku cywilizacyjnego nie będzie flickr, Kancelaria Premiera

Elżbieta Bieńkowska staje na czele największego resortu w historii III RP, będącego połączeniem „starego” urzędu (Transportu) ze stosunkowo „młodym” (Rozwoju Regionalnego). Resort Transportu znany jest z tzw. zabetonowania kadr. Czy pani premier zdoła okiełznać te dwa żywioły?

Rozpocznę od tego, że daleki byłbym od określania Ministerstwa Transportu mianem „zabetonowanego”. Miałem sposobność przyjrzenia się pracom tego resortu i taka radykalna opinia wydaje mi się być nieuprawniona, choć medialnie wiele mu się zarzuca.

Przechodząc teraz do odpowiedzi na Pańskie pytanie, uważam, że połączenie tych dwóch resortów wynika przede wszystkim z takiej logiki „klajstrowania”. Często uważa się, że jeżeli to, co działało lepiej, połączymy z czymś, co działało gorzej, wówczas to, co działało gorzej, będzie działać lepiej. Moim zdaniem to jest bardzo złudne myślenie. Być może jest wyrazem sprytu politycznego, ale jest także wyrazem, jak sądzę, iluzji, gdyż doświadczenia i teoria zarządzania przeczą jego zasadności. Być może uzasadnione są domniemywania, że scalenie tych resortów po części zostało wymuszone dymisją ministra Nowaka i brakiem kandydata na szefa transportu – resortu ostro ocenianego na co dzień przez miliony kierowców i pasażerów kolei.

W mojej opinii połączenie tych ministerstw, organizmów o tak różnych funkcjach, naturze i kulturze organizacyjnej, wywoływać będzie wiele problemów. Nawet jeśli premier Elżbieta Bieńkowska będzie w stanie administrować tym nowym ministerialnym konglomeratem – co wydaje się bardzo trudne – to z pewnością nie będzie w stanie realizować poprzez niego działań strategicznych (zakładając, że miałaby taki zamiar). Musimy jednocześnie pamiętać, że niebawem rozpocznie się nowy okres korzystania z środków unijnych, a „dołożenie” pani premier resortu, który nie mógł się pochwalić wielkimi (w stosunku do obietnic) sukcesami w modernizacji chociażby linii kolejowych, będzie jej utrudniało obiektywną ocenę pracy rządu i samorządów. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego ma pozycję interdyscyplinarną, powinno obiektywnie oceniać działania prorozwojowe w każdym obszarze aktywności władzy publicznej. Do tej trudnej roli konieczny jest równy dystans, a przyjęte rozwiązanie będzie komplikowało pracę zarówno pani premier, jak i jej podwładnych.

Jakie są dotychczasowe osiągnięcia premier Bieńkowskiej w zakresie poprawy konkurencyjności naszej gospodarki? Przez sześć lat była w jakiejś mierze odpowiedzialna za tę kwestię w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego.

Moja ocena sposobu prowadzenia polityki służącej budowaniu innowacyjności i konkurencyjności polskiej gospodarki oraz jej efektów jest sceptyczna. Wyniki poważnych badań, tak krajowych, jak i międzynarodowych, wskazują, że następuje regres, szczególnie w przypadku innowacyjności. Co więcej, coraz wyraźniej rysuje się zjawisko nader paradoksalne, tj. czym wyższym poziom wydatków publicznych na podnoszenie innowacyjności polskiej gospodarki, tym niższy poziom tej innowacyjności. Wystarczy popatrzeć na mizerną konkurencyjność polskich regionów w skali Europy. Pierwsze lata naszej obecności w Unii Europejskiej na pewno znacznie wzmocniły infrastrukturę i co nieco kapitał społeczny, ale nie widać już tego postępu w sile naszych firm, ich ekspansywności na inne rynki czy łączeniu badań naukowych z wdrożeniami do produkcji. Przed nowym okresem trzeba umieć z tego wyciągnąć wnioski i przekierować środki unijne na wsparcie gospodarki. Jak widać, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego ma przed sobą naprawdę duże wyzwanie, kluczowe dla naszej przyszłej pozycji w Europie.

Nieuzasadnione byłoby stwierdzenie, że pełną odpowiedzialnością za dotychczasowy stan rzeczy należy obarczyć obecną premier Bieńkowską. Bez wątpienia jednak sposób wydatkowania środków europejskich, oparty o biurokratyczną logikę ich alokowania oraz regułę szybkiego wydawania, tak mocno dostrzegalne w działaniach kierowanego przez jeszcze minister Bieńkowską resortu, w wydatnym stopniu do tego prowadzą. Koncentracja na administrowaniu funduszami europejskimi, a nie strategicznym nimi zarządzaniu i jasnym określeniu priorytetów, nie służy budowaniu konkurencyjnej i innowacyjnej gospodarki. Państwa, których gospodarki nie są innowacyjne i konkurencyjne, wpadają w tzw. pułapkę państw średniego dochodu. W takiej pułapce, jak utrzymują wybitni polscy ekonomiści, znalazł się nasz kraj.

Na ile w Polsce myśl strategiczna jest uwarunkowana zależnością od UE, a na ile sami ją generujemy?

We współczesnym, coraz bardziej współzależnym świecie, co szczególnie łatwo dostrzec w relacjach międzynarodowych, konieczne jest współdziałanie. Ono jednak, żeby było korzystne dla państwa, musi być oparte na fundamentach strategicznego myślenia. Ich emanacją jest coś, co określamy mianem „suwerennej strategicznej myśli państwowej”. Owa myśl to wyraz nowocześnie pojmowanego interesu narodowego.

Zarządzanie strategiczne wymaga między innymi istnienia rządowego (nie partyjnego) ośrodka realizującego ten cel, miejsca, w którym dokonuje się analizy strategicznej, tworzy się rozwiązania i ich warianty, koordynuje się strategiczne działania państwa i ocenia ich efekty. To słabo działa, mimo kilkudziesięciu już lat realnej suwerenności Polski.

Zarządzanie strategiczne wymaga wreszcie systemu reguł, mechanizmów i instrumentów oraz wyposażenia administracji publicznej w zdolności i zasoby konieczne dla działania w ramach tych reguł i do posługiwania się tymi instrumentami. Rzetelność wymaga dostrzeżenia, że zaszły tutaj pewne pozytywne zmiany: na przykład uproszczenie systemu programowania, podniesienie jakości metodologicznej dokumentów programowych, szkolenia z zakresu zarządzania strategicznego. Wciąż jednak skala i intensywność tych zmian nie są wystarczające. Mam też wrażenie, że często brakuje „spoiwa” między dokumentami krajowymi a regionalnymi, tymczasem w okresie 2014-2020 to regiony będą miały znaczący udział w dystrybucji środków unijnych.

Premier Bieńkowska nie jest typowym politykiem. Jak sama przyznaje, polityka ją wręcz nudzi. Teraz staje się odpowiedzialna za całą wizję państwa, za kierunek, w którym technologicznie będzie zmierzała Polska – czy jako typowy urzędnik podoła tej odpowiedzialności?

Obserwując działania premier Elżbiety Bieńkowskiej mam wrażenie, że jest sprawnym urzędnikiem i organizatorem. Nie dostrzegam jednak w jej dotychczasowych działaniach czegoś, co nazywamy zdolnością do myślenia strategicznego, formułowania wyzwań cywilizacyjnych, formułowania diagnoz i poszukiwania strategicznych rozwiązań. Być może to właśnie wynika z skupiania się na dobrym wypełnianiu roli urzędnika państwowego, a nie wczuwaniu się w rolę polityka-wizjonera, rzucającego pomysły oraz kreującego rzeczywistość i przyszłość kraju. Miejmy nadzieję, że sprawowanie przez nią funkcji wicepremiera, a więc wysokiej funkcji politycznej, wyższej niż ministra, pozwoli opinii publicznej odkryć te jej zdolności, których do tej pory nie mieliśmy sposobności poznać, w tym kreowania strategicznych rozwiązań dla rządu i niezwykle ważnych w rozwoju kraju samorządów.

Jak awans premier Bieńkowskiej wpłynie na wizerunek rządu i samego premiera Tuska? Uznawana jest za osobę twardą i bezkompromisową, ale również rozrywkową, lubiącą muzykę rockową i przyznającą się do ostrego, wulgarnego języka. Czy taki obraz „wytatuowanej piękności” przysłuży się pogrążającej się w kryzysie Platformie?

Powierzenie minister Bieńkowskiej funkcji wicepremiera zapewne spowoduje poprawę wizerunku rządu, gdyż jej obraz jako osoby kompetentnej, profesjonalnej i pełnej uroku osobistego jest mocno medialnie ugruntowany.

Dla nas wszystkich byłoby dobrze, aby wraz z nową funkcją pani premier Bieńkowska podniosła poprzeczkę sobie i administracji rządowej. Gdyby bowiem okazało się, że w najbliższych latach nie ma określonych wizji, jaką Polskę budujemy, w czym się specjalizujemy, jakie znaleźliśmy recepty na widoczne już bolączki społeczno–gospodarcze, to skutki takiego zaniechania będą dla nas bolesne. Bez konkurencyjnej gospodarki nie zatrzymamy emigracji za pracą. Nie zachęcimy też polskich rodzin do rozwoju, skoro nie damy im stabilizacji. Bez jasnego wytyczenia celów rozwojowych zaczniemy szybciej staczać się po równi pochyłej. Ta groźba jest realna, jeżeli nie będziemy konsekwentnie zarządzać procesami rozwojowymi naszego kraju. Odpowiedzialność pani premier jest więc wielka, a co za tym idzie, jej działania zapewne poddane zostaną wnikliwej ocenie.

Rozmawiał Krzysztof Bieda