Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Grzegorczyk, Konrad Berkowicz  18 października 2013

Berkowicz: Sukces to nie tylko procenty

Paweł Grzegorczyk, Konrad Berkowicz  18 października 2013
przeczytanie zajmie 6 min
Berkowicz: Sukces to nie tylko procenty konradberkowicz.pl

Czytając program wyborczy Kongresu Nowej Prawicy, spotkałem się z wieloma ogólnikami, które dobrze wyglądają tylko na papierze. Jednym z takich punktów jest natychmiastowe wyjście z Unii Europejskiej. A co z negatywnymi konsekwencjami dla Polski? W publicznych wypowiedziach słyszymy tylko o jednej stronie medalu.

Liczba tych negatywnych konsekwencji wyjścia jest nieporównywalnie mniejsza od liczby negatywnych konsekwencji bycia w Unii Europejskiej. I nie widzę powodu, żeby się nad nimi specjalnie pochylać. Trzeba być ich świadomym, ale nie ma to wpływu na to, czy trzeba wyjść z Unii, czy nie.

Jednak wskażmy zagrożenia płynące z wyjścia z Unii Europejskiej.

Pan wybaczy, ale cała machina propagandowa Unii Europejskiej, cała machina III Rzeczpospolitej codziennie wydaje pieniądze podatników na podkreślanie wszystkich negatywnych skutków ewentualnego wyjścia z Unii Europejskiej i nagłaśnianieiluzorycznych pozytywów wynikających z bycia w Unii. Proszę więc wybaczyć [śmiech], ale czułbym się co najmniej nieswojo a nawet nieprzyzwoicie, przyłączając się do tego chóru.

Według Przemysława Wiplera, Janusz Korwin-Mikke nie miałby namniejszych problemów z dostaniem się do parlamentu, gdyby nagrał swoje wypowiedzi przed kampanią, a w jej trakcie gdzieś wyjechał i nie wypowiadał się publicznie. Czy Pańskim zdaniem to zbyt duże poświęcenie, jeśli myśli się o zmianie kraju na lepsze? Czy dobry polityk powinien umieć pójść na kompromis?

Samo pytanie zakłada, że słuszna jest teza, od której Pan zaczął, a ja się z nią nie zgadzam.

Dobrze, zatem ujmę to inaczej. Czy dobry polityk powinien umieć pójść na kompromis? 

Oczywiście. Pytanie, na jaki kompromis. Na pewno nie ideowy.

Czyli, mimo że nieco żartobliwy, pomysł Przemysława Wiplera jest do zaakceptowania? Chodzi o brak zaangażowania i występów w mediach Janusza Korwin-Mikkego podczas kampanii wyborczej, w jej ostatnich miesiącach. Pod takim warunkiem, zdaniem byłego polityka Prawa i Sprawiedliwości, sukces Kongresu Nowej Prawicy byłby pewniejszy.

Panu Wiplerowi nie chodzi tutaj o żaden kompromis. Ta anegdotka jest ilustracją poglądów posła Wiplera na to, co jest powodem, dla którego Janusz Korwin-Mikke nie dostał się jeszcze do Sejmu. Nie jest to żadna poważna propozycja. Natomiast jeśli nawet zakładać, że tak by było, to nie jest to żaden kompromis. Oczywiście nie jest prawdą, że Korwin-Mikke, gdyby się nie udzielał podczas kampanii, osiągnąłby sukces wyborczy.

Zarzekacie się, że Wasz ostry styl wynika ze strategii oraz deklaracji całkowitej zmiany systemu. Czy to na pewno słuszna droga? Nie da się ukryć, że Wasze poparcie wśród młodzieży jest stosunkowo duże, ale ludzie w średnim wieku całkowicie nie zwracają już na Was uwagi, nie traktują Was poważnie.

Znów bardzo złożone pytanie i tu należałoby polemizować z kilkoma jego wątkami. Jeżeli pyta Pan o to, czy ta strategia, którą przyjęliśmy, jest dobra z punktu widzenia celu, który obraliśmy, to należałoby powiedzieć o samych celach, których jest co najmniej kilka. Celem jest oczywiście m.in. wykorzystanie szansy w sytuacji, która da nam możliwość dostania się do jakichś struktur decyzyjnych III Rzeczpospolitej. Ale celem jest również walka z poprawnością polityczną i walka z tym, co się powoli dzieje, to znaczy z tym, że państwo polskie staje się państwem wyznaniowym. Przy czym teraz, gdy ktoś czyta te słowa, może pomyśleć, że chodzi mi o państwo katolickie. Tymczasem państwo wyznaniowe nie musi być wcale katolickie. Może mieć bowiem nową religię – a taką nową religią, która zaczyna obowiązywać w naszym państwie, jest właśnie poprawność polityczna. Kolejnym celem, o którym nie można zapomnieć, jest praca u podstaw, to znaczy edukowanie i tworzenie bazy pojęciowej oraz grupy ludzi, którzy wiedzą, o co chodzi, i będą gotowi do wsparcia i przeprowadzenia zmian.

Natomiast absolutnie nie jest prawdą, że ludzie starsi nie traktują Kongresu Nowej Prawicy poważnie. Być może odniósł Pan takie wrażenie dlatego, że praca w naszej partii, która w przeciwieństwie do innych ugrupowań nie bierze pieniędzy z dotacji budżetowych, jest pracą wolontariacką. A jak wiadomo, wolontariusze są na ogół ludźmi młodymi z tego względu, że mają na to czas i częściej są zdolni do szlachetnych czynów. Teza, jakoby tylko młodzi ludzie popierali KNP, wynika z błędnej interpretacji faktów i nie zgadza się zresztą z przeprowadzanymi badaniami opinii publicznej.

KNP jest partią antysystemową, również według Pana deklaracji w jednym z programów telewizyjnych. Zgodnie z tym założeniem nie popieracie i nie identyfikujecie się z politykami, którzy teraz znajdują się w parlamencie. Jednak jeszcze przed uzyskaniem 5% w wyborach parlamentarny nie macie kłopotów z planowaniem ewentualnych koalicji. Czy to nie przejaw zwykłej hipokryzji?

Myślę, że to przejaw nieporozumienia. Nie bardzo rozumiem, z jakiej wypowiedzi konkretnie wyciągnął Pan wniosek, że nie popieramy kogoś tylko dlatego, że znajduje się w parlamencie. Nie ma takiej zasady. Jeśli ktoś jest w parlamencie i robi dobre rzeczy, to w tych dobrych rzeczach jak najbardziej go popieramy.

Miałem na myśli nagranie, w którym mówi Pan, że KNP jest antysystemowe, a mimo wszystko planujecie już przyszłe koalicje z ludźmi systemu. Zatem w czym przejawia się antysystemowość członków Kongresu Nowej Prawicy?

Chcemy radykalnie zmienić system polityczny panujący w III Rzeczpospolitej i na tym polega nasza  antysystemowość. Nie polega na tym, że nie rozmawiamy z nikim, kto ma cokolwiek wspólnego ze strukturami państwowymi.

Czy zamiast ciągłych dywagacji o przejmowaniu władzy na szczeblu centralnym, nie byłoby rozsądniej skupić się na wyborach samorządowych i zdobyć doświadczenie w świecie realnej polityki?

Gdy tylko odbywają się wybory samorządowe, na nich się skupiamy. Natomiast nie jest to powód, żeby nie uczestniczyć w wyborach centralnych.

KNP od 2010 roku, kiedy powstała, nie osiągnęła żadnego realnego sukcesu. Może dobrym rozwiązaniem byłaby zmiana lidera? Mówi się o konflikcie na linii Sowa-JKM lub o rzekomej autopropozycji Przemysława Wiplera, więc może oni sprawdziliby się na tym stanowisku.

Znowu musimy zacząć od tezy, którą uznał Pan za prawdziwą. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że Nowa Prawica nie odniosła żadnego sukcesu od 2010 roku. Ten pogląd wskazuje na pewną patologię patrzenia na życie polityczne. Ona wynika z takiego zdemokratyzowania…

Zatem uznajmy, że dla mnie realnym sukcesem w polityce jest sukces wyborczy. W przypadku wyborów parlamentarnych: uzyskanie 5 procent.

Proszę pozwolić mi dokończyć. To jest takie biurokratyczne zdemokratyzowanie myślenia, które liczy sukces tym, czy ktoś osiągnął efekt polegający koniecznie na wejściu do parlamentu. Z tego punktu widzenia za sukces nie można wziąć nawet tego, że partia ma dość solidną wyjściową bazę poparcia do dalszej walki. W porównaniu np. do poparcia Ruchu Republikańskiego w ogóle nie ma o czym mówić. Jeśli już się pojawi w sondażach, ma 0,1% poparcia. Natomiast są też inne sukcesy. Bardzo ważnym sukcesem jest przekonywanie ludzi, otwieranie im oczu i pokazywanie, jak działa III Rzeczpospolita.

Proszę zwrócić uwagę, że KNP jest swojego rodzaju producentem tego, że niektórzy ludzie patrzą już inaczej na działanie państwa. Część z tych ludzi przestaje z czasem popierać Nową Prawicę, natomiast nadal ma takie, a nie inne spojrzenie na państwo. Konsumentem tego stanu rzeczy są tacy politycy jak pan poseł Gowin czy pan poseł Wipler. Absolutnie nie mówię tego z pretensjami, a wyłącznie z nadzieją, że ta konsumpcja przyniesie nam realne polityczne zyski. Jak najbardziej im kibicuję i mam nadzieję, że im się uda. Jest to jednak takie kibicowanie jak kibicowanie polskiej reprezentacji piłkarskiej. To znaczy trzymam kciuki, czekam w napięciu, jednak bez większej wiary w sukces.

Proszę ustosunkować się jeszcze do drugiej części pytania. Czy w KNP potrzeba zmiany lidera? Grzegorz Sowa jest dobrym kandydatem na nowego przewodniczącego KNP?

Ten pomysł jest kompletnie absurdalny. Nie jest to również nic nowego – podobne pomysły pojawiają się od wielu lat. Jeszcze w 2005 r. słyszałem podobne. Dowodziłem wówczas, na bazie teoretycznej, dlaczego nie jest to dobry pomysł. Dziś nie muszę już tłumaczyć tego w teorii i mogę pokazać konkretny przykład. Otóż UPR udało się wypchnąć Janusza Korwin-Mikkego z partii, z powodu, o którym Pan mówi. Z przekonania o jego szkodliwości. Teraz Unia Polityki Realnej ma dziesiątą część procenta poparcia i kilkudziesięciu, czy kilkunastu działaczy w całym kraju. Ludzie, którzy uważają, że Korwin-Mikke przeszkadza partii, którą zresztą sam założył, w osiągnięciu sukcesu, powinni zapisać się do UPR i pokazać, że rzeczywiście ich spojrzenie, ich działania poprowadzą ugrupowanie do zwycięstwa. Na razie nikomu się nie udało stworzyć lepszej metody walki z obecnym systemem niż KNP.

JKM niespecjalnie narzeka, że od 20 lat jest poza realną polityką. Czy taka sytuacja nie jest dla niego najzwyczajniej w świecie wygodna? Życie z publicystyki i ciągła podróż po Polsce to bardzo ciekawy sposób spędzania czasu.

Czy jemu jest ta sytuacja na rękę? Znam prezesa Janusza Korwin-Mikkego osobiście i wiele razy przyglądałem się z bliska jego pracy. Nie wiem, czy sytuacja, w której człowiek śpi po kilka godzin na dobę i poświęca cały swój czas, aby jeździć po Polsce i ciągle tłuc to samo, ciągle przekonywać ludzi do swoich racji, które pozostają od lat niezmienne, jest taka komfortowa. Świadczy to tylko o tym, że jest niesamowicie zdeterminowany i wierzy w sukces, który można wypracować tylko mozolną pracą. Nawet, jeśli osiągnie się go później, niżby się chciało.

Rozmawiał Paweł Grzegorczyk