Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Co planuje Władimir Putin? Federalizacja Ukrainy, jej finlandyzacja lub niepodległość dla Donbasu

Zza naszej wschodniej granicy płyną sprzeczne sygnały. Jednego dnia trwają negocjacje, drugiego Rosjanie wywracają stolik i przygotowują inwazję na Ukrainę, kolejnego zapowiadają rozpoczęcie wycofywania wojsk znad ukraińskiej granicy i podkreślają potrzebę wspólnej rozmowy o przyszłym bezpieczeństwie w Europie. Nawet jeśli w najbliższych dniach nie dojdzie do ataku, Ukraina nie będzie bezpieczna. Długoterminowym celem Rosji jest zablokowanie postępującej integracji Kijowa z Zachodem poprzez trzy scenariusze: uznanie przez Rosję niepodległości tzw. republik ludowych na wschodzie kraju, federalizację lub finlandyzację Ukrainy.

W każdej chwili może wybuchnąć wojna. Wiele krajów poleciło swoim obywatelom natychmiastowe opuszczenie Ukrainy. W miniony weekend odbył się szereg rozmów na najwyższym szczeblu między członkami NATO oraz między przywódcami zachodnich państw a prezydentem Rosji. Podjęto też konkretne kroki prewencyjne, m.in. Stany Zjednoczone wysłały do Polski 1,7 tys. dodatkowych żołnierzy i zapowiedziały przetransportowanie kolejnych 3 tysięcy.

W ubiegły piątek w Brukseli ambasadorowie krajów NATO debatowali nad możliwym scenariuszami rozwoju sytuacji. Następnego dnia rozmowy z Władimirem Putinem przeprowadzili prezydenci Francji i USA. Żadne ze spotkań nie przyniosło zmiany napiętej atmosfery – wydawało się, że Rosja może rozpocząć wojnę w ciągu kilku dni, a nawet nadchodzących godzin.

Na początku tygodnia pojawiły się jednak pierwsze sygnały załagodzenia sytuacji. Minister spraw zagranicznych Rosji, Siergiej Ławrow, przekazał prezydentowi Putinowi, że rozwiązanie dyplomatyczne wciąż jest na stole. Kolejnego dnia szef polskiej dyplomacji, Zbigniew Rau, spotkał się z Ławrowem w Moskwie. Pierwszą od prawie 10 lat wizytę szefa polskiego MSZ w Rosji umożliwiło aktualne przewodnictwo Polski w OBWE. Rau przedstawił rosyjskiemu odpowiednikowi inicjatywę nowego dialogu nt. bezpieczeństwa europejskiego, którą Ławrow ocenił jako „ciekawą”.

Choć nie znamy na razie jej szczegółów, trudno oczekiwać, że rozwiązania akceptowalne dla Rosji będą korzystne dla Ukrainy. Martwić ją mogą przyjazne Rosji wypowiedzi kanclerza Niemiec, Olafa Scholza, na wtorkowym spotkaniu z Putinem. Jeszcze kilka dni wcześniej Rosja rozmieściła blisko Ukrainy dodatkowe siły powietrzne (m.in. samoloty bojowe), a we wtorek Kijów doświadczył serii cyberataków m.in. na dwa największe państwowe banki i ministerstwa obrony oraz sił zbrojnych. Obietnica wycofania przez Rosję oddziałów spod ukraińskiej granicy nie została dotychczas zrealizowana.

Wyprzedzające kroki Stanów Zjednoczonych i pozostałych krajów członkowskich Sojuszu Północnoatlantyckiego, tj. wezwanie obywateli do opuszczenia kraju, wysłanie dodatkowych sił na wschodnią flankę NATO i „przecieki” o scenariuszu pierwszych dni wojny, który rzekomo miała zaplanować Moskwa, wprowadziły sporą dozę niepokoju do przekazu europejskich mediów. Pozwoliły one jednak pozbawić Putina efektu zaskoczenia i ograniczyć ryzyko prowokacji rosyjskich służb lub prorosyjskich separatystów na wschodzie Ukrainy, co mogłoby doprowadzić do rozpoczęcia działań wojennych.

Scenariusz pierwszy: „Wyzwolone” republiki donbaskie

Duma Państwowa przyjęła we wtorek projekt uchwały wzywającej prezydenta Putina do uznania niepodległości tzw. republik ludowych Ługańskiej i Donieckiej, która jest obecnie na Kremlu rozważana. Rosyjskie władze przyznały wcześniej miejscowym aż ponad 700 tys. paszportów.

To typowy scenariusz, który Rosja stosuje do byłych członków ZSRR, które dziś prowadzą proeuropejską politykę. Rosja tak samo zachowała się w Naddniestrzu (Mołdawia), Abchazji i Osetii Południowej (Gruzja) i Górskim Karabachu (Azerbejdżan). Na tych obszarach Moskwa wyposaża lokalne, separatystyczne władze w atrybuty państwowości i uzależnia od siebie ich stabilność i bezpieczeństwo.

Jak wskazuje Agnieszka Legucka z PISM, „Rosja wykorzystuje zamrożone konflikty do zatrzymania rozszerzenia NATO i Unii Europejskiej w kierunku wschodnim oraz ochrony strefy wpływów w przestrzeni postsowieckiej”. Uznanie niepodległości terenów należących do mniejszego kraju pozwala Kremlowi destabilizować w nim sytuację i ustalać warunki normowania relacji, tak jak stało się to w przypadku Gruzji, której postępujące zbliżenie z Zachodem zostało zatrzymane.

Scenariusz drugi: Federalizacja poprzez porozumienia mińskie

Choć uznanie części obwodów ługańskiego i donieckiego za niepodległe pozwoli Rosji stale ingerować w ukraińską politykę wewnętrzną, a także w bardziej burzliwych okresach wywierać presję na Kijowie przez mobilizację rosyjskich „misji pokojowych” u granic Ukrainy, to równie skutecznym lewarem na stosowanie tej polityki byłaby federalizacja kraju. Rosja zmierzała do niej, naciskając na realizację porozumień mińskich w interpretacji sprzecznej do ukraińskiej.

W istocie porozumienia mińskie mają rozpocząć proces rozkładu ukraińskiego państwa, a przynajmniej jego kompletnej marginalizacji. Clou porozumień leży w przyznaniu specjalnego statusu, tj. autonomii, obwodom donieckiemu i ługańskiemu, których spora część jest teraz kontrolowana przez prorosyjskich separatystów. Otworzyłoby to drogę do federalizacji Ukrainy.

Istotą porozumień, a właściwie konfliktu między Rosją a Ukrainą jest sposób na przyznanie Donbasowi autonomii. Ukraina zgadza się, żeby na miejscu odbyły się wolne wybory pod auspicjami OBWE po wycofaniu się stamtąd prorosyjskich oddziałów proxy. Jest przychylna ograniczonej decentralizacji, ale na własnych warunkach, a nie takich, jakie proponuje Moskwa. Kreml naciska na reformę konstytucyjną, która przenosiłaby znaczne kompetencje z centralnych władz na regionalne.

Kijów chciał już zresztą zapewnić ograniczoną autonomię tym regionom po pierwszych porozumieniach mińskich we wrześniu 2014 r. Dotyczyła ona pewnych kwestii ekonomicznych, finansowych i kulturalnych. Rosji jednak to nie wystarczyło i przystawiając władzom w Kijowie pistolet do głowy, doprowadziła do podpisania kolejnych porozumień mińskich w lutym 2015 r., tym razem uwzględniających reformę konstytucyjną Ukrainy, po drodze przeprowadzając własne wybory na okupowanych terytoriach Ukrainy.

Ukraina nie może się zgodzić na implementację porozumień w skrajnie niekorzystnej interpretacji Rosji. Przyznanie autonomii w takim kształcie oznaczałoby, że wschodnie regiony mogłyby blokować decyzje rządu centralnego w Kijowie. Dotyczyłoby to m.in. kwestii bezpieczeństwa czy polityki zagranicznej. Mówiąc najprościej, prorosyjskie marionetkowe władze w Ługańsku i Doniecku mogłyby wetować decyzje dotyczące strategicznych wyborów Ukrainy, takich jak proces akcesyjny do Unii Europejskiej czy integracja struktur bezpieczeństwa z Sojuszem Północnoatlantyckim.

W tym scenariuszu mielibyśmy do czynienia z sytuacją, kiedy znakomita część społeczeństwa pragnie zbliżenia z Zachodem, a wybrany rząd i prezydent nie mogą zrealizować tych aspiracji. Konsekwencją byłby trwały konflikt wewnątrzkrajowy, utarczki polityczne i próby destabilizacji sterowane przez Rosję z donbaskich regionów autonomicznych. Kijów ponosiłby duże koszty gospodarcze, ekonomiczne i polityczne, a dyskurs w kraju byłby trawiony niemożnością podejmowania suwerennej polityki zagranicznej.

Prezydent i rząd byłyby w następnych wyborach (lub prędzej) pozbawione władzy za zgodę na ustępstwa, których Ukraińcy nie akceptują. Społeczeństwo ukraińskie z czasem byłoby coraz bardziej sfrustrowane i rozczarowane rządzącymi. Na wschodnich terenach kraju Rosja podejmowałaby próby zdobycia sympatii i władzy w kolejnych regionach, na których rosyjskojęzyczni obywatele mieliby dość skompromitowanych ukraińskich władz (Charków, Dniepr, Zaporoże).

Z czasem Ukraina, zgodnie z planem Rosji, osuwałaby się w niszczący konflikt wewnętrzny, a proeuropejski i proatlantycki kurs mógłby wyhamować. Sam Zachód również traciłby siłę na wciągnięcie Ukrainy w swoją orbitę. Niestabilne państwo, w którym władze stopniowo tracą kontrolę nad terytorium, a społeczeństwo staje się coraz mniej przychylne nieprzynoszącym skutku reformom, mogłoby stać się „toksycznym aktywem” w portfelu Zachodu, które koncentruje zbyt wiele uwagi, a nie oferuje znaczących korzyści, co w dalszej perspektywie wepchnęłoby Kijów z powrotem w objęcia Rosji.

Moskwa dąży do tego, żeby z Ukrainy uczynić niezdolne do prowadzenia suwerennej polityki państwo. Środkiem do realizacji tego planu jest federalizacja Ukrainy na warunkach Putina lub – jeśli Kijów na to nie przystanie – twarde działania: oderwanie Donbasu od Ukrainy, destabilizacja wschodnich regionów Ukrainy z dużą mniejszością rosyjską, wojna hybrydowa (ataki hakerskie, spotęgowana dezinformacja, interwencje na obiekty infrastruktury krytycznej) i w ostateczności, nadal trudna do wyobrażenia, militarna inwazja. Ostatecznie Ukraina byłaby doprowadzona do kontrolowanego upadku lub przynajmniej do jej marginalizacji.

Scenariusz trzeci: „Finlandyzacja” pod dyktando Moskwy

Według części zachodnich analityków „kompromisowym” rozwiązaniem jest rezygnacja z NATO-wskich i unijnych ambicji Ukrainy. Prokremlowscy analitycy nazywają ten scenariusz „finlandyzacją”, który to termin należy odczarować i przywrócić mu pozytywne znaczenie. Oznacza, że kraj mógłby się rozwijać i integrować politycznie i gospodarczo z Zachodem, ale kwestie bezpieczeństwa byłyby wyłączone z suwerennej polityki. Ukraina nie mogłaby wstąpić do NATO.

Trudno wierzyć, że Rosja oddałaby Ukrainie dużo pola manewru. Bardziej możliwe jest to, że rezultaty „finlandyzacji” byłyby podobne do jej federalizacji i powolnej marginalizacji. Z polskiej perspektywy byłoby to groźne rozwiązanie, gdyż za wschodnią granicą mielibyśmy nie tylko kompletnie podporządkowaną i potencjalnie niebezpieczną Białoruś, ale też „neutralną” Ukrainę, której ręce wiązałoby widzimisię Rosji – wszak aktualny kryzys jest, według Kremla, spowodowany nagłym „poczuciem zagrożenia” ze strony Ukrainy.

Niektórzy zachodni przywódcy zakładają, że ambicje Rosji można zaspokoić. To błędny wniosek. Rosja pojmuje stosunki narodowe jako grę o sumie zerowej i nie przyjmuje „kompromisowych” rozwiązań do wiadomości. Ustępstwa są przez Kreml odczytywane jako oznaka słabości i zaproszenie do kolejnych koncesji.

Jednocześnie gotowość do podjęcia działa wojennych w obronie Ukrainy nie oznacza dążenia do wojny. NATO musi pozostać otwarte na konstruktywny dialog. Powinien być on jednak wsparty realnymi możliwościami odwetu – nie tylko militarnego, ale też uwiarygodnienia gróźb poważnych sankcji gospodarczych, gotowości do odcięcia Rosji od systemu SWIFT czy jasnej deklaracji (głównie Niemiec) o zablokowaniu otwarcia gazociągu Nord Stream II. Warto rozważyć też geostrategiczne środki nacisku, takie jak skłonienie Turcji do rozważenia zablokowania Bosforu dla rosyjskich statków, choć wiązałoby się to z gwarancjami wsparcia gospodarczego dla Ankary na wypadek rosyjskiej presji.

No dobrze, to co dalej?

Ukraina próbowała już realizować porozumienia mińskie i czynić pewne gesty w kierunku Moskwy. Zostały one jednak odrzucone. Nie ma bowiem możliwości implementacji porozumień w taki sposób, by zadowolić oba kraje. Ukraina chce dla siebie pełnej suwerenności, Rosja chce ją jej odebrać. Nie da się pogodzić tych dwóch stanowisk.

Podstawą do zapobiegnięcia wojnie na Ukrainie nie jest powrót do porozumień mińskich, a propozycja nowego formatu dialogu. Powinien on skupiać się nie na sprawach wewnętrznych Ukrainy i jej suwerennych decyzjach (np. w zakresie dołączenia do NATO), a na zapobieganiu wojnie i zapewnieniu bezpieczeństwa w Europie – i NATO, i Rosji. Rozmowy powinny dotyczyć nie tylko Ukrainy, ale i Białorusi, której status stwarza realne zagrożenie na wschodniej flance NATO. Z pewnością można znaleźć porozumienie w kwestiach częstotliwości ćwiczeń i transparentności działań obu stron.

Jednocześnie Sojusz powinien włączyć w spektrum negocjacji bezpieczeństwo na Morzu Czarnym. Takie rozmowy nie powinny mieć nic wspólnego z resetem w stosunkach z Rosją i wycofywaniem się z nałożonych wcześniej sankcji czy gotowością do ustępstw ws. NS II czy statusu Ukrainy, a jedynie zmienić przedmiot negocjacji. Kluczem do ich sukcesu jest jedność Sojuszu Północnoatlantyckiego i gotowość do podjęcia realnych działań odwetowych i prewencyjnych wobec Rosji, włącznie z odpowiedzią militarną na naruszenie integralności terytorialnej Ukrainy.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.