Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Rosja chciała podzielić NATO, a je zjednoczyła. Na dodatek ponownie zwróciła uwagę USA na Europę

Rosja chciała podzielić NATO, a je zjednoczyła. Na dodatek ponownie zwróciła uwagę USA na Europę Źródło: ΝΕΑ ΔΗΜΟΚΡΑΤΙΑ - flickr.com

Od miesiąca jesteśmy świadkami intensywnych rozmów dyplomatycznych na temat bezpieczeństwa europejskiego między Rosją a Zachodem. Negocjacjom towarzyszy rosyjskie ultimatum i groźba wznowienia działań zbrojnych przeciwko Ukrainie. Rosji zależy na zablokowaniu rozszerzenia NATO na Wschód oraz wycofaniu jego wojskowej obecności z Europy Środkowej. Kremlowi nie udało się przeforsować żadnego z przedstawionych warunków. Co więcej, Rosjanie zmusili Zachód do skonsolidowanej odpowiedzi dyplomatycznej. Istnieje ryzyko, że po fiasku rozmów z USA i NATO Rosja będzie chciała jednostronnie zagwarantować sobie bezpieczeństwo poprzez zwiększanie obecności wojskowej np. na Białorusi, co będzie negatywnie wpływać na sytuację strategiczną Polski.

Brak woli do negocjacji

Rosja od lat dąży do rozbicia jedności Zachodu w kluczowych dla niej sprawach, tj. rozszerzenia NATO na Wschód, obecności amerykańskiej w Europie oraz rywalizacji USA-Chiny. W grudniu ubiegłego roku rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych wydało dwa dokumenty, które można określić jako ultimatum – szantaż dotyczący zapewnienia Rosji gwarancji bezpieczeństwa ze strony kolektywnego Zachodu o nierozszerzaniu NATO na Wschód i wycofaniu się z postanowień szczytu w Bukareszcie z 2008 r., w których stwierdzono, że Ukraina i Gruzja staną się członkami NATO.

Drugi dokument był projektem traktatów politycznych i prawnych dotyczących nierozmieszczania sił zbrojnych w regionach, w których mogłaby to uznać za zagrożenie, ograniczenie ćwiczeń wojskowych w sąsiedztwie Rosji oraz wycofanie jednostek wojskowych sojuszników i innej infrastruktury NATO z państw, które przystąpiły do Sojuszu po 1997 r., a więc i Polski.

Na pierwsze rozmowy do Genewy, Brukseli i Wiednia w dniach 9-13 stycznia bieżącego roku dyplomacja Rosji oddelegowała wiceministrów: Siergieja Riabkowa do rozmów z USA i Aleksandra Gruszko na spotkanie Komisji NATO-Rosja. Miało to pokazać, że Rosji nie zależy na negocjacjach. Rosjanie wyraźnie byli zniechęceni rozmowami, oczekiwali pisemnej odpowiedzi, a nie maratonu dyskusji, w którym wypadli mizernie. Przedstawiciele NATO mówili o pryncypiach prawie każdego państwa do suwerennego wyboru sojuszy, zaś Rosjanom wymknęło się, że niektóre państwa mają większe prawa od innych do decydowania o sobie.

Na spotkaniu USA-Rosja Amerykanie zaproponowali rozmowy na temat kontroli zbrojeń, transparentności wojskowej i zapobiegania incydentom wojskowym, ale rosyjska delegacja najwyraźniej była podirytowana, bo przyjechała po więcej. Gruszko powiedział, że ich propozycja nie jest jak „drożdżówka z rodzynkami, z której się wyjmie słodkie, a zostawi resztę”.

Twarda odpowiedź USA na nierealne żądania Rosji

Wielostronna dyplomacja okazała się atutem, a nie słabością zachodniej dyplomacji. Stany Zjednoczone przeprowadziły ponad 100 rozmów dyplomatycznych. Odbyło się spotkanie Komisji NATO-Ukraina i ministrów spraw zagranicznych NATO, posiedzenie OBWE pod polskim przewodnictwem. USA odrobiły lekcję z kwietnia ubiegłego roku, kiedy spotkanie prezydentów Joe Bidena z Władimirem Putinem odbyło się bez większych konsultacji z państwami Europy Środkowej i Ukrainy, np. w sprawie złagodzenia sankcji na Nord Stream 2, co było politycznym i wizerunkowym błędem.

Rosjanie postawili bardzo wygórowane żądania, które były niemożliwe do zaakceptowania przez USA i NATO. Wyglądało to tak, jakby Rosjanie nie chcieli kompromisu, ale liczyli, że podzielony Zachód ugnie się wobec wojennego szantażu Rosji i złoży kolejne oferty współpracy, na które składałyby się ambitna francuska propozycja promująca unijną „autonomię strategiczną”, węgierska „gra na kilku fortepianach” i niemiecki dialog, czyli zasłużona dla deeskalacji konfliktów „Ostpolitik”. Podnosząc takie żądania, Rosja zyskałaby podwójnie, bowiem zgoda Zachodu oznaczałaby przybliżenie realizacji jej interesów. Odmowa zaś mogła być użyta w rosyjskim przekazie propagandowym do uzasadnienia decyzji o działaniach zbrojnych przeciwko Ukrainie.

Kolejna runda rozmów (tym razem ministrów spraw zagranicznych) 21 stycznia w Genewie nie przyniosła rezultatów. Uścisk dłoni (wbrew pandemicznym zaleceniom) Siergieja Ławrowa i sekretarza stanu Antony’ego Blinkena tylko z pozoru ocieplił wizerunek. Wbrew protokołowi ministrowie rozmawiali krócej i porozumieli się tylko w kwestii przesunięcia o kilka dni przekazania pisemnej odpowiedzi Rosji na jej żądania. 26 stycznia w oddzielnych, niejawnych dokumentach Rosja otrzymała wyczekiwaną na piśmie odpowiedź USA i NATO. Do mediów przekazano tylko ogólne założenia wcześniejszych ustaleń z miesięcznych rozmów dyplomatycznych. Zachód utrzymał w mocy swoje postanowienia dotyczące polityki otwartych drzwi NATO, a więc możliwość rozszerzenia sojuszu o Ukrainę i Gruzję. Na zasadzie wzajemności, jeżeli Rosja oczekuje wycofania wojsk z regionu Europy Środkowej do stanu sprzed 1997 r., powiedziano, że Rosja powinna to uczynić w odniesieniu do Gruzji (Abchazji, Osetii Południowej), Ukrainy (Krymu, Donbasu), Mołdawii (Naddniestrza).

Również na zasadzie wzajemności Zachód zaproponował Rosji dialog w sprawie transparentności, przejrzystości ćwiczeń i redukcji ryzyka wystąpienia niebezpiecznych incydentów wojskowych. Do tego dołączono potrzebę koordynacji ograniczenia zagrożeń w przestrzeni kosmicznej i cybernetycznej. Jednocześnie USA i NATO wyraziły gotowość do rozmów na temat kontroli zbrojeń, transparentności wojskowej i zapobiegania incydentom militarnym.

Rysy na szkle NATO-wskiej jedności

Z punktu widzenia Polski i Ukrainy utrzymanie jedności Zachodu wobec rosyjskiego szantażu jest dobrym sygnałem. Rosja postawiła na to, że Zachód jest podzielony i słaby. Tymczasem to właśnie ona przyczyniła się do tego, że w obliczu rosyjskiego zagrożenia NATO musiało wrócić do polityki odstraszania i partnerstwa m.in. z Ukrainą, zaś Amerykanie, których priorytetem jest region Indo-Pacyfiku, musieli ponownie zwrócić uwagę na Europę i potwierdzić swoje zobowiązania sojusznicze m.in. wobec Europy Środkowej, czyli wschodniej flanki NATO.

Rozpoczęły się intensywne konsultacje między sojusznikami w sprawach ewentualnych sankcji na wypadek eskalacji zbrojnej Rosji na Ukrainę. Część państw członkowskich, tj. Wielka Brytania, Kanada, Czechy, Litwa, Łotwa, Estonia, zaczęło intensywnie dozbrajać Ukrainę. Pomimo wielu niejasności i sprzecznych sygnałów (m.in. nowej koalicji rządzącej w Niemczech) ostatecznie rzecznik niemieckiego MSZ i sekretarz stanu USA potwierdzili, że gazociąg Nord Stream 2 będzie jednym z instrumentów nacisku na Rosję w wypadku rosyjskiej interwencji.

Był to kluczowy moment, zważywszy na fakt, że Niemcy nie zgodziły się na dostarczenie broni na Ukrainę. Berlin nie chce tego praktykować, czym zyskuje poparcie niemieckiego społeczeństwa (73% popiera taką politykę, 20% jest przeciw). Gazociąg NS2, jeśli (lub kiedy) zostanie uruchomiony, długoterminowo będzie osłabiać solidarność euroatlantycką w kontekście polityki bezpieczeństwa wobec Rosji. Niesie to negatywne konsekwencje dla Polski i Ukrainy.

Ważną rolę do odegrania będzie miał tandem niemiecko-francuski (kluczowe będą kwietniowe wybory we Francji). Francja, która 1 stycznia przejęła przewodnictwo w UE, już wywarła wpływ na ożywienie formatu normandzkiego (Rosja, Ukraina, Francja, Niemcy), który był martwy od 2019 r. Rosjanie zgodzili się na reaktywację rozmów z Ukraińcami, aby ponownie przymusić ich do przyjęcia niekorzystnych z ich punktu widzenia porozumień mińskich. Następna tura rozmów jest przewidziana na 10 lutego.

Właśnie mija 13 lat od momentu, kiedy Nicola Sarkozy negocjował zakończenie wojny z Gruzją w 2008 r. jako przewodniczący UE. W międzyczasie wszedł w życie Traktat Lizboński, który zmniejszył uprawnienia prezydencji, jednak nie zmieniły się ambicje polityczne Francji do odgrywania mocarstwowej roli i chęci zmniejszenia znaczenia USA w Europie.

Pojawi się więc pokusa, aby Francuzi podjęli próbę deeskalacji konfliktu przez bezpośrednie rozmowy z Putinem w imieniu Unii Europejskiej. Tym, co ich powstrzymuje, są coraz większe wpływy i zaangażowanie rosyjskich grup paramilitarnych w Afryce, miejscu o strategicznym znaczeniu dla Francji. Podział stref wpływów może stać się więc elementem rozmów dyplomatycznych.

Kolejnymi państwami mogącym rozbić jedność Zachodu są Węgry, które na początku lutego podpisały kolejne porozumienia gazowe z Rosją, oraz Chorwacja, która zapowiedziała wycofanie swoich żołnierzy ze wschodniej flanki w przypadku udzielenia przez NATO wsparcia dla Ukrainy w razie konfliktu z Rosją.

I na koniec USA. Można mieć podejrzenia, że w dwóch obszarach wymienionych przez Amerykanów – ograniczenia rozmieszczenia rakiet średniego zasięgu i ograniczenia ćwiczeń w Europie – USA będą skłonne do pójścia na rękę Rosjanom. Pomysł ograniczenia ćwiczeń nie pojawiał się wcześniej w propozycjach USA i NATO, ale w rosyjskich już tak. Wypowiedzi Amerykanów dotyczące np. moratorium rakietowego w Europie sugerują, że można oczekiwać pewnych ustępstw na rzecz Rosji.

Ta tematyka pojawiała już w agendzie USA i NATO wcześniej, ale Rosja ma tym razem nadzieję na konkretne ustępstwa korespondujące z jej własnymi propozycjami w tych kwestiach. W październiku 2020 r. Putin ponowił apel do NATO o odwzajemnienie rosyjskiego moratorium na rozmieszczanie w Europie wystrzeliwanych z lądu pocisków o zasięgu 500–5500 km. Rosja ogłosiła je po tym, jak USA wystąpiły z Traktatu o całkowitej likwidacji pocisków krótkiego i średniego zasięgu (INF) w sierpniu 2019 r.

***

Nawet jeżeli nie dojdzie do eskalacji zbrojnej na Ukrainie, to Rosja pozostanie największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa europejskiego, a obecną sytuację potraktuje jako testowanie zdolności kryzysowych NATO i USA oraz partnerstwa z Ukrainą. Uzna to za instrument politycznego szantażu i sposób zablokowania rozszerzenia NATO na Wschód. Rosja, która poniosła dyplomatyczną porażkę, może też zdecydować się na militarną odpowiedź, ale może też chcieć jednostronnie zagwarantować sobie bezpieczeństwo, np. wzmacniając arsenał wojskowy (łącznie z nuklearnym) na Białorusi lub w obwodzie kaliningradzkim i w Zachodnim Okręgu Wojskowym, co wpłynie negatywnie na bezpieczeństwo Polski i Ukrainy.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.