Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Bezradny homo sapiens patrzy na klimat

Bezradny homo sapiens patrzy na klimat Autorka: Magdalena Milert

„Mamy rok 2393 i świat zmienił się niemal nie do poznania. Do całkowitego roztopienia Arktyki doszło już w roku 2060. Nastąpił po tym tzw. efekt sagana polegający na uwolnieniu się metanu ze zmarzlin Syberii. Proces ten doprowadził do wzrostu temperatury globalnej o dodatkowe 6°C. Następnym etapem było załamanie się lądolodu Antarktydy, a w konsekwencji spowodowało to drastyczny wzrost poziomu wód oceanicznych o 8 metrów. Aż 20% ludzkości musiało zmienić miejsce zamieszkania, opuszczając zalane przybrzeżne miasta i tereny wiejskie. Wyginęło 70% gatunków istot żywych zamieszkujących planetę”.

Ta apokaliptyczna wizja świata przyszłości pochodzi z eseju Upadek cywilizacji zachodniej Naomi Oreskes i Erica Conwaya. Książka stanowi inspirujące połączenie science fiction z… raportami klimatycznymi Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC). Autorzy zadają sobie jedno konkretne pytanie: dlaczego przez dekady ignorowaliśmy wyraźne ostrzeżenia przed zbliżającą się katastrofą klimatyczną? O przyczyny bierności klimatycznej pyta również Ewa Bińczyk w pracy Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu.

Krótki przewodnik po antropocenie

Człowiek jako gatunek stał się czynnikiem o znaczeniu geologicznym. Intensywne zmiany środowiskowe zachodzące pod wpływem ludzkiej działalności zainspirowały geologów i klimatologów do wyznaczenia nowej periodyzacji epoki, która okrzyknięta została (na cześć człowieka) antropocenem. Wraz z zaproponowaniem tego terminu przez Paula Crutzena i Eugene’a Stoermera w 2000 r., zainicjowana została szeroka dyskusja na temat wpływu człowieka na środowisko naturalne. Publikacja Ewy Bińczyk jest pokłosiem tej debaty, dodatkowo ją poszerzającym o perspektywę socjologiczną i filozoficzną.

Autorka charakteryzuje człowieka jako hipersprawczego; w tej optyce stanowi on siłę, która z powodzeniem zdominowała środowisko naturalne od atmosfery po glebę, a efekty jego działań będą widoczne jeszcze przez setki, jeśli nie tysiące lat. Paradoksem współczesnej debaty, a jednocześnie główną tezą książki, jest konstatacja, że w obliczu planetarnego kryzysu klimatycznego potencjalnie „wszechmocny” człowiek nie potrafi zmobilizować się do działania. Idąc tym tropem, autorka prezentuje wszystkie kolejne wątki w złożonej debacie o antropocenie – począwszy od spornych punktów i kontrowersji, aż po niezbite fakty. Datując początek epoki człowieka na czas rewolucji przemysłowej, w syntetyczny sposób przedstawia skalę zmian, jakie zaszły na naszej planecie w wyniku ludzkiej aktywności.

Geologia dzieli historię Ziemi na epoki, które są zupełnie niezależne od wpływu człowieka na środowisko. Nawet najkrótsze z nich szacowane są na tysiące lat. Problem z antropocenem polega na tym, że homo sapiens jest gatunkiem, którego obecność widoczna jest na wielu płaszczyznach geologicznych: człowiek modyfikuje hydrosferę poprzez zakwaszanie oceanów, atmosferę poprzez emisję gazów cieplarnianych oraz litosferę przez wyjaławianie gleb. Co więcej, i co zarazem bardziej istotne, jeśli przyjmiemy – co zresztą sugeruje twórca terminu Paul Crutzen – że epoka antropocenu rozpoczęła się 200 lat temu, mamy do czynienia z nieprawdopodobnie szybkim przeobrażaniem geologicznym całej planety. Innymi słowy, człowiek przez ostatnie 200 lat przyspieszył zmiany, które naturalnie zachodziły przez tysiące, a nawet miliony lat.

Efektem antropocenu jest wyeksploatowanie środowiska: zanik bioróżnorodności, nadmierne zanieczyszczenie, wyczerpanie złóż oraz bezprecedensowe tempo zmian klimatycznych. Podnoszone są również głosy o wpływie na skalę kosmiczną: wraz z topnieniem pokrywy lodowej na Grenlandii zauważalnie przechyliła się oś Ziemi. Antropocen to zatem epoka człowieka jako istotnej siły geologicznej.

Dyskusja o antropocenie to również dyskusja o przekraczaniu granic i proporcji. Trudność tej debaty polega na tym, że posiadamy niezaprzeczalne dowody na konsekwencje bierności klimatycznej, a jednocześnie nie jesteśmy w stanie znacząco ograniczyć konsumpcji i wykorzystania zasobów naturalnych. Autorka posługuje się w tym kontekście terminem marazmu – stanu organizmu, którego procesy poznawcze są upośledzone, a tym samym ograniczona jest możliwość działania. W konsekwencji próby implementacji polityk niskoemisyjnych kończą się fiaskiem. Naturalne wydają się zatem wątpliwości co do realnej sprawczości człowieka; stąd również postawione pytanie: czy antropocen jest początkiem epoki człowieka, a może już jej końcem?

Zmiany klimatyczne to według Bińczyk najlepiej zbadane zjawisko w historii Ziemi, będące jednocześnie przedmiotem intensywnej i złożonej debaty interdyscyplinarnej prowadzonej na bezprecedensową skalę. Autorka mierzy się z próbą usystematyzowania języka tej dyskusji, przedstawiając kategorie i pojęcia badaczy wywodzących się z najróżniejszych dyscyplin. Wprowadzone do humanistyki – przecież przyrodnicze! – pojęcie antropocenu przykuło uwagę nie tylko klimatologów, stratygrafów, geologów, historyków środowiska, ale również geografów społecznych, ekonomistów, badaczy zrównoważonego rozwoju, a w końcu filozofów i socjologów.

Uczestnicy debaty, stawiając najróżniejsze pytania, posługują się wspólnym słownikiem. Autorka rekonstruuje język tej wielowątkowej dyskusji i wylicza dziesiątki wspólnych dla badaczy pojęć, m.in dotyczących problemu utraty natury (postprzyroda, utrata bioróżnorodności, szóste wielkie wymieranie), o charakterze egzystencjalnym i moralnym (nieodwracalność, granice planetarne, środowiskowe prawa człowieka), aż w końcu dochodzi do być może nieuniknionych zagrożeń (punkt bez odwrotu, utrata przyszłości, wyjątkowość przyszłego pokolenia). W konsekwencji większość debaty zdominowały określenia o charakterze egzystencjalnym, dotyczące obaw o przyszłość, nieodwracalność zachodzących zmian klimatycznych czy zwątpienie w sprawczość człowieka.

Żyjemy dziś w epoce klimatycznego denializmu

Zdaniem Bińczyk żyjemy dziś w epoce denializmu: z jednej strony mamy świadomość własnej bierności i marnotrawionego czasu, z drugiej zaś staramy się tę perspektywę odsuwać od siebie i zaprzeczać procesom dziejącym się na naszych oczach. Zdaniem autorki Epoki człowieka wpływ na bierność klimatyczną ma splot czynników ekonomicznych, społecznych i politycznych.

Pierwsza przyczyna leży w „irracjonalności naszego systemu gospodarczego”, którego głównym założeniem jest maksymalny zysk z pominięciem kosztów środowiskowych. Takie podejście tłumaczy, dlaczego przedkładamy dochód z wycinki lasów ponad ochronę bioróżnorodności, czy – mimo alarmujących głosów naukowców – nie rezygnujemy z wydobywania paliw kopalnych (w perspektywie 2035 r. planowane globalne inwestycje w sektorze wydobywczym sięgają 23 bilionów dolarów), optujemy za wysoko emisyjnym handlem na dalekie odległości i rozwojem przemysłu mięsnego. Horyzonty inwestycyjne skupiają się na zbyt krótkiej perspektywie, by włączyć w straty koszty środowiskowe. W modelu ekonomicznym, którego celem jest nieograniczony i jak najszybszy zysk gospodarczy, potrzeby środowiskowe będą, siłą rzeczy, wypierane.

Drugą kategorią są przyczyny o charakterze społecznym. Dla przykładu, jeszcze w 2008 r. 71% Amerykanów było przekonanych, że istnieją niezaprzeczalne dowody na zmiany klimatyczne. Rok później taką samą opinię wyraziło już tylko 57% ankietowanych. W tych latach nastąpił również wyraźny, bo aż o 11 punktów procentowych, spadek wiary w to, że to człowiek przyczynił się do podwyższenia temperatury na Ziemi. Tak nagła zmiana opinii publicznej w tak krótkim czasie jest według autorki skutkiem działania kampanii dezinformacyjnych i ruchu denialistycznego.

Ochrona klimatu oznacza konieczność zakwestionowania hiperkonsumpcyjnego stylu życia najbogatszej części świata, dlatego rozmaitym grupom interesu zależy, by nadchodząca katastrofa klimatyczna wydawała się „rozdmuchanym” problemem. W większości przypadków za prowadzonymi kampaniami stoją konserwatywne think tanki i instytuty badawcze sponsorowane przez koncerny paliwowe, motoryzacyjne, a nawet żywnościowe. Autorka wymienia z nazwiska najważniejszych „badaczy” negujących zmiany klimatyczne i pokazuje, że „produkowanie sceptycyzmu na zlecenie” to jedna z najczęstszych strategii retorycznych w antropocenie.

Na sukces denialistów wpływa także malejące społeczne zaufanie do środowiska naukowego. W konsekwencji największą trudnością dla naukowców nie jest zbadanie zachodzącego zjawiska, ale przekonanie opinii publicznej do akceptacji wyników tych badań. Przykładowo, po zignorowaniu wystosowanego w 1992 roku apelu naukowców w sprawie nadchodzącego kryzysu klimatycznego, konieczne było jego ponowienie; w 2017 r. pod tym dokumentem podpisało się już ponad 15 tys. naukowców z całego świata. Było to niezbędne, by zapewnić opinię publiczną, że środowisko naukowe jest zgodne co do faktu zachodzenia zmian klimatycznych. Jednak sam konsensus środowiska naukowego nie wiedzie bezpośrednio do działań politycznych, które są rozstrzygające w procesie zahamowania postępujących zmian klimatycznych o charakterze negatywnym.

***

O sile książki Ewy Bińczyk stanowi jej interdyscyplinarność oraz mocne osadzenie w najnowszej anglojęzycznej literaturze przedmiotu. W konsekwencji w Epoce człowieka znajdziemy obszerną analizę kategorii antropocenu począwszy od historii epoki, przez naświetlenie szeregu zjawisk, które ją charakteryzują (marazm, denializm i alarmujące badania naukowców) oraz „plany awaryjne” inżynierii klimatycznej mające na celu błyskawiczne przeciwstawienie się zachodzącym zmianom. Jej lektura wydaje się co najmniej wskazana, gdyż samo pojęcie antropocenu może okazać się już wkrótce jednym z kluczowych pojęć naszej debaty publicznej.

Artykuł pochodzi z numeru czasopisma idei „Pressje” pt. „Zielony ascetyzm”. Zachęcamy do bezpłatnego pobrania całości numeru.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.