Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Człowiek-firma z podręcznika neoliberalnego coachingu

Coaching to coś więcej niż wątpliwej jakości oferta dla osób konfrontujących się z różnorakimi problemami. Coaching sam staje się problemem i to od razu w skali społecznej. Zamiast deklarowanego otwarcia na drugiego człowieka, otrzymujemy egocentryczny przekaz prowadzący do społecznej znieczulicy.

Liberalny kapitalizm stworzył własną wersję człowieka idealnego. Można go nazwać człowiekiem-firmą. To postać będąca skrzyżowaniem bohatera ze słupkami księgowymi. Bohatera, ponieważ nie boi się ryzyka i jest nieustannie gotowy do działania. Słupkami księgowymi, ponieważ motywem przewodnim tego działania jest wychodzenie na plus w bilansie korzyści i strat. Człowiek-firma jest więc bytem czujnym, aktywnym i analizującym. Trzyma rękę na pulsie, by nie przeoczyć żadnej szansy. Energicznie „chwyta byka za rogi” i „łapie wiatr życia w żagle”, by pozostać na poziomie popularnych komunałów. Nieustannie kalkuluje dalekosiężne oraz krótkoterminowe skutki swojej aktywności, by w ustalonym horyzoncie czasowym osiągnąć zysk per saldo. Człowiek-firma to postać nie pozwalająca sobie na zastój, a nawet nie do końca określona, gdyż każdego dnia musi się zmieniać, by przeć do przodu. Przełamywać swoje ograniczenia, testować własne granice intelektualne i fizyczne, by móc je nieustannie przesuwać przynajmniej nieco dalej. Dla człowieka-firmy stagnacja oznacza regres.

Coaching stanowi logiczną konsekwencją liberalnego kapitalizmu. Jego głównym zadaniem wydaje się przekształcanie płaskich szaraczków w życiowo zautomatyzowanych ludzi-firmy. Coaching ze zwykłego człowieka tworzy atrakcyjne „projekty” z przemyślaną strategią marketingową, własną marką i zestawem wyuczonych praktyk. Wszystko po to, by stać się bohaterem gospodarki rynkowej, czyli nastawioną na życiową ekspansję przedsiębiorczą jednostką.

W tym celu coaching wykorzystuje niemal ten sam słownik pojęć i chwytów retorycznych, co w przypadku teorii zarządzania. Z tą różnicą, że ten rozbudowany wokabularz stosuje w odniesieniu do rozwoju pojedynczej osoby, a nie całej organizacji. Rozwój ten niekoniecznie oznacza wzrost ekonomiczny – chodzi tu również o rozwój umiejętności interpersonalnych, dietetycznych czy nawet seksualnych. Człowiek-firma jest konceptem holistycznym, zawiera w sobie wszystkie obszary życia jednostki i ekonomizuje je. Dobrze jest odpowiednio się odżywiać i być świetnym w łóżku, gdyż nam się to po prostu opłaca, nasza własna marka na tym korzysta. „Każdy” chciałby współpracować z dobrze odżywionym, kreatywnym i pełnym wigoru herosem.

Wady fabryczne człowieka

Liberalny kapitalizm wypracował własny język, który świetnie opisał Tomasz Markiewka w książce Język neoliberalizmu. Dominują w nim zwroty, które mają upowszechniać określoną wizję świata („zaradność”, „przedsiębiorczość”, „efektywność”). Jak się okazuje, coaching korzysta z tej liberalnej nomenklatury z wielkim entuzjazmem. Dowodzi tego Michał Mokrzan w wydanej w 2019 r. książce o przydługim tytule Klasa, kapitał i coaching w dobie późnego kapitalizmu. Perswazja neoliberalnego urządzania.

Na jej stronach przekonuje, że pierwszoplanowym celem coachingu jest krzewienie idei neoliberalnych, by następnie przeobrażać jednostki w duchu konceptu człowieka-firmy. Gwoli ścisłości – to ostanie pojęcie u Mokrzana się nie pojawia, to moja własna inwencja. W tym ujęciu coaching stanowi instrument neoliberalizmu, którego zadaniem jest wpojenie ludziom przekonania, że negatywne doświadczenia, porażki i wszystko to, co składa się na chropowatości ich życia, nie obarcza „systemu”, lecz stanowi efekt  „wad fabrycznych” ich samych. Wady te można wyrugować w sposób zbliżony do tego, w jaki restrukturyzuje się firmę.

Mokrzan przywołuje koncepcje coachingu popularne wśród jego trenerów i promotorów. Według jednej z nich, coaching jest „technologią uodpowiedzialniania”, czyli „czynienia jednostek przedsiębiorczymi i odpowiedzialnymi za swoje decyzje i działania”. Coaching czyni jego klienta lepszym kierownikiem samego siebie. „Celem coachingu »jest zawsze polepszenie umiejętności samozarządzania klienta«” – tu Mokrzan cytuje jeden z podręczników coachingu.

Coaching nie jest więc zwykłym szkoleniem, gdyż osoba biorąca w nim udział nie jest uczniem, lecz klientem, a celem nie jest nabycie umiejętności, a lepsze zarządzanie własnym sobą jako człowiekiem-firmą. Zamiast metafory o wręczaniu wędki zamiast ryby, jedna z trenerek stosuje metaforę „podstawiania drabiny”. To, czy z niej skorzystamy, stanowi kwestię indywidualnej postawy samego klienta, który musi samodzielnie zadecydować, że chce „dokonać progresu” i „wziąć sprawy w swoje ręce”, „odważnie spojrzeć w przyszłość” oraz proaktywnie dokonać odpowiednich korekt w strukturze swojej „egzystencjalnej firmy”.

Uodpowiedzialnij się!

Mokrzan zauważa, że dążenie do większej produktywności w codziennym działaniu nie jest narzucane osobom poddawanym coachingowi. Pod wpływem szkolenia sami klienci zaczynają ciążyć ku temu modelowi życia – przynajmniej w teorii. Ich umysły są tak nabite przekazem „prorozwojowym”, że podświadomie zaczynają funkcjonować w jego duchu. Możemy więc mówić o pewnej indoktrynacji. Człowiek, który nie wciela w życie paradygmatu samorozwoju, jawi się w tej optyce jako „ofiara” pozbawiona rzeczywistego wpływu na własną aktywność. Przeciwieństwem postawy ofiary jest przedsiębiorczość jako stan umysłu. Przedsiębiorczość jest tu trwałą dyspozycją osoby do brania odpowiedzialności za swój los. „Czyniąc jednostki sprawczymi, coaching urasta do rangi istotnego narzędzia neoliberalnego urządzania” – przekonuje Mokrzan. Przedsiębiorcze „Ja” powinno nieustannie „rozważać potencjalne rezultaty dokonywanych przez siebie wyborów”. Dokładnie tak, jak zarząd spółki analizuje poszczególne posunięcia w celu poprawienia wyniku operacyjnego.

Jednym z nurtów w coachingu jest „life coaching”. Jego głównym zadaniem jest wykreowanie w coachingowanych jednostkach poczucia własnej wartości. Mokrzan cytuje Barbarę Cruikshank, według której ten niewinny cel ma w istocie przeobrazić relacje społeczne oraz politykę publiczną. Samospełnienie staje się społecznym obowiązkiem każdego obywatela. W ten sposób odpowiedzialność za dobrostan ludzi zostaje przeniesiona z poziomu wspólnoty na barki każdej jednostki z osobna. Bankrutujące przedsiębiorstwo upada z powodu złego zarządzania, tak samo upadający człowiek-firma przegrywa przez własne błędy w zarządzaniu samym sobą.

Guru współczesnych wolnorynkowców, a w istocie jeden z czołowych youtubowych coachów, Jordan Peterson, przekonuje, że w pierwszej kolejności należy poukładać swój dom w idealnym porządku, zanim zacznie się krytykować świat. W ten sposób torpeduje się samą ideę jakiejkolwiek krytyki społecznej; skoro bowiem nikt nie jest ideałem, nikt nie ma również moralnego prawa narzekać na porządek społeczny.

Restrukturyzacja samego siebie

Mokrzan wziął na warsztat również samych coachingowanych, by przestudiować motywacje stojące za decyzją o udziale w szkoleniach. Jedną z jego rozmówczyń jest Zofia, która nie potrafi zharmonizować swojego życia prywatnego z zawodowym i we własnym przeświadczeniu jest złą matką. Postanawia więc „poukładać siebie” na nowo, by odzyskać „utracony potencjał”. „Moja rozmówczyni jest już skłonna dobrowolnie pracować nad przekształceniem siebie” – pisze Mokrzan i zauważa, że Zofia cechuje się wysokim stopniem „coachowalności” („coachability”), a więc jest szczególnie podatna na wpływ szkoleniowca. Wysoki stopień „coachowalności” to tajemnica sukcesu każdej szkolącej się jednostki. Powinna się ona najpierw otworzyć na bycie kierowaną, niczym firma, do której wchodzi nowy zarząd przystępujący do restrukturyzacji. Praca nad poukładaniem siebie na nowo jest dla Zofii trudna emocjonalnie, ale każdy proces restrukturyzacji jest bolesny – nieważne czy mówimy o przemyśle stoczniowym, górnictwie czy człowieku-firmie.

Kolejnym bohaterem wywiadów jest Wojtek, który wcześniej pracował na stanowisku menedżerskim. Jego głównym problemem były relacje z kobietami. Uznał więc, że ma pewne „braki kapitałowe” – dokładnie mowa jest o kapitale emocjonalnym. Problemy z relacjami nie sprowadzają się zatem do braku empatii; jawią się jako „deficyt aktywów”. Wojtek szkoląc się i zdobywając nowe umiejętności interpersonalne de facto zwiększa swój osobisty kapitał zakładowy. Dokapitalizowuje własną firmę, jest inwestorem samego siebie. Dzięki temu jego osobista marka stanie się bardziej atrakcyjna na rynku relacji damsko-męskich i będzie mogła prowadzić ekspansję w tym kierunku. Wojtek wspomina o pewnej udanej randce, która skończyła się świetnym seksem. Można więc powiedzieć, że dzięki doinwestowaniu Wojciech jako człowiek-firma może sprawniej dokonywać transakcji wymiany przeżyć seksualnych.

Aktualizacja oprogramowania

„Mechanizmy perswazji są punktem łączności między scenariuszem terapii a technikami siebie. Ich celem jest umożliwienie podmiotowi opuszczenie spotkania terapeutycznego i przekształcenie go poprzez zainstalowanie w nim stałej hermeneutyki siebie” – Mokrzan cytuje tu Nikolasa Rose’a. W tej optyce coaching polega na instalacji nowego software’u, z kolei zachowania, nawyki i życie w ogóle to po prostu zbiór przydatnych technik. Należy się ich nauczyć i wdrażać w codziennych zmaganiach.

Jeśli człowiek nie radzi sobie z rzeczywistością, to jest jak stary telefon, który nie nadąża za przemianami technologicznymi. Można go wymienić na nowy lub przynajmniej wgrać nowe oprogramowanie, które zwiększy jego osiągi. Wszelkie problemy psychiczne, poczucie wyobcowania czy niedopasowanie do środowiska społecznego przez coaching traktowane są jak wady sprzętowe. Niegroźne zresztą, bo przecież awarię można usunąć. Człowiek idący do coacha zgłasza niejako reklamację samego siebie.

Czy coachee (tzn. osoba coachingowana) wychodzący ze szkolenia od coacha, po zinternalizowaniu przekazywanych tam treści, rzeczywiście może zacząć sobie lepiej radzić w realiach liberalnego kapitalizmu? Być może. Czy stanie się dzięki temu szczęśliwy? Niekoniecznie. Bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz przeciwny. Traktowanie swojego życia jak zaplanowanego odgórnie projektu, a siebie samego jak przedsiębiorstwa, którym trzeba odpowiednio zarządzać i któremu trzeba nadać przemyślany kształt i markę, to najkrótsza droga do zatracenia. Życie nie zostało dane nam po to, by traktować siebie i innych jak tabelki w excelu. Relacje międzyludzkie powinny być przestrzenią swobodnej wymiany doświadczeń i uczuć, opartych na miłości oraz empatii, a nie na wyuczonych technikach prowadzących do osiągania zakładanych z góry korzyści.

W coachingu najgorsze jest jednak to, że przeobraża członków społeczeństw w samotne żaglówki. Szczęście i powodzenie zawodowe zależeć ma wyłącznie od sprawności ich sternika. Coaching nie jest więc apolityczny – bo to jeszcze nie byłoby niczym złym – ale jest antypolityczny. Tworzy fałszywe przeświadczenie, że struktury ekonomiczne i relacje społeczne są drugorzędne, o ile tylko zagwarantuje się podstawową wolność przedsiębiorczej jednostce. Zamiast obiecywanego otwarcia się na drugiego człowieka, dostajemy egocentryczny przekaz prowadzący do społecznej znieczulicy. Coaching nie jest więc już tylko wątpliwej jakości ofertą dla poszczególnych członków społeczeństwa, którzy chcą w ten sposób poradzić sobie ze swoimi problemami. Coaching sam staje się problemem. Problemem społecznym.

Artykuł pochodzi z numeru czasopisma idei „Pressje” pt. „Zielony ascetyzm”. Zachęcamy do bezpłatnego pobrania całości numeru.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.