Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

7 rozwiązań, które zostaną w polskiej szkole po okresie pandemii

przeczytanie zajmie 14 min

Cztery tygodnie – mało czy dużo? Gdyby spojrzeć na ten okres w perspektywie całego roku szkolnego, to naprawdę niewiele. Jednak cztery tygodnie edukacji w czasie kwarantanny nabierają zupełnie nowego znaczenia. To, jak polska szkoła radzi sobie obecnie, wpłynie na jej kształt w przyszłości.

Chociaż kwarantanna nadal trwa i nic nie zapowiada, że skończy się szybko, to dobry czas na to, by zdecydować, jakie elementy zdalnej edukacji powinny zostać z nami na dłużej nawet po okresie pandemii, a które zupełnie się nie sprawdzają. Zacznijmy od tych, które śmiało można uznać za niewypały.

Telewizji już podziękujemy

Telewizja w edukacji się nie sprawdziła. Z niedowierzaniem wpatrywaliśmy się w ekrany, śledząc tok „lekcji” w TVP. Wpadek było o dużo za dużo. Sama idea uczenia za pomocą telewizji wydaje się dość absurdalna. Edukacja to przede wszystkim interakcja. Musi być w niej zawarta minimalna chociaż forma kontaktu, możliwość uzyskania informacji zwrotnej dla każdej ze stron – uczącego i tego, kto się uczy. Telewizja tę interakcję zabija. Nie ma możliwości zadania pytania, napisania komentarza, poproszenia o wytłumaczenie. Czym innym jest film edukacyjny, nawet ten przypominający krótki wykład, a czymś zgoła odmiennym próba naśladowania toku lekcji i imitowania obecności uczniów.

To główny czynnik (poza naturalnymi predyspozycjami prowadzącego, odpornością na stres i stanem wiedzy, oczywiście), który decydował o tym, czy lekcja należała do udanych. Być może, gdyby niektóre panie mogły prowadzić lekcję za pośrednictwem Internetu, cała sytuacja nie byłaby aż tak żenująca, bo uczniowie szybko zasugerowaliby, że coś jest nie w porządku i natychmiast trzeba zmienić taktykę.

Lekcje oglądane w telewizji i okres pandemii sprawiły, że zaczęliśmy doceniać procesy socjalizacyjne, rozwijanie umiejętności funkcjonowania w grupie lub rozwiazywania sytuacji trudnych i konfliktowych, których młody człowiek uczy się właśnie w szkole. Jedno jest pewne: telewizja do przeprowadzania zdalnych lekcji po prostu się nie nadaje.

Gimnazjum nadal istnieje?

Lekcje bez uczniów, które proponowała TVP, to jednak nie koniec absurdów. Kwarantanna spowodowała intensywne przeglądanie Internetu przez nauczycieli szukających inspiracji na przeprowadzenie ciekawych zdalnych lekcji. Z pomocą przyszło Ministerstwo. Na liście polecanych stron zawierających materiały dydaktyczne znalazło się między innymi Scholaris. To portal dumnie reklamujący się jako źródło wiedzy dla nauczycieli. Strona zwiera mnóstwo materiałów dla przedszkolaków, edukacji wczesnoszkolnej, podstawówki i… gimnazjum oraz szkoły ponadgimnazjalnej. Jak widać reforma edukacji jeszcze tu nie dotarła, choć trwa już trzy lata.

Na pierwszej stronie może odnaleźć informację (zapisaną na czerwono, żebyśmy broń Boże jej nie przeoczyli!), że Scholaris jest „zintegrowane ze słownikiem podstawy programowej”. A to ciekawe, bo w obowiązujących dokumentach nie ma już słowa o gimnazjach. Do jakiego więc dokumentu się odnosi?

Podobnie rzecz ma się z prezentowanymi na stronie materiałami. Są nudne jak flaki z olejem, tak sztampowe i kiepsko wydane, że nawet mnie nie chce się po nie sięgać, a co dopiero dzieciom. Scholaris to zatem strona, na którą się już po prostu nie wchodzi. Szkoda naszego czasu.

Egzamin w kapciach to nie egzamin

Teoretycznie odbyły się próbne egzaminy ósmoklasisty (30.03-01.04) i maturalne (02.04-08.04). Teoretycznie, bo poza publikowanym na stronie CKE arkuszem nie miały z egzaminem zbyt wiele wspólnego. Co oczywiste, w trakcie epidemii uczniowie zadania rozwiązują w swoich domach – w kapciach, luźnym dresie, być może z kubkiem herbaty i biurkiem zawalonym książkami. Pod nosem mają rozpraszacze w postaci telefonu, komputera. W domu młodsze lub starsze rodzeństwo, być może także inni członkowie rodziny. Brakuje jeszcze skomlącego psa proszącego o spacer.

Egzamin ósmoklasisty jest pierwszym poważnym egzaminem państwowym, z którym spotykają się nastolatkowie. W większych miastach przypomina bitwę o miejsca w najlepszych liceach. Ten jeszcze nie decyduje o dalszym dorosłym życiu, ale matura już tak. Każda sytuacja egzaminacyjna wiąże się ze stresem, presją czasu i swego rodzaju dyskomfortem.

Istotą próbnych egzaminów jest nie tylko sprawdzenie stanu własnej wiedzy, ale raczej (a może przede wszystkim) oswojenie się z trudną emocjonalnie sytuacją egzaminu. Nie do końca wygodne i niecodzienne ubranie, odpowiednie ułożenie stołów mających dawać poczucie niejakiego osamotnienia i podkreślać, że można liczyć tylko na samego siebie. Procedura wcześniejszego oddawania telefonów pod opiekę nauczyciela siedzącego w pokoju nauczycielskim lub zostawienia ich w bezpiecznym miejscu, odpowiednia kolejność wchodzenia do sali, losowanie numeru stolika, wcześniejsze zapoznanie z listą rzeczy, które można wnosić i których absolutnie mieć ze sobą nie wolno – wszystko to sprawia, że początkowo wiele uczniów czuje się zagubionych. Z formą trzeba oswoić się wcześniej, by w dniu egzaminu nie przesłoniła tego, co najważniejsze – wykazania się umiejętnościami.

„Próbny” egzamin pisany w domu nie jest formą oszczędzania młodemu człowiekowi stresu, którego w edukacji nie brakuje, ale odbieraniem mu szansy na wypracowanie mechanizmów radzenia sobie w trudnych sytuacjach egzaminacyjnych.

Czy zatem lepiej nic nie robić? Nie. Po prostu nie nazywać opublikowanych arkuszy, które mogą (wcale nie musimy do egzaminu podejść) zostać odesłane nauczycielowi w dowolnej formie – pliku Word, skanu kartek lub zwykłego zdjęcia – przygotowaniem do egzaminu państwowego. Dobrze, że arkusze się pojawiają. To zawsze cenna możliwość wykonania ćwiczeń, dostępna za darmo. Jednak egzamin próbny z prawdziwego zdarzenia powinien zostać zorganizowany raz jeszcze po zakończeniu kwarantanny, tym razem w normalnych, a nie kanapowych warunkach.

Edukacja po pandemii

Okres pandemii jest czasem wielkiej próby niemal każdej sfery życia, także edukacji. Kwarantanna sprawiła, że zostaliśmy zmuszeni do ponownego wypracowania modelu naszej pracy i uczenia (się). Nawet perspektywa kilku tygodni pozwala na udzielenie odpowiedzi na pytanie, które elementy zdalnej edukacji zostaną z nami na dłużej, w tzw. normalnej szkole.

Zmiana dotknęła też, a nawet przede wszystkim, uczniów i rodziców. Wielu z nich musiało lub dopiero będzie musiało zrewidować wypracowany w rodzinie system uczenia się. Dzieci od klasy czwartej wzwyż, a nawet także i te młodsze potrafiące już czytać i pisać, przeszły przyspieszony kurs samodzielności edukacyjnej. Wcześniejszy model, w którym funkcjonowało (lub nadal funkcjonuje) wiele rodzin, polegający na tym, że dziecko wszystkie, nawet najprostsze i nieprzysparzające trudności zadania, wykonuje w asyście kogoś dorosłego, po prostu nie działa. Albo to zmienimy i nauczymy dziecko większej samodzielności (wykonuje zadania samodzielnie, rodzic pomaga tylko w sytuacji, gdy coś jest kompletnie niezrozumiałe, ewentualnie sprawdza, czy nie pojawiają się poważne błędy w pracy po wykonaniu zadania przez dziecko), albo wszyscy oszalejemy.

1. Dzieci lepiej przygotowane do egzaminów, nauczyciele do lekcji

Jednym z pozytywów czasów kwarantanny jest wysyp dodatkowych zadań powtórkowych na stronie Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Chociaż publikowane były już arkusze z poprzednich lat i informatory, w których można znaleźć propozycje ćwiczeń wraz z odpowiedziami, to jednak zadań było zdecydowanie za mało. Nauczyciele i uczniowie sami musieli zaopatrywać się w dodatkowe zbiory powtórkowe. Chociaż na rynku jest ich mnóstwo, często znacznie odbiegają od standardów egzaminacyjnych.

Gdy koronawirus już nas opuści, warto, by CKE zastanowiła się nad publikowaniem, chociaż raz na kwartał, pliku z dodatkowymi arkuszami. To pomogłoby rozwiązać problem z dotychczasowymi przygotowaniami do egzaminów. Nauczyciele, dzięki regularnej współpracy z CKE, mogliby lepiej przygotować uczniów ostatnich klas podstawówki lub liceum do ważnych w ich życiu sprawdzianów wiedzy i psychicznej odporności.

Przykładem innej, rządowej inicjatywy ułatwiającej zdalną edukację są epodreczniki.pl. Zamieszczone tu materiały zawierają propozycje ciekawych ćwiczeń, rzetelny materiał źródłowy i ciekawe filmy. Zadania możemy wykonać na komputerze, ale też tradycyjnie, w zeszycie. To chyba jedno z najbardziej rzetelnych narzędzi pracy, które stanowi swego rodzaju bazę nie tylko na okres pandemiczny.

Podobna inicjatywa została podjęta przez samych nauczycieli. Lekcjewsieci.pl to strona założona przez pasjonatów wszystkich poziomów edukacji. Zawiera sporo scenariuszy lekcji, gotowych materiałów, a wciąż jest tworzona i dodawane są dodatkowe elementy. Nawet jeśli te inicjatywy istniały przed zamknięciem szkół, to teraz dzięki ich popularyzacji wiele, szczególnie tych bardziej doświadczonych nauczycieli zda sobie nareszcie sprawę, że w przygotowywaniu lekcji lub układaniu sprawdzianu nie są pozostawieni samym sobie.

Po okresie pandemii zmieni się także nastawienie do e-kształcenia samych nauczycieli. Dotychczas za cenne uchodziły te kursy i szkolenia, które odbywały się stacjonarnie. W obecnej sytuacji jest to niemożliwe. Z pomocą przyszły webinaria i inne propozycje rozwoju zawodowego dla nauczycieli, przeprowadzane drogą online. Dotychczas uważano je za gorsze, niesłusznie zresztą. Sytuacja kwarantanny powoli obala te mity i zwraca uwagę na możliwość odbycia certyfikowanych kursów bez wychodzenia z domu. Materiały szkoleniowe są przesyłane na maila, mamy do nich stały dostęp. Wśród platform z bogatą ofertą należy wymienić strony takie jak: Edukreatywne, Akademia Webinaru, Szkolna24.pl lub te oferowane przez Operon.

2. Zdalne ocenianie nie tylko w czasach pandemii

Zdalne nauczanie nie zwalnia pedagogów z obowiązku sprawdzania wiedzy uczniów. Oczywiście, można zrobić to na żywo, za pomocą komunikatów, takich jak Zoom lub Skype. Wiąże się to jednak z ogromem czasu, jaki musimy poświęcić na indywidualną rozmowę z każdym uczniem z każdej klasy. Z pomocą przychodzą narzędzia do tworzenia zdalnych kartkówek i sprawdzianów. Wiele firm oferuje płatne opcje, istnieje też kilka darmowych. Moje oczekiwania spełnił testportal.pl.

Wcale nie jest tak, że jeśli dzieci piszą kartkówkę lub sprawdzian w domu, mogą łatwo ściągać. Właściwe ułożenie pytań i ograniczenia czasowe działają. Rozkład ocen na sprawdzianach i kartkówkach jest bardzo podobny do tego, który pojawiał się w szkole. Są uczniowie, którzy ledwo zaliczają, ale też tacy, którzy piszą na piątki. Oczywiście mam świadomość tego, że to sytuacja, w której łatwiej jest coś sprawdzić, podejrzeć. Jednak nie przeprowadzam testów po to, żeby złapać kogoś na niewiedzy, ale raczej zmotywować do tego, by w ogóle ją zdobył lub utrwalił.

Przeprowadzanie zdalnych testów, sprawdzianów lub kartkówek to dobre rozwiązanie także po czasie kwarantanny i epidemii, szczególnie dla dzieci i młodzieży z niską odpornością, które chorują często lub przewlekle. Nie chodzi o to, by w chorobie kazać się uczyć. Często zdarza się jednak tak, że mimo znacznego polepszenia stanu zdrowia lub niemalże całkowitego wyzdrowienia lekarz zaleca, by zostać w domu jeszcze przez kilka dni. Często rodzice decydują się na to, żeby dziecko lekko przeziębione nie szło do szkoły, aby katar nie rozwinął się w coś poważniejszego, a także po to, by nie zarażać innych.

Tydzień lub dwa nieobecności skutkują masą kartkówek i sprawdzianów do nadrobienia po lekcjach, na zajęciach dodatkowych, które nakładają się na siebie. Dlaczego wówczas w porozumieniu z wychowawcą i rodzicem nie przeprowadzić testu zdalnie? Pozwala to na przynajmniej częściowe ułatwienie powrotu do szkolnej rzeczywistości bez poczucia przygniecenia materiałem, który trzeba nadrobić. To dobra opcja także dla młodych sportowców, którzy często wyjeżdżają na wszelkiego rodzaju turnieje i zawody. Skala osób, dla których zajęcia dodatkowe z czasem zaczynają dominować nad życiem szkolnym pomimo prawnie nakazanego obowiązku edukacji, rośnie. To wszystko powoduje, że zdalne sprawdzanie wiedzy powinno zostać z nami również po okresie kwarantanny.

3. Zamiast biblioteki e-zasoby

Wprawdzie nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek narzędzi elektronicznych zastępujących tradycyjne książki w postaci ebooków, czytników lub audiobooków, to jednak nie wyobrażam sobie funkcjonowania lekcji języka polskiego w czasach pandemii bez bibliotek internetowych, zwłaszcza takich jak wolnelektury.pl lub lektury.gov.pl. Biblioteki szkolne i miejskie nadal pozostają zamknięte, a praca z lekturą należy do tych, które cenię najbardziej. Nie wszyscy pomyśleli, by zaopatrzyć się w egzemplarze książek na kwiecień lub koleje miesiące. Powyższe strony umożliwiają legalny dostęp do wielu tekstów.

Rosnąca popularność czytników, z których coraz częściej korzysta młodzież, jest wystarczającym argumentem do zwiększania oferty tychże serwisów. Trzeba dążyć więc do tego, aby cały katalog lektur szkolnych był dostępny na wolnej licencji w wersji elektronicznej.

4. Kultura zawsze dostępna

Nie wszystkie instytucje kulturalne poradziły sobie z koniecznością przeniesienia swojej aktywności do sieci. Wyjątkowo dobrze z sytuacją kwarantanny poradziło sobie warszawskie Centrum Nauki Kopernik, publikując filmiki z laboratoriów, ale też takie, które pokazują, jak bezpiecznie wykonać proste eksperymenty.

Akcja #Kopernikwdomu to jedna z najlepiej zorganizowanych tego typu inicjatyw. Dlaczego? Bo wspiera trzy podmioty zdalnej edukacji – uczniów, nauczycieli i rodziców. Dla tych pierwszych przygotowano propozycje prostych, ale ciekawych zabaw naukowych. Komentarze do eksperymentów z krótkim wytłumaczeniem praw fizyki lub reakcji chemicznych publikowane są na kopernikowskim Facebooku kilka dni po umieszczeniu zadań. Nauczyciele mogą korzystać z gotowych scenariuszy lekcji lub projektów, materiałów wideo, kart pracy i webinariów. Dla rodziców (ale też wszystkich pozostały odwiedzających stronę Kopernika) przygotowano krótki poradnik przetrwania, jak radzić sobie z trudnymi pytaniami dziecka dotyczącymi kwarantanny, kwestii żywieniowych, radzenia sobie z lękiem i izolacją. Inicjatywa doskonała, dopracowana pod względem treści, jak i formy.

Taka forma korzystania z zasobów najlepszych polskich placówek kulturalnych staje się szansą dla dzieci z całej Polski, a szczególnie tych z prowincji. Nie tylko wirtualny spacer, ale integralny sposób uczestniczenia w warsztatach nastawionych na integrację nawet bez fizycznej obecności w Warszawie, Gdańsku czy Krakowie to szansa przede wszystkim dla placówek spoza wielkich miast, które do tego typu muzeów często albo w ogóle nie jeżdżą, albo jeżdżą zdecydowanie zbyt rzadko, aby jakąkolwiek wystawę czy warsztaty poznać wystarczająco dobrze. Ogólnodostępna kultura w modelu zaproponowanym przez warszawskiego Kopernika stanowi szansę na demokratyzację polskiej edukacji. Przecież każdy, niezależnie od miejsca, w którym chodzi do szkoły, powinien mieć możliwość korzystania ze wspólnego dobra.

5. Koniec ery Power Pointa

Nie jestem również zwolenniczką nadmiernej obecności wysokich technologii w szkole. Naszpikowanie każdej lekcji prezentacjami, filmami, aplikacjami i grami sprawia, że dziecku paradoksalnie trudniej się uczyć, a po pewnym czasie szybko się nudzi. Nowoczesnymi technologiami trzeba dysponować umiejętnie, traktować je raczej jako dodatek, coś, co ma przyciągnąć uwagę do tych tematów, które należą do trudniejszych pod względem utrzymania koncentracji, uwagi, zaciekawienia. Istnieje kilka narzędzi, z których nauczyciele korzystają znacznie częściej w czasach epidemii, a są one na tyle wartościowe, że warto je zostawić także „na potem”.

Trzeba zdać sobie sprawę, że prezentacja utworzona w Power Poincie już nikogo nie zachwyca, zawiera raptem kilka średnio ciekawych szablonów. Power Point dobrze sprawdzał się kilka, a nawet kilkanaście lat temu. Brak tutaj „efektu wow”, grającego na emocjach odbiorcy. Już od jakiegoś czasu prym wiodą (a przynajmniej powinny) Prezi lub Genially (genial.ly).

To bardzo intuicyjne narzędzia do tworzenia bardzo efektowanych treści. Wszystko się tu rusza, jeździ, ukazuje w taki sposób, jak widzimy to na filmie lub w reklamie. Prezentacje tworzą małe sfabularyzowane historie, nie służą już tylko jako tło wypowiedzi. Co ważne, są darmowe, a konto pozbawione wersji premium w zupełności wystarcza do prowadzenia zajęć.

Czas epidemii spowodował radykalne przełamanie wszystkich schematów, do których byliśmy przyzwyczajeni. Po pierwszym szoku nadszedł czas, by ulepszyć to, na co nigdy nie mieliśmy czasu lub wciąż odkładaliśmy na później. Zupełnie nieprzekonani do technologicznych narzędzi nauczyciele nagle musieli zacząć sobie z nimi radzić. Wiele dobrych, a zarazem darmowych programów, zyskało na popularności – w tym także PreziGenially. Być może sprawią, że młodzi ludzie wreszcie zobaczą przy okazji jakiejś lekcji, jak wygląda nowoczesna, dobra prezentacja i wykorzystają tę wiedzę w swoim przyszłym życiu nie tylko studenckim, ale może i zawodowym.

6. Wszechogarniajacy gaming

Dzieci, szczególnie te chodzące do szkół podstawowych, z grami mają styczność na co dzień. Całkowity zakaz korzystania z wysokich technologii jest w dzisiejszym świecie niemożliwy. Skutkuje awanturami i krzykami, buntem dziecka, ale przede wszystkim wykluczeniem z grupy rówieśniczej i poczuciem odosobnienia, odrzucenia. Wprowadzenie ograniczeń i limitów jest tak samo konieczne (ze względu na właściwy, niezakłócony wysokimi technologiami rozwój mózgu dziecka) jak uczenie mądrego wykorzystania wszelkiego rodzaju gier i quizów.

Bardzo szybką zmianę nastawienia do trudnego i żmudnego tematu przynosi dwuminutowa gra w stworzony przez nauczyciela quiz na stronie Kahoot lub zaimprowizowanie udziału w Milionerach – tę opcję udostępniają Learning Apps.

Technologiczne dodatki często sprawdzają się też w wypadku rozwijania kompetencji narracyjnych i tekstotwórczych u starszych. Takie ćwiczenie nieraz przybierają formę znienawidzonych lekcji humanistycznych, które na dodatek „na nic nie zdają się w życiu”. Z pomocą przychodzą StorybirdPixton (polecany m.in. przez Uniwersytety: Harvard, Stanford, Michigan), w których można przygotować własną książkę z ciekawymi ilustracjami lub – w przypadku drugiej opcji – komiks.

Wszystkie z nich są atrakcyjne – bardziej lub mniej. Szczególnie w tym wypadku potrzeba dużej uważności nauczycieli i rodziców, by to, co ma pomagać w edukacji, nie zmieniło się w to, co przeszkadza. Nowoczesna szkoła musi zatem być gotowa na to, by w mądry, wywarzony, ale też ograniczony sposób korzystać z technologicznych rozwiązań. Nauczanie zdalne spowoduje wzrost zainteresowania powyższymi stronami i aplikacjami, bo w zupełnie odmienny sposób uczą umiejętności opowiadania, tworzenia własnych historii.

7. Nauka języków obcych z nativem

Nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak ważna jest nauka języków obcych w dzisiejszym świecie. Rozmowa z Polakiem mówiącym np. po angielsku jest zupełnie czymś innym niż wysłuchanie kilkuminutowego wystąpienia native speakera, a o rozmowie z nim nawet nie wspominając.

Ograniczony dostęp do wszelki nagrań dołączanych do podręczników spowodował nagły zwrot nauczycieli angielskiego w kierunku stron takich jak np. Ted-Ed: Lessons Worth Sharing. Tylko tutaj znajdziemy materiały z zakresu sztuki, ekonomii i biznesu, literatury, języka, matematyki, religii, filozofii, psychologii, nauk ścisłych, a także kwestii autotematycznych, dotyczących samych procesów myślenia, uczenia i uczenia się, nagrywane przez osoby, które posługują się angielskim jako językiem ojczystym. Wiele filmów posiada polskie napisy. To doskonała okazja do rozwijania kompetencji słuchania i rozumienia treści.

Podobnie rzecz ma się z materiałami przygotowanymi przez BBC (Learning English) dotyczącymi gramatyki, słownictwa, właściwej wymowy, codziennych wiadomości, a nawet kursami na wszystkich poziomach zaawansowania. Opcją odpowiadającą młodszym dzieciom jest strona British Council – LearnEnglish Kids, a nastolatkomLearnEnglish Teens.

Po regularnym korzystaniu z popularnego Teda czy BBC (Learning English) nauczyciele, a przede wszystkim uczniowie, mogą uznać, że sztampowe słuchowiska z podręcznika jesteśmy w stanie zastąpić czymś żywym, aktualnym i interesującym.

***

Po okresie pandemii polskie szkoły nie przeniosą się do Internetu. Być może na chwilę wszyscy – nauczyciele, uczniowie i rodzice – będziemy mieli dość wysokich technologii w rytmie naszego dnia. Coś jednak zmieni się na pewno. Transformacje nie będą dotyczyły jedynie jeszcze sprawniejszego poruszania się w świecie e-nauki i e-dydaktyki lub wykorzystania cyfrowych narzędzi. Epidemia paradoksalnie poszerzy nasze horyzonty – docenimy stacjonarną edukację, jak również czas zaoszczędzony na kursach odbywanych w domu. Najważniejsza zmiana może dotyczyć sposobu funkcjonowania społeczeństwa na poziomie makro – państwa ułatwiającego naukę nauczycielom i dzieciom dzięki dodatkowym darmowym platformom i pomocom naukowym – oraz mikro – w obrębie rodzin pozwalającym dzieciom na większą samodzielność. Wystarczy, że dobrze tymi procesami pokierujemy.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki 1% podatku przekazanemu nam przez Darczyńców Klubu Jagiellońskiego. Dziękujemy! Dołącz do nich, wpisując nasz numer KRS przy rozliczeniu podatku: 0000128315.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.