Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Marcin Kawko  15 lutego 2020

Zenek na usługach władzy. Disco polo a polityka

Marcin Kawko  15 lutego 2020
przeczytanie zajmie 8 min
Zenek na usługach władzy. Disco polo a polityka By Piotr Morawski - Source, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=50216067

Zenon Martyniuk – niekwestionowany król disco – zrobił zawrotną karierę. Skromny chłopak z podlaskich Gredel został jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich wokalistów. Jako najważniejszy przedstawiciel niewyrafinowanej muzyki tanecznej stał się łakomym kąskiem dla polityków, którzy swój interes upatrują w dzieleniu Polaków na lewicowych i prawicowych, liberalnych i konserwatywnych, kosmopolitów i patriotów. Właśnie w ten sposób disco polo, pozbawione zarówno ideologii, jak i artystycznych walorów, stało się narzędziem cynicznej gry o władzę.

Przy okazji Sylwestra TVP w Zakopanem w 2016 r. na wokandę wrócił temat fenomenu disco polo, jakości tego gatunku muzycznego i roli, jaką odgrywa w polskim społeczeństwie. Ponowny występ Zenka Martyniuka na Sylwestrze w Zakopanem w 2019 r., emitowany w TVP 2 benefis 30-lecia jego działalności artystycznej oraz premiera filmu TVP o liderze Akcentu jeszcze podgrzały atmosferę konfliktu, jaki obserwujemy w Polsce z różnym natężeniem już od prawie 30 lat. Dotąd jednak dyskusja nad wątpliwymi wartościami artystycznymi polskiej muzyki tanecznej nie miała tak wyraźnego zabarwienia politycznego.

Historia disco polo

Jeszcze w pierwszej połowie lat 70. na polskich weselach królowały piosenki o ludowym rodowodzie. Istotna rola społeczna folkloru została dostrzeżona przez władze, które znacjonalizowały całą branżę. Warto wspomnieć chociażby nasze wizytówki: „Mazowsze” oraz „Śląsk”. Odgórne zarządzanie folklorem sprawiło jednak, że utracił on swą żywiołowość, ekspresyjność i niepowtarzalność. Piosenki ludowe wciąż stanowiły inspirację dla lokalnych muzyków występujących na zabawach i weselach. Stopniowo ulegali oni jednak zagranicznym wpływom, na czele z włoską muzyką elektroniczną – tzw. italo disco. Z połączenia elementów obcej i lokalnej kultury powstał nowy gatunek muzyczny.

Jego potencjał został dostrzeżony przez takich przedsiębiorców, jak Bogdan Fabiański czy Janusz Kondratowicz. To właśnie dzięki nim muzykę tę przedstawiono masowemu odbiorcy. Zaczęły pojawiać się wytwórnie i duże pieniądze, a wraz z nimi rosła również popularność. W końcu nowy gatunek zyskał swoją nazwę. Nadał ją w 1993 r. założyciel wytwórni kaset Blue Star, Sławomir Skręta, i krótko wyjaśnił: „Disco polo, czyli dyskoteka po polsku”. Na fali tej popularności Polsat uruchomił w latach 90. programy Disco Relax oraz Disco Polo Life, które okazały się stałym punktem w tygodniowym kalendarzu milionów Polaków. Tu zaczęły się jednak schody. Dzięki dotychczasowemu brakowi komercjalizacji wykonawcy łatwo przekonywali publikę o swej swojskości – nadawca był bardzo bliski odbiorcy.

Po szybkim wzbogaceniu się muzycy i ich agenci zapragnęli jednak „spod strzechy wejść na salony”, co sprawiło, że zatracili swoją największą zaletę – autentyczność. Wartości, jakie niosła za sobą nowa gałąź polskiej kultury muzycznej, zostały skomercjalizowane, czyli – w rozumieniu większości Polaków – zaprzedane. Dodatkowo na polskim rynku umocniła się amerykańska Music Television (MTV), która zaczęła zapewniać widzom symulację bardziej atrakcyjnego świata Zachodu. Disco polo jako frontowa cecha charakterystyczna naszej lokalności popadła w niełaskę i niebyt praktycznie na całe pierwsze dziesięciolecie XXI w.

W zupełnie nowej szacie pojawiła się dopiero kilka lat temu. Tym razem już od początku muzyka taneczna była tworem w pełni skomercjalizowanym. Wiele teledysków nagrywanych było za granicą, utwory przygotowywano przy wykorzystaniu drogich sprzętów, agencje inwestowały w kampanie promocyjne i odgórnie sterowały częstotliwością koncertów konkretnych zespołów. Nowa odsłona disco polo sprowadzona została właściwie jedynie do swej podstawowej funkcji – inspiracji tanecznej.

Tożsamość disco

Disco polo stało się w latach 90. czymś więcej niż muzyką. Było zespołem praktyk kulturowych wyrażających określony sposób bycia. Menedżerowie zespołów i wielkich regionalnych dyskotek zapewniali wiejskiej ludności pracę, organizowali wolny czas, promowali wsie, a nawet – trochę nieświadomie – przyczyniali się do wzrostu zainteresowania własnym wyglądem wśród wiejskiej młodzieży. Dyskoteka była bowiem najbardziej oczekiwanym punktem cotygodniowego planu zajęć, w związku z czym każdy chciał się podczas niej prezentować jak najlepiej.

Warto podkreślić, że melodie te nigdy nie były przeznaczone „do słuchania”. Miały jedynie prowokować dobrą zabawę, taniec i uśmiech (co dobitnie przypomina w najnowszym filmie tytułowy Zenek). Stanowiły niezwykle barwną plamę na tle szarej rzeczywistości lat 80., dając wytchnienie biedniejszym mieszkańcom mniejszych miast i wsi. Co najważniejsze, twórcy disco polo nie twierdzili, że ich muzyka ma jakąkolwiek wartość artystyczną. Nie taki był jej cel.

Właśnie ta wspólnototwórcza funkcja muzyki jest po dziś dzień istotą disco polo. Jednak jest ona również przyczyną istniejącego dziś konfliktu. Oto bowiem znajdujemy się w sytuacji, w której coś tak prozaicznego jak postludowy gatunek muzyczny stał się platformą jednoczącą przedstawicieli ignorowanych dotąd przez samozwańczą „elitę” warstw społeczeństwa. Z drugiej strony piewcy disco polo – na czele z prezesem TVP – starają się za wszelką cenę udowodnić, że muzyka ta niczym nie ustępuje innym gatunkom muzycznym. A takie opinie uwłaczają każdemu profesjonalnemu artyście.

Kontrola kapitału kulturowego

Dyskusja o disco polo jest kolejną płaszczyzną społecznego konfliktu. To naturalny mechanizm. Elity starają się nadawać smak, z którym prości ludzie nie chcą się utożsamiać. Z tego powodu w tym sporze szafuje się często wątkami kiczu i obciachu. Ten ostatni powoduje, że liczni odbiorcy sympatyzujący z muzyką disco polo nie mogą się do niej przyznać. Aspirują do miana elity lub nie chcą być uważani za prostaków, dlatego ukrywają muzyczne preferencje.

Tu dochodzimy do istoty tzw. wojny o disco polo. Pierre Bourdieu stwierdził, że podziały klasowe manifestują się najczęściej w sferze kultury. Jego zdaniem „niechęć do innych stylów życia prawdopodobnie stanowi jedną z najsilniejszych barier między klasami”. Podziały te są związane z nierównomiernym rozłożeniem kapitału kulturowego. Za prawomocny uznawany jest styl życia osób znajdujących się wyżej w hierarchii społecznej, gust pozostałej części społeczeństwa jest natomiast podrzędny, zaściankowy i niewarty uwagi.

Jednocześnie musimy pamiętać o tym, że nie o gusty toczy się prawdziwa walka. Samo preferowanie kultury wysokiej nie stanowi problemu. Jest nim natomiast arogancki, pełen poczucia moralnej wyższości język. A właśnie tak zachowują się przeciwnicy disco polo w debacie publicznej. Problemem jest również zaniechanie jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji o wartościach i roli polskiej muzyki tanecznej, która najczęściej zastępowana jest przez chodnikowe inwektywy.

Wartość disco

W czym zatem szukać wartości disco polo, jeśli nie w warstwie artystycznej? We wspólnocie odczuwania i rozumienia, jaka połączyła wykonawców i odbiorców tej muzyki dzięki minimalnemu (niekiedy zerowemu) dystansowi w hierarchii społecznej między obiema grupami. Z taką sytuacją mieliśmy wprawdzie do czynienia w latach świetności disco polo, jednak trudno upatrywać podobnej zależności we współczesnym biznesie, jakim stała się w pełni skomercjalizowana polska muzyka taneczna.

Znacznie bardziej wartościowym będzie wskazanie siły jednoczenia, jaką ma disco polo w ostatnich latach. Owa wspólnototwórcza właściwość muzyki nie może jednak być skierowana przeciw komuś – w tym wypadku dość enigmatycznym „elitom” – co ma miejsce w retoryce Jacka Kurskiego. Podkreślona natomiast powinna być spontaniczność i autentyczność, jaką odznaczały się „klasyczne” utwory disco polo. Rolą tego gatunku zawsze było umożliwienie zabawy wszystkim, którzy mają na to ochotę. Obecność klubów muzycznych w wielkich miastach dedykowanych disco polo pokazuje, że muzyka ta już dawno przestała definiować wyłącznie wiejską tożsamość. Disco polo to najbardziej demokratyczny gatunek muzyki popularnej – doktor prawa i absolwent szkoły zawodowej spotykają się na jednym parkiecie i nie patrzą na siebie z góry.

Disco polo a wielka polityka

Nie rozmawialibyśmy teraz tak zawzięcie o Zenku Martyniuku, gdyby nie działalność prezesa Telewizji Polskiej – Jacka Kurskiego. Ponowny sojusz disco polo z wielką polityką (żeby nie wspomnieć epizodów związanych z kampaniami Aleksandra Kwaśniewskiego i Waldemara Pawlaka) trwa już ładnych parę lat.

Wiele badań wskazuje na to, że disco polo cieszy się większą popularnością w mniejszych miastach oraz na terenach wiejskich. Takiej okazji nie mogli nie wykorzystać przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, którzy przed wyborami w 2019 r. dążyli do ostatecznego wyparcia PSL-u z terenów będących dotąd jego ostoją. Prawica odniosła ostatecznie istotny sukces w mniej zurbanizowanych regionach, choć oczywiście trudno jest stwierdzić, jaka była w tym zasługa wykorzystania wizerunku promotora muzyki disco polo. Nie ulega jednak wątpliwości, że Jacek Kurski postanowił bezwzględnie wykorzystać okazję, jaka mu się nadarzyła.

Obecna narracja związana z disco polo ukierunkowana jest więc na podkreślanie jej swojskości oraz przede wszystkim na dalsze zaostrzanie i tak już napiętych stosunków między „lewicową inteligencją” a „prawicową klasą niższą”. Widzimy więc, że ten niezaprzeczalny konflikt historyczny zamiast być łagodzonym, jest bezczelnie wykorzystywany do osiągania doraźnych korzyści politycznych.

Nie chodzi tutaj o wysyłanie zaproszeń na Sylwestra TVP do konkretnych muzyków, o produkcję filmów biograficznych lub organizację wątpliwej jakości artystycznej benefisów w lokalnych filharmoniach. Znacznie groźniejsze jest wzmacnianie retoryki, w której dodaje się kolejną oś sporu w sam środek politycznego konfliktu. Tym bardziej, że rzeczywistość nie jest tak jednoznaczna. Trudno uwierzyć, by liberalni światopoglądowo entuzjaści lewicy stanowili 100% przeciwników disco polo lub by wszyscy jego zwolennicy byli kochającymi Polskę katolikami.

***

Obóz rządzący ma wybitny talent do wykorzystywania zasobów kulturowych, czy to na użytek wewnętrzny, czy zewnętrzny. Muzyka disco polo nie jest jednak polityką historyczną. Powstała wyłącznie po to, by dawać ludziom prostą rozrywkę. Tak jak nie walczy o uznanie artystycznego salonu, tak też nie powinna być paliwem cynicznych gier Jacka Kurskiego.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki 1% podatku przekazanemu nam przez Darczyńców Klubu Jagiellońskiego. Dziękujemy! Dołącz do nich, wpisując nasz numer KRS przy rozliczeniu podatku: 0000128315.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.