Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Wypalony Lewiatan na dziejowej emeryturze?

Świat się zmienia. Z perspektywy krajów Zachodu fundamentalne pytanie brzmi: czy żyjemy w epoce przejściowej czy raczej nowy świat już się wyłonił? Do historycznego lamusa przeszedł powojenny modernistyczny porządek państwa dobrobytu z jego wielką etyczną umową społeczną kiełznającą ludzką pychę i chciwość. Na jego miejsce przyszło postmodernistyczne państwo prekarne podporządkowane globalnego kapitalizmowi. Czy ten świat może jeszcze się zmienić?

Precz z marnotrawstwem wolnego rynku!

W latach 30. XX wieku wszystkich zwolenników wolnego rynku można byłoby zamknąć w jednej sali seminaryjnej. W tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych prezydent Franklin Delano Roosevelt inicjował politykę „Nowego Porządku” (słynne „New Deal”), łączącą państwowy interwencjonizm z elementami planowania gospodarczego; w peryferyjnej Polsce wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, pomysłodawca Centralnego Okręgu Przemysłowego,pisał o państwie „wycinającym w nieprzebytej puszczy nowe drogi dla inicjatywy prywatnej”, a cały świat z fascynacją przyglądał się radzieckiemu eksperymentowi gospodarczemu, którego stawka była fundamentalna: na ile omnipotentne państwo jest w stanie sprostać cywilizacyjnemu wyzwaniu budowy powszechnego dobrobytu. Nikt nie miał wątpliwości –rynek albo wymaga zasadniczej korekty albo całkowitego wyeliminowania. Marnotrawstwo zasobów, chaos, niegospodarność – epitety, którymi dziś określamy realny socjalizm, przed wojną były zarezerwowane dla wolnego rynku.

Rok 1929 – wybuch Wielkiego Kryzysu; rok 1939 – wybuch II wojny światowej. Te dwie daty możemy potraktować jako symboliczne przystanki na drodze do powstania po roku 1945 „paneuropejskiego keynesizmu”, jak o narodzinach państwa dobrobytu pisał zmarły niedawno ekonomista i twórca teorii systemów-światów Immanuel Wallerstein. Zdaniem Adama Leszczyńskiego, autora opasłego tomiszcza Skok w nowoczesność. Polityka wzrostu w państwach peryferyjnych, elity Zachodu potraktowały okres wojny jako moment katharsis, po którym nie ma już powrotu do przeszłości. Przyszedł czas na zbudowanie świata, który finalnie przyjął kształt słynnego welfarestate.

Trzy modele kapitalistycznego państwa dobrobytu

Nie było czegoś takiego jak jedno uniwersalne państwo dobrobytu – taki podstawowy wniosek można wyciągnąć z lektury wyczerpującej monografii Trzy porządki kapitalistycznego państwa dobrobytu autorstwa Gøsty Esping-Andersena. Zdaniem duńskiego badacza możemy wyróżnić trzy typy idealne zachodniego welfare state: liberalny (Australia, Kanada, USA, Wielka Brytania), konserwatywny (Austria, Belgia, Francja, Niemcy, Włochy) oraz socjaldemokratyczny (Dania, Norwegia, Szwecja).

Za powstanie i ostateczny kształt państwa dobrobytu w danym kraju odpowiadała kombinacja czterech czynników: tempo wzrostu gospodarczego, struktura demograficzna, unikalna konfiguracja sił politycznych (partii liberalnych, socjaldemokratycznych, chadeckich i konserwatywnych)i ruchów robotniczych (w tym związków zawodowych) oraz ewolucyjne przekształcenie istniejących wcześniej w danym kraju instytucji społeczno-gospodarczych (tzw. zależność ścieżki – path depedency).

Liberalne państwo dobrobytu osadzone było na trzech filarach: jednostce-adresacie publicznych świadczeń; rynku, który dostarczał usługi gwarantowane obywatelom przez państwo oraz instytucjach publicznych pełniących rolę uzupełniającą wobec podmiotów rynkowych. Jednym z podstawowych narzędzi liberalnego welfare state był test dochodowy. Zgodnie z jego logiką państwo wkraczało z pomocą socjalną tylko w sytuacji, kiedy jednostka nie była w stanie samodzielnie zapewnić sobie określonego poziomu dochodów. Można więc stwierdzić, że był to do pewnego stopnia model selektywnego państwa dobrobytu, wspierającego jedynie administracyjnie zdefiniowanych (a przez to społecznie stygmatyzowanych) najsłabszych. W przypadku takich świadczeń, jak emerytury i ubezpieczenia zdrowotne, liberalne państwo dobrobytu stawiało na prywatne podmioty jako realizujące gwarantowane przez państwo świadczenia; obywatele mogli z tego tytułu liczyć choćby na ulgi podatkowe. W odniesieniu do wielkości i struktury tzw. sektora HEW (health, education, welfare) państwo liberalne cechowało się średnim udziałem (większy niż konserwatywne państwa dobrobytu, mniejszy niż socjaldemokratyczne) tegoż sektora w całości gospodarki, ale z drugiej większość zatrudnienia w tych obszarach było udziałem pracowników rynkowych, nie państwowych (za wyjątkiem Wielkiej Brytanii).

Konserwatywne państwo dobrobytu w swojej architekturze wiele zawdzięczało historycznym zależnościom. Stąd podstawowym adresatem świadczeń nie była jednostka, lecz rodzina; istotniejszą rolę od instytucji państwa odgrywały zawodowe, neocechowe korporacje; od sektora HEW ważniejsza była służba cywilna. Konserwatywne państwa dobrobytu nie korzystały z testów dochodowych. W zamian opierały wypłacane świadczenia na historii pracy danego obywatela. W największym skrócie – liczył się staż pracy i wysokość odprowadzanych składek. W przeciwieństwie do liberalnego welfare state za realizację gwarantowanych świadczeń odpowiedzialne były podmioty publiczne, nie wolny rynek. W odniesieniu do sektora HEW, udział wchodzących w jego skład gałęzi w całości gospodarki był najniższy spośród trzech modeli państwa dobrobytu. W przypadku Francji i Włoch większość zatrudnienia przypadało na pracowników publicznych, a w Niemczech i Austrii – na podmioty prywatne, często o charakterze społecznym, jak np. Caritas.

Socjaldemokratyczne państwo dobrobytu to model oparty o jednostkę, państwo i sektor publiczny. Jego istotą była maksymalna powszechność i równość świadczeń (zasiłki chorobowe, zasiłki dla bezrobotnych, emerytury), gwarantowanych i realizowanych przez państwo, nie podmioty rynkowe. Stąd w modelu socjaldemokratycznym nie uświadczymy selektywności w postaci testów dochodowych, ani hierarchizacji społecznej charakterystycznej dla korporatyzmu państw konserwatywnych. Zatrudnienie w sektorze HEW było zdecydowanie najwyższe spośród wszystkich trzech typów idealnych państwa dobrobytu (sięgające 28% w Danii, w porównaniu z 10% w Austrii), a jednocześnie przeważająca część pracowników była zatrudniona w sektorze publicznym (ponad 90-procentowe wyniki dla Duńczyków, Norwegów i Szwedów).

Sześć cech wspólnych kapitalistycznego państwa dobrobytu

Zdaniem Esping-Andersena kluczowym procesem dla powojennego rozwoju kapitalistycznych państw dobrobytu była ich stopniowa uniformizacja – przy wszystkich wewnętrznych różnicach kraje Zachodu coraz silniej upodabniały się do modelu socjaldemokratycznego, jako najwyższej formy welfare state. Stąd możliwe jest stworzenie swoistego katalogu cech wspólnych dla kapitalistycznego projektu państwa dobrobytu.

  1. Idea pełnego zatrudnienia, zakładająca odpowiedzialność państwa za utrzymywanie niskiej stopy bezrobocia (w latach 60. poza USA wskaźnik ten oscylował wokół 1,5-2%).
  2. Powiązanie stałego i stopniowego wzrostu płac z rosnącą równolegle wydajnością pracy.
  3. Stworzenie rozbudowanej siatki świadczeń pozapłacowych, gwarantowanych zarówno przez przedsiębiorstwa (np. emerytury zakładowe), jak i państwo (zasiłki dla bezrobotnych, zasiłki chorobowe, emerytury).
  4. Powstanie szerokiej sieci instytucji i usług publicznych w zakresie edukacji, służby zdrowia czy mieszkalnictwa.
  5. Kluczowa rola związków zawodowych– funkcjonujących często na poziomie całych gałęzi gospodarki– odpowiedzialnych za dialog społeczny z państwem i pracodawcami.
  6. Dążenie do niwelowania nierówności społecznych za pośrednictwem progresywnego opodatkowania.

Zmierzch państwa dobrobytu i narodziny globalnego kapitalizmu finansowego

Zmierzch „złotego wieku” państwa dobrobytu rozpoczął się na początku lat 70. i przyspieszył wraz z kryzysem naftowym z roku 1973. Winnym było zjawisko stagflacji: jednoczesnej stagnacji gospodarczej oraz inflacji. Oba te procesy uderzyły w dwa podstawowe filary państwa dobrobytu: ideę pełnego zatrudnienia (spadek tempa wzrostu gospodarczego zmniejszał wysokość zatrudnienia) oraz stopniowy wzrost płac (coraz trudniejszy do realizacji przez pracodawców, a przy okazji powodujący wzrost inflacji).

W konsekwencji pojawiła się nowa idea regulatywna: tzw. idea odroczonego wzrostu płac. Zakładała ona wyhamowanie wzrostu płac w zamian za rozbudowę publicznych świadczeń (np. pełną wypłatę wynagrodzeń w czasie choroby, liberalizację przepisów umożliwiających przejście na wcześniejszą emeryturę czy wzrost wysokości wypłacanych świadczeń emerytalnych).

Problem stanowiło jednak źródło niezbędne do sfinansowania tej nowej społecznej umowy. Państwa zostały zmuszone do podwyższenia podatków, co oznaczało, że finalnie to sami pracownicy zapłacili z własnych kieszeni za rozbudowę państwa dobrobytu: między rokiem 1965 a 1980 marginalna stopa podatkowa w Szwecji wzrosła z 26 do 59%, w Niemczech z 20 do 34, a w USA z 13 do 24. W ten sposób rozpoczął się długi marsz od państwa dobrobytu do współczesnego państwa prekarnego, i od kapitalizmu przemysłowego do jego dzisiejszej globalno-finansowej postaci.

W pracy Bezwarunkowy dochód podstawowy, Rewolucyjna reforma społeczeństwa XXI wieku Maciej Szlinder wskazał jeszcze na trzy inne – prócz gwałtownego wzrostu cen ropy z 1973 r. – czynniki powodujące kryzys kapitalizmu fordowskiego i państwa dobrobytu. Po pierwsze, nasycenie zachodniego rynku produktami konsumpcyjnymi, takimi jak telewizory, pralki czy samochody, co w konsekwencji prowadziło do spadku tempa wzrostu gospodarczego. Po drugie, zawirowania finansowe spowodowane załamaniem się powojennego systemu walutowego z Bretton Woods i przejścia na model płynnych kursów walutowych. Po trzecie, zmiany kulturowe podważające konsensus społeczny co do sposobu i specyfiki pracy w kapitalizmie fordowskim. Nowe pokolenia robotników i studentów – korzystających ze stabilizacji ekonomicznej i masowej edukacji publicznej gwarantowanych przez państwo dobrobytu – zaczęły kwestionować model zestandaryzowanej, mechanicznej pracy w fabrykach i szukać nowych rozwiązań teoretycznych. Do tej wyliczanki dodać należy jeszcze jeden czynnik: płciowy. Pierwotnie idea pełnego zatrudnienia została sformułowana tylko na potrzeby męskiej siły roboczej. Tymczasem zmiany kulturowe i stopniowy wzrost liczby kobiet na rynku pracy dodatkowo utrudniały utrzymywanie bezrobocia na niskim poziomie.

Kluczową zmianą z perspektywy stopniowego demontażu państwa dobrobytu, jaka zaszła w latach 70., było zachwianie równowagi sił społecznych w ramach trójkąta: państwo-związki zawodowe-pracodawcy. Po kryzysie naftowym państwo i związki zaczęły słabnąć, stopniowo podporządkowując się pracodawcom i rynkowi. A dla szefów firm cel był jeden: znalezienie nowych źródeł wzrostu gospodarczego i odzyskanie utraconej rentowności.

Pierwszy rozwiązanie zostało podsunięte przez same rządy. W książce Biznes się kręci. Kryzys gospodarczy i upadek kapitalizmu Paul Mattick wskazał, że po roku 1973 państwa Zachodu (autor skupia się na krajach anglosaskich) zdecydowały się na transfer środków do tracących rentowność przedsiębiorstw – to historyczny poprzednik znanych nam z kryzysu finansowego 2008 roku bail-outów dla banków. Firmy przeznaczyły otrzymane pieniądze nie na budowę nowych fabryk, lecz na zwiększenie efektywności produkcji przy jednoczesnej redukcji zatrudnienia, co ponownie podważyło powojenny konsensus utrzymywania jak najniższego bezrobocia. Jednocześnie pracodawcy wynegocjowali wydłużenie tygodnia pracy i zwiększenie udziału zatrudnienia tymczasowego w całości rynku pracy. Tym samym przedsiębiorstwa zwiększały rentowość kosztem pracowników i stabilności państwa dobrobytu.

Drugi sposób także polegał na swoistym pasożytowaniu na demontowanym modelu welfarestate. Coraz mocniej zadłużone państwa decydowały się bowiem na prywatyzację publicznych usług (przede wszystkim lata 80.). W konsekwencji dla podmiotów rynkowych pojawiały się nowe obszary do inwestycji: prywatna edukacja, system ochrony zdrowia, mieszkalnictwo, system ubezpieczeń społecznych.

Model trzeci polegał na ekspansji geograficznej – w celu redukcji kosztów pracy firmy zaczęły przenosić produkcję do krajów spoza „zachodniego rdzenia”. W tym kontekście szczególnie istotną rolę odegrały dwie daty: rok 1989 – upadek żelaznej kurtyny i otwarcie rynków Europy Środkowo-Wschodniej dla zachodnich przedsiębiorstw; oraz rok 2001 – wejście Chin do Światowej Organizacji Handlu i otwarcie dla transnarodowych już korporacji gigantycznego rynku Państwa Środka. Z transferem produkcji do krajów peryferyjnych związany był jeszcze jeden proceder, na który zwrócił uwagę Paul Mattick – firmy wykorzystywały argument z przenoszenia jako szantaż wobec państw Zachodu: albo obniżycie nam podatki albo wyniesiemy się na Daleki Wschód lub do dawnych demoludów.

Ostatni ze sposobów na zwiększenie rentowności i odzyskanie utraconego tempa wzrostu polegał na strukturalnej przemianie kapitalizmu przemysłowego w kapitalizm finansowy (proces tzw. finansjalizacji gospodarki). Na miejsce stabilnej klasy robotniczej zaczęła wchodzić klasa średnia; dominujący dotychczas w strukturze gospodarek Zachodu przemysł zaczął był zastępowany przez sektor usług i sektor finansowy. Giełda, akcje, coraz bardziej wyrafinowane instrumenty finansowe, przejęcia, fuzje i inne operacje finansowe. Stopniowa dematerializacja pracy i rosnący podział na gospodarkę realną i finansową wraz z postępującymi zmianami technologicznymi na czele z Internetem okazały się skutecznym sposobem na wzrost rentowności kapitału. Istotną rolę odegrało także przejście od kapitalizmu właścicielskiego do modelu kapitalizmu akcjonariuszy, z coraz mocniej rozdrobnioną i dynamicznie fluktuującą na giełdach własnością, gdzie od stabilności zatrudnienia i wysokości płac pracowników ważniejszy stał się zysk anonimowych właścicieli akcji.

W miejsce dawnej idei pełnego zatrudnienia, stopniowego wzrostu płac za pracę oraz koncepcji odroczonego wzrostu płac obywatele otrzymali nowy sposób na finansową stabilizację: karty kredytowe i ułatwiony dostęp do pożyczek bankowych. Jedna z form tych pożyczek – kredyty hipoteczne – doprowadziła do wybuchu kryzysu finansowego w roku 2008, który ostatecznie pokazał, że król jest nagi. Zachodnie państwo dobrobytu zostało niezauważenie przekształcone w państwo prekarne.

Wielka Konwergencja i powstanie prekarnego świata

W pracy Karta prekariatu Guy Standing na potrzeby syntetycznego przedstawienia specyfiki współczesnego globalnego kapitalizmu ukuł pojęcie Wielkiej Konwergencji. Ten nowy porządek można jego zdaniem opisać poprzez dwie zasadnicze cechy. Z jednej strony stopniowe wyrównywanie poziomu płac na szczeblu globalnym: płace rosną w gospodarkach peryferyjnych i półperyferyjnych, a maleją w krajach niedawnych kapitalistycznych państw dobrobytu. Dzieje się to w wyniku globalnej „wędrówki fabryk”, czyli powszechnego dziś przenoszenia produkcji przez międzynarodowe korporacje do krajów o niskich kosztach pracy. Z drugiej strony gospodarki „zachodniego rdzenia” coraz mocniej przekształcają się w gospodarki rentierskie: elity, plutokracja i salariat (szczebel kierowniczy w transnarodowych korporacjach) czerpią wysokie zyski z akcji i dywidend (kapitalizm finansowy), co wynika z zasad funkcjonowania globalnego łańcucha wartości, gdzie najwyższe marże pobiera się na etapie doklejania „nadgryzionego jabłka” do finalnego produktu, a nie samej produkcji.

Fundamentalne konsekwencje tego procesu są dwojakie: rosną nierówności wewnątrz społeczeństw zachodnich, a maleją pomiędzy krajami Zachodu a gospodarkami wschodzącymi – czyli dzieje się dokładnie odwrotnie niż w czasach „długiego trzydziestolecia” państwa dobrobytu. Tymi, którzy w pierwszej kolejności tracą na Wielkiej Konwergencji, są stopniowo zanikająca robotnicza i usługowa klasa średnia w państwach Zachodu.

Pisząc o specyfice nierówności w globalnym kapitalizmie, Maciej Szlinder zwraca uwagę na kilka jej istotnych wymiarów i cech. Po pierwsze, na rosnące nierówności dochodowe wewnątrz państw Zachodu. Powołując się na badania Thomasa Piketty’ego, autor Bezwarunkowego dochodu gwarantowanego podkreśla, że w przypadku USA 1% najbogatszych przejął 60%, a 10% najbogatszych ¾ całego wzrostu gospodarczego za lata 1997-2007. Po drugie, na gwałtownie rosnące wynagrodzenia tzw. superkadry, czyli szczebla kierowniczego w transnarodowych korporacjach. Po trzecie, na rezygnację z wysokich, progresywnych stawek podatkowych (w przypadku USA chodzi o spadek z poziomu 75-procentowej najwyższej stawki pod koniec lat 70. do wysokości 39% trzydzieści lat później), co w połączeniu z rosnącym znaczeniem ulg podatkowych dla najbogatszych sprawia, że plutokracja staje się jeszcze bardziej zamożna. Po czwarte, na głębokie nierówności majątkowe: górny promil (!) ludności posiada 20% całego globalnego majątku, a 1% dysponuje ok. 50% całości światowego majątku. Z tym związana jest także niska stawka podatku od spadków i darowizn, a w konsekwencji niskie wpływy z majątków do budżetów państw. Po piąte, na spadek udziału płac w PKB kosztem kapitału (kapitalizm finansowy oraz zyski z akcji i dywidend płynące do „superkadr”).

Starając się syntetycznie przedstawić specyfikę współczesnego globalnego kapitalizmu można wskazać na postępujące zanikanie sześciu fundamentów świata dobrobytu we współczesnych państwach Zachodu:

  1. Znikającą pracę: przenoszenie produkcji do takich krajów jak Bangladesz, Indie i Wietnam, postępujący wzrost udziału zatrudnienia tymczasowego kosztem pracy pełnoetatowej.
  2. Znikające płace: spadający udział płac w PKB, spadek tempa wzrostu gospodarczego państw G7, stopniowa likwidacja świadczeń pozapłacowych.
  3. Znikające podatki w postaci coraz mniejszych wpływów do budżetu z płaconych przez pracowników składek oraz poprzez szeroko rozpowszechniony proceder korzystania z rajów podatkowych i ulg podatkowych przez najbogatszych obywateli i transnarodowe korporacje.
  4. Znikające państwo: postępująca prywatyzacji dawnych usług publicznych oraz systematycznie redukowany zasięg świadczeń socjalnych.
  5. Znikające inwestycje: rosnące znaczenie tzw. jobless growth, czyli takiego wzrostu gospodarczego, który nie pociąga za sobą powstawania nowych miejsc pracy i wzrostu zatrudnienia, spadek inwestycji w państwach „zachodniego rdzenia” kosztem gospodarek wschodzących.
  6. Znikające związki zawodowe: konsekwencja przejścia od stabilnego kapitalizmu przemysłowego z jego klarownym podziałem na konkretne gałęzie gospodarki do rozdrobnionego świata usług i fragmentaryzacji globalnej gospodarki z jej gigantycznie rozbudowanym łańcuchem produkcji rozrzuconej nawet po kilkunastu krajach na jeden finalny produkt.

Sześć zmiennych, które ukształtują świat jutra

Dzisiaj – szczególnie w perspektywie coraz gorliwiej przepowiadanego kolejnego kryzysu gospodarczego – fundamentalne pytanie brzmi: czy państwo prekarne, które wyłoniło się po 2008 r. to epoka przejściowa czy raczej nowy, stały porządek kapitalistycznego świata, który zastąpi model państwa dobrobytu? A może wciąż czekamy na właściwego następcę welfare state? Szukając odpowiedzi na to kardynalne pytanie, możemy wyróżnić sześć kluczowych zmiennych, które prawdopodobnie będą miały decydujący wpływ na przyszły kształt naszego świata.

Po pierwsze, kapitalizm kognitywny, który wyłonił się w ostatniej dekadzie. Jest to model, w którym kluczową rolę odgrywa Internet.

Dla kapitalizmu kognitywnego sposobem na uzyskanie rentowności jest praca na informacjach i wiedzy użytkowników sieci. Wiodącymi przykładami przedsiębiorstw funkcjonujących w nowej logice akumulacji kapitału jest słynna już GAFA, czyli kwartet globalnych internetowych korporacji:Google’a, Amazona, Facebooka i Apple’a. Istotą nowego modelu jest rejestrowanie ruchu użytkowników, maksymalna jego intensyfikacja, a następnie monetyzacja za pośrednictwem reklam.

To właśnie kapitalizm kognitywny odpowiada za pojawienie się wcześniej wspomnianego zjawiska jobless growth. Stosunek uzyskiwanych zysków do ponoszonych kosztów inwestycji w przypadku GAF-y jest całkowicie nieproporcjonalny i na dzisiaj kapitalizm kognitywny to prawdziwa żyła złota dla oligarchicznych gigantów. Żyła, której powstanie w istotnej mierze ponownie umożliwiło państwo dobrobytu (publiczna edukacja), bądź jego demontaż na rzecz rynku (prywatne szkolnictwo). Pytanie, w którą stronę podąży kapitalizm kognitywny i na ile państwa narodowe będą w stanie zatrzymać proces oligarchizacji tegoż sektora globalnej gospodarki odegra kluczową rolę w formowaniu się nowego świata „po dobrobycie”.

Drugą zmienną jest wielki spór o automatyzację pracy. Czy roboty zabiorą ludziom pracę? Czy czeka nas wielkie technologiczne bezrobocie? Czy należy wypatrywać nowego luddyzmu? Czy powinniśmy opodatkować pracę robotów?

Wątpliwości związane z przyszłością pracy mają zasadniczy wpływ na dalsze potencjalne znikanie pracy, płacy i podatków, a tym samym będą musiały zostać uwzględnione w projektowaniu nowego globalnego porządku.

Trzecim z czynników jest kryzys klimatyczny i wyzwania związane z ekologią.

W encyklice Laudato Si papież Franciszek celnie zwraca uwagę na specyfikę funkcjonowania współczesnego globalistycznego „wędrownego kapitalizmu”, który „jedzie na środowiskową gapę”. Obecny model działania transnarodowych korporacji oparty jest bowiem o jednokierunkowy co do zasady łańcuch geograficzny – bogata Północ eksportuje negatywne efekty środowiskowe, a importuje gotowe produkty do konsumpcji. Franciszek podkreśla, że dzisiaj duża część szkodliwej emisji CO2 powstaje w krajach Południa… w konsekwencji produkcji na rzecz państw bogatej Północy. W ten właśnie sposób został zaciągnięty i cały czas rośnie „dług ekologiczny” Północy wobec Południa. Tak rozumiana „kwestia ekologiczna” może w istotnym stopniu podważyć obecny model transferowania produkcji przez międzynarodowe korporacje do krajów peryferyjnych, a tym samym wpłynąć na kształt nowego porządku gospodarczego na świecie.

W pracy Polski węgiel Edwin Bendyk zaproponował inspirującą interpretację przejścia z modelu państwa dobrobytu do współczesnego kapitalizmu finansowo-cyfrowego. Jego zdaniem powojenne welfare state opierało się na czterech filarach: taniej pracy, taniej energii, taniej żywności i taniego środowiska. Dzisiaj ten model demokracji węglowej odchodzi już do lamusa. Tym samym Bendyk umieszcza kwestię „ekologicznej korekty” lub „przebudowy” kapitalizmu w centrum sporu o przyszłość porządku polityczno-społeczno-gospodarczego na Zachodzie – pytanie o ekologię jest równocześnie pytaniem o to, co ma przyjść po demokracji węglowej i państwie dobrobytu.

Kwestia czwarta dotyczy obecnego kryzysu polityczno-finansowego w Unii Europejskiej.

Istotą sporu o „Europę dwóch prędkości” pozostaje bowiem tak naprawdę nabrzmiewająca rywalizacja między „zachodnim rdzeniem” a półperyferyjnymi państwami Europy Środkowo-Wschodniej, które już dłużej nie chcą odgrywać roli gospodarczych „junior-partnerów”. Finalnie więc stawką sporu jest pozycja poszczególnych członków Wspólnoty w globalnym łańcuchu produkcji i wartości.

Z konfliktem o „kolejność dziobania” związana jest także walka ze znikającymi podatkami. Państwa UE coraz mocniej zdają sobie sprawę, że przeciwdziałanie podatkowym ucieczkom musi odbywać się na szczeblu ponadnarodowym; że GAF-ę może opodatkować skutecznie jedynie nie istniejący jeszcze Europejski Urząd Skarbowy. W tym miejscu pojawiają się również pomysły na wprowadzenie „unijnego CIT-u” jako sposobu na walkę z procederem nieuczciwej optymalizacji podatkowej. To,jak te sprawy zostaną w następnych latach finalnie rozwiązane, wpłynie również na kształt nowego modelu „postdobrobytowego”.

Z Unią związany jest także piąty z czynników zmiany –intensyfikująca się „nowa wędrówka ludów” z biednego Południa do sytej Północy.

W centrum tej wędrówki stoi kwestia nie tyle ekonomiczna, co demograficzna. Europa wymiera, a kraje Afryki czy Indie nie są w stanie zapewnić choćby podstawowego poziomu życia dla dziesiątków milionów swoich młodych obywateli. Pytanie, co zrobić z tymi ludźmi, będzie jednym z kluczowych wyzwań dla globalnego porządku w nadchodzących latach. Szczególnie, że jednym z powodów tych wędrówek są też zmiany klimatyczne.

Ostatni z czynników jest jednocześnie na ten moment najważniejszy – to rozpoczęta w roku 2018 wojna handlowa USA z Chinami.

W polskiej debacie publicznej rozpatrywana jest ona najczęściej dwojako: albo jako wyraz politycznego populizmu Donalda Trumpa, albo w geopolitycznym kluczu walki o globalną hegemonię. Drugie ujęcie jest jak najbardziej słuszne, ale należy uzupełnić je również o wymiar stricte geoekonomiczny. Wojna handlowa jest tak naprawdę sposobem na podważenie korzyści, jakie Chiny uzyskały z akcesu do Światowej Organizacji Handlu w roku 2001 i wejścia w globalny obieg gospodarczy. Wojna o geopolityczną hegemonię na świecie będzie jednocześnie wojną o nowy kształt geoekonomiczny świata, a tym samym pośrednio odpowie na pytanie o nowy porządek po państwie dobrobytu.

Działania administracji Trumpa, mające na celu z jednej strony powrót do USA miejsc pracy o charakterze przemysłowym, z drugiej zachęcenie wielkich korporacji o amerykańskim pochodzeniu (jak Apple) do ponownego płacenia podatków w ojczyźnie, jasno pokazują zasadnicze źródło obecnego kryzysu demokracji liberalnej – to tak naprawdę kryzys odchodzącego modelu państwa dobrobytu, na którym w pierwszej kolejności traci dotychczasowa klasa robotnicza. W słynnym haśle „Make America Great Again” słowo „great” oznacza de facto „welfare” – „Make America Welfare Again”.

Przy wszystkich wadach, wątpliwościach, błędach, czy wreszcie fakcie, że sam Trump – jak również inni przedstawiciele tzw. populizmu – nie są przedstawicielami ludu, ale dotychczas pozostającą w cieniu częścią establishmentu, trzeba jednak podkreślić, że ta „populistyczna zmiana” wynika właśnie z geoekonomicznych przekształceń współczesnego państwa i globalnego kapitalizmu, a stare liberalne elity broniły co do zasady modelu prekarnego, w którym to plutokracja i salariat zgarniały cały tort.

Wielka Oligarchia czy Wielka Redystrybucja?

No właśnie, co dalej z tym tortem? Większość zmiennych sugeruje, że proces Wielkiej Konwergencji będzie postępował. A to w praktyce oznacza jeszcze więcej napięć społecznych w państwach „zachodniego rdzenia” i stawia przed nami fundamentalne pytanie:

Czy zostanie utrzymany obecny prekarny model Wielkiej Oligarchizacji, na którym korzystają kadry kierownicze transnarodowych korporacji czy kraje Zachodu wymyślą sposób, aby pójść w stronę nowego modelu Wielkiej Redystrybucji na wzór powojennego konsensusu welfare state?

W tym kontekście warto wskazać pobieżnie na kilka mniej lub bardziej dyskutowanych w debacie publicznej pomysłów, które pozwoliłyby wybrać drogę Wielkiej Redystrybucji. Odpowiedzią na znikające państwo musi być w pierwszej kolejności walką ze znikającymi podatkami. Można ją podjąć w dwojaki sposób: albo starając się zwiększać ściągalność już istniejących podatków (walka na szczeblu międzynarodowym z rajami podatkowymi lub wspomniany wcześniej unijny CIT mający na celu przeciwdziałanie nieuczciwym optymalizacjom podatkowym na terenie UE), albo wprowadzając podatki nowe: np. podatek majątkowy, podatek cyfrowy (GAFA) lub podatek od transakcji finansowych (giełda i kapitalizm finansowy). Coraz częściej padającą odpowiedzią na wyzwanie znikającej pracy jest zapowiadana tzw. czwarta rewolucja przemysłowa, która zakłada ponowne stworzenie na Zachodzie miejsc pracy o charakterze przemysłowym, opartych jednak o nowe technologie. Takie rozwiązanie miałoby pozwolić na przezwyciężenie obecnego problemu z produkcją transferowaną do krajów rozwijających się i umożliwić krajom „zachodniego rdzenia” ponowne przejęcie większej części globalnego łańcucha wartości. Inne pomysły zakładają odgórne skrócenie czasu pracy bez zmniejszenia wynagrodzenia jako sposób na zwiększenie podaży pracy i redukcję istniejącego bezrobocia (uzasadniane tym, że wysokość płacy nie nadąża i tak za wzrostem jej wydajności), bądź zmianę rozumienia pojęcia pracy – rezygnację z wąskiej definicji pracy zarobkowej na rzecz jej poszerzenia o wymiar opiekuńczy (praca domowa) czy społeczny (wolontariat). Wreszcie sposobem na walkę ze znikającą płacą miałby stać się bezwarunkowy dochód gwarantowany, rozumiany jako „obywatelska dywidenda” i narzędzie zastąpienia/uzupełnienia dochodu ze znikającej pracy.

W poszukiwaniu nowej wielkiej narracji

Przyglądając się historii kapitalistycznego welfare state,warto wskazać na rok 1979. To właśnie wówczas miały miejsce dwa istotne wydarzenia: do władzy doszła Margaret Thatcher, która rozpoczęła na dobre demontaż brytyjskiego państwa dobrobytu, a we Francji została opublikowana praca Jeana-Françoisa Lyotarda Kondycja ponowoczesna. Raport o stanie wiedzy, w której filozof kultury wskazał na koniec epoki wielkich narracji.

A projekt państwa dobrobytu można rozpatrywać właśnie jako rodzaj polityczno-społeczno-gospodarczej wielkiej narracji, modernistycznej próby racjonalizacji kapitalizmu przemysłowego, uporządkowania świata oraz nadania mu stabilnej i przewidywalnej postaci. Trójkąt państwo-pracodawcy-związki zawodowe to tak naprawdę instytucjonalna forma wielkiej etycznej umowy społecznej, w której każda ze stron bierze na siebie odpowiedzialność za określony fragment rzeczywistości. Jednocześnie ta umowa miała charakter moralny – trudne negocjacje co do podziału uzyskiwanego dochodu, owoców pracy i wzrostu gospodarczego były rodzajem kiełznania ludzkich namiętności: pychy oraz chciwości.

Współczesny model globalnego, prekarnego „wędrownego kapitalizmu” finansowo-kognitywnego pozbawiony jest ewidentnie takiej etycznej umowy. Jego specyfika funkcjonowania z naciskiem położonym na tymczasowość, zmienność, labilność wpisuje się doskonale w kulturowy model postmodernizmu. Jednocześnie brakuje mu kośćca moralnego – pycha elit globalnego kapitalizmu, przekonanych, że ich wkład w finalny produkt jest tak wielki, że uzasadnia kilkuset razy wyższe zarobki od szeregowych pracowników oraz chciwość przejawiająca się w szukaniu kolejnych sposobów na dalsze zwiększanie swojego majątku, pokazują, że to właśnie w etyce tkwi zasadniczy problem.

Czy proces Wielkiej Konwergencji można zatrzymać? Czy w epoce późnej nowoczesności możliwe jest wypracowanie nowej „wielkiej narracji”, która zastąpi obecny model państwa prekarnego? Czy żyjemy w epoce przejściowej przed nastaniem nowego porządku po zmierzchu powojennego porządku welfare state? A może obecny świat jest już tym właściwym porządkiem? Czy Zachód stać na racjonalizację globalnego kapitalizmu finansowo-kognitywnego, wypracowanie nowej etycznej umowy społecznej oraz stworzenie nowej wersji państwa dobrobytu dla kapitalizmu?

Esej pochodzi z czwartego numeru elektronicznego czasopisma idei „Pressje”. Zachęcamy do bezpłatnego pobrania całego numeru w formatach PDF, EPUB lub MOBI.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.