Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Grzegorz Jazdon  27 grudnia 2018

Zróbmy miejsce dla Powstania Wielkopolskiego

Grzegorz Jazdon  27 grudnia 2018
przeczytanie zajmie 2 min
Zróbmy miejsce dla Powstania Wielkopolskiego Depositphotos

Prezydent Andrzej Duda nadał Order Orła Białego głównodowodzącym Powstania Wielkopolskiego: generałowi brygady Stanisławowi Taczakowi i generałowi broni Józefowi Dowborowi Muśnickiemu. To ważny gest, który chociaż w małej części zaspokaja potrzebę Wielkopolan, aby „ich” zryw został dostrzeżony w przestrzeni ogólnopolskiej.

Mieszkańcy regionu mają bowiem poczucie, że o Powstaniu Wielkopolskim wspomina się za mało, zdecydowanie mocniej kultywując pamięć zrywów może bardziej romantycznych, lecz przegranych: kiedyś listopadowego i styczniowego, obecnie zaś warszawskiego i walk Żołnierzy Wyklętych.

Często uważa się, że już w okresie międzywojennym Wielkopolska, będąca twierdzą endecji, nie mogła liczyć na właściwe zaakcentowanie jej roli w odbudowie państwa polskiego. Gen. Józef Dowbor Muśnicki za życia nie otrzymał żadnego polskiego odznaczenia, co wynikało głównie z jego fatalnych relacji z marszałkiem Piłsudskim. Poglądy polityczne samych powstańców były jednak o wiele bardziej zróżnicowane, a gen. Taczak, pierwszy dowódca zrywu, stał na czele Związku Weteranów Powstań Narodowych Rzeczypospolitej Polskiej 1914/1919, dużej organizacji kombatanckiej liczącej w szczytowym momencie ok. 16 tys. członków, która była zrzeszona w pro-piłsudczykowskiej Federacji Polskich Związków Obrony Ojczyzny. Niemniej jednak wśród sanacyjnych elit, wywodzących się z kręgów legionowych i pepesowskich, brakowało znaczących przedstawicieli Wielkopolski, którzy mogliby wpłynąć na szersze upamiętnienie Powstania. Swoją rolę odegrał też fakt, że środowisko byłych powstańców pozostawało podzielone, głównie ze względu na ambicje działaczy oraz różnice polityczne.

W okresie stalinizmu o wielkopolskim zrywie nie mówiono wcale lub oceniano go źle, przedstawiając go jako próbę przejęcia buntu mas ludowych przez burżuazję i kler, które to warstwy stępiły rzekomo prawdziwie rewolucyjne ostrze społeczne tego ruchu. Od końca 1956 r. władze Polski Ludowej stopniowo przywracały pamięć o Powstaniu. Ustanowiono Wielkopolski Krzyż Powstańczy, czyli pierwsze odznaczenie nadawane za sam fakt udziału w walkach, na początku lat 70. dokonano promocji oficerskiej żyjących weteranów walk, zezwolono także na odbudowę zniszczonych oraz postawienie wielu nowych pomników i miejsc pamięci zrywu.

Działania te kontynuowano w pewnym zakresie w III Rzeczypospolitej. Mimo wszystko wydaje się, że miały one jednak wydźwięk bardziej lokalny i nigdy nie zyskały naprawdę ogólnopolskiego formatu. Warto zauważyć, że także w programach nauczania Powstanie nie było jakoś przesadnie uwzględniane (chyba najlepiej pod tym względem było w latach 90.).

Ta „ogólnopolska luka” została zapełniona przez cały szereg działań i inicjatyw lokalnych. W przypadku Powstania Wielkopolskiego doszło do jego prawdziwej deglomeracji. Zauważył to nawet prezydent Duda, który podczas swej wizyty w Wielkopolsce weźmie udział nie tylko w centralnych obchodach w Poznaniu, ale także w uroczystościach w Mosinie, niewielkim podpoznańskim mieście. Wydaje się, że prawie każda miejscowość i gmina w Wielkopolsce organizuje w tych dniach różnego rodzaju wydarzenia: odsłonięcia nowych pomników, otwieranie miejsc pamięci, takich jak Dom Powstańca Wielkopolskiego w Gnieźnie, liczne okolicznościowe wystawy oraz najbardziej widowiskowe inscenizacje wydarzeń powstańczych. I nie dotyczy to tylko tego roku, choć w związku z setną rocznicą zrywu natężenie różnych działań jest z pewnością szczególne.

Oczywiście, ewentualne wsparcie rządowe dla budowy nowoczesnego Muzeum Powstania Wielkopolskiego, szersze uwzględnienie zrywu w szkolnej podstawie programowej, czy stałe podniesienie rangi obchodów jako corocznego wydarzenia ogólnopolskiego byłyby bardzo pożądane. Z drugiej jednak strony, gdy śledzi się liczbę lokalnych działań, gdy widzi się tysiące wywieszonych „powstańczych” i polskich flag, gdy obserwuje się zaangażowanie wielu „lokalsów”, którzy potrafią w pojedynkę ufundować tablicę czy nawet pomnik powstańczy (!), to widzimy, że pamięć o Powstaniu jest naprawdę żywa.

Co ważne, dotyczy to także młodych ludzi, którzy odkrywają, że historia nie jest czymś abstrakcyjnym, co wydarzało się kiedyś tam i gdzieś tam, lecz miała miejsce w przestrzeni, w której na co dzień żyją, na ulicach, którymi chodzą. Że historia to nie tylko rzecz zarezerwowana dla wielkich bohaterów z kart podręczników, ale także sprawa zwykłych ludzi, nieraz przodków tych młodych ludzi. A takie poczucie identyfikacji, budowanie tożsamości i osobistego zaangażowania jest przecież kluczowe.